Traduction non disponible. Affichage de la version française.

Walkający robot bojowy Big Dog. Początki broni przyszłości

En résumé (grâce à un LLM libre auto-hébergé)

  • Robot Big Dog, opracowany przez Boston Dynamics, to zaawansowany czteronóg, który potrafi poruszać się po trudnych terenach.
  • Finansowany przez DARPA, mógłby być wykorzystywany do przewożenia ładunków lub broni w miejscach niedostępnych.
  • Tekst omawia implikacje etyczne i militarne tych robotów, porównując ich rozwój do rozwoju technologii historycznych.

Robot bojowy Big Dog. Początki broni przyszłości

"""""

Kiedy kury będą miały zęby ****

[http://www.lemonde.fr/sciences/article/2012/03/06/un-robot-a-quatre-pattes-bat-un-record-de vitesse_1652844_1650684.html](http://www.lemonde.fr/sciences/article/2012/03/06/un-robot-a-quatre-pattes-bat-un-record-de vitesse_1652844_1650684.html)

Aktualizacja z 7 marca 2012 r.:

Rzeczy rozwijają się logicznie. DARPA to organ militarne. Byłoby czystą naiwnością przypuszczać, że rozwój tych robotów ma cele cywilne. Postępy człowieka stworzonego przez Boston Dynamics są już bardzo imponujące. Ale czworonóg może być najbardziej wydajnym rozwiązaniem dla szybkiego poruszania się po trudnym terenie. Co więcej: Centaur. Cztery nogi i dwie ręce. Cała broń, w tym lasery. Widzenie w podczerwieni i we wszystkich zakresach częstotliwości. Możliwość pływania, skakania przez przeszkody, wspinalności. Pancerz.

Terminator...

Wolność przewodzenia nerwowego utrudniała postęp dużych zwierząt w mezozoiku. Teraz nie ma już problemów. Roboty wyposażone w „inteligentne pancerze”, duże rozmiary, mogą być „bojownikiem przyszłości”, walczącym „przeciwko terroryzmowi i za demokracją”. W ostatnim czasie widziałem na filmie dwóch chłopców w wieku 10–12 lat, którzy zbudowali „elektromagnetyczny karabin”. Ale to nie jest nowość. Od kiedy dajemy dzieciom broń jako zabawkę?

Wszystko, tylko nie inwestowanie pieniędzy w lepsze życie ludzkości.

aktualizacja z 15 marca 2009 r.

16 marca 2009: postępy w ekzoszkieletach przeznaczonych do użytku wojskowego

****4 listopada 2011: postępy w robotach antropomorficznych (Japonia)

Strona utworzona 7 kwietnia 2006 r.


****Link


Przejdź do tego linku

Aktualizacja z 29 sierpnia 2007 r.: Big Dog zaczyna biegać i skakać przez przeszkody!

18 marca 2008 r.: Big Dog na śniegu i lodzie, teraz może nosić żołnierza i jego wyposażenie

Zobacz też pływające i wspinające się roboty

Amerykański robot Big Dog

Zobacz ten film, który pokaże, jak daleko poszli Amerykanie w zakresie robotyki (przynajmniej to, co chcą nam pokazać). Nazwa tego czworonogowego robota to „Big Dog”.

http://www.bdi.com/content/sec.php?section=BigDog

(następnie kliknij na film)

Nowszy materiał:

Big Doghttp://www.bostondynamics.com/content/sec.php?section=BigDog

Big Dog niosący 150 kg sprzętu

http://www.bostondynamics.com/content/sec.php?section=BigDog

Little doghttp://www.bostondynamics.com/content/sec.php?section=LittleDog

Little Dog

http://www.bostondynamics.com/content/sec.php?section=LittleDog

Rise, robot wspinaczhttp://www.bostondynamics.com/content/sec.php?section=RiSE

http://www.bostondynamics.com/content/sec.php?section=RiSE

**Rise: robot wspinacz. Spróbuj wyobrazić sobie pojazd, który przewozi żołnierzy i wspina się po nagich stromych skałach..... ** ** **

Czworonogi robot Big Dog

JPB 8/03/06

W wyścigu o rozwój robotów wojskowych lub kosmicznych zdolnych do przewożenia ładunków na trudnym terenie firma General Dynamics wydaje się właśnie zyskać przewagę dzięki „mule” BigDog.

Firma przedstawia ten nowy robot jako najbardziej zaawansowanego czworonogowego robota na świecie. Czujniki wykrywają różne rodzaje terenu i dostosowują się do nich. Inne, proprioceptory, oparte o inertne centra, wykrywają nawet najmniejsze „przeciążenie”. Robot może wchodzić na strome zbocza, przemierzać gruzowiska i utrzymywać równowagę nawet po otrzymaniu silnego uderzenia bocznego (które nie omijają jego twórcy, jak pokazuje film).

Cztery nogi, które mogą być zaopatrzone w spodnie, by wyglądały bardziej naturalnie, mają trzy stawy kontrolowane przez wbudowany komputer. Układy hydrauliczne robota są napędzane silnikiem dwusuwowym zasilanym benzyną. Całkowita masa wynosi około 100 kg. Robot może działać autonomicznie, ale oczywiście może być również zdalnie sterowany lub przewodowo sterowany.

Projekt jest finansowany przez DARPA, która zamierza wykorzystać go do przewożenia ładunków o wadze 40 kg, wspierając żołnierzy działających na terenach niedostępnych dla pojazdów kołowych. Gdy się nad tym zastanowi, czworonogi robot nie jest najgłupszym środkiem transportu ładunków na różnorodnym terenie. Wydajność Big Doga jest naprawdę imponująca. Jeśli wyobrażamy sobie taką maszynę, wracamy do robotów z „Wojny Gwiezdnej”. Niektórzy widzą w Big Dogu rodzaj „mule”, który miałby ułatwić żołnierzowi transport ładunków. Ale to poważna brak wyobraźni. Big Dog może się przemieszczać w cieniu, nosić kamery i karabiny maszynowe, rakietnice, układać miny przeciwosobowe. Po zbliżeniu się do celu, poruszając się przez gruzowiska, ruiny, lasy, może rozstać się nogami, ustabilizować się i wykonać precyzyjny strzał. Idąc dalej, podobieństwo do zwierzęcia można doskonalić. Już teraz jest ono bardzo zaskakujące pod względem kroku. Big Dog jako „mula” to skomplikowany sprzęt, ale także przewidzenie maszyny wykonywającej przejścia pod maskaradą zwierzęcą. Ten film pokazuje, że teraz należy rozważyć wszystko. Jednego dnia strażnicy będą musieli strzelać do każdego jeża, każdego bezdomnego psa, każdego szczura, który się przemieszcza, każdej mewy, która ich przelatuje, każdej kury, która zbliży się do nich, szukając jedzenia, ponieważ nie będzie to ani jeż, ani pies, ani szczur, ani mewa, a ta kura może mieć... zęby.

Na stronie firmy nie przejdź odbić robota z pazurami, który potrafi wspiąć się po pionowej ścianie z cegły. Zabawka? Nie, jeśli jest załadowany wybuchem lub trującym gazem, albo środkiem uspokajającym.

Big Dog, czworonóg, porusza się z całkowicie wystarczającą prędkością. Reaguje bardzo szybko na próby destabilizacji (ułamek sekundy po uderzeniu w jego „bok”). Poza tym nie ma nic niemożliwego w wyobrażeniu czworonogów, które mogą biec szybciej niż każde zwierzę, skakać przez przeszkody. Przypomnijmy sobie pierwszy pojazd silnikowy w historii: fardier Cugnota z parową maszyną. Poruszał się tak wolno, że jeździec mógł go wyprzedzić, odganiając ciekawskich. Myślę, że od tamtej pory zrobiło się sporo. Wyobrażam sobie, że ci, którzy to widzieli, mogli pomyśleć: „Czy można wyobrazić sobie, że kiedyś zastąpi konia?”.

Właściwość dziennikarzy naukowych często polega na ich niezdolności do ekstrapolacji. Samochód porusza się znacznie szybciej niż koń. Jednego dnia roboty czworonogi będą galopowały, unikając przeszkód z prędkością, która nas przewyższy.

Japończycy stworzyli robota potrafiącego schodzić i wchodzić po schodach. Jednego dnia będzie to robił... biegnąc. Zbyt ciężki i niezgrabny robot... to science fiction. Gdy poddajemy tego japońskiego robota uderzeniu, by go upaść, reaguje szybko, cofając jedną nogę. To dopiero początek. Możesz wyobrazić sobie robota boksera, unikającego wszystkich ciosów i nie przegapionego żadnego z nich, wykonywanego z błyskawiczną szybkością. Albo gracza tenisowego, który wygrywa wszystkie turnieje.

Dziesięć lat temu przyjaciel stworzył robota do pasterstwa. Z powodu braku wystarczających dostaw do dużych sklepów nie udało mu się zrealizować tego niesamowitego produktu. Było to bardzo proste. Jego robot miał pisać kremem szybciej i dokładniej niż każdy cukiernik: „Wszystkiego najlepszego, Marcel” lub „Sto lat, Babcia”. Dwa silniki przesuwały pręty połączone sześcianem teflonu, który przechodził przez nie. Całość była sterowana prostym komputerem.

To, co było niesamowite, nie było to, że ten mobilny sprzęt mógł pisać dowolny tekst na ciastach, ale jego zdolność reakcji. Mój przyjaciel umieścił na sześcianie, ustawionym na prostym wypustku, rurę PCV o średnicy 15 mm i długości jednego metra. Gdy przesuwało się rurę, układ zaciskowy przesyłał informację „pozycja” do komputera z .. prędkością światła. Na szczycie umieszczono piłkę do pétanque. Doświadczenie polegało na przesunięciu piłki i pozostawieniu maszynie, by przywróciła wszystko do pionu.

Wszyscy na pewno kiedyś grali w balansowanie, utrzymując pionowo patyk oparty o palec. Można go trzymać prawie pionowo, „próbując”. Maszyna nie próbowała. Miała taką zdolność przewidywania, taką zdolność postrzegania „proprioceptywnego”, że od razu przywracała pręt do pionu. Nie było

żadnych drgań

.

Jesteśmy bardzo pierwotnymi maszynami. Nasz impuls nerwowy porusza się wolno. Znasz eksperyment z banknotem. Ktoś kładzie banknot między kciuk i palec, oddalone o 5 cm. Gra polega na tym, że asystent nagle puści banknot, a Ty musisz zamknąć palce, zanim się wyślizgnie. Nigdy nie uda Ci się tego zrobić. Bo czas między Twoim widzeniem upadku banknotu, dodany do czasu analizy przez mózg i czasu przekazania polecenia „zamknij dłoń” jest zbyt długi.

Roboty mają przed sobą piękne dni, nie dlatego, że będą imitować ludzi i istoty żywe, ale ponieważ ich wydajność będzie nieskończenie wyższa.

Czworonogi robot Big Dog

JPB 8/03/06

W wyścigu o rozwój robotów wojskowych lub kosmicznych zdolnych do przewożenia ładunków na trudnym terenie firma General Dynamics wydaje się właśnie zyskać przewagę dzięki „mule” BigDog.

Firma przedstawia ten nowy robot jako najbardziej zaawansowanego czworonogowego robota na świecie. Czujniki wykrywają różne rodzaje terenu i dostosowują się do nich. Inne, proprioceptory, oparte o inertne centra, wykrywają nawet najmniejsze „przeciążenie”. Robot może wchodzić na strome zbocza, przemierzać gruzowiska i utrzymywać równowagę nawet po otrzymaniu silnego uderzenia bocznego (które nie omijają jego twórcy, jak pokazuje film).

Cztery nogi, które mogą być zaopatrzone w spodnie, by wyglądały bardziej naturalnie, mają trzy stawy kontrolowane przez wbudowany komputer. Układy hydrauliczne robota są napędzane silnikiem dwusuwowym zasilanym benzyną. Całkowita masa wynosi około 100 kg. Robot może działać autonomicznie, ale oczywiście może być również zdalnie sterowany lub przewodowo sterowany.

Projekt jest finansowany przez DARPA, która zamierza wykorzystać go do przewożenia ładunków o wadze 40 kg, wspierając żołnierzy działających na terenach niedostępnych dla pojazdów kołowych. Gdy się nad tym zastanowi, czworonogi robot nie jest najgłupszym środkiem transportu ładunków na różnorodnym terenie. Wydajność Big Doga jest naprawdę imponująca. Jeśli wyobrażamy sobie taką maszynę, wracamy do robotów z „Wojny Gwiezdnej”. Niektórzy widzą w Big Dogu rodzaj „mule”, który miałby ułatwić żołnierzowi transport ładunków. Ale to poważna brak wyobraźni. Big Dog może się przemieszczać w cieniu, nosić kamery i karabiny maszynowe, rakietnice, układać miny przeciwosobowe. Po zbliżeniu się do celu, poruszając się przez gruzowiska, ruiny, lasy, może rozstać się nogami, ustabilizować się i wykonać precyzyjny strzał. Idąc dalej, podobieństwo do zwierzęcia można doskonalić. Już teraz jest ono bardzo zaskakujące pod względem kroku. Big Dog jako „mula” to skomplikowany sprzęt, ale także przewidzenie maszyny wykonywającej przejścia pod maskaradą zwierzęcą. Ten film pokazuje, że teraz należy rozważyć wszystko. Jednego dnia strażnicy będą musieli strzelać do każdego jeża, każdego bezdomnego psa, każdego szczura, który się przemieszcza, każdej mewy, która ich przelatuje, każdej kury, która zbliży się do nich, szukając jedzenia, ponieważ nie będzie to ani jeż, ani pies, ani szczur, ani mewa, a ta kura może mieć... zęby.

Na stronie firmy nie przejdź odbić robota z pazurami, który potrafi wspiąć się po pionowej ścianie z cegły. Zabawka? Nie, jeśli jest załadowany wybuchem lub trującym gazem, albo środkiem uspokajającym.

Big Dog, czworonóg, porusza się z całkowicie wystarczającą prędkością. Reaguje bardzo szybko na próby destabilizacji (ułamek sekundy po uderzeniu w jego „bok”). Poza tym nie ma nic niemożliwego w wyobrażeniu czworonogów, które mogą biec szybciej niż każde zwierzę, skakać przez przeszkody. Przypomnijmy sobie pierwszy pojazd silnikowy w historii: fardier Cugnota z parową maszyną. Poruszał się tak wolno, że jeździec mógł go wyprzedzić, odganiając ciekawskich. Myślę, że od tamtej pory zrobiło się sporo. Wyobrażam sobie, że ci, którzy to widzieli, mogli pomyśleć: „Czy można wyobrazić sobie, że kiedyś zastąpi konia?”.

Właściwość dziennikarzy naukowych często polega na ich niezdolności do ekstrapolacji. Samochód porusza się znacznie szybciej niż koń. Jednego dnia roboty czworonogi będą galopowały, unikając przeszkód z prędkością, która nas przewyższy.

Japończycy stworzyli robota potrafiącego schodzić i wchodzić po schodach. Jednego dnia będzie to robił... biegnąc. Zbyt ciężki i niezgrabny robot... to science fiction. Gdy poddajemy tego japońskiego robota uderzeniu, by go upaść, reaguje szybko, cofając jedną nogę. To dopiero początek. Możesz wyobrazić sobie robota boksera, unikającego wszystkich ciosów i nie przegapionego żadnego z nich, wykonywanego z błyskawiczną szybkością. Albo gracza tenisowego, który wygrywa wszystkie turnieje.

Dziesięć lat temu przyjaciel stworzył robota do pasterstwa. Z powodu braku wystarczających dostaw do dużych sklepów nie udało mu się zrealizować tego niesamowitego produktu. Było to bardzo proste. Jego robot miał pisać kremem szybciej i dokładniej niż każdy cukiernik: „Wszystkiego najlepszego, Marcel” lub „Sto lat, Babcia”. Dwa silniki przesuwały pręty połączone sześcianem teflonu, który przechodził przez nie. Całość była sterowana prostym komputerem.

To, co było niesamowite, nie było to, że ten mobilny sprzęt mógł pisać dowolny tekst na ciastach, ale jego zdolność reakcji. Mój przyjaciel umieścił na sześcianie, ustawionym na prostym wypustku, rurę PCV o średnicy 15 mm i długości jednego metra. Gdy przesuwało się rurę, układ zaciskowy przesyłał informację „pozycja” do komputera z .. prędkością światła. Na szczycie umieszczono piłkę do pétanque. Doświadczenie polegało na przesunięciu piłki i pozostawieniu maszynie, by przywróciła wszystko do pionu.

Wszyscy na pewno kiedyś grali w balansowanie, utrzymując pionowo patyk oparty o palec. Można go trzymać prawie pionowo, „próbując”. Maszyna nie próbowała. Miała taką zdolność przewidywania, taką zdolność postrzegania „proprioceptywnego”, że od razu przywracała pręt do pionu. Nie było

żadnych drgań

.

Jesteśmy bardzo pierwotnymi maszynami. Nasz impuls nerwowy porusza się wolno. Znasz eksperyment z banknotem. Ktoś kładzie banknot między kciuk i palec, oddalone o 5 cm. Gra polega na tym, że asystent nagle puści banknot, a Ty musisz zamknąć palce, zanim się wyślizgnie. Nigdy nie uda Ci się tego zrobić. Bo czas między Twoim widzeniem upadku banknotu, dodany do czasu analizy przez mózg i czasu przekazania polecenia „zamknij dłoń” jest zbyt długi.

Roboty mają przed sobą piękne dni, nie dlatego, że będą imitować ludzi i istoty żywe, ale ponieważ ich wydajność będzie nieskończenie wyższa.

Aby dowiedzieć się więcej o robotyce, zobacz moją komiksową powieść „O czym marzą roboty” /fr/article/armes-robots_de_combathtml), wydaną w 1982 roku przez wydawnictwo Belin – dwadzieścia cztery lata temu! Nie znajdziesz lepszego wprowadzenia do tej dziedziny. Książka zupełnie nie została zauważona. Wszystkie te komiksy były sprzedawane po bardzo wysokiej cenie, marża zysku osiągając nawet 94 % na końcu wydania, przy sprzedaży przez pocztę, gdzie koszt przesyłki był obciążeniem kupującego. Można powiedzieć, że przed tym, jak Belin zrezygnował z prowadzenia, sprzedawało się średnio 20 egzemplarzy rocznie i tytułu. Wynik logiczny polityki handlowej polegającej na utrzymaniu stałej liczby egzemplarzy sprzedanych przy maksymalnym zysku z każdego albumu. Strategia z silną „odpowiedzią nieliniową”.

Szczęśliwie ten czas minął, a wydawnictwo w końcu zgodziło się oddać mi prawa, by uniknąć konieczności ponownego wydania wyczerpanych tytułów (co miałem prawo żądać na podstawie umowy).

Stały się one darmowe i zaczynają nową karierę na skalę międzynarodową, z tłumaczeniami na 25 języków, aktualnie, i na 15 językach w tym momencie. Zobacz stronę http://www.savoir-sans-frontieres.com

Pracownik wydawnictwa Belin powiedział mi kilka tygodni temu:

*- W domu się zastanawiamy. Niektórzy się gryzą w głowę i mówią: „Możeśmy przeoczyli coś ważnego”. *

*Wiesz co? Przez 28 lat istnienia pomyśleli, że seria jest martwa. * ---

**29 sierpnia 2007 r.: Najnowsze postępy robota Big Dog. **

Pierwszy link: http://www.bostondynamics.com/content/sec.php?section=BigDog

Big Dog to czworonogi robot o długości jednego metra, wysokości 72 cm i wadze 75 kg.

big_dog

Najbardziej zaawansowany czworonogi robot na świecie

Może poruszać się po każdym terenie, np. po trudnym terenie z kamieniami. Utrzymuje równowagę dzięki bardzo zaawansowanemu systemowi czujników proprioceptywnych. Można zobaczyć, jak utrzymuje równowagę mimo silnego uderzenia w bok od jednego z eksperymentatorów.

big_dog1 bog_dog2

Eksperymentator uderza Big Doga w bok całej siłą

big_dog3 big_dog4

**Zrównoważony, Big Dog natychmiast odzyskuje swój poligon podparcia, wyrzucając jedną nogę w stronę przeciwną do uderzenia **

Posiada system widzenia stereoskopowego. Źródłem energii jest silnik termiczny napędzający tłoki olejowe. Na tę chwilę potrafi biec z prędkością 6 km/h, wchodzić na strome zbocza o nachyleniu 35° i przewozić ładunek o wadze 60 kg. Rozwija go wspólnie Laboratorium Lotów Kosmicznych i jednostka Concord Field z Harvardu, USA, z finansowaniem DARPA (Armia).

Ten dokument jest ważny. Big Dog to po prostu „początek czegoś”. Byłoby naiwne widzieć w Big Dogu „mule”, która miałaby przewozić ładunki podczas walki z żołnierzem.

Big Dog to niebezpieczny potencjalny bohater.


18 marca 2008 r. Big Dog na śniegu i lodzie. Jego ładunek użyteczny został zwiększony do 175 kg (żołnierza wraz z wyposażeniem)

To nie jest zabawne. Gdyby służył człowiekowi, może być. Ale to broń, zawsze broń. Trzeba myśleć o pieniądzach i o ogromnej ilości technologii, wyobraźni, którą pochłania się bez przerwy w takich projektach.

big_dog_bois big_dog_glace

**Przemieszczający się po stromym zboczu, pełne drzew, które omija lub poruszający się po zamrożonym jeziorze **** **** **

big_dog_neige big_dog_genoux_sur_glace

**Wspinający się po śnieżnych zboczach. Gdy ślizga się po lodzie, chwyta się... łokciem! **

big_dog_monte_tas_briques big_dog_descend_briques

Wspinający się po stosie cegieł i schodzący bez żadnego kroku

http://gizmodo.com/368651/new-video-of-bigdog-quadruped-robot-is-so-stunning-its-spooky

Zobacz też:

big_dog_1_04http://www.youtube.com/watch?v=VXJZVZFRFJc

http://www.youtube.com/watch?v=VXJZVZFRFJc


Technologia tworzy rozszerzenia „biologicznych obiektów”, które są znacznie bardziej wydajne niż te, które natura oferuje nam. Gdy fardier Cugnota pojawił się po raz pierwszy, poruszał się z prędkością ludzkiego kroku i był napędzany parową maszyną. Sto lat później lokomotywy jechały szybciej niż wiatr. Dzisiaj samoloty lecą szybciej niż ptaki. Buldożery przemieszczają znacznie cięższe ładunki niż mogą przewozić domowe słonie.

Myślę, że dziś robotyka mogłaby pozwolić na stworzenie supergracza tenisowego zdolnego wygrać wszystkie zawody. System radarowy pozwoliłby mu ocenić prędkość piłek znacznie dokładniej i szybciej niż człowiek. Mogłoby to umożliwić lepsze przewidywanie, dobrze się ustawić i odbić piłki z taką szybkością, że przeciwnik nie byłby w stanie ich nawet zobaczyć. Jego ciosy przeskokowe miałyby precyzję centymetrową. Już nie byłoby interesujące oglądać takich meczów.

*Ah, jeśli chodzi o robotykę, przeczytaj moją komiksową powieść „O czym marzą roboty”, wydaną w ... 1982 roku i pobieraj ją za darmo ze strony Savoir sans frontières pod tym adresem tutaj. *

Ten robot Big Dog to tylko wstęp do bardzo wydajnych broni. W „teatrze działań” istnieje kilka sposobów poruszania się.

- Po powierzchni - Płynąc po powierzchni - Pod wodą - Latając

*- A nawet poruszając się... pod ziemią. *

Można wyobrazić sobie roboty zdolne do tych przemieszczeń, które będą znacznie bardziej wydajne niż każda „struktura biologiczna”. Wyobraźmy sobie koło, poruszanie się po drogach, torach. Ale czworonogi robot może biec szybciej niż gepard, najszybsze zwierzę lądowe, zdolne do osiągania prędkości 100 km/h. Nie ma a priori żadnych ograniczeń prędkości takich robotów, ani nawet skali. Pokazują Ci robota wielkości dużego psa. Ale jego ekstrapolacja może dać maszyny wielkości domów, znacznie bardziej wydajne niż obecne czołgi. Zobaczymy pojawienie się robotów zdolnych do galopowania z setkami kilometrów na godzinę, skakania przez oszałamiające przeszkody.

Łanuchy czołgów są bardzo kruche i pozwalają tylko na stosunkowo niskie prędkości. Gdy dochodzi do walki czołgów, muszą być przewożone na pole bitwy przez „przewoźniki czołgów” lub przez kolej, by uniknąć zmęczenia podczas podróży. Byłoby niemożliwe zobaczyć te czołgi dojeżdżające na pole walki własnymi siłami: ich łańcuchy nie wytrzymałyby tego. Z kolei robot bojowy może być całkowicie uniwersalny. Jest to przyszły środek transportu wojskowego w sensie, że będzie mógł się poruszać niezależnie od stanu terenu, nawet jeśli drogi i tory kolejowe są całkowicie zniszczone.

Robot może przepłynąć rzekę, wypełniając worki zapewniające jego pływanie. Może się poruszać po dnie rzeki, ukrywać tam na czas nieokreślony. Może wchodzić na bardzo strome zbocza, po prostu... wyciągając zwijane pazury. Istnieją już roboty wspinacze, o ośmiu nogach, podobne do pająków, zdolne do wspinania się po pionowych zboczach. InsPIrując się technikami wspinaczki sztucznej, ciężki robot wspinacz może wbić, za pomocą wybuchów, kołki rozprężające i poruszać się po gładkiej ścianie. W filmie możesz zobaczyć niesamowitą scenę: Big Dog skacze przez przeszkodę (niewidzialną). Ale to nie ma znaczenia. Big Dog wie, jak chodzić, biec i skakać. Szybkość przetwarzania informacji, krótkie czasy reakcji sprawiają, że te roboty na każdym terenie już przewyższają istoty żywe, w których impuls nerwowy porusza się z prędkością śmiesznie niską.

Wątpisz? Weź banknot 200 euro. Umieść go w pozycji wskazanej. Zaproponuj osobie normalnej, by złapała ten banknot w locie, gdy go puścisz, i nawet powiedz, że jeśli uda jej się złapać banknot, może go zatrzymać. Okazuje się, że to niemożliwe. Po prostu dlatego, że czas, który reprezentuje:

*- Analiza startu banknotu przez układ oko-mózg - Podejmowanie decyzji o rozpoczęciu ruchu - Jego realizacja w postaci skurcza mięśni *

przekracza czas przelotu banknotu między palcami.

billet_main

***Z systemem technologicznym banknot zostałby chwycony jeszcze przed opuszczeniem się o jedną dziesiątą milimetra. ***

Spójrz na chrabąszcze. Są zbudowane jak latające czołgi, ale potrafią rozłożyć zwijane skrzydła ukryte pod pancerzami. Mogą się chować, poruszać... pod ziemią. Robot może się poruszać w bardzo nieprzyjaznych środowiskach, gdzie powietrze jest nieoddychalne lub bardzo zanieczyszczone, gdzie panuje silna radioaktywność, gdzie temperatura jest wysoka lub bardzo niska.

*Robot uniwersalny? Nie wydaje się niemożliwe a priori. * ********

http://fr.youtube.com/watch?v=wIuRVr8z_WE&mode=related&search=

robot_nageur_sous_marin


http://fr.youtube.com/watch?v=2hIhZ-QCWIg&mode=related&search=
http://fr.youtube.com/watch?v=fvYb2rUcMTg&mode=related&search=

robot_grimpe_arbres


robot_grimpe_murs


robot_escaladeur1

robot_escaladeur2

http://fr.youtube.com/watch?v=IFVSuUIt8KY&mode=related&search=

robot_camouflage

http://ccsl.mae.cornell.edu/press/news/Science5802/SciencesEtAvenir.html

http://www.mae.cornell.edu/lipson

robot_cycliste


asimov_en_pleine_course


http://fr.youtube.com/watch?v=Q3C5sc8b3xM&mode=related&search=


http://fr.youtube.com/watch?v=PoBPkgjFIo4&mode=related&search=

**

http://fr.youtube.com/watch?v=TsZ2NMcMG4g

Dodanie z dnia 30 sierpnia 2007:

Wiadomość Steve’a Higlera Panie Petit, dotyczące robotów, oto robot terenowy, kod nazwany RHex Robot, wjeżdża w błoto, przejeżdża przez tor kolejowy, pływa... nawet pod wodą!

Robot z sześcioma pływakami podwodnymi, które poruszają się naprzemiennie. Ten tutaj, kod nazwany RISE, wspina się po drzewach i na ściany:

Ten drugi wspina się po drzewach dzięki swoim pazurkom. Oto inny, który wspina się po ścianach, chwytając się mikroskopijnych nierówności. Spójrzcie teraz na tego. Ma ogon, który będzie mu służyć do wykonywania odzyskania równowagi, by zająć "płaszczyznę" na platformie.

I oto! Może istnieją planety, gdzie wspinacze używają ogona do wspinalności.

Jako byłym instruktorem tego sportu, cenię tę ideę.

Sztuka maskowania:

Tutaj mamy robota, który po urazie próbuje znaleźć sposób na poruszanie się poprzez zmianę programu:

Wideo znajduje się tutaj, klikając na obraz robota:

Japończycy są w stanie rozwijać robota rowerowego na torze:

Ten japoński robot rowerowy porusza się po torze o szerokości 5 cm. Zauważcie na brzuchu robota jego układ równowagi, który natychmiast kompensuje każdy ruch przekładania, "każdy moment kątowy".

To fantastyczna idea dla zastosowań cywilnych.

Nie wiem, czy ktoś o tym pomyślał. Z globalnym rynkiem. Moto to bardzo wygodne środek transportu. Jest to pojazd jedno- lub dwuosobowy. Jest wąski, co pozwala się przepychać. Wady dla miast i w deszczu: nie można go całkowicie zasłonić, ponieważ kierowca musi wysunąć nogi przy niskiej prędkości. Gdy moto jedzie, nie ma problemu. Ale trzeba się "wymachiwać nogami" w stanie postoju, przy bardzo niskiej prędkości lub gdy wjeżdża się na chodnik. Jeśli system japoński zostałby dostosowany do motocykla, zapewniłby jego pionową stabilność w stanie postoju i podczas przeskakiwania przeszkód, takich jak chodnik. Ale na motocyklu pionowa stabilność nie jest celem przy skręcie, wręcz przeciwnie. Wystarczy, że system aktywuje się poniżej pewnej prędkości, gdy trudno utrzymać równowagę, gdy prędkość spada poniżej prędkości człowieka idącego krokiem, na przykład. Gdy pojazd jedzie szybciej, staje się znowu "normalnym motocyklem", a układ równowagi jest odłączony.

Wtedy możliwe jest całkowite zasłonięcie motocykla. W stanie postoju opiera się na podporach. Gdy silnik uruchamia się, układ równowagi wchodzi w działanie i podpory automatycznie wchodzą do środka. Karoseria przynosi różne korzyści:

  • Nie musisz już cierpieć warunków atmosferycznych – zmniejszenie oporu powietrza. Wyższa prędkość przy tej samej mocy. Oszczędność.

  • Ochrona w przypadku wypadku!

  • Dodatkowo, w mieście, większy komfort: możliwość słuchania muzyki bez przeszkód.

  • Łatwe ogrzewanie w zimnych sezonach.

  • Unikasz brudzenia się podczas przejazdu przez kałuże.

  • Nie potrzebujesz już "odzienia motocyklisty" i nawet... kasku, ponieważ jesteś "wewnątrz pojazdu".

Rozmnożenie takich pojazdów, ewentualnie z napędem elektrycznym (myślę o ogromnej liczbie rowerów elektrycznych w Chinach), rozwiąże problemy ruchu miejskiego i parkowania na dłuższy czas. Ponieważ pojazd jest stosunkowo mały, można rozważyć budynki z windami umożliwiającymi przechowywanie pojazdu przed kradzieżą i uszkodzeniem, podniesienie go prosto do domu, do wejścia i ponowne naładowanie (ale baterie chińskie są dość lekkie, więc użytkownicy mogą je łatwo manipulować i ładować w miejscu pracy lub w domu).

Mówiłem o motocyklu. Ale takie pojazdy mogłyby być rowerami z karoserią, z dostatecznie wygodnymi bagażnikami, aby przyjąć dorosłych.

Wciąż zgłaszane przez Steve’a Higlera, postęp robotyki japońskiej: robot Asimov. Wie... biega. Może skręcać, "slalomować".

Asimov w pełnym biegu (z stopami płaskimi). Asimov to dwunożny robot, co sprawia, że jego bieg i utrzymanie równowagi są bardziej skomplikowane. Dodatkowo zauważcie... że ma płaskie stopy. To znacznie ogranicza jego prędkość. Nie ma łuku stopy, który mógłby nadać jego biegowi elastyczności, długiej długości i płynności. Biegnie ciężko, z nogami zawsze zgiętymi. Biegnie jak niedźwiedź, który zaczął biegać na tylnych łapach. Nie wiem, czy jego twórcy to zrozumieli od samego początku. Dwunożny bieg to dynamiczny gest. Twórcy bardzo dobrze stabilizują tułów ruchem ramion. Ale to nie jest prawdziwy bieg. Asimov ma kolana, ale słabo rozwinięte łydki. Mamy mięśnie w łydkach, które pozwalają nam pchać się nogami. Asimov nigdy nie używa końców stóp. Pcha ciężko na płaskie stopy. Na stronie Honda znajdziecie próbę, w której Asimov próbuje wejść po schodach i... pada. Aby wchodzić po schodach, aktywnie wykorzystuje się mięśnie łydek, by pchać się na palcach stóp. Ale można rzeczywiście wchodzić i schodzić, postawiając stopy płasko.

Wszystko to jest tylko początek. Wszystko zostanie ulepszone. Aby uzyskać dobrego dwunożnego biegacza, wystarczy się inspirować dinozaurami i dać mu ogon...

Trzeba pamiętać o szybkości, z jaką robot postrzega środowisko. Może "mieć oczy na tyłach głowy", przechwytywać mnóstwo informacji, oceniać prędkości za pomocą efektu Dopplera. Jego "szybkość obliczeń i reakcji" oraz "prędkość przekazu nerwowego" są nieskończenie większe niż u istot żywych. Może być wyposażony w system proprioceptywny, który pozwala mu precyzyjnie określić swoje położenie w przestrzeni. Może być wyposażony w "zdolności mięśniowe" przewyższające możliwości istot żywych.

Z punktu widzenia biegu, Big Dog jest obecnie potencjalnie bardziej wydajny niż Asimov, który nie wytrzymałby nawet prostego kroku. Nie jest pewne, że dwunożność to panaceum w robotyce. Ale pamiętajcie, że na początku wszystko jest możliwe. I gdy pojawią się roboty, które będą mogły biegać, wspinać się po schodach, przewozić przedmioty, mogą stać się poważnymi konkurentami dla ludzi na wielu stanowiskach pracy.

Z robotyką nic nie jest niemożliwe. Można teoretycznie zmusić robota do tańczenia jak Fred Astaire czy Gene Kelly. Można mu dać wygraną wszystkich olimpiad świata, w tym 400 metrów przez przeszkody i skok na belce. Można stworzyć robota narciarskiego, niepokonanego na wszystkich śniegach, zjeżdżającego jak z dachu na jego... stalowych łydkach.

Kiedy robot do zakupu w sklepie seksualnym, który... robi wszystko, jedno- lub dwupłciowy, hermafrodyt? Moebius stworzył kreskówkę, która zabijała z uśmiechu o astronautzie próbującym użyć robota-nany, który wydawał się źle zaprogramowany i wbił mu stopę w jądra, mimo że był ustawiony na "dużą czułość".

Mam zdolność do dalekowzroczności. Pamiętam, kiedy byłem uczniem w Lycée Condorcet, Rosjanie wystrzelili pierwszego Sputnika. Natychmiast powiedziałem swoim nauczycielom matematyki i fizyki, że niedługo ludzie będą w przestrzeni kosmicznej, na Księżycu. Reakcja:

  • Nie... według mnie to inny problem. Umieszczenie satelity... tak, ale człowiek...

nie...

Byli sceptyczni. A jednak rzeczy nie zwlekały. Gdy patrzysz, jak Asimov się kręci, a masz choć trochę zdolności do wyobrażenia sobie przyszłości w bliskiej perspektywie, wiesz, co to wszystko stanie się.

Opowiem wam zabawną historię. Byłem nauczycielem w École des Beaux Arts w Aix-en-Provence, w rzeźbie. W 1977 pojawiły się pierwsze Apple II. Zegar 2 megahercy. Pamięć centralna 16 a potem 48 KB. Dyski miękkie (floppy disks) o pojemności 120 KB. Wyświetlacz ekranu 130 punktów na 180. Wkrótce napisałem w BASIC program: Pangraphe, który pozwalał projektować mnóstwo obiektów i tworzyć ich obrazy w perspektywie, z małą rysownicą. Pewnego dnia chciałem pokazać to na Beaux Arts w Aix przed zebranymi nauczycielami. Zarysowałem... przyszłość.

Ciemnota, całkowita głucha.

  • Nie powiesz nam przecież, że komputery kiedyś będą mogły tworzyć obrazy o takiej precyzji jak rysunki piórem lub malowidła...

  • Tak... tak...

  • No cóż! To wszystko jest absurdalne.

Zabrałem wszystko. Jacques Boullier, dyrektor i przyjaciel, był zszokowany. Powiedziałem mu:

  • Wrócę... za dziesięć lat.

W wielu dziedzinach jest dokładnie tak samo. Czasem są głupcy mówiący o "szaleństwie technologicznym". Najgorsze jeszcze przed nami: sztuczna inteligencja. Gdy się pojawi, nagle, jako skutek pojawienia się (prawdziwej) logiki nie dwuwartościowej, rozwinie się eksplozywnie i objęcie wszystkich obszarów. Może okazać się bardziej wydajna niż człowiek przy podejmowaniu decyzji, szybkich lub wymagających zarządzania dziesiątkami tysięcy parametrów. Może okazać się niekontrolowalna. Nie dlatego, że będzie kierować ludźmi, ale dlatego, że ci zaczynają się zależeć od niej, wyładowując na nią wiele zadań, stając się cyberzależnymi.

Na koniec oto słowa Alberta Einsteina:

Przed tymi obrazami jesteśmy jak ciekawskie osoby, które przychodziły na początku wieku, by zobaczyć początki lotnictwa, nie wyobrażając sobie nawet przez chwilę, że potomkowie tych urządzeń będą strzelać do kolumn uchodźców, przerażając ich syreną (bombowce szturmowe Stuka) lub rozpraszali śmierć i zniszczenie (wojna w Hiszpanii: pierwsze bombardowanie miasta zamieszkane przez cywilów: Guernica, potem Etiopia, potem bombardowania Londynu). Często przypominam sobie zdanie, które kiedyś napisał mi znajomy, "stary z bomb", który pracował przez 30 lat nad instrumentacją, szczególnie na Mururoa, i który pisał mi miesiąc temu:

  • Ty, który krzyczysz przeciwko wojskowi, jak możesz wyjaśnić swoją fascynację bronią?

Wątpię, czy ten głupiec kiedykolwiek powie mi to publicznie.

Przesłane przez Flo, wideo pokazujące współczesne zastosowania wojskowe:

roboto_nana_japonais

http://www.youtube.com/watch?v=MY8-sJS0W1I

**
I

stnieje jedna rzecz, która byłaby technicznie możliwa bez żadnych trudności. Miałem tę myśl około półtora dziesięciolecia temu, gdy mnie poproszono o opracowanie projektu parku rozrywki dla dużej miejscowości w południowej Francji, który był faktycznie projektem osłonowym, przeznaczonym do odwrócenia pieniędzy. Gdy w końcu się dowiedziałem, wycofałem się i projekt się zawalił. Nazywał się "Lanturluland". Dossier, który leży w szafie, zawierał około sto oryginalnych pomysłów.

D

w tym parku umieścilibyśmy m.in. dinozaurów. Jednym z pomysłów było wyposażenie głowy robota-dinozaura o długiej szyi w trzy czujniki podczerwieni, ukryte w jego łuskach, które pozwalałyby bestii wykrywać zbliżającą się źródło (odwiedzającego lub najbliższego odwiedzającego). Wtedy układ sterowania pozwalałby obrócić głowę zwierzęcia w stronę odwiedzającego i nie przestawać go obserwować. Dla tego japońskiego robota wystarczyłoby ukryć dwa czujniki w kolczykach i trzeci w naszyjniku. Aktywacja ruchu głowy i skupienie (dwuoczne) wzroku na źródle. Wyzwalanie, gdy źródło jest wystarczająco blisko. Gdy źródło staje się zbyt dalekie, robot "patrzy gdzie indziej".

W wersji dinozaura zaplanowaliśmy, by odwiedzający wychodzili z cienia. Dinozaur wykazywałby zainteresowanie tylko wtedy, gdy osoba pojawia się w świetle. Odwrotnie, gdy ta odchodzi i wraca do cienia, dinozaur podnosiłby głowę, szukając jej wzrokiem i wydawałby żałosne krzyki. Ciekawe, że Japończycy nie pomyśleli o tym.

Dzień, w którym roboty będą mieć na ciebie oko, będzie ciężki

I

stnieje jedna rzecz, która byłaby technicznie możliwa bez żadnych trudności. Miałem tę myśl około półtora dziesięciolecia temu, gdy mnie poproszono o opracowanie projektu parku rozrywki dla dużej miejscowości w południowej Francji, który był faktycznie projektem osłonowym, przeznaczonym do odwrócenia pieniędzy. Gdy w końcu się dowiedziałem, wycofałem się i projekt się zawalił. Nazywał się "Lanturluland". Dossier, który leży w szafie, zawierał około sto oryginalnych pomysłów.

D

w tym parku umieścilibyśmy m.in. dinozaurów. Jednym z pomysłów było wyposażenie głowy robota-dinozaura o długiej szyi w trzy czujniki podczerwieni, ukryte w jego łuskach, które pozwalałyby bestii wykrywać zbliżającą się źródło (odwiedzającego lub najbliższego odwiedzającego). Wtedy układ sterowania pozwalałby obrócić głowę zwierzęcia w stronę odwiedzającego i nie przestawać go obserwować. Dla tego japońskiego robota wystarczyłoby ukryć dwa czujniki w kolczykach i trzeci w naszyjniku. Aktywacja ruchu głowy i skupienie (dwuoczne) wzroku na źródle. Wyzwalanie, gdy źródło jest wystarczająco blisko. Gdy źródło staje się zbyt dalekie, robot "patrzy gdzie indziej".

W wersji dinozaura zaplanowaliśmy, by odwiedzający wychodzili z cienia. Dinozaur wykazywałby zainteresowanie tylko wtedy, gdy osoba pojawia się w świetle. Odwrotnie, gdy ta odchodzi i wraca do cienia, dinozaur podnosiłby głowę, szukając jej wzrokiem i wydawałby żałosne krzyki. Ciekawe, że Japończycy nie pomyśleli o tym.

Dzień, w którym roboty będą mieć na ciebie oko, będzie ciężki


http://noxmail.us/Syl20Jonathan/?p=12270


4 listopada 2011: ostatni japoński robot antropomorficzny.

Jak zawsze w dziedzinie informatyki, nic nie może zatrzymać tego postępu. Już trudno rozróżnić obrazy generowane komputerowo od głosów syntetycznych lub instrumentów muzycznych syntetycznych. Symulacja człowieka: to już trwa. Tworzy się już kopie istniejących ludzi.

Aby ta sekwencja stała się bardziej wiarygodna, wystarczy, by androïd wykazywał pewną symulowaną autonomię, miał kilka losowych ruchów. Mogłoby również śledzić osobę przechodzącą obok, wykrywając jej obecność za pomocą czujnika podczerwieni. Oczy najpierw obracałyby się, potem głowa.

Mała kamera mogła być ukryta za... blizną, być całkowicie niewidoczna lub po prostu umieszczona za soczewką jednego z dwóch oczu. Rozpoznawanie kształtów pozwoliłoby androïdowi lokalizować oczy i patrzeć Ci prosto w oczy. Co więcej, mierząc odległość do Ciebie za pomocą czujnika ultradźwiękowego, mógłby dostosować osie optyczne. Wtedy zaczniemy się czuć bardzo źle.

Ten sam androïd mógłby mieć odpowiednie gesty, wskazywać na Ciebie palcem lub machać, byś podszedł.

Wszystko można zrobić w zakresie mimetyki, i wszystko się stanie.

Wszystko, o czym myślisz, już się dzieje.

Można stworzyć iluzję termiczną, ustawiając temperaturę androïda na poziomie ludzkim, nadając tkankom odpowiednią elastyczność, dając mu płynną chodzę, wprowadzając całą serię programów reakcji automatycznych, takich jak... uścisk dłoni.

Na razie człowiek zachowuje ostatni bastion, dla którego (w celach wojskowych lub dominacji w różnych dziedzinach) najbogatsze narody wydają ogromne sumy: sztuczna inteligencja lub AI.

Tam otwieramy pudełko Pandory, całkowicie.

Niech to jednak nie przeszkadza. Wszystkie te postępy zostały osiągnięte w czasie krótszym niż życie człowieka. Bardzo prawdopodobne, że jeśli uda nam się osiągnąć minimalny poziom sztucznej inteligencji, możemy stworzyć androïdów niemal nieodróżnialnych od prawdziwych ludzi, w kilkudziesięciu latach. Tak więc, gdy świadkowie mówią, że widzieli istoty bardzo podobne do ludzi wylatujące z OZN, czy są to żywe istoty czy androïdy? To myśl, która już kiedyś została mi sformułowana przez Piotra Guérina, wiele lat temu. Wydaje się, że jego spojrzenie było dalsze niż moje.

Te postępy mogą być dostępne dla nas w skali kilkudziesięciu lat. Co mówić o cywilizacjach, które mogą mieć setki lub tysiące lat przewagi technologicznej?

Ale postęp technologiczny to nic w porównaniu z tym, co się dzieje na poziomie społecznym, prostym "ludzkim". Prace nad "inżynierią społeczną", prowadzone przez głupie oligarchie, skupiają się głównie na manipulacji umysłowej społeczeństw poprzez media i "operacje pod fałszywym flagą", rozprzestrzeniając za pomocą współpracujących mediów całą sieć kłamstw.

Ludziom pozostają dwa elementy, które muszą odkryć w sobie i chronić jak prymitywny człowiek chroni ogień w schronieniu, zanim te ratujące elementy zgasną: sceptycyzm i świadomość, możliwość samodzielnego formowania sądu. Bardziej niż kiedykolwiek:

Naucz się myśleć samodzielnie, inaczej inni będą myśleć za Ciebie, i nie w Twoim interesie, możesz na to liczyć.

Powrót do tematu robotów bojowych:

Takie roboty będą sterowane przez GPS, wyposażone w organy czuciowe działające we wszystkich zakresach częstotliwości. Umieją widzieć w widzialnym, podczerwieni i ultrafiolecie. Dzięki falom dźwiękowym niskiej częstotliwości mogą wykrywać ruch ludzi próbujących się schronić pod gęstymi koronami drzew. Mogą wykonywać rozpoznawanie i sondowanie za pomocą fal radarowych. Ich słuch będzie straszliwy. Wychwycą ultra- i infradźwięki. Mogą analizować zapachy. Szybkość przetwarzania informacji będzie taka, że ten pojazd wojenny będzie miał wyczuwanie wszystkich stron swojego środowiska.

Zbrojenie? Pociski samonaprowadzające lub kierowane nie wymagają ciężkich armat. Roboty bojowe zabiją także laserem lub mikrofalami. Mogą przewozić płomieniotrąt, emitować trujące gazy. Brak ludzi pozwala na zrezygnowanie z ciężkiego pancerza. Dlaczego chronić coś, co może zostać stracone? Wyprodukowane w dużych ilościach przez roboty, armie liczące dziesiątki tysięcy robotów, zaprogramowane do wykrywania i niszczenia, zaludnią pola bitew jak mrówki, mikroskopijne lub gigantyczne. Mogą się samodzielnie naprawiać, goić "ran". Nie znają strachu ani współczucia. Będą różnych rozmiarów. Nanotechnologia pozwoli na rozwinięcie oddziałów, w których bohaterowie będą wielkości owadów. Z kolei inne roboty wielonóżne mogą przeskakiwać przez domy.

Nie myl się: przyszłość już tu jest

Amerykanie nie są wcale zadowoleni z codziennych strat ludzkich podczas walk i ataków w Iraku, Afganistanie i innych miejscach. Wszystko jest robione, by jak najszybciej zastąpić żołnierza ludzkiego żołnierzem mechanizowanym, wszystkoterrainowym.

Internet jest pełen wideo pokazujących, jak będą wyglądały przyszłe wojny, jak odważni amerykańscy żołnierze mogą bezpiecznie wygrać swoje bitwy wszędzie tam, gdzie muszą "wykonać zadanie". Te filmy pokazują amerykańskich żołnierzy komfortowo siedzących przed ekranami, które pokazują środowisko robota pod różnymi kątami. Żołnierze są entuzjastyczni:

- Dzięki temu mogę trafić spokojnie, bez pośpiechu, dopasowując strzał

Ale żaden nie wydaje się zastanawiać nad narzędziami, które co dzień zabijają ludzi, minami wybuchowymi zakopanymi wszędzie tam, gdzie przejeżdżają pancerne, wywołującymi eksplozję jednym prostym połączeniem z telefonu komórkowego.

Nie potrafię już więcej dodawać plików dotyczących różnych broni. Poza tym to bardzo męczące.

Spróbujcie obejrzeć „Wirusy i ludzie” na http://leweb2zero.tv/video/alcandre_3646cd53e6a7b76


17 lutego 2008: Początki robota owada na Harvardzie:

robot_insecte

robot_insecte


1 lutego 2009: Najnowsze osiągnięcia robotyki wojskowej:

Robot militaire pilote robot

http://fr.youtube.com/watch?v=CCzFmDOpk1A&eurl=http://panier-de-crabes.over-blog.com/article-27400720.html


Antybalistyczny system „Trophy”

W tym miejscu wspomnijmy o olbrzymim postępie w zakresie ochrony czołgów i półpancernych podczas ruchu po mieście, gdy są narażone na uderzenie pocisku z „LRAC” (rakiety przeciwpancernej).

http://www.dailymotion.com/relevance/search/trophy/video/xzcjt_trophy-vs-raytheon-contractor_news

Na wideo zobaczycie, jak czołg ma być otoczony skutecznym „tarczą” na krótką odległość:

bouclier_pour_chars_trophy

Tarcza do ochrony czołgów: „Trophy”

Na wideo widać, jak rakiety zbliżają się z dużą prędkością do czołgu.

roquette_anti_char

Najpierw rakieta przeciwpancerna zbliża się, z rozłożonymi płetwami.

missile_neutralise_par_trophy

Rakieta zostaje neutralizowana przez system „Trophy”

roquette_anti_char_amochee

Jak widać, rakieta nie wybuchła, ale została jednak neutralizowana. Dlaczego?

Czołg to ciężka konstrukcja chroniąca strzelców przed ostrzałem dzięki pancerzowi. Podczas II wojny światowej pojawiły się pociski „z pustą ładunkową”. Zasada działania: na przedniej części pocisku, za „kapturkiem” pełniącym jedynie funkcję aerodynamiczną, znajduje się ładunek wybuchowy z przyklejonym konusem metalowym, zwykle miedzianym. Gdy ten ładunek zostaje zapalony, wybuch jest bardzo szybki. Za konusem panuje ogromne ciśnienie. Konus ten zostaje wyrzucony z prędkością 10 km/s. Powstaje warstwa stopionego metalu skupiona wzdłuż osi systemu, tworząca fantastyczną falę uderzeniową. Mechanika płynów tych „fal wybuchowych” pokazuje, że konus przekształca się w bardzo szybki i gęsty „igłę”, która może przebić grubą pancerność. Zazwyczaj uważa się, że rakieta przeciwpancerna o średnicy D może przebić pancerz o grubości D. To ogromne! Tak więc z prostym urządzeniem o średnicy 10 cm można przebić pancerność o grubości 10 cm.

Pamiętajcie w tym momencie o dziwnej formie „Panzerfaustów”, tych rakiet strzelanych przez dzieci przeciwko czołgom rosyjskim podczas oblężenia Berlina. Pamiętajcie, że ich głowa może wydawać się niezwykle szeroka. Było to w celu zwiększenia mocy przebicia.

Tak więc te czołgi, te fantastyczne maszyny wojenne, są zagrożone na ulicach Bagdadu, ponieważ bezbronni ludzie chodzą po nich z jakimś nieokreślonym rurkowym urządzeniem przyczepionym do ramienia. To niedopuszczalne. Superman więc stworzył elektromagnetyczną tarczę chroniącą czołgi i półpancernych.

Działa na krótką odległość, kilka metrów. Kluczowym elementem jest radar Dopplera 360°, który wykrywa każdy obiekt zbliżający się z prędkością powyżej ustalonego progu.

radar_doppler_sur_char

Radary Dopplera na boku czołgu, do wykrywania zbliżającej się rakiety.

Ten system kosztuje 300 000 dolarów. Dokument pokazuje, że w armii panuje spór. Pokazuje też, jak bardzo wojny są korzystne dla akcjonariuszy firm takich jak Raytheon. W jednym momencie na zdjęciu widnieje napis: „Co jest ważniejsze? Pieniądze czy ludzie?”. Amerykanie zaczynają zadawać sobie pytania. Przypomina mi to książkę napisaną dawniej przez Lartéguya o zaangażowaniu Amerykanów w Wietnam:

Sto tysięcy dolarów za Wietnamczyka

Jak to działa? Tonton-JPP, „człowiek, który krzyczy przeciwko armii, ale jest fascynowany bronią”, jak mówi inny głupiec, wyjaśni wam to. Najbardziej narażonym elementem rakiety jest jej konus metalowy przekształcający się w szybko poruszający się penetrator. Gdy rakieta jest w odpowiedniej odległości, czołg emituje silny impuls elektromagnetyczny. Skoro Izraelczycy również chcą go wykorzystać, to przypomina epizod z Biblii, gdzie Arka Przymierza oślepiła Ouza, prostego Żydówkę, który ją dotknął, gdy była przewożona przez woły. Gdy woły potrąciły się w rowie, Arka mogła upaść na ziemię. Jedynie Lewici mieli prawo ją obsługiwać. Ouza zapłacił za swój gest życiem.

Fala elektromagnetyczna paruje konus metalowy, który jest kluczowym elementem rakiety. Jak widać na zdjęciu z filmu, rakieta nie wybuchła i nadal porusza się dalej. Może uderzyć w czołg. Jej ładunek może wybuchnąć albo za pomocą wewnętrznego wybuchu inercyjnego, albo przy uderzeniu. Ale bez efektu pustej ładunkowej szkoda będzie minimalna. A bez tego cennego konusa metalowego nie ma już efektu pustej ładunkowej.

Sprytnie, co?

Efekt pustej ładunkowej ma wiele zastosowań. Służy np. w amerykańskich torpedach atakujących podczas „strzałów kontaktowych”. Podwodny wróg zostaje zaatakowany. Wybuchowy materiał jest umieszczony za „V”-kształtną żłobem. Powstaje fala uderzeniowa przypominająca cylindryczny ostrze. Przecina cienką blachę podwodnej, co pozwala następnie włożyć przez otwór ładunek opóźniony, wielkości zwykłego beczki. Tak został zatopiony Kursk.

Z wykorzystaniem techniki pustej ładunkowej można bez problemu przepiąć ogromne belki H lub I, które znajdują się w konstrukcjach budynków, które chcemy zburzyć podczas kontrolowanego demontażu. Znaleziono tak przepięte blachy wśród ruin (palących się) Wielu Wież WTC. Można łatwo wydobyć zdjęcie z filmu.

poutres_coupees_net

Przecięte belki w ruinach Wielu Wież. Oczywisty sygnał techniki kontrolowanego demontażu.
Wynik niewykonalny przez wygięcie belek lub uderzenie. Jak prasa może dalej ukrywać te fakty?

Zobacz artykuły na agoravox:

http://www.agoravox.fr/article.php3?id_article=28653 i http://www.agoravox.fr/article.php3?id_article=28444


charges_creuses

Technika pustej ładunkowej Konieczne jest, by wyjaśnić ten istotny zjawisko, które miało wiele zastosowań, najpierw wojskowych, potem cywilnych (kontrolowane demontaże). Rysunek A: Masa wybuchowa ma kształt cylindra z wyciętym stożkiem, stykającym się ze stożkiem metalowym, zwykle miedzianym. Wybuchowy materiał ma bardzo wysoką prędkość detonacji. Po zapaleniu stożek metalowy, poddany bardzo wysokiemu i niemal jednorodnemu ciśnieniu, jest wyrzucany w kierunku osi z prędkością 10 km/s. Ten stożek (metal parowany) zapada się na siebie, ale jednocześnie wydzielający „igłę” plazmy metalowej, gęstej i wyrzucanej z bardzo dużej prędkości. To właśnie ta igła może przebić pancerz czołgów. Przyjmuje się, że można przebić pancerz o grubości równej średnicy rakiety. Ta igła wstrzykuje gorącą plazmę do wnętrza czołgu, zabijając jego zawodników i zostawiając tylko otwór o średnicy 1 cm.

Rysunek B: Można zastosować podobną technikę, układając dwie płyty wybuchowe tworzące kąt (90°). Po zapaleniu nadciśnienie spowodowane wybuchem wyrzuca dwie płytki metalowe naprzeciw siebie, zgodnie z płaszczyzną symetrii systemu. Powstaje „nożycy” z parowanego metalu wyrzucanego z prędkością 10 km/s, zdolne do przepięcia kilku centymetrów stali. Ten system wykorzystuje się do przepięcia belek podczas kontrolowanego demontażu. Ułożenie pod kątem 45° pozwala belce po przepięciu odchodzić na bok. Obecność belek przepiętych w ruinach Wielu Wież (zdjęcie powyżej) to bezsporne dowód, że te zawalenia były kontrolowanymi demontażami. Jestem szokowany, że moje koleżanki i koledzy badacze i inżynierowie dalej wykazują „ostrożny sceptycyzm”. Przyczyną jest strach.

Zrozumienie takiej akcji byłoby „zbyt okrutne”, nie tylko dla amerykańskich obywateli, ale także dla francuskich inżynierów czy badaczy CNRS.

Rysunek C: Skręcamy kąt wokół siebie i otrzymujemy pustą ładunkową pierścieniową, która pozwala na wykonanie wykroju, zdolnego do przepięcia blachy o grubości 4 cm podwodnej. Tak został zniszczony Kursk, tą techniką zaatakuje i strzału kontaktowego; która pozwala uniknąć nagrania dźwiękowego śladu torpedy. Może to wyglądać jak „wypadek”. Nie znajdziecie tego wspomnianego w żadnej recenzji technicznej czy naukowej, ani w żadnej recenzji wojskowej. Inni mogą szukać wyjaśnienia tego ślepoty lub niekompetencji.

Technika pustej ładunkowej Konieczne jest, by wyjaśnić ten istotny zjawisko, które miało wiele zastosowań, najpierw wojskowych, potem cywilnych (kontrolowane demontaże). Rysunek A: Masa wybuchowa ma kształt cylindra z wyciętym stożkiem, stykającym się ze stożkiem metalowym, zwykle miedzianym. Wybuchowy materiał ma bardzo wysoką prędkość detonacji. Po zapaleniu stożek metalowy, poddany bardzo wysokiemu i niemal jednorodnemu ciśnieniu, jest wyrzucany w kierunku osi z prędkością 10 km/s. Ten stożek (metal parowany) zapada się na siebie, ale jednocześnie wydzielający „igłę” plazmy metalowej, gęstej i wyrzucanej z bardzo dużej prędkości. To właśnie ta igła może przebić pancerz czołgów. Przyjmuje się, że można przebić pancerz o grubości równej średnicy rakiety. Ta igła wstrzykuje gorącą plazmę do wnętrza czołgu, zabijając jego zawodników i zostawiając tylko otwór o średnicy 1 cm.

Rysunek B: Można zastosować podobną technikę, układając dwie płyty wybuchowe tworzące kąt (90°). Po zapaleniu nadciśnienie spowodowane wybuchem wyrzuca dwie płytki metalowe naprzeciw siebie, zgodnie z płaszczyzną symetrii systemu. Powstaje „nożycy” z parowanego metalu wyrzucanego z prędkością 10 km/s, zdolne do przepięcia kilku centymetrów stali. Ten system wykorzystuje się do przepięcia belek podczas kontrolowanego demontażu. Ułożenie pod kątem 45° pozwala belce po przepięciu odchodzić na bok. Obecność belek przepiętych w ruinach Wielu Wież (zdjęcie powyżej) to bezsporne dowód, że te zawalenia były kontrolowanymi demontażami. Jestem szokowany, że moje koleżanki i koledzy badacze i inżynierowie dalej wykazują „ostrożny sceptycyzm”. Przyczyną jest strach.

Zrozumienie takiej akcji byłoby „zbyt okrutne”, nie tylko dla amerykańskich obywateli, ale także dla francuskich inżynierów czy badaczy CNRS.

Rysunek C: Skręcamy kąt wokół siebie i otrzymujemy pustą ładunkową pierścieniową, która pozwala na wykonanie wykroju, zdolnego do przepięcia blachy o grubości 4 cm podwodnej. Tak został zniszczony Kursk, tą techniką zaatakuje i strzału kontaktowego; która pozwala uniknąć nagrania dźwiękowego śladu torpedy. Może to wyglądać jak „wypadek”. Nie znajdziecie tego wspomnianego w żadnej recenzji technicznej czy naukowej, ani w żadnej recenzji wojskowej. Inni mogą szukać wyjaśnienia tego ślepoty lub niekompetencji.

Ale jak czołg może emitować silną falę elektromagnetyczną, nie byt samemu odbierając tę samą falę?

Przekształcając swoje pancerze w antenę. Nowe czołgi z elektromagnetycznymi tarczami będą musiały zostać przeanalizowane od nowa. Trzeba też, by ta fala nie miała szkodliwego działania wewnątrz czołgu, nie wywoływała wybuchu amunicji, nie uszkadzała „materiału ludzkiego”. Potrzebna jest „tarcza przeciw tarczy”.

Wszystko to będzie kosztowało bardzo dużo, strasznie dużo. Ludzie mający władzę w USA, na służbie sił finansowych, będą wolać, jak w każdej wcześniejszej wojnie, wydać niewyobrażalne sumy z budżetu amerykańskiego, niż spróbować wprowadzić trochę więcej sprawiedliwości na ziemi. Przypomnijcie sobie wojnę w Wietnamie, jej koszt, nie tylko ludzki, ale także materiałowy – bombardowców, helikopterów.

To jest... święto szalenców, i jak długo to jeszcze będzie trwać?

Wróćmy do robotyki, która kiedyś będzie wyposażona w prawdziwą sztuczną inteligencję (stworzymy roboty zdolne do „tworzenia kodu”, do samoreprogramowania się, do tworzenia własnych programów, nie tylko uruchamiania już napisanych programów, wykorzystując logikę odmienną od klasycznej logiki dwuwartościowej), która może przynieść ludziom nieocenione korzyści w zastosowaniach cywilnych. Ale kto się tym przejmuje? Ta sztuczna inteligencja zostanie najpierw wykorzystana do zarządzania konfliktami, ich wywoływania, analizowania, manipulowania, głodzenia.


bombes_thermobariques

****http://leweb2zero.tv/multipod2/thefens_3146e943c23c8b0

****http://www.news.com.au/adelaidenow/story/0,22606,22405929-5006301,00.html


http://www.planetenonviolence.org/Afghanistan-l-Armee-anglaise-deploie-une-nouvelle-arme-basee-sur-une-technologie-de-tuerie-de-masse-_a1325.html


www.planetenonviolence.org

µ Termobaryczna broń (BOMBA WACUUM) Zabij mnie czysto. Istnieje od lat wersja rzucana z niskiej wysokości przez bombardowce. Te bomby są spuszczane na parachutach, aby bombardier mógł się wycofać poza zasięg fal uderzeniowych.

  • Po lewej: amerykańska bomba. Waga: osiem ton. Równoważnik TNT: 11 ton. Promień zniszczenia: 150 metrów.

  • Po prawej: rosyjska bomba. Waga 7 ton, moc 44 ton (jedna trzecia Hiroshima), promień zniszczenia: 300 metrów. Zobacz film „Russia Today”:

Film Reuters:

44 tony równoważnika TNT to 1/272 mocy bomby z Hiroshima, która spaliła wszystko w promieniu pięciu kilometrów. Są miny przeciwosobowe, zdolne do zabicia jednej osoby lub kilku, niebezpieczne na dziesięć metrów. Są miny przeciwpancerne. Bomba z Hiroshima była pierwszą bronią „przeciw miastu”, zdolną do usunięcia miasta i jego mieszkańców z mapy. Uważam, że ludzie nie do końca zdają sobie sprawę z okrucieństwa broni jądrowej. Broń megatonowa to 100 razy Hiroshima. To są broń „przeciw miastu”, na skalę dużych miast. Nie mówmy już o skutkach opadów radioaktywnych.

Obecnie media skupiają się głównie na czterech głowicach jądrowych o mocy 150 kiloton, dziesięć razy większych niż Hiroshima, które podróżowały na czołach rakiet krążących pod skrzydłami B-52 nad terytorium USA. To typowa broń ataku jądrowego, wyposażająca głowice wielopunktowe podwodnych łodzi jądrowych. Płyną słuchy. Dlaczego ten transport broni był tak „operacyjny”? Wiadomo, że czasem przewozi się siły jądrowe z jednego miejsca do drugiego, ich ładunek składa się z plutonu. Ale ten transport odbywa się „w najlepszych warunkach bezpieczeństwa”, czyli tak, by w przypadku upadku samolotu pluton był chroniony w „czarnych skrzynkach” ochronnych, aby uniknąć jego niebezpiecznego rozprzestrzenienia (jeden mikrogram wystarczy, by zabijać człowieka). A jednak nie było to przypadkiem z głowicami jądrowymi przewożonymi przez B-52. Do czego miały służyć te głowice? Czy miały cel? Który? Dlaczego nie miasto USA i trzy europejskie miasta, by wywołać histerię antyterrorystyczną?

Żyjemy czasem wszystkich zagrożeń. Tylko głupcy tego nie zauważają. Jakie postępy z tymi nowymi bombami?

Podczas wojny 1939–1945 spuszczano bomby o wadze czterech ton. Czyli gdzie jest ten postęp? Wydaje się, że ma charakter jakościowy. Do tej pory trzeba było rozróżniać bomby palne, wywołujące intensywny ciepło, i ładunki wybuchowe. Ponadto w ładunku wybuchowym reakcja chemiczna trwa jedną dziesięciotysięczną sekundy, a cała energia musi być zawarta w ładunku. Powietrze otaczające nie bierze udziału. Służy jedynie do rozprzestrzeniania fali uderzeniowej powstałej wewnątrz wybuchu, natychmiast gazowanego.

Z napalmem – pierwszy „postęp”: nie spuszczamy już tylko paliwa. Oksygenator to powietrze. To oszczędza wagę. Ponadto jedna beczka napalmu pozwala „podlewać” cały obszar. Jedną beczką podczas wojny w Algierii można było zabić wszystkich mieszkańców wioski, spalając ich wszystkich naraz. Napalm był żelatynizowanym benzyną. Ale napalm się palił, nie wybuchał. W bombach termobarycznych dokonano dużych postępów w przygotowaniu mieszaniny wybuchowej, w rozpraszaniu paliwa w postaci aerozolu. Zostaje on zapalony dopiero w drugiej fazie. W pierwszej fazie może się rozprzestrzenić na dużą powierzchnię, zająć duży objętość i nawet przeniknąć przez otwory. Specjaliści porównują skutki do „wybuchów silosów”, które zawierają mieszankę powietrza i drobnych cząstek. Gdy następuje zapalenie, krople aerozolu wytworzone przez bombę są tak drobne, że powstaje prawdziwy wybuch. Przez „wybuch” należy rozumieć bardzo szybkie rozprzestrzenianie się egzotermicznej reakcji chemicznej na dużą objętość aerozolu. Istnieje więc istotna różnica w stosunku do ładunku wybuchowego klasycznego, który detonuje, gdy znajduje się w bardzo skoncentrowanym stanie.

Słyszeliście o „bombie próżniowej”, „bombarze próżniowej”. Mimo to, gdy myślimy o bombie, zwykle myślimy o „fali uderzeniowej”. W przypadku tych nowych bomb oba zjawiska są obecne. Analogia pomoże wyjaśnić zjawisko. Wyobraźcie sobie pokój wodny. Nagle w ograniczonym obszarze, ograniczonym przez zaporę, podnosi się poziom wody. Następnie bardzo szybko usuwamy zaporę. Powstanie olbrzymia fala, równoważna powodzi. Ale w przeciwnym kierunku rozprzestrzeni się „fala rzadkości”, ku środkowi systemu. Jeśli fala uderzeniowa odbija się od fali uderzeniowej (gdzie dwie fale uderzeniowe spotykają się lub zbiegają się w tym samym punkcie geometrycznym), fale rzadkości wzmacniają się. Nie wiem, jak bardzo te nowe bomby mogą obniżyć ciśnienie w środku, ale nie jest niemożliwe, by ich nazwa „bomby próżniowe” była uzasadniona.

Schema bomby próżniowej C Ta fala rzadkości może znacznie zmniejszyć ciśnienie w centrum geometrycznym tej masy spalającej. Urządzenie jest straszne. Po pierwsze, krótkotrwałość spalania aerozolu powoduje powstanie intensywnej fali uderzeniowej, zdolnej do zniszczenia pojazdów, budynków przez efekt wybuchu. W takim przypadku nawet niewielki schronienie, ale wystarczająco solidny, może pozwolić żołnierzom przetrwać. Na przykład kasemata. Jednocześnie skład reaktywny sprawia, że ta kula ognia emituje intensywny promieniowanie cieplne. Takie broń próbowało się podczas pierwszej wojny z Irakiem, pierwszej „Wojny Zatokowej”. Widziano zdjęcia irackich żołnierzy spalonych, czarnych. Teraz działa drugi efekt:

fala rzadkości. Ta bomba... tworzy próżnię w środku wybuchu, przez odwrotny efekt. Jeśli można się chronić przed falą uderzeniową, to niemożliwe jest uniknięcie skutków dużej obniżki ciśnienia. Nadciśnienie jest przenoszone przez falę uderzeniową. Jest nagłe, trwa bardzo krótko. Fale uderzeniowe odbijają się od fal uderzeniowych. Jeśli betonowy blok, schronienie nie zostanie zniszczony, będzie skutecznie pełnić swoją rolę ochronną. Żołnierze mogą przeżyć, chowając się w okopach, podczas gdy destrukcyjna fala uderzeniowa niszczy wszystko na powierzchni.

Ale fala rzadkości nie jest skupiona w przestrzeni i czasie. Zobacz schemat. W obszarze odpowiadającym podanym liczbom wyobraźcie sobie, że ogromna pompa obniża ciśnienie powietrza, nie przez jedną tysięczną sekundy, ale przez czas rzędu sekundy, mniej niż setna prędkości dźwięku. Wtedy okop nie oferuje już żadnej ochrony. Ten efekt ssący rozprzestrzeni się wszędzie.

Będzie bardzo skuteczny w zabijaniu ludzi schronionych w ukrytych miejscach lub tunelach.

Prosty obrót kierunku w tunelu uniemożliwia dalsze rozprzestrzenianie się fali uderzeniowej. Odbije się od pierwszego twardego przeszkody napotkanej. Efekt ssący przenika wszędzie, „przechodzi”. Klatki piersiowe, narządy wewnętrzne pękają.

To naprawdę nowa broń, straszna dla ludzi i budynków, które pod wpływem tej depresji pękają jak dojrzałe orzechy.

Co jest pozytywnie przerażające w tych nowych bombach, to że są ... niezanieczyszczające.

Uchylają się od zasad zakazu dotyczących broni jądrowej.

Już zostały skutecznie użyte i ich użycie będzie się rozprzestrzeniać. Wersja „przenośna”. Postęp nie ustaje. Afganistan: armia brytyjska wprowadza nową broń opartą na technologii masowego zabijania.

Według ministra parlament nie został poinformowany.

Nowa „superbroń” została dostarczona brytyjskim żołnierzom wysłanym do Afganistanu, która wykorzystuje technologię opartą na zasadzie „termobarycznej”, używając ciepła i ciśnienia do zabijania osób w określonym obszarze powietrza, wciągając powietrze z płuc i powodując rozerwanie narządów wewnętrznych.

Tzw. broń „z poprawionym wybuchem” używa tej samej technologii co amerykańskie bomby „bunker buster” i destrukcyjne bomby używane przez Rosjan do zniszczenia stolicy Czeczenii, Groznej.

Takie broń są brutalnie skuteczne, ponieważ najpierw rozpraszają gaz lub produkt chemiczny, który zapala się w drugiej fazie, pozwalając wybuchowi wypełnić wnętrza budynków lub pustki w piwnicach. Gdy amerykańska armia wprowadziła wersję tej broni w 2005 roku, Defense Tech napisała artykuł o tytule „Marines milczą o nowej brutalnej broni”. (artykuł) Według agencji wywiadu wojskowego USA, która opublikowała badanie broni termobarycznych w 1993 roku, „mechanizm zabijania przez wybuch stosowany przeciwko żywym celom jest unikalny – i nieprzyjemny… To fala ciśnienia zabija, a co ważniejsze, rzadkość powietrza, która następuje po niej, powoduje pęknięcie płuc… Jeśli paliwo wywołuje deflagrację bez wybuchu, ofiary są ciężko spalane i prawdopodobnie wdychają palące się paliwo. Ponieważ najbardziej używane paliwa dla FAE (Fuel Air Explosives), etylenoksyd i propylenoksyd, są bardzo toksyczne, FAE, które nie wybuchły, będą równie śmiertelne dla osób wewnątrz chmury jak większość środków chemicznych.” Drugie badanie DIA stwierdziło: „fale uderzeniowe i ciśnienia powodują minimalne uszkodzenia tkanki mózgowej… Możliwe, że ofiary FAE nie tracą przytomności z powodu wybuchu, ale raczej cierpią przez kilka sekund lub minut, gdy duszą się.” „Efekt wybuchu FAE w zamkniętych przestrzeniach jest ogromny”, stwierdziła CIA w swoim badaniu broni. „To, co znajduje się blisko punktu kontaktu, zostaje zniszczone. Osoby na obrzeżach prawdopodobnie doświadczą wielu wewnętrznych obrażeń, które nie są widoczne, takich jak pęknięcie bębenków słuchowych i narządów wewnętrznego ucha, ciężkie urazy mózgu, pęknięcie płuc i narządów wewnętrznych, a także możliwe ślepoty.” Oficerowie brytyjscy powiedzieli angielskiemu dziennikowi The Guardian, że bomby brytyjskie były „różne”.

„Są zoptymalizowane do tworzenia wybuchu zamiast emitowania ciepła”, powiedział jeden z nich, mówiąc zgodnie z obowiązującymi standardami anonimowości w Wielkiej Brytanii. Oficer dodał, że byłoby błędne nazywać je „termobarycznymi”.

Oficerowie powiedzieli Guardianowi, że nowa broń została sklasyfikowana jako lekka broń strzelająca „lekkością przeciw strukturze”, a bomby będą bardziej skuteczne, ponieważ „nawet gdy trafiają cel, uszkodzenia są ograniczone do zamkniętego obszaru”.

„Problem ciągłych ofiar cywilnych w Afganistanie ma ogromne znaczenie w walce o serca i umysły”, powiedział liberalny demokrata Sir Menzies Campbell w artykule. „Jeśli te broń przyczynia się do śmierci cywilów, to główny cel wysłania brytyjskich sił stanie się jeszcze trudniejszy.”

Według Campbella, wprowadzenie tych broni nie zostało ogłoszone parlamentowi.

John Burne 23/08/07 – The Raw Story Tłumaczenie Mireille Delamarre dla

Pocisk termobaryczny (BOMBA WAKUUMOWA) Zabij mnie czysto. Istnieją od lat wersje, które można wyrzucić z niskiej wysokości z bombowców. Te bomby są wyrzucane przywiązane do spadochronów, aby pilot, który je wyrzuca, mógł się wycofać poza zasięg skutków wybuchu.

  • Z lewej strony, bomba amerykańska. Waga: osiem ton. Równoważnik TNT: 11 ton. Promień zniszczenia: 150 metrów.

  • Z prawej strony, bomba rosyjska. Waga 7 ton, moc 44 tony (trzecia część Hiroshimy), promień zniszczenia: 300 metrów. Zobacz film z "Russia Today":

Film Reuters:

44 tony równoważnika TNT to 1/272 mocy bomby z Hiroshimy, która zniszczyła wszystko w promieniu pięciu kilometrów. Są miny przeciwosobowe, zdolne do zabicia jednego człowieka lub kilku, niebezpieczne w odległości dziesiątków metrów. Są miny przeciwpancerne. Bomba z Hiroshimy była pierwszą bronią "przeciwmiastem", zdolną do zniszczenia miasta i jego mieszkańców. Uważam, że ludzie nie do końca zdają sobie sprawę z monstrualności broni jądrowej. Bronie megatoniowe są 100 razy większe niż Hiroshima. Są to wtedy broni "przeciwmiastowe", w skali dużych miast. Nie mówmy o skutkach opadów radioaktywnych.

Aktualności skupiają się teraz na czterech głowicach jądrowych o mocy 150 kiloton, dziesięć razy większe niż Hiroshima, które wędrowały na czele rakiet krążących pod skrzydłami B-52 nad terytorium amerykańskim. To typowa broń ataku jądrowego, wyposażona w wielogłowicowe podwodne okręty. Płyną plotki. Dlaczego transport broni w taki sposób "operacyjny"? Wiadomo, że czasami transportuje się siły jądrowe z jednego miejsca do drugiego, z ładunkiem złożonym z plutonu. Ale ten transport jest wtedy wykonywany "w najlepszych warunkach bezpieczeństwa", to znaczy w taki sposób, że jeśli samolot, który je transportuje, zderzy się, pluton zostanie chroniony w odpowiednich "czarnych skrzynkach", aby uniknąć jego niebezpiecznego rozprzestrzenienia (jeden mikrogram wystarczy, by zabijać człowieka). A tak nie było w przypadku głowic jądrowych transportowanych przez B-52. Czy te głowice miały cel? Który? Dlaczego nie miasto w Stanach Zjednoczonych i trzy inne europejskie miasta, by stworzyć klimat histerii antyterrorystycznej.

Żyjemy w czasach wszystkich zagrożeń. Tylko głupcy nie zdają sobie z tego sprawy. Jakie postępy z tymi nowymi bombami?

Podczas wojny 1939-45 wyrzucono bomby o wadze czterech ton. Czyli gdzie jest postęp? Wydaje się, że jest to postęp jakościowy. Do tej pory trzeba było rozróżniać bomby palne, które wydzielają intensywną ciepło i wybuchowe. Poza tym, w wybuchowym zachodzi reakcja chemiczna w jednej dziesięciotysięcznej sekundy, w której cała energia musi być zawarta w ładunku. Masa otaczającego powietrza nie odgrywa roli. Po prostu pozwala na rozchodzenie się fali uderzeniowej, która powstaje wewnątrz wybuchu, natychmiast gazowanego.

Z napalmem, pierwszy "postęp": nie wyrzuca się już tylko "paliwa". Spalaczem jest powietrze. Stąd oszczędność wagi. Poza tym, butelka napalmu pozwala "podlać" cały sektor. W czasie wojny algerijskiej, jedną butelką można było zabić wszystkich mieszkańców wsi, w jednym uderzeniu. Napalm był zwapnionym benzyną. Ale napalm się spalał, nie wybuchał. W bombach termobarycznych dokonano znaczących postępów w przygotowaniu mieszaniny wybuchowej, w rozpraszaniu paliwa w postaci aerozolu. Jest zapalany dopiero w drugim etapie. W pierwszym etapie może rozprzestrzeniać się na dużą powierzchnię, zajmować duży objętość i nawet przenikać przez otwory. Eksperci porównują skutki do "wybuchów silosów", które zawierają mieszankę powietrza i drobnych cząstek. Podczas zapalania, krople aerozolu wytworzonych przez bombę są tak drobne, że następuje prawdziwy wybuch. Pod "wybuchem" należy rozumieć, że reakcja chemiczna eksoenergetyczna rozprzestrzenia się bardzo szybko na dużą objętość aerozolu. Istnieje więc istotna różnica z klasycznym wybuchem, który wybuchają, gdy znajduje się w bardzo wysokim stanie skupienia.

Czy słyszałeś o "bombie wakuumowej", "bomby próżniowej"? Mimo to, zazwyczaj, gdy myślimy o bombie, myślimy o "efekcie uderzeniowym". W przypadku tych nowych bomb oba zjawiska są obecne. Analogia pozwoli wyjaśnić zjawisko. Wyobraź sobie zbiornik wody. Nagle, w pewnym obszarze ograniczonym przepływem, podnosisz poziom wody. Następnie szybko usuwasz przepływ. Wzburzenie, które nastąpi, będzie odpowiadało fali tsunami. Ale w przeciwnym kierunku, "fala rozrzedzenia" będzie się rozchodzić w kierunku centrum systemu. Jeśli fala uderzeniowa odbija się od fali uderzeniowej (gdzie dwie fale uderzeniowe spotykają się lub zbliżają się do tego samego geometrycznego centrum), fale rozrzedzenia się wzmacniają. Nie wiem, jak bardzo te nowe bomby mogą obniżać ciśnienie w centrum, ale nie wydaje się niemożliwe, że ich nazwa "bomby wakuumowe" zasługuje na to.

Schemat bomby wakuumowej. Ta fala rozrzedzenia może zmniejszyć znacząco ciśnienie w geometrycznym centrum tej masy spalania. Urządzenie jest groźne. Po pierwsze, krótka spalanie aerozolu powoduje powstanie intensywnej fali uderzeniowej, która może zniszczyć urządzenia, budynki przez efekt uderzenia. To jest tymczasowy schron, ale wystarczająco solidny, aby pozwolić żołnierzom na przeżycie. Na przykład, klatka. Jednocześnie skład reagentu sprawia, że ta kula ognia wypuszcza intensywny promieniowanie termiczne. Takie broń były testowane podczas pierwszej wojny z Irak, pierwszej "Wojny na Morzu Północnym". Widziano zdjęcia żołnierzy irackich spalonych, czarnych. Teraz pojawia się drugi efekt:

fala rozrzedzenia. Ta bomba ... tworzy próżnię w środku wybuchu, przez efekt odwrotny. Ale jeśli można się chronić przed falą uderzeniową, to niemożliwe jest uniknięcie skutków dużej obniżki ciśnienia. Nadciśnienie jest przenoszone przez falę uderzeniową. Jest to gwałtowne, o bardzo krótkim czasie. Fale uderzeniowe odbijają się od fal uderzeniowych. Jeśli blokhaus, schron nie zostanie zniszczony, będzie skutecznie pełnił swoją ochronną rolę. Żołnierze mogą przeżyć, schodząc w okopy, podczas gdy zniszczająca fala uderzeniowa niszczy wszystko na powierzchni.

Ale fala rozrzedzenia nie jest skupiona w przestrzeni i czasie. Patrz schemat. W obszarze odpowiadającym podanym liczbom, wyobraź sobie, że ogromna pompa usuwa ciśnienie powietrza, nie przez jedną tysięczną sekundy, ale przez czas rzędu sekundy, mniej niż setna prędkości dźwięku. Wtedy okopy nie oferują żadnej ochrony. Ten efekt ssania rozprzestrzenia się wszędzie.

Będzie bardzo skuteczny w zabijaniu ludzi ukrytych w kryjówkach lub korytarzach.

Prosty zmiana kierunku w korytarzu uniemożliwia rozchodzenie się fali uderzeniowej. Odbije się na pierwszym twardym przeszkodzie. Efekt ssania przenika wszędzie, "przemyka". Piersi, wewnętrzne organy pękają.

To naprawdę nowa broń, groźna zarówno dla ludzi, jak i budynków, które pod wpływem tej depresji pękają jak dojrzałe orzechy.

To, co jest pozytywnie straszne w tych nowych bombach, to że są ... niezanieczyszczające.

Unikają zasad zakazujących broni jądrowej.

Już zostały skutecznie użyte i ich użycie będzie się rozszerzać. Wersja "portowa" Nie zatrzymujemy postępu Afganistan: Armia brytyjska wprowadza nową broń opartą na technologii masowego zabijania.

Zgodnie z ministrem, parlament nie został poinformowany.

Nowa "super broń" została dostarczona żołnierzom brytyjskim wysłanym do Afganistanu, która wykorzystuje technologię opartą na zasadzie "termobarycznej", która korzysta z ciepła i ciśnienia, by zabić osoby celowe w określonym obszarze powietrza, wciągając powietrze z płuc i powodując rozerwanie wewnętrznych organów.

Tak zwana broń "poprawionego wybuchu" wykorzystuje tę samą technologię co amerykańskie bomby "bunker buster" i destrukcyjne bomby używane przez Rosjan do zniszczenia stolicy czeczeńskiej Grozny.

Takie broń mają brutalną skuteczność, ponieważ najpierw rozpraszają gaz lub produkt chemiczny, który jest zapalany w drugim etapie, umożliwiając wybuchowi wypełnienie przestrzeni budynku lub szczelin w piwnicy. Kiedy armia amerykańska wprowadziła wersję tych broni w 2005 roku, Defense Tech napisali artykuł o tytule "Marines milczą o nowej brutalnej broni". Według agencji wywiadu amerykańskiej, która opublikowała studium na temat broni termobarycznych w 1993 roku, "mechanizm zabijania wybuchem stosowany do celów żywych jest unikalny - i nieprzyjemny ... To jest fala ciśnienia, a bardziej istotne, rozrzedzenie powietrza, które następuje, powodujące pęknięcie płuc ... Jeśli paliwo powoduje wybuch bez wybuchu, ofiary są ciężko spalone i prawdopodobnie wdechają palone paliwo. Jak najbardziej używane FAE (Fuel Air Explosives), etylenu i propylenu, są bardzo toksyczne, FAE, które nie wybuchły, będą równie śmiertelne dla osób wchwyconych w chmurę jak w przypadku większości środków chemicznych. "Druga studia DIA powiedziała: "Fale uderzeniowe i ciśnienia powodują niewielkie uszkodzenia tkanek mózgowych ... Możliwe, że ofiary FAE nie zapadają w nieświadomość z powodu wybuchu, ale raczej cierpią przez kilka sekund lub minut, podczas gdy duszą się. "Efekt wybuchu FAE w zamkniętych przestrzeniach jest ogromny", powiedziała studia CIA na broń. "To, co jest gotowe z punktu kontaktu, zostaje zniszczone. To, co na obwodzie, prawdopodobnie doświadczy wielu wewnętrznych urazów i niezauważalnych, w tym pęknięcia bębenków i wewnętrznych narządów słuchowych, ciężkich urazów mózgu, pęknięcia płuc i wewnętrznych narządów, a także możliwe ślepoty. "Oficerowie wojskowi brytyjscy powiedzieli angielskiemu dziennikowi The Guardian, że bomby brytyjskie były "różne".

"Zostały zoptymalizowane, aby stworzyć wybuch zamiast emitować ciepło", powiedział jeden z nich, mówiąc zgodnie z obowiązującymi normami anonimowości w Wielkiej Brytanii. Oficer dodał, że byłoby błędne nazywać je "termobarycznymi".

Oficerzy powiedzieli Guardian, że nowa broń została sklasyfikowana jako lekka broń "lądowania lekkiej amunicji antystrukturalnej", a bomby będą bardziej skuteczne, ponieważ "nawet jeśli trafiają w cel, uszkodzenia są ograniczone do zamkniętego obszaru".

"Problem ciągłych ofiar cywilnych w Afganistanie ma ogromne znaczenie w walce o serca i umysły", powiedział lider demokratyczny Liberał Sir Menzies Campbell w artykule. "Jeśli te broń przyczyniają się do śmierci cywilów, to główny cel wysłania brytyjskich sił będzie jeszcze trudniejszy do osiągnięcia."

Zgodnie z Campbell, wykorzystanie tych broni nie zostało ogłoszone w parlamencie.

John Burne 23/08/07 – The Raw Story Przekład Mireille Delamarre dla

W każdym zakresie człowiek kopie swoją mogiłę z zapałem, rękami, zębami, głową. Nie mogę przestać instalować na moim stronie „dokumentów katastrof”. Na poziomie środowiska, idziemy w kierunku „Zielonego Słońca”. Cieplejszy klimat przyspiesza. Na froncie biologii jesteśmy kompletnymi uczniami czarodziejów.

Pszczółki ukrywają się, by umrzeć

6 września 2007

Ostatnio gazety piszą „pszczółki umierają w masie”. Jeśli pszczółki umierają, nie będzie zapylania. To ludzkość będzie w niebezpieczeństwie. Einstein to przewidział. Trzydzieści lat temu profesor Michel Bounias, dyrektor badawczy w Instytucie Agronomicznym w Avignon, specjalista w toksykologii pszczół, wydał alarm.




Artykuł Echos:

Pszczółki zanikają milionami od kilku miesięcy.

Ich zniknięcie może oznaczać koniec gatunku ludzkiego.

To niezwykła epidemia, o niszczycielskiej sile i ogromnej skali, która rozchodzi się od ula do ula na całym świecie. Zaczęła się w gospodarstwie w Florydzie zimą, a potem rozprzestrzeniła się na większość stanów amerykańskich, a następnie na Kanadę i Europę, aż do zakażenia Tajwanu w kwietniu. W każdym miejscu powtarza się ten sam scenariusz: miliony pszczół opuszczają ula i nie wracają. Żadnych zwłok w pobliżu. Żadnego widocznego drapieżnika, ani nawet osadników, którzy szybko zajmują opuszczone środowiska.

W ciągu kilku miesięcy, między 60% a 90% pszczół zniknęło w Stanach Zjednoczonych, gdzie ostatnie szacunki wskazują na 1,5 miliona (z 2,4 miliona uli w całym kraju) liczby znikniętych kolonii w 27 stanach. W Quebecu 40% uli jest zaginionych.

W Niemczech, według Narodowej Federacji Miodarzy, czwarta część kolonii została zniszczona z stratami do 80% w niektórych gospodarstwach. To samo w Szwajcarii, Włoszech, Portugali, Grecji, Austrii, Polsce, Anglii, gdzie syndrom został nazwany „zjawiskiem Marie Celeste”, od nazwy statku, którego załoga zniknęła w 1872 roku. W Francji, gdzie miodarze doświadczyli ciężkich strat od 1995 roku (od 300 000 do 400 000 pszczół rocznie) do zakazu pestycydu podejrzewanego, Gaucho, na polach kukurydzianych i słonecznikowych, epidemia ponownie zaczęła się intensyfikować, z stratami od 15% do 95% w zależności od kolonii.

„Zespół kolapsu” Zaniepokojeni naukowcy znaleźli nazwę na miarę tych masowych ucieczek: „zespół kolapsu” - lub „colony collapse disorder”. Mają powody do niepokoju: 80% gatunków roślin potrzebuje pszczół do zapylania. Bez nich, nie ma zapylania, a więc prawie żadnych owoców, ani warzyw.

„Trzy czwarte upraw, które odżywiają ludzkość, zależy od nich”, podsumowuje Bernard Vaissière, specjalista od zapylaczy w Inra (Institut national de recherche agronomique). Przybywszy na Ziemię 60 milionów lat przed człowiekiem, Apis mellifera (pszczela miodowa) jest tak samo niezbędna dla jego gospodarki jak i jego przetrwania. W Stanach Zjednoczonych, gdzie 90 roślin spożywczych jest zapylanych przez pszczół, plony, na które zależą, szacuje się na 14 miliardów dolarów.

Czy winić pestycydy? Nowy mikroorganizm? Zwiększanie się emisji elektromagnetycznych zakłócające nanocząstki magnetytu w brzuchu pszczół?

„Zamiast tego, połączenie wszystkich tych agentów”, zapewnia profesor Joe Cummins z uniwersytetu w Ontario. W komunikacie wydanym w tym roku przez instytut Isis (Institute of Science in Society), organizację pozarządową z Londynu, znanej z krytycznych stanowisk wobec postępu naukowego, twierdzi, że „wskazówki wskazują, że grzyby pasożytnicze używane do biologicznej walki z szkodnikami, oraz niektóre pestycydy z grupy neonicotynoidów, wzajemnie się oddziałują i synergizują, aby spowodować zniszczenie pszczół”.

Aby uniknąć niekontrolowanych wylewów, nowe pokolenia insektycydów otaczają nasiona, aby wniknąć systematycznie w całą roślinę, aż do pyłku, który pszczółki przynoszą do ula, który je zatruwają. Nawet w niskich stężeniach, twierdzi profesor, użycie tego typu pestycydów niszczy odporność immunologiczną pszczół. W efekcie kaskadowym, zatruwane przez główny składnik aktywny używany - imidacloprid (odmieniony przez Europę, ale szeroko krytykowany poza Atlantykiem i we Francji, jest dystrybuowany przez Bayer pod różnymi markami: Gaucho, Merit, Admire, Confidore, Hachikusan, Premise, Advantage...), pszczółki stają się podatne na działanie insektycydowe agresorów grzybowych wstrzykiwanych w uzupełnieniu na uprawach.

Spokojne pszczółki Dla dowodu, uważa uczen, grzyby pasożytnicze z rodziny Nosema są obecne w wielu osadach w trakcie kolapsu, gdzie pszczółki, spokojne, zostały znalezione zainfekowane przez pół tuzina wirusów i mikroorganizmów.

Zazwyczaj te grzyby są włączone do pestycydów chemicznych, aby walczyć z chrząszczami (Nosema locustae), pewnymi motylami (Nosema bomby), lub szkodnikiem kukurydzianym (Nosema pyrausta). Ale podróżują również wzdłuż dróg otwartych przez wymianę handlową, podobnie jak Nosema ceranae, pasożyt przenoszony przez azjatyckie pszczółki, który zakażał swoich zachodnich kuzynów, zabijając je w ciągu kilku dni.

To właśnie wykazał w badaniu przeprowadzonym na DNA wielu pszczół zespół badawczy Mariano Higes z Guadalajary, prowincji na wschodzie Madryty, znanej z bycia siedzibą przemysłu miodowego hiszpańskiego. „Ten pasożyt jest najbardziej niebezpieczny z rodziny”, mówi. Może przetrwać zarówno ciepło, jak i zimno i zakaża osad w ciągu dwóch miesięcy. Myślimy, że 50% naszych uli jest zakażonych. ”A jednak Hiszpania, która liczy 2,3 miliona uli, jest siedzibą czwartej części pszczół domowych w Unii Europejskiej.

Efekt kaskadowy nie kończy się tutaj: również między tymi grzybami pasożytniczymi a biopestycydami produkowanymi przez rośliny genetycznie modyfikowane, twierdzi profesor Joe Cummins. Właśnie wykazał, że larwy szkodnika zainfekowane Nosema pyrausta są czterdzieści pięć razy bardziej wrażliwe na niektóre toksyny niż zdrowe larwy.

„Autorzy regulacji traktowali spadek pszczół w sposób ograniczony i ograniczony, ignorując oczywistość, że pestycydy działają w synergii z innymi zniszczeniowymi elementami”, oskarża on, aby zakończyć. Nie jest sam w wywoływaniu alarmu. Bez masowego zakazu insektycydów systematycznych, planeta ryzykuje inną sytuację kolapsu, obawiają się naukowcy: ten ludzki gatunek. Pięćdziesiąt lat temu Einstein już insystował na zależności, która łączy pszczółki z człowiekiem:

„Jeśli pszczółka zniknie z globu”, przewidział, „człowiek będzie miał tylko cztery lata do życia. ”

Artykuł Echos:

Pszczółki zanikają milionami od kilku miesięcy.

Ich zniknięcie może oznaczać koniec gatunku ludzkiego.

To niezwykła epidemia, o niszczycielskiej sile i ogromnej skali, która rozchodzi się od ula do ula na całym świecie. Zaczęła się w gospodarstwie w Florydzie zimą, a potem rozprzestrzeniła się na większość stanów amerykańskich, a następnie na Kanadę i Europę, aż do zakażenia Tajwanu w kwietniu. W każdym miejscu powtarza się ten sam scenariusz: miliony pszczół opuszczają ula i nie wracają. Żadnych zwłok w pobliżu. Żadnego widocznego drapieżnika, ani nawet osadników, którzy szybko zajmują opuszczone środowiska.

W ciągu kilku miesięcy, między 60% a 90% pszczół zniknęło w Stanach Zjednoczonych, gdzie ostatnie szacunki wskazują na 1,5 miliona (z 2,4 miliona uli w całym kraju) liczby znikniętych kolonii w 27 stanach. W Quebecu 40% uli jest zaginionych.

W Niemczech, według Narodowej Federacji Miodarzy, czwarta część kolonii została zniszczona z stratami do 80% w niektórych gospodarstwach. To samo w Szwajcarii, Włoszech, Portugali, Grecji, Austrii, Polsce, Anglii, gdzie syndrom został nazwany „zjawiskiem Marie Celeste”, od nazwy statku, którego załoga zniknęła w 1872 roku. W Francji, gdzie miodarze doświadczyli ciężkich strat od 1995 roku (od 300 000 do 400 000 pszczół rocznie) do zakazu pestycydu podejrzewanego, Gaucho, na polach kukurydzianych i słonecznikowych, epidemia ponownie zaczęła się intensyfikować, z stratami od 15% do 95% w zależności od kolonii.

„Zespół kolapsu” Zaniepokojeni naukowcy znaleźli nazwę na miarę tych masowych ucieczek: „zespół kolapsu” - lub „colony collapse disorder”. Mają powody do niepokoju: 80% gatunków roślin potrzebuje pszczół do zapylania. Bez nich, nie ma zapylania, a więc prawie żadnych owoców, ani warzyw.

„Trzy czwarte upraw, które odżywiają ludzkość, zależy od nich”, podsumowuje Bernard Vaissière, specjalista od zapylaczy w Inra (Institut national de recherche agronomique). Przybywszy na Ziemię 60 milionów lat przed człowiekiem, Apis mellifera (pszczela miodowa) jest tak samo niezbędna dla jego gospodarki jak i jego przetrwania. W Stanach Zjednoczonych, gdzie 90 roślin spożywczych jest zapylanych przez pszczół, plony, na które zależą, szacuje się na 14 miliardów dolarów.

Czy winić pestycydy? Nowy mikroorganizm? Zwiększanie się emisji elektromagnetycznych zakłócające nanocząstki magnetytu w brzuchu pszczół?

„Zamiast tego, połączenie wszystkich tych agentów”, zapewnia profesor Joe Cummins z uniwersytetu w Ontario. W komunikacie wydanym w tym roku przez instytut Isis (Institute of Science in Society), organizację pozarządową z Londynu, znanej z krytycznych stanowisk wobec postępu naukowego, twierdzi, że „wskazówki wskazują, że grzyby pasożytnicze używane do biologicznej walki z szkodnikami, oraz niektóre pestycydy z grupy neonicotynoidów, wzajemnie się oddziałują i synergizują, aby spowodować zniszczenie pszczół”.

Aby uniknąć niekontrolowanych wylewów, nowe pokolenia insektycydów otaczają nasiona, aby wniknąć systematycznie w całą roślinę, aż do pyłku, który pszczółki przynoszą do ula, który je zatruwają. Nawet w niskich stężeniach, twierdzi profesor, użycie tego typu pestycydów niszczy odporność immunologiczną pszczół. W efekcie kaskadowym, zatruwane przez główny składnik aktywny używany - imidacloprid (odmieniony przez Europę, ale szeroko krytykowany poza Atlantykiem i we Francji, jest dystrybuowany przez Bayer pod różnymi markami: Gaucho, Merit, Admire, Confidore, Hachikusan, Premise, Advantage...), pszczółki stają się podatne na działanie insektycydowe agresorów grzybowych wstrzykiwanych w uzupełnieniu na uprawach.

Spokojne pszczółki Dla dowodu, uważa uczen, grzyby pasożytnicze z rodziny Nosema są obecne w wielu osadach w trakcie kolapsu, gdzie pszczółki, spokojne, zostały znalezione zainfekowane przez pół tuzina wirusów i mikroorganizmów.

Zazwyczaj te grzyby są włączone do pestycydów chemicznych, aby walczyć z chrząszczami (Nosema locustae), pewnymi motylami (Nosema bomby), lub szkodnikiem kukurydzianym (Nosema pyrausta). Ale podróżują również wzdłuż dróg otwartych przez wymianę handlową, podobnie jak Nosema ceranae, pasożyt przenoszony przez azjatyckie pszczółki, który zakażał swoich zachodnich kuzynów, zabijając je w ciągu kilku dni.

To właśnie wykazał w badaniu przeprowadzonym na DNA wielu pszczół zespół badawczy Mariano Higes z Guadalajary, prowincji na wschodzie Madryty, znanej z bycia siedzibą przemysłu miodowego hiszpańskiego. „Ten pasożyt jest najbardziej niebezpieczny z rodziny”, mówi. Może przetrwać zarówno ciepło, jak i zimno i zakaża osad w ciągu dwóch miesięcy. Myślimy, że 50% naszych uli jest zakażonych. ”A jednak Hiszpania, która liczy 2,3 miliona uli, jest siedzibą czwartej części pszczół domowych w Unii Europejskiej.

Efekt kaskadowy nie kończy się tutaj: również między tymi grzybami pasożytniczymi a biopestycydami produkowanymi przez rośliny genetycznie modyfikowane, twierdzi profesor Joe Cummins. Właśnie wykazał, że larwy szkodnika zainfekowane Nosema pyrausta są czterdzieści pięć razy bardziej wrażliwe na niektóre toksyny niż zdrowe larwy.

„Autorzy regulacji traktowali spadek pszczół w sposób ograniczony i ograniczony, ignorując oczywistość, że pestycydy działają w synergii z innymi zniszczeniowymi elementami”, oskarża on, aby zakończyć. Nie jest sam w wywoływaniu alarmu. Bez masowego zakazu insektycydów systematycznych, planeta ryzykuje inną sytuację kolapsu, obawiają się naukowcy: ten ludzki gatunek. Pięćdziesiąt lat temu Einstein już insystował na zależności, która łączy pszczółki z człowiekiem:

„Jeśli pszczółka zniknie z globu”, przewidział, „człowiek będzie miał tylko cztery lata do życia. ”

Z OGM stworzono coraz lepsze insektycydy, ale ... wracają do kwiatów, zakażają pyłek, którego pszczółki się odżywiają. Nie mam czasu na ten temat. Proszę, moich czytelników przebaczyć. Zobacz np. na

http://www.futura-sciences.com/fr/sinformer/actualites/news/t/zoologie/d/les-abeilles-nous-abandonnent_12769/

Zrobię tylko uwagę. Z OGM gramy jak uczniowie czarodziejów. Śmierć pszczół to "nieprzewidziany skutek uboczny". Czy warto się obawiać? Kto ma rację? Alarmiści czy ci, którzy chcą uspokoić wszystkich?



Pszczółka w liczbach

Pszczółka waży 80–100 mg; maksymalna masa: 70 mg.

Królowa składa do 2000 jaj dziennie, 130 000 rocznie i 500 000 w całym życiu. Pszczółka żyje średnio 20–35 dni, pszczółka zimowa: 170 dni i więcej.

Kolonie to 10–80 000 pszczół.

W ciągu jednego dnia, kolonia 40 000 pszczół, w tym 30 000 pszczół zbierających, odwiedza 21 milionów kwiatów, czyli 700 kwiatów na pszczółkę. Dla 20 000 pszczół z jednego ula: 14 milionów kwiatów odwiedzanych dziennie.

Pszczółka zbiera 40 mg nektaru, co da 10 mg miodu i 20 mg pyłku. Liczba podróży potrzebnych do przywożenia litra nektaru: 20–100 000. Liczba podróży potrzebnych do uzyskania 10 kg miodu: 800 000–4 miliony. Roczną potrzebę kolonii to 15–30 kg pyłku i 60–80 kg miodu. Larwa jest karmiona od 4 do 8 dnia i jej masa wzrasta 1500 razy.

Każdego roku, od 1995 roku, średnio i w zależności od regionu, 30% kolonii pszczół znika i musi być odbudowane przez miodarzy, aby utrzymać ich stado.

W Francji produkowano 40 000 ton miodu w 1995 roku, mniej niż 25 000 dziś...

(Źródło: UNAF)

Pszczółka w liczbach

Pszczółka waży 80–100 mg; maksymalna masa: 70 mg.

Królowa składa do 2000 jaj dziennie, 130 000 rocznie i 500 000 w całym życiu. Pszczółka żyje średnio 20–35 dni, pszczółka zimowa: 170 dni i więcej.

Kolonie to 10–80 000 pszczół.

W ciągu jednego dnia, kolonia 40 000 pszczół, w tym 30 000 pszczół zbierających, odwiedza 21 milionów kwiatów, czyli 700 kwiatów na pszczółkę. Dla 20 000 pszczół z jednego ula: 14 milionów kwiatów odwiedzanych dziennie.

Pszczółka zbiera 40 mg nektaru, co da 10 mg miodu i 20 mg pyłku. Liczba podróży potrzebnych do przywożenia litra nektaru: 20–100 000. Liczba podróży potrzebnych do uzyskania 10 kg miodu: 800 000–4 miliony. Roczną potrzebę kolonii to 15–30 kg pyłku i 60–80 kg miodu. Larwa jest karmiona od 4 do 8 dnia i jej masa wzrasta 1500 razy.

Każdego roku, od 1995 roku, średnio i w zależności od regionu, 30% kolonii pszczół znika i musi być odbudowane przez miodarzy, aby utrzymać ich stado.

W Francji produkowano 40 000 ton miodu w 1995 roku, mniej niż 25 000 dziś...

(Źródło: UNAF)

Czy burczy w naszych miastach

Aby zwiększyć świadomość publiczną na temat roli pszczół w środowisku, UNAF rozwija program „Pszczółka, sygnał dla środowiska”, projekt uruchomiony w 2005 roku, który może liczyć teraz na wsparcie nowych zbiorowości i firm francuskich i europejskich. Najbardziej widoczną akcją programu jest instalacja uli w mieście. Po Nantes i Paryżu, miasto Lille, Departament Północnych Pireneów, miasto Martigues, Rada Regionu Rhône-Alpes, miasto Besançon i restauracja Michel Bras oficjalnie podpisały Kartę. Partnerzy przyjmują więc na dachu swojego budynku, lub w swoich przestrzeniach zielonych, od 6 do 8 uli na podstawie trzyletniej umowy, którą można odnowić. Federacja odpowiada za zarządzanie ruchem w kolorach instytucji partnera i z drugiej strony, partnerzy starają się wdrożyć zobowiązania z Karty i rozwijać działania informacyjne i komunikacyjne wobec ogółu społecznego. Choć to wydaje się paradoksalne, kolonie pszczół żyją dziś lepiej w mieście dzięki braku ciężkich środków fitosanitarnych, nieco wyższej temperaturze niż na wsi i ciągłemu przepływowi kwitnących roślin, które umożliwiają dłuższe i bardziej zróżnicowane zbieranie kwiatów. „Pszczółki produkują bardzo dobrze i wykazują pocieszającą energię”, mówi Jean Paucton, odpowiedzialny za ruchy w Villette i Operze w Paryżu. Miod z Opery w Paryżu zebrany jesienią 2006 roku dał miód słodki z nutą czarnego porzeczki!

Genom pszczółki

Choć niektóre geny uczestniczące w odporności immunologicznej pszczół były znane od dawna, sekwencjonowanie całego genomu pozwoliło uzyskać dostęp do pełnego repertuaru, głównie poprzez porównanie sekwencji z lepiej znanymi owadami, takimi jak drosophila, komary czy motyle pasożytnicze. Znaleziono te same systemy obrony indukowane przez pasożyty i patogeny. Jednak w przeciwieństwie do innych owadów, gdzie istnieje wiele wariantów tych genów, tworzących ważne rodziny genów, arsenał u pszczół jest mniej zróżnicowany (łącznie 71 genów w porównaniu do 209 u anofelu i 196 u drosophily). Ponieważ rodziny genów odpowiadających za detoksykację są mniejsze u pszczół, sprawiają one, że są one znacznie bardziej wrażliwe na niektóre pestycydy i choroby niż inne owady. Enzymy detoksykacyjne produkowane przez niektóre geny pozwalają owadom na metabolizm (niszczenie lub modyfikację) cząsteczek pestycydów, sprawiając, że są one bezpieczne. Wtedy mówi się, że owad jest odporny na pestycyd, ponieważ może uczynić go bezpiecznym przed jego działaniem. Zatem pszczół ma mniej zasobów do obrony przeciwko pestycydom niż komary czy mouchy, co czyni je bardziej wrażliwymi w obecnym środowisku.

Pszczółka w liczbach

Pszczółka waży pustą 80–100 mg; maksymalna masa, którą może unieść: 70 mg.

Królowa składa do 2000 jaj dziennie, 130 000 rocznie i 500 000 w ciągu życia. Pszczółka żyje średnio 20–35 dni, pszczółka zimowa: 170 dni i więcej.

Mieszkanie to 10–80 000 pszczół.

W ciągu jednego dnia kolonia składająca się z 40 000 pszczół, w tym 30 000 zbieraczy, odwiedza 21 milionów kwiatów, czyli 700 kwiatów na pszczółkę. Dla 20 000 zbieraczy jednego ula: 14 milionów kwiatów odwiedzanych dziennie.

Zbieraczka zbiera 40 mg nektaru, co da 10 mg miodu i 20 mg pyłku. Liczba podróży potrzebnych do przyniesienia litra nektaru: 20–100 000. Liczba podróży potrzebnych do uzyskania 10 kg miodu: 800 000–4 miliony. Roczne zapotrzebowanie kolonii wynosi 15–30 kg pyłku i 60–80 kg miodu. Larwa jest karmiona od 4. do 8. dnia życia i jej masa wzrasta 1500-krotnie.

Każdego roku od 1995, średnio w zależności od regionu, 30% kolonii pszczół zanika i musi być odbudowana przez pszczelarzy, aby utrzymać ich stado.

We Francji produkowano 40 000 ton miodu w 1995 roku, dziś mniej niż 25 000...

(Źródło: UNAF)

Pszczółka w liczbach

Pszczółka waży pustą 80–100 mg; maksymalna masa, którą może unieść: 70 mg.

Królowa składa do 2000 jaj dziennie, 130 000 rocznie i 500 000 w ciągu życia. Pszczółka żyje średnio 20–35 dni, pszczółka zimowa: 170 dni i więcej.

Mieszkanie to 10–80 000 pszczół.

W ciągu jednego dnia kolonia składająca się z 40 000 pszczół, w tym 30 000 zbieraczy, odwiedza 21 milionów kwiatów, czyli 700 kwiatów na pszczółkę. Dla 20 000 zbieraczy jednego ula: 14 milionów kwiatów odwiedzanych dziennie.

Zbieraczka zbiera 40 mg nektaru, co da 10 mg miodu i 20 mg pyłku. Liczba podróży potrzebnych do przyniesienia litra nektaru: 20–100 000. Liczba podróży potrzebnych do uzyskania 10 kg miodu: 800 000–4 miliony. Rocznne zapotrzebowanie kolonii wynosi 15–30 kg pyłku i 60–80 kg miodu. Larwa jest karmiona od 4. do 8. dnia życia i jej masa wzrasta 1500-krotnie.

Każdego roku od 1995, średnio w zależności od regionu, 30% kolonii pszczół zanika i musi być odbudowana przez pszczelarzy, aby utrzymać ich stado.

We Francji produkowano 40 000 ton miodu w 1995 roku, dziś mniej niż 25 000...

(Źródło: UNAF)

APhttp://fr.rd.yahoo.com/partners/ap/SIG=10vvp3lim/*http%3A//www.ap.org/francais/

7 września 2007 Rokowanie może być przyczyną śmierci miliardów pszczół w USA WASHINGTON – Naukowcy badający śmierć miliardów pszczół w USA mają nowego podejrzanego: wirusa dotychczas nieznanego na terytorium USA, według badań opublikowanych w tej tygodniowej wersji internetowej czasopisma „Science”.

Badacze wyjaśniają, że wykorzystali nową technikę genetyczną i statystyki, aby odkryć ten izraelski wirus, odpowiedzialny za ostre paraliże. Jest to najnowszy podejrzany w przypadku masowej śmierci pszczół roboczych, znanego jako „zespół kolonii zapadających się”.

Teraz pozostaje im spróbować zaszczepić ten wirus pszczółom, aby ustalić, czy jest śmiertelny.

„Przynajmniej teraz mamy trop. Możemy go wykorzystać jako marker i sprawdzić, czy rzeczywiście jest odpowiedzialny za chorobę”, powiedział dr Ian Lipkin, epidemiolog z Uniwersytetu Columbia i współautor badań.

Jednak dla specjalistów wątłe pasożyty, pestycydy i niedobory odżywcze nadal pozostają potencjalnymi podejrzanymi, podobnie jak stres związany z podróżowaniem: pszczelarze przewożą pszczół przez całe kraje, aby mogły zapylone uprawy w czasie kwitnienia.

Według ekspertów nie uczestniczących w badaniach, nowo odkryty wirus może okazać się jedynie czynnikiem pogłębiającym stan już uszkodzonych pszczół.

„To może być jedna lub kilka części układanki, ale na pewno nie jest to cała odpowiedź”, odpowiedział Jerry Hayes, dyrektor działu pszczelarskiego w Departamencie Rolnictwa Florydy.

Nieobjaśnione śmierci dotknęły od 50 do 90% uli pszczelarskich w USA, co budzi poważne obawy dotyczące skutków, jakie mogą mieć na ponad 90 upraw, które zależą od zapylania pszczół.

Pierwsze objawy zespołu kolonii zapadających się datują się z 2004 roku, w tym samym roku, gdy wirus po raz pierwszy został zarejestrowany przez izraelskiego virologa Ilana Sela. W tym samym roku amerykańscy pszczelarze zaczęli importować pszczół z Australii, praktyka obecnie zabroniona przez „Honeybee Act” z 1922 roku.

Australię teraz podejrzewa się jako potencjalne źródło wirusa, co jest prawdziwym zwrotem sytuacji, ponieważ ten import miał na celu zapobieganie innemu plagie – pasożytniczej mite varroa. AP

7 września 2007 Rokowanie może być przyczyną śmierci miliardów pszczół w USA WASHINGTON – Naukowcy badający śmierć miliardów pszczół w USA mają nowego podejrzanego: wirusa dotychczas nieznanego na terytorium USA, według badań opublikowanych w tej tygodniowej wersji internetowej czasopisma „Science”.

Badacze wyjaśniają, że wykorzystali nową technikę genetyczną i statystyki, aby odkryć ten izraelski wirus, odpowiedzialny za ostre paraliże. Jest to najnowszy podejrzany w przypadku masowej śmierci pszczół roboczych, znanego jako „zespół kolonii zapadających się”.

Teraz pozostaje im spróbować zaszczepić ten wirus pszczółom, aby ustalić, czy jest śmiertelny.

„Przynajmniej teraz mamy trop. Możemy go wykorzystać jako marker i sprawdzić, czy rzeczywiście jest odpowiedzialny za chorobę”, powiedział dr Ian Lipkin, epidemiolog z Uniwersytetu Columbia i współautor badań.

Jednak dla specjalistów wątłe pasożyty, pestycydy i niedobory odżywcze nadal pozostają potencjalnymi podejrzanymi, podobnie jak stres związany z podróżowaniem: pszczelarze przewożą pszczół przez całe kraje, aby mogły zapylone uprawy w czasie kwitnienia.

Według ekspertów nie uczestniczących w badaniach, nowo odkryty wirus może okazać się jedynie czynnikiem pogłębiającym stan już uszkodzonych pszczół.

„To może być jedna lub kilka części układanki, ale na pewno nie jest to cała odpowiedź”, odpowiedział Jerry Hayes, dyrektor działu pszczelarskiego w Departamencie Rolnictwa Florydy.

Nieobjaśnione śmierci dotknęły od 50 do 90% uli pszczelarskich w USA, co budzi poważne obawy dotyczące skutków, jakie mogą mieć na ponad 90 upraw, które zależą od zapylania pszczół.

Pierwsze objawy zespołu kolonii zapadających się datują się z 2004 roku, w tym samym roku, gdy wirus po raz pierwszy został zarejestrowany przez izraelskiego virologa Ilana Sela. W tym samym roku amerykańscy pszczelarze zaczęli importować pszczół z Australii, praktyka obecnie zabroniona przez „Honeybee Act” z 1922 roku.

Australię teraz podejrzewa się jako potencjalne źródło wirusa, co jest prawdziwym zwrotem sytuacji, ponieważ ten import miał na celu zapobieganie innemu plagie – pasożytniczej mite varroa. AP

Reutershttp://fr.rd.yahoo.com/partners/reuters/SIG=113fakdni/*http%3A//about.reuters.com/media/

http://fr.ard.yahoo.com/SIG=12plrnt7g/M=200093858.201451850.202711931.200726115/D=frnews/S=2022420997:LREC/Y=FR/EXP=1189265677/A=200635041/R=0/*http://s0b.bluestreak.com/ix.e?hr&s=4701599&n=1189179277![](http://row.bc.yahoo.com/b?P=bNdNoFf4cOnzrF4aRR2gVgLxUq6dpkbhb40ADxZX&T=140qjtdr3%2fX%3d1189179277%2fE%3d2022420997%2fR%3dfrnews%2fK%3d5%2fV%3d2.1%2fW%3dHR%2fY%3dFR%2fF%3d1022448376%2fQ%3d-1%2fS%3d1%2fJ%3dB570F857&U=13ki4bmgg%2fN%3drMctPtmSuyI-%2fC%3d200093858.201451850.202711931.200726115%2fD%3dLREC%2fB%3d200635041)

7 września 2007: REUTERS Pszczół może być ofiarą wirusa, według badania przez Maggie Fox Reuters – czwartek, 6 września, 22:37 WASHINGTON (Reuters) – Nowo odkryty wirus może być śmiertelny dla pszczół lub przynajmniej sprzyja ich zanikowi, twierdzą amerykańscy naukowcy.

(Reklama) Ten wirus prawdopodobnie nie jest jedyną przyczyną tego, co specjaliści nazywają „zjawiskiem zapadania się kolonii” (Colony collapse disorder, CCD), ale może pomóc zrozumieć, jaki problem dotyka pszczół w całych USA, donoszą badacze.

Nazwany „Izraelskim wirusem ostrej paralizy” (IAPV), wirus, dotychczas nieznany, został odkryty w Izraelu w 2004 roku.

Według szacunków, 23% amerykańskich pszczelarzy zaobserwowało nagłe zaniki pszczół w swoich ulach w zimie 2006–2007.

„Pszczelarze straciły prawie 45% swoich pszczół”, można przeczytać w raporcie badaczy, opublikowanym przez czasopismo Science.

Pszczelarze nie znajdują martwych pszczół. Ule są po prostu niemal puste, pozostają tylko królowe.

To zjawisko dotyka również Europę i Brazylię. Poza produkcją miodu, pszczółki są kluczowe w zapylaniu wielu upraw zbóż, owocowych i warzywnych.

Badając pszczół z całego świata oraz próbki miodu królewskiego, zespół dr Ian Lipkin z Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku odkrył kilka bakterii, wirusów i pleśni wpływających na pszczół.

WIELE TROPOW ZAWARTYCH W BADANIACH Jedynie jeden z wirusów był systematycznie obecny u pszczół pochodzących z uli, w których populacje się zapadły: IAPV.

Przyczyna czy skutek? Nadal trzeba ustalić, czy IAPV jest rzeczywistą przyczyną masowych zaników pszczół, czy raczej to właśnie te zaniki sprzyjają jego pojawieniu się u owadów.

Aby to sprawdzić, trzeba będzie zaszczepić wirusa do zdrowych uli i obserwować reakcję populacji pszczół.

Jeffrey Pettis, badacz specjalizujący się w pszczelarstwie w amerykańskim Departamencie Rolnictwa, przypomniał, że to tylko jedna z możliwych hipotez wyjaśniających zjawisko zaników.

„Dalej sądzę, że wiele czynników jest zaangażowanych w (zapadanie się populacji)”, powiedział, wspominając o pasożytych i odżywianiu pszczół.

IAPV jest przede wszystkim przenoszony przez Varroa destructor, małego czerwonego pajęczaka, który atakuje pszczół w USA, ale także w Europie i innych częściach świata.

Badane są wiele ścieżek, ale niektóre z nich są badane z mniejszym pośpiechem.

„Mamy bardzo mało dowodów na to, że promieniowanie telefonów komórkowych wpływa na pszczół”, oceniła Diana Cox-Foster, entomolog z Uniwersytetu Pensylwanii.

Testy również wykazały, że uprawy GMO nie powodują chorób u pszczół, ale pestycydy zwiększają ich stres.

Co do zaniku pszczół, możliwe, że ich system nawigacji, zakłócony, uniemożliwia im powrót do ula.

Inna hipoteza: Cox-Foster uważa, że może być również możliwe, że chora pszczółka świadomie unika powrotu do ula, aby nie zainfekować swoich towarzyszy.

7 września 2007: REUTERS Pszczół może być ofiarą wirusa, według badania przez Maggie Fox Reuters – czwartek, 6 września, 22:37 WASHINGTON (Reuters) – Nowo odkryty wirus może być śmiertelny dla pszczół lub przynajmniej sprzyja ich zanikowi, twierdzą amerykańscy naukowcy.

(Reklama) Ten wirus prawdopodobnie nie jest jedyną przyczyną tego, co specjaliści nazywają „zjawiskiem zapadania się kolonii” (Colony collapse disorder, CCD), ale może pomóc zrozumieć, jaki problem dotyka pszczół w całych USA, donoszą badacze.

Nazwany „Izraelskim wirusem ostrej paralizy” (IAPV), wirus, dotychczas nieznany, został odkryty w Izraelu w 2004 roku.

Według szacunków, 23% amerykańskich pszczelarzy zaobserwowało nagłe zaniki pszczół w swoich ulach w zimie 2006–2007.

„Pszczelarze straciły prawie 45% swoich pszczół”, można przeczytać w raporcie badaczy, opublikowanym przez czasopismo Science.

Pszczelarze nie znajdują martwych pszczół. Ule są po prostu niemal puste, pozostają tylko królowe.

To zjawisko dotyka również Europę i Brazylię. Poza produkcją miodu, pszczółki są kluczowe w zapylaniu wielu upraw zbóż, owocowych i warzywnych.

Badając pszczół z całego świata oraz próbki miodu królewskiego, zespół dr Ian Lipkin z Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku odkrył kilka bakterii, wirusów i pleśni wpływających na pszczół.

WIELE TROPOW ZAWARTYCH W BADANIACH Jedynie jeden z wirusów był systematycznie obecny u pszczół pochodzących z uli, w których populacje się zapadły: IAPV.

Przyczyna czy skutek? Nadal trzeba ustalić, czy IAPV jest rzeczywistą przyczyną masowych zaników pszczół, czy raczej to właśnie te zaniki sprzyjają jego pojawieniu się u owadów.

Aby to sprawdzić, trzeba będzie zaszczepić wirusa do zdrowych uli i obserwować reakcję populacji pszczół.

Jeffrey Pettis, badacz specjalizujący się w pszczelarstwie w amerykańskim Departamencie Rolnictwa, przypomniał, że to tylko jedna z możliwych hipotez wyjaśniających zjawisko zaników.

„Dalej sądzę, że wiele czynników jest zaangażowanych w (zapadanie się populacji)”, powiedział, wspominając o pasożytych i odżywianiu pszczół.

IAPV jest przede wszystkim przenoszony przez Varroa destructor, małego czerwonego pajęczaka, który atakuje pszczół w USA, ale także w Europie i innych częściach świata.

Badane są wiele ścieżek, ale niektóre z nich są badane z mniejszym pośpiechem.

„Mamy bardzo mało dowodów na to, że promieniowanie telefonów komórkowych wpływa na pszczół”, oceniła Diana Cox-Foster, entomolog z Uniwersytetu Pensylwanii.

Testy również wykazały, że uprawy GMO nie powodują chorób u pszczół, ale pestycydy zwiększają ich stres.

Co do zaniku pszczół, możliwe, że ich system nawigacji, zakłócony, uniemożliwia im powrót do ula.

Inna hipoteza: Cox-Foster uważa, że może być również możliwe, że chora pszczółka świadomie unika powrotu do ula, aby nie zainfekować swoich towarzyszy.


jose.nadan@wanadoo.fr


6 maja 2009:

Pszczółki, uloty: katastrofa trwa dalej. Pestycydy w centrum uwagi. Uprawnieni pszczelarze: kolejny wybuch alarmu i buntu. Pszczelarze coraz bardziej się obawiają i coraz częściej wyrażają swoje niezadowolenie. Poniżej świadectwo Jose Nadana ( ) – przewodniczącego Syndykatu Profesjonalnych Pszczelarzy Bretonii. Zatrudniony w Kercadoret w Faouet (56320), jest profesjonalnym pszczelarzem od 1984 roku, czyli przez prawie dwadzieścia pięć lat.

<<Pszczółka zniknie z powodu pestycydów – nieuczciwe jest to zaprzeczać. Sytuacja nadal się pogarsza.

Grenelle środowiska przekształciło się w Grenelle otrucia: przemysł agrochemiczny zastępuje starsze, mniej rentowne związki nowymi, znacznie bardziej opłacalnymi i o nieznanych dotąd toksycznościach.

Nie mierzymy już toksyczności w mg/l lub ppm, ale teraz w ppb (część na miliard).

Przykład Cruiser – niedawno zatwierdzony: cienka warstwa pokrycia jednego ziarna kukurydzy zawiera 0,63 mg tiametoksamu (źródło Syngenta). Otwórzcie worek z nasion Cruiser, weźcie jedno ziarno kukurydzy, jedno tylko, wrzućcie je do zbiornika o pojemności 5000 litrów wody – osiągniecie zanieczyszczenie 0,126 mikrograma na litr, czyli powyżej europejskiej normy 0,1 mikrograma na litr dla wody pitnej. Tiametoksam jest nadmiernie rozpuszczalny w wodzie (do 5 g/litr wody).

Zasianie z 100 000 ziaren na hektar, potencjalne zanieczyszczenie jednego hektara kukurydzy Cruiser odpowiada potencjalnemu zanieczyszczeniu pół miliarda litrów wody poziomem 0,126 mikrograma na litr. Część tego tiametoksamu nieuchronnie trafi do waszego kranu. Inna część – i to jest cel – rozprzestrzeni się w sokach roślinnych, a tym razem nasze małe pszczółki i wszystkie inne owady zapylające zostaną na polu. A jakie skutki ma takie trucizna dla robaków glebowych i całej mikroflory glebowej?

Firmy chemiczne wiedzą o skrajnej toksyczności tego związku oraz jego długotrwałym działaniu: „niebezpieczne dla pszczół i innych owadów zapylających”, „używać tylko co trzy lata”, „nie sadzić roślin atrakcyjnych dla pszczół w obrocie upraw”, (a kukurydza?) „ustawiać deflektory na siewnikach, by pył nie unosił się w powietrzu”, „napełniać siewnik z odległości co najmniej 10 metrów od krawędzi pola”, „siać przy słabym wietrze”, „noszenie ochrony oczu, ust i nosa, w tym masek, rękawic, kombinezonów z kapeluszem…”… Czy to nie są „nasiona śmierci”, które wymagają od rolnika tak wielu ostrożności?

Można zapoznać się ze wszystkimi zaleceniami dotyczącymi stosowania produktów przez rolników – po prostu daje się zimno w kręgosłupie… (1) Czy chcą one całkowicie wyeliminować pszczelarzy, tych niepotrzebnych świadków? Pszczółki znikają w dużych ilościach od około dziesięciu lat – dokładnie od czasu wprowadzenia neonicotynoidów, wśród których słynny Gaucho, którego wszyscy uważają za zabroniony, ale jego składnik, imidaklopryd, staje się coraz bardziej obecny w francuskich glebach. Nadal stosowany jest do zbóż, buraków cukrowych, owoców – pod około dwudziestoma różnymi nazwami handlowymi, które można znaleźć na stronie Ministerstwa Rolnictwa (2).

Jest wszędzie. Badania z 2002–2003 roku wykazały, że 60–70% pyłku roślin dzikich zawierało imidaklopryd w dawkach wystarczających do powstawania przewlekłej toksyczności.

Większość pszczelarzy jest przekonana o tych faktach, ale trudno im to udowodnić: pszczoły nie wracają do uli, więc trudno je przeanalizować. Zauważa się coraz częściej zanik uli w ciągu całego sezonu, z wieloma problemami z płodnością (wiele uli zbyt mało pszczół…). A co wiemy dziś o działaniu synergicznym kilku substancji? Takie mieszanki występują w naturze, nawet w deszczowej wodzie! Zobacz badania z lat 1999–2002 (3).

Nowe badanie przeprowadzone we Włoszech wykazało skrajną toksyczność ekstraktów kukurydzy traktowanej neonicotynoidami – rzędu 1000 razy większą niż śmiertelna dawka dla pszczół. (4) Większość pszczelarzy jest obrzydzona powtarzanym przekazem AFSSA: „śmierć pszczół wynika z wielu czynników”. Czy pszczelarz był kiedyś bardziej kompetentny? Mniej niż 20 lat temu pszczelarze produkowali miód, wystarczając, że raz na rok podnosili dach uli, raz do umieszczenia nadbudówki, raz do jej usunięcia. Ich głównym problemem było posiadanie pustych uli, by móc przyjąć naturalne osiadania pszczół. Dziś, mimo że hodujemy królowe i ciągle tworzymy osiadania, mamy stale palety pustych uli. Rozwój jest dramatyczny od kilku lat. Rzeczywiste dane oficjalne to potwierdzają: spadek o 15 000 amatorskich pszczelarzy na poziomie krajowym w latach 1994–2004 (źródło audytu GEM), a od tego czasu spadek się przyspieszył… Choroby, pasożyty czy grzyby istniały wcześniej – nie są one przyczyną naszych problemów, ale raczej konsekwencją osłabienia spowodowanego pestycydami. Bądźcie ostrożni przed ciągłą dezinformacją prowadzoną przez lobby agrochemiczne w mediach i na Internetie za pomocą sponsorowanych linków. Gdy wpiszesz „pszczoły, środowisko…” – otrzymasz www.jacheres-apicoles.fr finansowane przez BASF i duże firmy nasienne – tam znajdziesz wszystko o zagrożeniach dla pszczół, ale oczywiście bez oskarżeń wobec pestycydów (5).

Stoją przed nami siły przemysłu chemicznego. „Rolnicze dziennikarze”, jak Gil Rivière-Wekstein, są całkowicie mu oddani (6)... Udaje im się nawet ustalić „współpracę” z innymi pszczelarzami, takimi jak Philippe Lecompte, który jest pszczelarzem i przy tym biologicznie – ale czy powinniśmy nadal traktować ich jako „pszczelarzy”, czy raczej jako „konsultantów” dla tych firm chemicznych?

UIPP „Związek Przemysłu Ochrony Roślin” (7), organ propagandy pestycydów, siedzi w AFSSA – teraz lepiej rozumiemy, dlaczego AFSSA tak trudno oskarżyć pestycydy… Czy jego obecność jest zgodna z niezależnym działaniem? (8) Wczoraj bardzo się zdziwiłem, czytając ostatnią kartę „Ostrzeżeń rolniczych” dotyczącą Cruiser, wydaną przez SRPV (Regionalne Biuro Ochrony Roślin): jedynie minimalne środki ostrożności techniczne… absolutnie nic o skrajnej toksyczności produktu, nawet dla rolnika… żadnych zaleceń, by ograniczyć stosowanie najbardziej zanieczyszczającego pola do obszarów o potwierdzonym ryzyku kleszczy. W ostatnim czasie w Bretonii (i prawdopodobnie w innych miejscach) przeprowadzono dużą kampanię, by zachęcić rolników do zakupu nasion Cruiser, która była świetnie przekazana przez niektórych dystrybutorów. Udaje im się przekonać wielu rolników, by „byli bezpieczni” – używają nasion traktowanych nawet tam, gdzie ryzyko kleszczy jest bardzo małe.

Mimo to doświadczony, niezależny technik rolniczy powie wam, że wielu rolników konwencjonalnych nie ma poważnych szkód spowodowanych przez kleszcze. Powie wam, że znane są czynniki wywołujące problemy: degradacja materii organicznej w warunkach beztlenowych, niski pH, niestabilność gleby… Jest też oczywiste, że tacy rolnicy sami się zobowiązują do odpowiedniego włączania materiałów organicznych do gleby wystarczająco długo przed siewem. Bądźmy wszyscy świadomi, że nie chodzi o 1–2% pól z ryzykiem, które Syngenta ma na uwadze, ale o wszystkie powierzchnie kukurydzy. W swoich materiałach reklamowych, używając stronniczych i fałszywych argumentów oraz mylących wykresów, obiecują lepsze plony we wszystkich warunkach. Walka z kleszczami to tylko pretekst i droga do przekonania rolników do zakupu ich trucizny. Systematyczne „przeciąganie” poprzez rozsyłanie „alarmów o kleszczach” do techników rolnych i w rolniczych czasopismach przygotowało grunt przez kilka lat. Oznajmowali, że po zakazie niektórych produktów uznanych za zbyt toksyczne nastąpi masowy wzrost kleszczy. Skoro tak się nie stało, firmom chemicznym trzeba było utrzymać presję, ciągle komunikować o zanieczyszczonych polach – inaczej brak traktowania (i kleszczy) mógłby przyzwyczaić rolnika do życia bez tych produktów, które firmy chcą uczynić nieodzownymi.

Włoscy rolnicy również musieli stawić czoła tym strategiom handlowym, które oferowały niektóre odmiany niemal wyłącznie jako nasiona traktowane insektycydami. Rolnicy byli więc zmuszeni kupować, choćby nie chcieli, nasiona traktowane… Ale we Włoszech, po masowych zagładach pszczół, wszystkie nasiona traktowane insektycydami są dziś zabronione (Gaucho, Cruiser, Poncho, Régent…). Wcześniej, w wieloletnim badaniu 2003–2006, przeprowadzonym na reprezentatywnym zbiorze warunków uprawy kukurydzy na równinie Padanie, wykazano, że stosowanie insektycydów (Gaucho, Cruiser…) nie miało istotnego wpływu na plony i produkcję kukurydzy (Uniwersytet w Padwie).

Badanie wykazało, że plony kukurydzy uzyskane z nasion tylko traktowanych fungicydami są tendencją wyższe niż te z nasion traktowanych insektycydami, podczas gdy nie było istotnej różnicy produkcji między kukurydzą z nasion traktowanych insektycydami a niezatrutymi. To badanie przeciwstawia się wszystkim ogłoszeniom Syngenta… Dodatkowo, nasiona bez insektycydów mają tendencję do szybszego germinowania.

Mimo włoskiego doświadczenia musimy również przeżyć te katastrofy pszczół, akceptować zanieczyszczenie gleby, wody i powietrza… Wszystko tylko dla interesów Syngenta.

Nasze rolnicze władze nie mogą ignorować tych badań… Można więc zadać pytanie o rolę potężnej FNSEA w tej dezinformacji. Czy jej przywódcy działają wyłącznie na rzecz firm chemicznych i dużych firm nasionowych? Co robią, by choć trochę bronić prawdziwych interesów rolników?

Dlaczego czasopismo „Le Paysan Breton” stało się narzędziem propagandy dla firm chemicznych, zamiast być narzędziem popularizacji technik korzystnych dla rolnika?

Co robią firmy chemiczne w niektórych liceach rolniczych?

W tym roku „czarodziejstwo” to u nas Cruiser, a walka z kleszczami – albo częściej z ich duchem – będzie trwała. Po badaniach wśród rolników i spółek rolniczych stwierdzam, że procent powierzchni kukurydzy Cruiser nie jest związany z ryzykiem kleszczy, ale raczej z polityką handlową spółki i jej realizacją na terenie przez handlowców o różnym stopniu sumienia. Nie ma tu żadnej logiki rolniczej… Jeśli niektóre spółki nie oferowały Cruiser, albo bardzo niewiele, inne, takie jak Cooperl (producenty świni z Lamballe), mają cele na 50% powierzchni… Zauważa się też takie same różnice wśród handlowców tej samej spółki: jeden z handlowców Coopagri mówi, że ogranicza jego użycie tylko do pól, które uważa za ryzykowne, podczas gdy inni mają już więcej niż 50%... Wystarczająco dużo, by można było im zaproponować wkrótce „Masło Paysan Breton z Cruiser”.

Na naszych czterech departamentach kukurydza zajmie więcej niż 400 000 hektarów. 100 000 hektarów z Cruiser? Albo więcej? Kto się tym interesuje? Wyobraźcie sobie ilość tego trucizny – tiametoksamu – wyrzuconego do natury, które nieuchronnie wróci do nas… przez powietrze, wodę, żywność… Jakie będą skutki dla naszych pszczół, już tak bardzo osłabionych?

Kto może powiedzieć, jaka część tego tiametoksamu trafi do naszych rzek?

Jakie są opinie konsumenta i podatnika?

Co myśli Regionalny Radę, gdy musi znaleźć miliony euro na program „Bretagne woda czysta”… albo gdy głosuje na znaczne środki na rolnictwo bardziej przyjazne dla środowiska?

Wszystko to dzieje się za pomocą nieuczciwych i niesprawiedliwych formuł: „Trwałe i rozsądne rolnictwo” – mówi reklama Cruiser wysyłana do rolników (1). A przecież jest dokładnie odwrotnie, ponieważ ziarna są pokrywane insektycydami i fungicydami bez wiedzy, czy pojawi się atak owadów czy grzybów. To szczyt systematycznego i niesprawiedliwego stosowania środków.

Jestem synem, wnukiem i prawnukiem chłopów… I dziś płaczę, że mądrość chłopska mogła tak bardzo opuścić nasze pola… Pszczółka jest nieszczęsnym świadkiem tych nieświadomych działań. Jaki hodowca, niezależnie od rodzaju produkcji, przetrwałby ekonomicznie i psychicznie przy regularnych utratach stada w wysokości 30, 40, a czasem nawet ponad 50%? Koledzy są zdesperowani – czy trzeba doprowadzić do ludzkich tragedii, rodzinnych katastrof, by francuska administracja przestała traktować nas z pogardą. W każdym oficjalnym raporcie o pszczelarstwie niekompetencja pszczelarzy zajmuje więcej miejsca niż skutki stosowania pestycydów. Kiedy zacząłem, 25 lat temu, niemal bez szkolenia i doświadczenia, rozwój mojego stada był łatwy. Dziś, mimo nabytych technik i większych środków, czuję się tak bezradny jak początkujący. Na koniec marca, podczas moich pierwszych wizyt tego lata, sytuacja nadal jest równie niepokojąca… Nowe inwestycje są niemożliwe… Zobaczcie załącznik – zmiany w liczbie uli młodego pszczelarza zainstalowanego w Bretonii w 2005 roku z 400 koloniami (12).

Nowy raport Martial Saddier „na rzecz trwałej gałęzi pszczelarskiej” nie daje nam żadnej nadziei. Granica badań została określona w liście powierzenia Premiera Ministra, pana Fillona, jednym zdaniem: „bez szkody dla koniecznego uwzględnienia ochrony zdrowotnej upraw”, innymi słowy: „pocieszcie pszczelarzy! Zajmijcie ich! Ale zakaz deputowanemu podejrzewać pestycydy”. Te polecenia zostały zastosowane – możecie to zobaczyć w raporcie (10).

Przed wyzwaniami, które musimy przezwyciężyć, nasze środki działania w syndykacie są nikłe. Przeciwnik jest silny, ale my mamy naszą dobrotę i sumienie, a przede wszystkim jeden atut: opinię publiczną! Bo coraz więcej ludzi cierpi na skutki tych trucizn nawet w swoim ciele, a ponadto muszą płacić za dezaktywację. Potrzebujemy wsparcia – brakuje nam środków ludzkich i finansowych do komunikacji, do walki z hipokryzją lobby agrochemicznego.

Pilność i znaczenie są ogromne – dotyczą każdego z nas: musimy ostrzec naszych wybranych przedstawicieli, by przemysł agrochemiczny wziął na siebie odpowiedzialność.

Uprawa kukurydzy na bretońskich polach to prawdziwa katastrofa dla planety: wymagająca dużo wody, nawozów, pestycydów, niezrównoważona dla paszy naszych stada, stanowi poważne zagrożenie dla wody naszych rzek i dla naszych pszczół. Dodatkowe zagrożenie dla naszych pszczół.

José Nadan

6 maja 2009:

Pszczółki, ula, kataklizm trwa dalej. Odpowiedzialne za to pestycydy. Uliczni pszczelarze: kolejny wybuch alarmu i buntu. Pszczelarze coraz bardziej się obawiają i coraz częściej wyrażają swoje niezadowolenie. Poniżej świadectwo Jose Nadana ( ) przewodniczącego Syndykatu Profesjonalnych Pszczelarzy Bretonii. Zatrudniony w Kercadoret na Faouet (56320), od 1984 roku jest profesjonalnym pszczelarzem, czyli już prawie pół wieku.

<<"Pszczoła zanika z powodu pestycydów, a to, że to zaprzeczać, jest nieuczciwe. A sytuacja dalej się pogarsza.

Grenelle Środowiska przekształciło się w Grenelle Zatruwania: przemysł agrochemiczny zastępuje starsze, mniej rentowne cząsteczki nowymi, znacznie bardziej dochodowymi i o nieznanej dotąd toksyczności.

Nie mierzymy już toksyczności w mg/l lub ppm, ale teraz w ppb (część na miliard).

Przykład Cruiser, który został ostatnio zatwierdzony: cienka warstwa pokrycia jednego ziarna kukurydzy zawiera 0,63 mg tiametoksamu (źródło Syngenta). Otwórzcie jeden z tych worków z nasion Cruiser, weźcie jedno ziarno kukurydzy, jedynie jedno, wrzućcie je do zbiornika o pojemności 5000 litrów wody – osiągniecie zanieczyszczenie 0,126 mikrograma na litr, czyli powyżej europejskiej normy 0,1 mikrograma na litr dla wody pitnej. Tiametoksam jest nadzwyczaj rozpuszczalny w wodzie (do 5 g/litry wody).

Siewany w ilości 100 000 ziaren na hektar, potencjalne zanieczyszczenie jednego hektara kukurydzy Cruiser odpowiada potencjalnemu zanieczyszczeniu pół miliarda litrów wody poziomem 0,126 mikrograma na litr. Część tego tiametoksamu nieuchronnie trafi do Waszego kranu. Inna część – i to właśnie jest cel – rozprzestrzeni się w sokach roślinnych, a tym razem nasze małe pszczoły i wszystkie inne owady zapylające zostaną na polu. A jakie skutki ma taki trucizna dla robaków ziemi i całej mikroflory glebowej?

Firmy chemiczne wiedzą o skrajnej toksyczności tej cząsteczki oraz jej długotrwałym działaniu: „niebezpieczne dla pszczoł i innych owadów zapylających”, „używać tylko co trzy lata”, „nie sadzić roślin atrakcyjnych dla pszczoł w rotacji upraw”, (a kukurydza? ), „ustawiać deflektory na siewnikach, by kurz nie unosił się w powietrzu”, „napełniać siewnik z odległości co najmniej 10 m od krawędzi pola”, „siać przy słabym wietrze”, „nosząc sprzęt chroniący oczy, usta i nos, szczególnie maskę, rękawice, kombinezon z kapeluszem…”… Czy to nie są „nasiona śmierci”, które wymagają od rolnika tak wielu ostrożności?

Możecie sprawdzić wszystkie środki ostrożności dla rolników… dają one dreszcz po plecach… (1) Czy chcą zlikwidować pszczelarzy, tych niepotrzebnych świadków? Pszczoły zanikają w dużych ilościach od dziesięcioleci, co odpowiada wprowadzeniu neonicotynoidów, wśród których słynny Gaucho, którego wszyscy uważają za zabroniony, choć jego cząsteczka – imidaklopryd – staje się coraz bardziej obecna w francuskich glebach. Nadal używany jest do zbóż, buraków cukrowych, owoców… pod około dwudziestoma markami handlowymi, które możecie znaleźć na stronie Ministerstwa Rolnictwa (2).

Jest wszędzie. Badanie z lat 2002–2003 wykazało, że 60–70% pyłku roślin dziko rosnących zawierało imidaklopryd w ilości wystarczającej do powstawania przewlekłej toksyczności.

Większość pszczelarzy jest przekonana o tych faktach, ale trudno im to udowodnić: pszczoły nie wracają do ula, więc trudno je przeanalizować. Zauważa się coraz więcej zaniku uli przez cały sezon, z powodu wielu problemów z płodnością (wiele uli zbyt dużo pszczół…). A co wiemy dziś o skutkach synergicznych kilku cząsteczek? Taką mieszankę można znaleźć w naturze, nawet w deszczowej wodzie! Zobacz badanie z lat 1999–2002 (3).

Nowe badanie w Włoszech wykazało skrajną toksyczność wydzieliny kukurydzy traktowanej neonicotynoidami – rzędu 1000 razy więcej niż śmiertelna dawka dla pszczoły. (4) Większość pszczelarzy jest obrzydzona powtarzanym przez AFSSA: „śmierć pszczół wynika z wielu czynników”. Czy rolnik był kiedyś bardziej kompetentny? Mniej niż 20 lat temu pszczelarze produkowali miód, wystarczając, że podnosili dach ula dwa razy w roku – raz, by ustawić nadbudowę, raz, by ją zabrać. Ich głównym obawy było mieć puste uli, by móc umieścić naturalne osiadki. Dziś, mimo hodowlę królowych i ciągłe wydzielanie osiadków, mamy stale palety pustych uli. Rozwój jest dramatyczny od kilku lat. Wreszcie oficjalne dane to potwierdzają: spadek o 15 000 amatorskich pszczelarzy na poziomie krajowym między 1994 a 2004 rokiem (źródło audytu GEM), a od tego czasu spadek się przyspieszył… choroby, pasożyty czy grzyby istniały wcześniej, nie są one główną przyczyną naszych problemów, ale raczej konsekwencją osłabienia przez pestycydy. Bądźcie ostrożni przed ciągłym dezinformowaniem przez lobby agrochemiczne w mediach i na Internetie z jego sponsorowanymi linkami. Gdy wpisujecie „pszczoły, środowisko…” otrzymujecie www.jacheres-apicoles.fr finansowane przez BASF i duże firmy nasion – tam znajduje się wszystko o zagrożeniach dla pszczoł, ale oczywiście bez oskarżeń wobec pestycydów (5).

Przed nami siła przemysłu chemicznego. „Rolniczy dziennikarze” jak Gil Rivière-Wekstein są mu całkowicie oddani (6)... Zdolni są nawet do ustalenia „współpracy” z kolegami pszczelarzami, takimi jak Philippe Lecompte, pszczelarz, a ponadto biologiczny. Czy warto nadal traktować ich jako „pszczelarzy”, czy raczej jako „konsultantów” dla tych firm chemicznych?

UIPP „Związek Przemysłu Ochrony Roślin” (7), organizacja propagandowa pestycydów, siedzi w AFSSA – teraz lepiej rozumiemy, dlaczego AFSSA tak trudno oskarżyć pestycydy… Czy jej obecność jest zgodna z niezależnym działaniem? (8) Wczoraj bardzo się zdumiałem, czytając ostatnią kartę „Ostrzeżeń Rolniczych” dotyczącą użycia Cruiser, wydaną przez SRPV (Regionalne Biuro Ochrony Roślin): tylko podstawowe środki ostrożności dotyczące aspektu technicznego… absolutnie nic o dużej toksyczności produktu, nawet dla rolnika… żadnych zaleceń, by ograniczyć ten najbardziej zanieczyszczający sposób traktowania do pól o wykazanym ryzyku kleszczy. W ostatnim czasie w Bretonii (i prawdopodobnie gdzie indziej) przeprowadzono dużą kampanię, by zachęcić rolników do zamówienia nasion Cruiser, kampanię bardzo dobrze rozprowadzaną przez niektóre hurtownie. Zdolni są nawet do przekonania wielu rolników, by grać na bezpieczeństwo – używają nasion traktowanych nawet tam, gdzie ryzyko kleszczy jest bardzo małe.

Mimo to doświadczony, niezależny technik rolniczy powie wam, że wiele rolników konwencjonalnych nie ma poważnych uszkodzeń spowodowanych przez kleszcze. Powie wam, że znane są czynniki wywołujące ryzyko: degradacja materii organicznej w warunkach beztlenowych, niski pH, zaburzenia gleby… Jest również oczywiste, że ci rolnicy sami się zobowiązują do wprawiania materiału organicznego do gleby wystarczająco długo przed siewem… Bądźmy wszyscy dobrze świadomi, że nie chodzi o 1–2% pól o ryzyku, które są celem Syngenty, ale o wszystkie powierzchnie kukurydzy. W ich materiałach reklamowych, z argumentami częściowymi i kłamliwymi, z mylącymi wykresami, obiecują lepsze plony we wszystkich sytuacjach. Walka z kleszczami to tylko pretekst i droga wstępna do przekonania rolników do zakupu ich trucizny. Systematyczne „alarmy kleszczy” rozsyłane wśród techników rolniczych i w rolniczych czasopismach przygotowały grunt przez kilka lat. Oznajmowali, że po zakazie niektórych produktów uznanych za zbyt toksyczne nastąpi wielki wzrost kleszczy. Skoro tak się nie stało, firmom chemicznym trzeba było utrzymać presję, komunikować się we wszystkich kierunkach o dotkniętych polach, inaczej brak traktowania (i kleszczy) mógłby przyzwyczaić rolnika do życia bez tych produktów, które firmy chcą uczynić nieodzownymi.

Rolnicy włoscy również musieli zmierzyć się z takimi strategiami handlowymi, które oferowały niektóre hybrydy niemal wyłącznie w postaci nasion traktowanych pestycydami. Rolnicy byli więc zmuszeni kupować, choćby niechętnie, nasiona traktowane… Ale we Włoszech, po kataklizmie pszczoł, wszystkie nasiona traktowane pestycydami są dziś zabronione (Gaucho, Cruiser, Poncho, Régent…). Wcześniej badanie wieloletnie, 2003–2006, przeprowadzone na reprezentatywnym przykładzie warunków uprawy kukurydzy w dolinie Padana, wykazało, że traktowanie pestycydami (Gaucho, Cruiser…) nie miało istotnego wpływu na plony i produkcję kukurydzy (Uniwersytet z Padwy).

Badanie wykazało, że plony kukurydzy uzyskane z nasion traktowanych tylko fungicydami są tendencją wyższe niż te uzyskane z nasion traktowanych insectycydami, podczas gdy nie było istotnej różnicy produkcji między kukurydzą z nasion traktowanych insectycydami a nie traktowanymi. To badanie przeciwstawia się wszystkiemu, co ogłasza Syngenta… Ponadto nasiona bez insectycydów mają tendencję do szybszego germinowania.

Mimo włoskiego doświadczenia będziemy musieli przetrwać te kataklizmy pszczoł, zaakceptować zanieczyszczenie gleby, wody i powietrza… Wszystko tylko dla interesów Syngenty.

Nasze odpowiedzialne rolnicze nie mogą ignorować tych badań… Można więc zastanawiać się nad rolą potężnej FNSEA w tej dezinformacji. Czy ich przywódcy jedynie pracują dla firm chemicznych i dużych producentów nasion? Co robią, by choć trochę bronić prawdziwych interesów rolników?

Dlaczego czasopismo „Le Paysan Breton” stało się narzędziem propagandy na rzecz firm chemicznych, zamiast być narzędziem upowszechniania technik korzystnych dla rolnika?

Co robią firmy chemiczne w niektórych liceach rolniczych?

W tym roku „czarodziejski” produkt to u nas Cruiser, a walka z kleszczami – lub częściej z ich przypuszczeniem – będzie trwała. Po badaniu wśród rolników i spółdzielni stwierdzam, że procent powierzchni kukurydzy Cruiser nie jest związany z ryzykiem kleszczy, ale raczej z polityką handlową spółdzielni oraz jej realizacją na terenie przez handlowców bardziej lub mniej sumiennych. Nie ma tu żadnej logiki rolniczej… Jeśli niektóre spółdzielnie nie oferowały go, albo bardzo mało, inne, jak Cooperl (producenty świni z Lamballe), dążą do 50% powierzchni… Zauważa się również takie same różnice wśród handlowców tej samej spółdzielni: jeden z handlowców Coopagri mówi mi, że ogranicza jego użycie do pól, które uważa za ryzykowne, podczas gdy inni mają już więcej niż 50%... Wystarczająco dużo, by można było im sugerować wkrótce sprzedaż „Mączki Bretonii z Cruiser”.

Na naszych czterech departamentach kukurydza zajmie więcej niż 400 000 ha. 100 000 ha z Cruiser? Albo więcej? Kto się tym interesuje? Wyobraźcie sobie ilość tego trucizny – tiametoksamu – wyrzuconego do natury, które nieuchronnie wróci do nas… przez powietrze, przez wodę, przez nasze jedzenie… Jakie będą skutki dla naszych pszczoł, już wystarczająco mocno narażonych?

Kto może powiedzieć, jaka część tego tiametoksamu trafi do naszych rzek?

Jaki jest pogląd konsumenta i podatnika?

Co myśli Regionalny Rada, gdy musi znaleźć miliony euro na program „Bretagne woda czysta”… albo gdy głosuje na ważne środki na rolnictwo bardziej przyjazne dla środowiska?

Wszystko to dzieje się z wykorzystaniem niesprawiedliwych i nieuczciwych formuł: „Trwałe i rozsądne rolnictwo” – mówi reklama Cruiser wysyłana do rolników (1). A przecież jest dokładnie odwrotnie, ponieważ ziarna są pokrywane insectycydami i fungicydami bez wiedzy, czy wystąpi atak owadów czy grzybów. To szczyt systematycznego i niesensownego traktowania.

Jestem synem, wnukiem i prawnukiem chłopów… i dziś płaczę, że mądrość chłopska mogła tak opuścić nasze pola… Pszczoła jest nieszczęsnym świadkiem tych nieświadomych praktyk. Jaki hodowca, niezależnie od rodzaju produkcji, przetrwałby ekonomicznie i psychicznie regularne straty w ilości 30, 40 i czasem nawet ponad 50%? Koledzy są rozgoryczeni – czy trzeba będzie, by doszło do tragedii ludzkich i rodzinnych, żeby francuska administracja przestała traktować nas z pogardą. W każdym oficjalnym raporcie o pszczelarstwie niekompetencja pszczelarzy zajmuje więcej miejsca niż skutki stosowania pestycydów. Kiedy zacząłem, 25 lat temu, niemal bez szkolenia i doświadczenia, rozmiar mojego stada rosnął bez trudności. Dziś, mimo opanowanych technik i większych środków, czuję się tak bezradny jak początkujący. Na końcu marca, podczas moich pierwszych wizyt tego lata, sytuacja nadal jest niepokojąca… Nowe osiadanie młodych staje się niemożliwe… Zobaczcie załącznik – ewolucję stada młodego pszczelarza zainstalowanego w Bretonii w 2005 roku z 400 koloniami (12).

Nowy raport Martial Saddier „dla trwałej gałęzi pszczelarskiej” nie daje nam żadnej nadziei. Granica badań została określona w liście zlecenia premiera, pana Fillona, jednym zdaniem: „bez szkody dla koniecznej ochrony zdrowia upraw”, innymi słowy: „pocieszcie pszczelarzy! Zajmijcie ich! Ale zakaz deputowanemu wątpić w pestycydy”. Te instrukcje zostały przestrzegane – możecie to zobaczyć w raporcie (10).

Przed wyzwaniami, które musimy pokonać, nasze środki działania w związku są śmieszne. Przeciwnik jest potężny, ale mamy po swojej stronie dobrą wolę i sumienie, a przede wszystkim atut: opinię publiczną! Bo coraz więcej ludzi cierpi na te trucizny nawet w swoim ciele i muszą ponosić koszty dezaktywacji. Potrzebujemy wsparcia – brakuje nam środków ludzkich i finansowych do komunikowania się, do walki z hipokryzją lobby agrochemicznego.

Pilność i znaczenie są ogromne – dotyczą każdego z nas: trzeba ostrzec naszych wyborców, by przekazać agrochemii jej odpowiedzialność.

Uprawa kukurydzy na bretońskich polach to prawdziwa katastrofa dla planety: wymagająca dużo wody, nawozów, pestycydów, zaburzająca żywienie naszych stad, stanowiąca poważne zagrożenie dla wód rzek i naszych pszczół. Dodatkowe zagrożenie dla naszych pszczół.">> José Nadan.

W zeszłym tygodniu założyłem dokumentację o Czarnobylu. Po prostu obejrzałem film „Bitwa o Czarnobyl”. Fizyk plazmy, który jestem, patrzył na tę jasną, pomarańczową i niebieskawą kolumnę wznoszącą się do chmur, widoczną zarówno w nocy, jak i w dzień. „Kolumna gorących gazów”? No cóż. Nie tak prosto, nie w takim kolorze. Nie, to ślad jonizacji spowodowanej promieniowaniem o niezwykłej mocy, nigdy nie mierzonej, nigdy nie ocenianej.

Dlaczego taka pośpiech u Rosjan, tych 2000 górników poświęconych na wykopanie w pośpiechu ogromnej jamy pod reaktorem, najpierw by umieścić system chłodzenia (co się szybko okazało niemożliwe), a potem wlać beton, próbując tym samym zatrzymać chiński syndrom. To naprawdę było to. To nie jest science fiction. Reaktor wybuchnął. Wtedy grafit się zapalił. Ciepło stopiło elementy reaktora. Urany i pluton, bardzo ciężkie (cięższe niż ołów), zebrały się na dnie zbiornika. Nastąpiła krytyczność. Ciepło wydzielone stopiło stalowy zbiornik grubości trzydziestu centymetrów, a potem płytę betonową, na której się znajdował. Utworzył się naturalny kotłownia, zawierająca to, co dziennikarze nazywają „magma”. Średnica tego piekła? Nie wiadomo. Może kula o średnicy dziesięciu lub dwudziestu centymetrów. To rzeczywiście bardzo płynna magma, ale skąd pochodzi ciepło? Komentarz w filmie milczy na ten temat. Nikt nie odważył się tego powiedzieć. To piekło pochodziło z fuzji, działającej w tej kotłowni szaleńca.

Wtedy nastąpiło samooczyszczanie. Ciężkie metale naturalnie zebrały się na dnie kotłowni.

W miarę stopienia nowych elementów reaktora masa uranu i plutonu, które ulegały fuzji, rosła. Była rzeczywista możliwość osiągnięcia masy krytycznej i przemiany tej kotłowni w bombę jądrową, która wyrzuciłaby do powietrza tyle zanieczyszczenia, że mogłoby zanieczyszczyć całą Europę. W miarę zagłębiania się tej masy magmy w stanie fuzji jądrowej, jeśli dotarłaby do warstwy wodnej, mogłaby zanieczyszczyć wody dużej części terytorium na... miliony lat.

Tak, Rosjanie poważnie rozważali w jednym momencie wysłanie bomby H do krateru, by wszystko wyrzucić w powietrze. Bomba H, nie mała bomba A. Byłoby to „mniej złe”.

Tak, każdy reaktor może się tak rozwinąć w przypadku utraty kontroli. Wszystko zależy od osiągniętej temperatury. Wszystko zależy „od powagi incydentu”. Jeśli temperatura jest zbyt wysoka, stopienie elementów sprawia, że wszelkie techniczne rozwiązania są bezużyteczne. Nie ma już możliwości opuszczenia prętów kontrolnych. W Czarnobylu Rosjanie spróbowali wszystkiego, nawet wysłania ołowiu do krateru. Ciepło go... wywarzyło, poważnie zanieczyszczając region.

Jestem... katastrofistą? Może. Jestem zmęczony tym i zazdroszczę tym, którzy śpią spokojnie.

Zaskoczyła mnie powolność świadomości u wielu kolegów naukowych. Uczestniczyłem w konferencji z fizyki matematycznej, gdzie spotkałem bardzo uzdolnionych ludzi. Ale szybko zrozumiałem, że nie ma sensu zagłębiać się w temat „11 września”: jeden z nich powiedział mi:

*- Wiem, że jest wiele bardzo przerażających dowodów. Ale odmawiam rozważać teorię samobójstwa, bo byłoby to zbyt okrutne. *

Nie nalegałem, by nie czuł się niekomfortowo.

Jeden z moich kolegów, uczony, przyjaciel trzydziestu lat powiedział mi dziś:

*- Gdyby trzeba było rozważać takie rzeczy, byłoby to koniec wszystkiego. Odmawiam tego, nie, odmawiam! *

A to człowiek fundamentalnie szczery i godny zaufania.

Z punktu widzenia energii, we Francji, w Europie mamy: ITER, „plan społeczny”, ale także fantastyczne technologiczne głupoty, podczas gdy wobec postępów Z-machine jedyną reakcją jest (w USA) pospieszne tworzenie „bomb jądrowych czystej fuzji”. Na poziomie naukowym: fiesta superstrun. U astrofizyków i kosmologów: życie dla materii ciemnej i energii ciemnej!

Jestem jednym z tych nielicznych utopistów, którzy nadal wierzą, że Apokalipsa może zostać uniknięta.


15 marca 2009:

** Silnik animacji z inteligencją sztuczną**

http://www.dailymotion.com/video/x57h9j_natural-motion-euphoria-demo_videogames

Wideo przesłane przez Jean-Stéphane Beetschena, młodego grafika komputerowego z Paryża, absolwenta szkoły Méliès do animacji i efektów specjalnych cyfrowych

Jean-Stéphane Beetschen

Zacznijcie od kliknięcia w ten link. Pokażę wam animację małego, „syntetycznego” postaci, bardzo schematycznej, złożonej z szkieletu:

skelet

Animatorzy następnie wyposażyli ją w wirtualne mięśnie:

mięśnie

A potem w schematyczny strój:

strój

Tekstura tego strójku przypomina obudowę z jakiejś elastycznej pianki. Trzeba pamiętać, że w 2009 roku wszystko jest symulowane: siły, bezwładność, sprężystość, procesy rozpraszające (hamowanie ruchów). Postęp wydajności komputerów sprawia, że granice są ciągle przesuwane. Postęp był bardzo szybki. W jednej generacji (kilka dekad) przejdziemy od bardzo schematycznego do zaawansowanego. Wkrótce nikt nie będzie mógł już rozróżnić rzeczywistości od fikcji.

Na początku lat siedemdziesiątych producent pralek Arthur Martin pokazywał w telewizji jedną z jego maszyn w „obrazie szkieletowym”, która wirowała na małym ekranie.

Produkcja obrazów syntetycznych przeszła przez kilka etapów. W schematycznym obrazie „Arthur Martin” baza danych zawierała pewną liczbę „połączonych punktów”, oznaczonych:

( x i , y i , z i )

Uwzględniając każdy z tych punktów, program obliczał następnie ich „obraz na ekranie”, w postaci dwóch współrzędnych kartezjańskich 2D:

( x e, y e )

Instrukcja

PLOT ( X,Y)

wyświetlała następnie te punkty na ekranie, ewentualnie z kolorem, określonym przez „rejestr” C.

PLOT ( X,Y), C

Maszyna mogła więc wyświetlać punkty i odcinki łączące parę punktów, używając instrukcji typu:

LINE ( XA, YA ) - ( XB , YB ) , C

Tak powstał ten szkieletowy obraz pralki Arthur Martin.

Następnie trzeba było usunąć ukryte części, dodać uproszczoną cieniowanie. Tak powstał ten antykwariusz, który jest film TRON – pierwszy film z obrazami syntetycznymi pokazujący wyścig wirtualej motocykli wewnątrz komputera. Istnieje jedna rzecz, którą obserwujący uważny zauważa: gdy motocykl szybko przelatuje obok niego, proste linie pozostają „prostymi liniami”. Myślę o drogach, na przykład. Po prostu dlatego, że te linie są rysowane za pomocą powyższej instrukcji. Program nie obsługuje „aberracji barlowej”. Wystarczy podnieść wzrok i spojrzeć na linię połączenia ściany przed wami z sufitem. Jeśli jesteście wystarczająco blisko, ta linia nie wydaje się „prosta” – zakrzywia się. A dobry program powinien starać się jak najwierniej oddać to, co widzicie.

Zatem film TRON był „poza grą”.

W tym czasie istniały już bardziej zaawansowane metody produkcji obrazów, bezpośrednio inspirowane widzeniem ludzkim. Polega to na przyjęciu, że źrenica ludzka (lub obiektyw „wirtualnej kamery”) jest punktem („punktem widzenia”). Z tego punktu wychodzą liczne promienie światła. Załóżmy, że do stworzenia sympatycznego obrazu syntetycznego, dziesięć milionów to dobry numer. Te promienie uderzają w elementy dekoracji, złożone z małych powierzchni. Mogą one być traktowane jako emitujące światło same, lub tylko jako powierzchnie odbijające, które odbijają światło źródła, punktowego lub rozciągniętego. W takim przypadku promień zostanie odbity i uderzy w źródło.

Powierzchnia może również być powierzchnią materiału załamywającego, wtedy promień wejdzie do środka, z możliwością pochłonięcia, zmiany koloru itp. Tworzenie obrazu odbywa się według zasady odwrócenia ścieżki. Zapamiętujemy wszystkie trasy promieni, które kończą się uderzeniem w źródło. Następnie „odczytujemy” je od końca i otrzymujemy obraz na siatkówce tego punktu świetlistego. Ta technika całkowicie wyrzuciła do kosza metodę łączenia punktów i cieniowania powierzchni wspomnianą wyżej. Bardzo prawdopodobne, że młodzi pracujący w Pixar nie wiedzą nawet, że istniała, trzy dekady wcześniej; kiedy sami byli jeszcze projektami. Ale trzydzieści lat temu obraz przedstawiający po prostu, za pomocą tej techniki, kulę bilardową widzianą przez ścianę szklanego naczynia, wymagał godzin obliczeń na potężnym komputerze i kosztował reklamodawcę łatwo trzy tysiące euro.

Kontynuujmy. Pojawiają się tekstury. Decydujemy, że niektóre powierzchnie nie będą już odbijać światła tak prostym sposobem. Wymyślamy algorytmy, dodajemy odrobinę przypadkowości. Okazuje się, że w latach siedemdziesiątych napisałem oprogramowanie Pangraphe i Screen – prawdziwe dinozaurowe obrazy syntetyczne, które obsługiwały obiekty z... 300 powierzchniami i projektowały obrazy w trzech kolorach bez poświaty na ekranie-macierzy o rozmiarze 130 punktów na 180. Wszystko obliczone na Apple IIE z 48 KB pamięci operacyjnej i działającym na 2 megahercach. Ale nawet wtedy dobrze się bawiliśmy tym. Odcinki miały nieprzyjemne schody, które szczęśliwie „wyrównały się”, gdy obiekt się ruszał.

Ruszał się w czasie rzeczywistym? Niemożliwe, z takim wózkiem! Ale umieszczenie w pamięci operacyjnej powielonej n razy na karcie 512 KB pozwalało pokazać 64 obrazy-ekranowe o pojemności 8 KB. Na początku lat siedemdziesiątych mogłem przedstawić TF1 sekwencję obrazów przedstawiającą wieś, z kilkoma domami i kościołem, która się łączyła. Ukryte części usunięte. Można było nawet patrzeć przez okna.

Z pomocą myszy? Nie, ponieważ mysz jeszcze nie istniała. Obracaliśmy przyciski, które nazywaliśmy „paddles”.

- Diabli, powiedzieli wielu ludzi, w tym dyrektorzy generalni CNRS tego czasu (myślę, że to był Papon)* jak on może tak szybko obliczać Apple? *

Poprosił jednego z jego współpracowników, niedawno odpowiedzialnego za mikroinformatykę, by skontaktował się ze mną. W tamtym czasie kierowałem centrum mikroinformatyki na uczelni humanistycznej w Aix-en-Provence, które założyłem. Poszedłem zobaczyć tego człowieka, który przyjął mnie w pustym biurze. Przesłałem mu dyskietkę, 5-calową (12 cm na 12), z programem i obrazami. Pamiętam jego powitanie:

- Nie odpowiedziałem, ponieważ moja sekretarka była w urlopie...

W jego biurze dominowała maszyna do pisania IBM z kulą. Bez drukarki, bez mikrokomputera i oczywiście… bez edytora tekstu. CNRS w całej swojej świetności. Rozmowa przypominała dialog między głuchymi i niesłyszącymi. Jak opisać słowami pracę w obrazach syntetycznych. Na końcu, chcąc odejść, miałem ochotę powiedzieć:

- Nie martwcie się. Zaspanujcie i postępujcie tak, jakby mnie nigdy nie było...

Ale zostawmy to. Lata upływają, a grafika syntetyczna rozwija się krok po kroku. Możecie porównać obrazy z TOY STORY 1 i 2 (oba świetne) z wspaniałym Ratatouille, którego bardzo lubię. W tym drugim animowanym filmie stawiamy pytanie o ruch. Jak jest regulowana skomplikowana gestykulacja młodego kucharza, Lenguini, który wchodzi do swojego małego mieszkania z rowerem? Wszystko jest schematycznie testowane z ludzkimi postaciami (co pokazane jest w bonusie). Ale czy to znaczy, że animatorzy będą kopiować tę scenę obraz po obrazie, jak robił to zespół Walt Disneya, gdy przedstawiał Cindrę schodzącą po schodach pałacu, z jej dymnym szalem, opierając się na sekwencji filmowej z aktorką schodzącą po schodach z deski?.

Nawet nie. Postać, rower – wszystko jest modelowane dynamicznie, a to właśnie oznacza ten program Euphoria, przedstawiony tutaj. Od razu widać powiązanie między robotyką (refleksy Big Doga odzyskujące równowagę po otrzymaniu kopniaka w bok od eksperymentatora) a grafiką syntetyczną. Teraz nie potrzeba eksperymentatora; wszystko będzie się odbywać teraz wirtualnie, nawet kopniak. Postać reaguje z bezwładnością swoich elementów, potem z systemem proprioceptywnym (który pozwala jej mieć „świadomość” położenia różnych części w przestrzeni, jak to robicie wy), a także podprogramami refleksów. Upada, odbija się, potem działa mięśniami, wstaje. Dziś animator to... reżyser.

- Nie… nie wstawaj od razu. Postępuj tak, jakbyś był zdezorientowany, pocieraj głowę. Spójrz, skąd przychodził cios... i teraz wstaw...

Po zakończeniu pracy animator przekazuje dalej habilitatorowi lub habilitatorom. Jeden zmieni głowę postaci, na tym etapie proste lalki podobnej do tej pokazanej w sekwencji Euphoria, z szkieletem głowy, łącznikiem żuchwy, mięśniami twarzy. Inny położy na tej „skórze” nierówną powłokę, z czerwienią na policzkach, na końcu nosa, plamkami, różnymi nieregularnościami. Pod kierunkiem głównego animatora dopasuje mimikę postaci do sceny, którą widzi. Inny zajmie się butami, trzeci fryzurą itd.

Wszystko to będzie animowane w rosnących poziomach rozdzielczości. Dekoracja będzie również na początku schematyczna. Gdy scena zostanie uznana za satysfakcjonującą, potężny komputer z większą liczbą procesorów pracować będzie całą noc, by skończyć te kilka sekund filmu.

Dźwięk może być również przekazany maszynie. Uderzenie roweru w drzwi, skrzypienie zawiasów. Żaden „dźwiękowy”...

Teraz idź i kup DVD filmu Roberta De Niro i Dustin Hoffman, zrealizowanego przez Barry'ego Levinsona: „Wyjątkowi ludzie”, z 1998 roku. Film wspaniały, między innymi. Widać, jak De Niro bez żadnego powodu tworzy całkowicie wyimaginowaną aktualność, by odwrócić uwagę amerykańskich wyborców, gdy jego zespół próbuje zarządzać reelekcją obecnego prezydenta, który miał niefortunne zachowanie, kiedy podczas wizyty w Białym Domu dotknął młodej uczennicy w obozie. Wskazówka na sprawę Clinton-Lewinsky, gdzie prezydent USA miał stosunki oralne z Monicą Lewinsky między 1995 a 1998 rokiem w sali Owalnej. W tym czasie trwała intensywna ewolucja konfliktu na Bałkanach, wojny w Kosowie.

De Niro ma pomysł, by wspomnieć o zamieszkach w Albanii.

– Dlaczego Albania?

– Dlaczego nie?

Producent, Dustin Hoffman, zostaje poproszony o stworzenie obrazów. Rekrutuje się młodą kobietę, która będzie grała rolę Albanki uciekającej, gdy jej wieś jest atakowana przez „terrorystów”. Młodą kobietę proszą, by trzymała w ramionach paczkę chipsów.

– Ale czy nie powinnam trzymać... kota?

– Tak, ale robimy to tak. Która dodamy kota później...

Widzimy rzeczywiście sekwencję, gdzie biały kot zastępuje paczkę chipsów. Dziewczyna pyta De Niro:

– Czy mogę odnieść się do tej pracy w moim CV?

– Nie.

– A dlaczego?

– Bo jeśli to zrobisz, zostaniesz zabita – odpowiada De Niro z uśmiechem.

Wszystko przebiega idealnie. Prezydent, choć na chwilę był w trudnej sytuacji w sondażach, zostaje ponownie wybrany i siedzi w fotelu. To sposób, w jaki reżyser pokazuje, jak łatwo można manipulować informacją (przypomnijcie sobie dziewczynę z ambasady irackiej, która płacząc na ONZ twierdziła, że żołnierze Saddama Hussein wyjęli niemowlęta z inkubatorów w szpitalu i zostawili je na podłodze – fałszywe świadectwo, ale bardzo poruszające, które uzasadniło interwencję ONZ w Katarze). Na końcu filmu producent, Dustin Hoffman, domaga się minimalnej reklamy za rolę, którą odegrał w tej reelekcji. De Niro przypomina mu nasze umowy.

– Nie, to niemożliwe. Nigdy nie możesz o tym mówić...

Ale Hoffman upiera się. Jedno mrugnięcie De Niro do jednego z jego „asystentów” od razu skazuje Hoffmana na śmierć. Widzimy, jak go zabierają w czarnej limuzynie, a w kolejnej scenie dowiadujemy się, że zmarł w wyniku zawału serca...

Czy ta ekipa zostawiła za sobą świadków tych montażów? Co stało się z młodą aktorką grającą Albańkę z białym kotem, która mogłaby powiedzieć: „To ja”. Czy zostawiono w życiu taką „powódź kłopotów”? Rozwiązania? Wypadek samochodowy, przepis, zawał serca?

Gdy ponownie ogląda się ten film i myśli o latach, które minęły, zastanawia się naprawdę, czy słowo „fikcja” nadal ma sens. Po obejrzeniu tej sceny z Euphoria pewnie zauważyłeś jedną rzecz. Oczywiście, pretekstem jest „gra komputerowa”. Zatem postać jest ranną strzałą (czerwona linia). Na tym się naciska w demo. Zauważmy przy okazji, że nadal będziemy karmić nasze dzieci tymi morbidnymi obrazami już od samego urodzenia. W przyszłych grach komputerowych „zły” (w języku angielskim „bad guys”) będą się wyginać, a z ich ran będzie wypływać strumień krwi. Czy można się dziwić, że młodzież przekształca się w akcję, niezdolna już do rozróżnienia fikcji i rzeczywistości?

Która rządowa władza publiczna podejmie decyzję o zakazaniu demokratyzacji przemocy, nagle zrozumiewając, że działa jak narkotyk? Pochłaniając codziennie obrazy przemocy, Twoje dzieci uczą się po prostu być obojętnymi wobec cierpienia ludzkiego. Patrząc na te obrazy, nie czują nic. Z innymi internautami mamy odwrotną postawę: coraz bardziej czujemy tę całą przemoc. Przez kilka dni temu oglądałem film „Butch Cassidy i Kid” z Pauliem Newmanem i Robertem Redfordem. Obserwujemy przygody dwóch bandytów, którzy rabują banki. Newman nigdy nie zabijał nikogo. W końcu wywołują gniew właściciela linii kolejowej, który zatrudnia specjalistów, w tym Indianina, by ich śledzić i... zabić. Ucieczka zaczyna się, a oni opuszczają kraj, uciekając do Kolumbii. Newman:

– Ale co mu zrobiliśmy?

Tam, próbują rozweselić czytelnika, pokazując Newmana mającego trudności z słownictwem podczas rabunków banków. Musi wyjąć kartkę z kieszeni i przeczytać swoje teksty. Romantyczna para bandytów, wsparta przez piękną młodą kobietę, która ich towarzyszy z nudności. Między atakami prowadzą luksusowe życie, piją szampana, noszą smokingi i piękne suknie. Ale kolumbijska policja ich ściga. Dziewczyna, która rozumie, że wszystko skończy się źle, ich opuszcza.

Ostatnia scena: Newman i Redford są rozpoznani i otoczeni przez tłum policjantów. Redford jest niezwykłym strzelcem, który trafia we wszystko, a jedynie interwencja armii może ich zneutralizować. Przed ostatnim obrazem, gdy scena się zastyga, kiedy obaj próbują ostatniego wyjścia i rozumieją, że zostaną przekopani, Redford zabija dwadzieścia policjantów jednym strzałem. To tylko kolumbijska policja. Ale może być... ojcowie rodziny? Redford zabije ich lub spowoduje, że będą niepełnosprawni. Kto się tym przejmuje?

To... tylko dla żartu, dla pozoru...

Pak, jesteś martwy!

Dziś takie sceny już nie wytrzymuję. Nie wytrzymałem też tych zdjęć, gdzie widać, jak podczas prezentacji sprzętu wojskowego dwie sierżantki (z lakierem do paznokci) uczą ośmiolatków obsługi karabinu maszynowego. W 2005 roku odważyłem się porównać to zdjęcie z obrazem chłopca z Pakistanu, leżącego na plecach ojca, trzymającego pistolet 9 mm. Czytelnik napisał mi: „Jak możesz porównywać te dwa obrazy? To zupełnie inne rzeczy”. Przeczytasz jego pełen e-mail.


Wiadomość z września 2005 roku:

Panie Petit. Twoje odwrażanie się od armii przybiera proporcje histerii... Powiem, że to już przechodzi w obszar patologii.

Nie widzę, co masz przeciwko tym zdjęciom, na których widać dwóch dzieci z bronią. W ich oczach widzę pewnie różnicę. U jednego widać nienawiść, a u drugiego ciekawość albo zabawę.

Kto nie grał kiedyś w cowboja, żołnierza czy bandyty? Pamiętam wakacje w Varze, gdzie z moimi dziećmi uczestniczyliśmy w dniu otwartym w centrum armii lądowej w Fréjus. Wszystkie dzieci rzuciły się na AM, czołgi AMX i inne pancerne, obsypując żołnierzy pytaniami. No więc, nie ma co tego robić z czegoś większego!

Poza tym przestań ciągle nas męczyć wojną algierską, którą przeżyłem jako cywil i gdzie straciłem wielu przyjaciół cywilnych zamordowanych przez morderców z FNL.

Niech ci się nie podoba, ale życie zawdzięczam gengi Massu i jego parašutystom...

Jedno jest pewne: jeśli kiedykolwiek Francja byłaby w wojnie, to nie bylibyście tacy jak wy, którzy ją uratowali.

Lepiej walczyć za biurkiem z długopisem.

Niestety, w innych dziedzinach bardzo cię lubię.

Pozdrowienia G. P. (usunąłem imię)

Wiadomość z września 2005 roku:

Panie Petit. Twoje odwrażanie się od armii przybiera proporcje histerii... Powiem, że to już przechodzi w obszar patologii.

Nie widzę, co masz przeciwko tym zdjęciom, na których widać dwóch dzieci z bronią. W ich oczach widzę pewnie różnicę. U jednego widać nienawiść, a u drugiego ciekawość albo zabawę.

Kto nie grał kiedyś w cowboja, żołnierza czy bandyty? Pamiętam wakacje w Varze, gdzie z moimi dziećmi uczestniczyliśmy w dniu otwartym w centrum armii lądowej w Fréjus. Wszystkie dzieci rzuciły się na AM, czołgi AMX i inne pancerne, obsypując żołnierzy pytaniami. No więc, nie ma co tego robić z czegoś większego!

Poza tym przestań ciągle nas męczyć wojną algierską, którą przeżyłem jako cywil i gdzie straciłem wielu przyjaciół cywilnych zamordowanych przez morderców z FNL.

Niech ci się nie podoba, ale życie zawdzięczam gengi Massu i jego parašutystom...

Jedno jest pewne: jeśli kiedykolwiek Francja byłaby w wojnie, to nie bylibyście tacy jak wy, którzy ją uratowali.

Lepiej walczyć za biurkiem z długopisem.

Niestety, w innych dziedzinach bardzo cię lubię.

Pozdrowienia G. P. (usunąłem imię)

obraz stworzony przez Belgijczyka Jacquesa Defontaine

Obraz syntetyczny czy rzeczywistość ???

Z bardziej zaawansowanymi programami już potrafimy pokazać fałszywą demonstrację, rzuty kamieniami, eksplozje, fałszywy strzał, fałszywy dowolny element.

Zobacz ten materiał, przygotowany rok wcześniej

*Matrix już tu jest * ---

16 marca 2009: Przerażające postępy robotyki wojskowej

Czasem zastanawiam się, do czego mnie to służy i dlaczego tylu internautów odwiedza mój portal. Myślę, że odpowiedź jest prosta. Mam „dokumentację” składającą się z maili czytelników, którzy informują mnie o materiałach, filmach, a ja tylko je przetwarzam i rozprowadzam w różnych dziedzinach. Dodaję trochę moich własnych refleksji jako naukowca. Obrazy poniżej zostały mi zgłoszone przez Frédérica Noyera. Wiadomo już, że exoskelety były przedmiotem intensywnych badań w dziedzinie wojskowej. To, co zobaczycie dalej, to forma exoskeletu znacznie mniej skomplikowana, którą może używać żołnierza na polu walki. Została stworzona na Uniwersytecie Berkeley w USA i została przedstawiona publiczności dopiero w listopadzie 2007 roku (spróbuj wyobrazić sobie, co nie zostało przedstawione publiczności!).

wojskowy exoskelethttp://www.youtube.com/watch?v=EdK2y3lphmE&feature=related

http://www.youtube.com/watch?v=EdK2y3lphmE&feature=related

Tu widzimy amerykańskiego żołnierza wyposażonego w exoskelet i „exomięśnie” w postaci wersenów, wszystko sterowane mikroprocesorem. Waży tylko kilkadziesiąt kilogramów.

złożony exoskelethttp://www.youtube.com/watch?v=EdK2y3lphmE&feature=related

HULC: Zgina się i rozkłada się w ciągu trzydziestu sekund!

Można chodzić, nosić ciężary, biegać. Przekształca każdego chudzielca w supermena. A jeśli pojawi się awaria i trzeba uciekać na własnych nogach, można się szybko uwolnić. Ale kto by pomyślał o takim bałaganie kilkadziesiąt lat temu!?

Natychmiastowa reakcja czytelnika, Christophe: Koncepcja exoskeletu, bardzo dobrze określona, już istniała w komiksie Rogera Leloupa w 1974 roku, w numerze 4 jego serii o Yoko Tsuno. Bardzo ładnie...

To i wiele innych rzeczy. Kiedy kiedyś zapytano Cousteau, gdzie znalazł pomysł swojej toni podwodnej „Denise”, odpowiedział: „W Spirou”. Nawet spojrzyj na rysunek exoskeletu wyobrażonego przez Leloupa, z wersenem napędzającym nogę: to naprawdę dobrze wymyślone! Kapelusz, panie Leloup!

Armia amerykańska bada „exomózg”, mnożnik zdolności intelektualnych dla żołnierza trochę głupiego? Mamy pełną symbiozę człowieka i maszyny. Zagadkuję, że są ludzie, którzy badają teleskopowy penis połączony z centrum przyjemności. Gdy tylko jest rynku...

Jednak istnieje bardzo pozytywna konsekwencja: możliwość wyposażenia osób niepełnosprawnych, które mogą opuścić swoje wózki inwalidzkie i... chodzić:

osoba paraplegiczna z exoskeletemhttp://www.youtube.com/watch?v=424UCSN3Fjg&feature=related

Tutaj, w Haifie, paraplegik opuszcza wózek inwalidzki, korzystając z ramion, by się włożyć do exoskeletu

( System został opracowany przez małą izraelską firmę )

http://www.youtube.com/watch?v=424UCSN3Fjg&feature=related

wstań i idźhttp://www.youtube.com/watch?v=424UCSN3Fjg&feature=related

Wstań i idź!

Zawsze widzimy te same dwa przeciwstawne aspekty technologii.

Wyżej widzieliście imponujące postępy w zakresie grafiki komputerowej i robotyki z refleksami. W ostatnim artykule prasa zastanawia się nad etycznymi koncepcjami, które będą miały przyszłe roboty, gdy będą musiały analizować sytuację i szybko podejmować decyzje. Niektórzy zapowiadają, że za kilka lat flota bombowa USA będzie składać się z 40% dronów. Ale czy to naprawdę zmieni coś? Żołnierze są już ludzkimi dronami. Postrzegają cele oczami swoich pilotowanych bomb, obrazy przypominające gry komputerowe. Naciskają automatycznie na przycisk joysticka.

Zasady mam pewną zdolność do przewidywania. Ale przyznaję, że tu trochę się zgubiłem, choć mam pewne pojęcie o cybernetyce i informatyce. Wszystko wynika z ogromnego wzrostu możliwości przechowywania energii w postaci elektrycznej. I będzie to rosnąć, z konsekwencjami, takimi jak pojawienie się pojazdów elektrycznych i autonomicznych. Kilka lat temu ktoś bardzo dobrze poinformowany o postępach dużych firm motoryzacyjnych powiedział mi: „Wszystko już gotowe, działa. Czekamy tylko na odpowiedni moment, by to wypuścić na rynek”. Bez trudu wierzymy.

Wróćmy do robotyki. Gorsze jest jeszcze przed nami. Widzimy, że rozwój robotów wojskowych idzie bardzo szybko. Zobaczyliśmy „wielką mule” – Big Dog, od Boston Dynamics, która za chwilę będzie galopowała po trudnym terenie z prędkością 100 km/h, strzelając w prawo i lewo, jeśli to jeszcze nie ma miejsca.

Big Dog w lesiehttp://gizmodo.com/368651/new-video-of-bigdog-quadruped-robot-is-so-stunning-its-spooky

http://www.youtube.com/watch?v=VXJZVZFRFJc

Mamy również bombowca dronowego z marynarki amerykańskiej, który będzie karal „zły ludzi”:

drone marynarki USA

Bombowiec dronowy US Navy w trakcie testów

Crawler

http://www.ohgizmo.com/2009/03/16/cajun-crawler-is-like-a-walking-segway

Pojazd z nogami Ummite


18 marca 2009: Zgłoszone przez anonimowego czytelnika, wideo o gadżecie, który byłby błędem traktować jako zabawkę, crawler:

Jako przedstawiony na wideo, wydaje się to zabawką jak każda inna. Zauważmy jednak agilitację i manewrowość tej platformy w skali człowieka. Teraz zróbmy mały wysiłek wyobraźni. W tekstach Ummitów z lat sześćdziesiątych przemieszczanie się na tej hipotetycznej planecie opisywane było jako odbywające się na dziwnych „pojazdach z nogami”, które rozbawiły wszystkich.

GOONIIOADOO UEWA dokumentu Ummo D 41-6, datowanego z ... 1966 roku. W tym tekście te pojazdy opisane są jako dostosowane do „jezdni” zupełnie innych niż ziemske drogi. Załóżmy, że pogoda planety charakteryzuje się częstymi i silnymi wiatrami, które mogą chronicznie zasypać drogi piaskiem. Koło byłoby wtedy niemożliwe do użycia. Zauważmy, że istnieją cywilizacje, które zignorowały ten sposób poruszania się z powodu czysto geograficznych warunków. Egipcjanie, ponieważ drogi byłyby zbyt często pokrywane błotem przez powodzie Nilu, a Amerykanie Południowi z powodu zbyt trudnego terenu (kraj Inków z mostami z sznurów).

Na Ziemi instalujemy nasze drogi w dolinach. Na planecie poddanej pyłowym transportom należałoby chodzić po grzbietach, położone po warstwie antypoślizgowej. Co więcej, zabudowa miałaby zainteresowanie być albo zaszyta, albo umieszczona na pęcherzach, jak ... grzyby, albo bardziej zaawansowane, schowalne. Ich okrągła, soczewkowata forma pozwoliłaby eliminować nasypanie piaskiem, wykorzystując siłę odśrodkową. Autobus z nogami widoczny na zdjęciu nie jest więc aż tak głupi.

Zastanówmy się. Jeśli chcemy zainstalować komunikację innych niż „droga powietrzna” i absolutnie chcemy używać pojazdów z kołami, należy zaplanować ciężkie i kosztowne infrastruktury drogowe. Ale jeśli technologia, w tym robotyka, pozwala na użycie pojazdów z nogami, możemy rozważać sprawy inaczej. Pantera ma podpochwy antypoślizgowe na łapach, które pozwalają jej się opierać na gruncie, szczególnie przyspieszać. Ale gdy chodzi o wspinanie się po drzewie, ... wyciąga pazury, które okazują się bardzo skuteczne. Gepard ich nie ma. Pantera jest też bardzo dobrą pływaczką. Nie lata, to wszystko, i nie potrafi przykleić się do sufitu za pomocą ssawek, jak jaszczurka Gekko.

Widzieliśmy na tej stronie roboty z nogami, pazurami. Technologia pozwala rozważyć urządzenie wielofunkcyjne, wyposażone w podpochwy antypoślizgowe, pazury i ... ssawki. Można go nawet wyposażyć w rozwijany wirnik, wentylatory lub nawet dysze.

&&& Na marginesie, czy ktoś mógłby odnaleźć mi filmik o tym małym krabie (shrimp), który potrafi wydobywać ultradźwięki jedną z nóg, by ogłuszyć ofiarę?

Wierzę, że pojazdy z nogami, sprytne, szybkie, zdolne do przemieszczania się wszędzie, nawet skaczące jak skakunki, są już blisko nas. Wyżej widzieliście exoskelety umożliwiające noszenie ciężkich ładunków. Dlaczego nie kiedyś „buty siedmiu mil” przeznaczone do turystyki?

18 marca 2009: Zgłoszone przez anonimowego czytelnika, wideo o gadżecie, który byłby błędem traktować jako zabawkę, crawler:

Jako przedstawiony na wideo, wydaje się to zabawką jak każda inna. Zauważmy jednak agilitację i manewrowość tej platformy w skali człowieka. Teraz zróbmy mały wysiłek wyobraźni. W tekstach Ummitów z lat sześćdziesiątych przemieszczanie się na tej hipotetycznej planecie opisywane było jako odbywające się na dziwnych „pojazdach z nogami”, które rozbawiły wszystkich.

GOONIIOADOO UEWA dokumentu Ummo D 41-6, datowanego z ... 1966 roku. W tym tekście te pojazdy opisane są jako dostosowane do „jezdni” zupełnie innych niż ziemske drogi. Załóżmy, że pogoda planety charakteryzuje się częstymi i silnymi wiatrami, które mogą chronicznie zasypać drogi piaskiem. Koło byłoby wtedy niemożliwe do użycia. Zauważmy, że istnieją cywilizacje, które zignorowały ten sposób poruszania się z powodu czysto geograficznych warunków. Egipcjanie, ponieważ drogi byłyby zbyt często pokrywane błotem przez powodzie Nilu, a Amerykanie Południowi z powodu zbyt trudnego terenu (kraj Inków z mostami z sznurów).

Na Ziemi instalujemy nasze drogi w dolinach. Na planecie poddanej pyłowym transportom należałoby chodzić po grzbietach, położone po warstwie antypoślizgowej. Co więcej, zabudowa miałaby zainteresowanie być albo zaszyta, albo umieszczona na pęcherzach, jak ... grzyby, albo bardziej zaawansowane, schowalne. Ich okrągła, soczewkowata forma pozwoliłaby eliminować nasypanie piaskiem, wykorzystując siłę odśrodkową. Autobus z nogami widoczny na zdjęciu nie jest więc aż tak głupi.

Zastanówmy się. Jeśli chcemy zainstalować komunikację innych niż „droga powietrzna” i absolutnie chcemy używać pojazdów z kołami, należy zaplanować ciężkie i kosztowne infrastruktury drogowe. Ale jeśli technologia, w tym robotyka, pozwala na użycie pojazdów z nogami, możemy rozważać sprawy inaczej. Pantera ma podpochwy antypoślizgowe na łapach, które pozwalają jej się opierać na gruncie, szczególnie przyspieszać. Ale gdy chodzi o wspinanie się po drzewie, ... wyciąga pazury, które okazują się bardzo skuteczne. Gepard ich nie ma. Pantera jest też bardzo dobrą pływaczką. Nie lata, to wszystko, i nie potrafi przykleić się do sufitu za pomocą ssawek, jak jaszczurka Gekko.

Widzieliśmy na tej stronie roboty z nogami, pazurami. Technologia pozwala rozważyć urządzenie wielofunkcyjne, wyposażone w podpochwy antypoślizgowe, pazury i ... ssawki. Można go nawet wyposażyć w rozwijany wirnik, wentylatory lub nawet dysze.

&&& Na marginesie, czy ktoś mógłby odnaleźć mi filmik o tym małym krabie (shrimp), który potrafi wydobywać ultradźwięki jedną z nóg, by ogłuszyć ofiarę?

Wierzę, że pojazdy z nogami, sprytne, szybkie, zdolne do przemieszczania się wszędzie, nawet skaczące jak skakunki, są już blisko nas. Wyżej widzieliście exoskelety umożliwiające noszenie ciężkich ładunków. Dlaczego nie kiedyś „buty siedmiu mil” przeznaczone do turystyki?

Modelujemy nogi, skrzydła. Zostaje ... głowa. I tu jest kluczowy problem. Prawdopodobnie nie możesz sobie wyobrazić ogromnych sum pieniężnych inwestowanych w różnych laboratoriach wojskowych na całym świecie, by stworzyć prawdziwą sztuczną inteligencję. Chodzi nie tylko o to, by maszyna mogła podejmować wybory między różnymi opcjami (nazywanymi podprogramami w informatyce), które stanowią już zaprogramowane zachowania w maszynach. Już działają programy zawierające samo-naukę, zdolność do zmiany reakcji w sytuacji, gdy standardowa reakcja nie okazała się „wydajna”. Programy do gry w szachy już od dawna zawierają to (niektóre mogą przewidywać ... 18 ruchów naprzód).

Czytelnik zgłosił mi artykuł poświęcony inteligencji sztucznej na Wikipedia. Niestety, ten tekst jest ubogi (wersja angielska jest już lepsza, mniej uprzedzona). W innych miejscach, np. w biologii, artykuły często są tylko tłumaczeniami, często niekompletnymi i niedokończonymi artykułów napisanych po angielsku.

Ta encyklopedia może być niezwykle pomocna w niektórych dziedzinach, o ile zawsze sprawdza się kilka źródeł. Dzięki Wikipedia potrzebowałem tylko czterech dni, by stworzyć artykuł „Kraj cierpienia i nienawiści”. Po prostu połączyłem kawałki puzzle. Wystarczyło pójść na stronę o sionizmie, jego historii, biografię pierwszych ministrow rządu izraelskiego, odkrywając, że byli to bardzo często prawdziwi terroryści. To, plus szybkie spojrzenie na Imperium Bizantyńskie, mapy, Imperium Osmmańskie, aktywacja kilku neuronów, i gotowe.

To właśnie w dziedzinie niektórych nauk Wikipedia jest ojczyzną encyklopedystów. Jak może wiedzieć, szybko zostałem „na zawsze wykluczony” z tej encyklopedii po głosowaniu półtuzina „administratorów” ukrywających się za ostrożnym anonimem. Jakie szkoda, że tak niezwykły i użyteczny narząd został zatruły przez ludzi tak niskiego poziomu! Problem jest jednak nierozwiązywalny. Nie żądałem więcej i nie odważyłbym się skonfrontować z tymi błyskawicznymi myślicielami. Nie jestem jedyny w tej sytuacji. Znam wiele uczonych, którzy mogliby przyczynić się do jakościowych wpisów, ale nie chcą tracić czasu na kohorty mediokrów chronionych przez swoje święte pseudonimy.

Fragmenty tej strony Wikipedia:


Definicja:

Koncepcja

sztucznej inteligencji silnej

odnosi się do maszyny zdolnej nie tylko do wykonywania inteligentnego zachowania, ale też do odczuwania prawdziwej świadomości siebie, „prawdziwych emocji” (cokolwiek kryje się za tymi słowami) i „rozumienia własnych rozumowań”.

Definicja:

Koncepcja

sztucznej inteligencji silnej

odnosi się do maszyny zdolnej nie tylko do wykonywania inteligentnego zachowania, ale też do odczuwania prawdziwej świadomości siebie, „prawdziwych emocji” (cokolwiek kryje się za tymi słowami) i „rozumienia własnych rozumowań”.

Na tej stronie poświęconej inteligencji sztucznej autorzy używają licznych wyrażeń które nie definiują:

  • zachowanie inteligentne

  • odczucie prawdziwej świadomości

  • rozumienie własnych rozumowań (...)

Słowo świadomość jest rzucane, ale nikt nie dba o jego definicję, jakby rzeczy same się rozwiązywały, mimo że to najbardziej śliskie pole na świecie. Pamiętajmy zdanie Edelmana, laureata Nagrody Nobla z neurobiologii: „Uważam, że kiedyś uda się stworzyć roboty myślące i świadome”, mimo że nie potrafimy nawet określić, co jest żywe, a co nie.

W chwili, gdy metafizyka jest w kryzysie, pocieszające jest, że filozofia barowa dobrze się czuje

Tak, kiedy naukowcy zajmują się tematami, które filozofia próbowała zbliżyć przez wieki lub tysiąclecia, szybko wpadamy w rozmowy z barów. Pamiętasz zdanie Hawkinga z „Krótkiej historii czasu”:

– Jeśli wszechświat nie ma ani początku, ani końca i zawiera się sam w sobie, to do czego służy Bóg?

Prawdą jest, że nie wiemy wiele o świecie, który nas otacza, i trochę skromności nie zrobiłoby nam krzywdy. Uniknęlibyśmy powiedzenia rzeczy typu:

– Czy wierzysz, że po osiągnięciu określonej liczby obliczeń na sekundę pojawi się świadomość?

Myślimy wtedy o eksperymentach Galvani z żabami, z początkami elektryczności, obserwując, że można wywołać skurcze mięśni przez podanie impulsu elektrycznego (zauważmy przy okazji, że we wszystkich szpitalach na świecie ponownie uruchamia się serca za pomocą... przepięć defibrylacyjnych). W czasach Galvani ludzie myśleli, że istoty żywe mogą być „napędzane elektrycznością”. W pewnym sensie, by odratować martwego (temat powieści Frankenstein), wystarczy przywrócić wewnętrzny generator elektryczny. Kilka miliamperów w układzie mięśniowym, tyle samo w przewodach nerwowych – i zaczyna się.

Nie szukaj: świadomość to elektryczność......

**- systemy ekspertowe

W obecnym stanie osiągnięcia sztucznej inteligencji można podzielić na różne dziedziny, takie jak:

Te

,

To

,

To

,

To

, twarzy i ogólnie wizji itd.

W obecnym stanie osiągnięcia sztucznej inteligencji można podzielić na różne dziedziny, takie jak:

Te

,

To

,

To

,

To

, twarzy i ogólnie wizji itd.

Nic z tego nie odpowiada prawdziwej sztucznej inteligencji. To dziedzina, którą potrafi robić ganglion lub fragment mózgu. Autorzy nic nie rozumieli tematu. Nie dlatego, że komputer Deep Blue wygrał z mistrzami szachowymi, że dokonaliśmy jakiegokolwiek postępu w tym sensie. Długo temu można było pokonać mistrza biegu na rowerze. Na początku informatyki obserwowano jeszcze pojedynki między komputerami a „geniuszami liczącymi”, temat, który dziś wywołałby uśmiech u wszystkich.

Dwadzieścia lat temu przyjaciel stworzył małego robota, wykorzystując prosty komputer z tamtego czasu. Urządzenie sterowało mobilnym urządzeniem w 2D za pomocą ramy. Idea, która nie przyniosła sukcesu, polegała na stworzeniu maszyny dla cukierników, która automatycznie i szybko mogłaby napisać na powierzchni tortu „Wszystkiego najlepszego, Marcel” za pomocą kremu. Szybkość była imponująca, a jeszcze bardziej – brak bezwładności. Na demonstrację inżynier prowadził swój mobilny układ przez prosty rurkę PCV o średnicy 2 cm i długości jednego metra, na której umieszczono piłeczkę do pétanque. Możesz to sam sprawdzić. Z niewielką zręcznością możesz trzymać tę rurkę na odwróconym palcu wersowym, utrzymując piłeczkę w przybliżonej pionowości. Wymaga to jednak, by oko wykrywało ruch, przekazywało tę informację do mózgu, który następnie aktywował mięśnie, z uwzględnieniem opóźnienia propagacji impulsu nerwowego. Aby utrzymać rurkę pionowo z piłeczką na szczycie – cześć...

Z drugiej strony, maszyna działała całkowicie przewidująco i natychmiastowo. Gdybyśmy nachylili rurkę o niewielki kąt – powiedzmy dziesięć do piętnastu stopni – urządzenie wywoływało optymalny ruch bez żadnych drgań. Wcześniejsza dyskusja o powolności przekazywania impulsów nerwowych (np. sytuacja, gdy nie uda się złapać papierka) pokazuje, jak bardzo nasz system jest opóźniony. Oczywiście, gdyby impuls nerwowy poruszał się z prędkością światła, to byłoby łatwiej. Ale czy warto się tym zachwycać?

Gdy mądry wskazuje na gwiazdę, głupi patrzy na palec.

W tej wikipedii można przeczytać, że inni „myśliciele” sądzą, iż „świadomość może wynikać z jakiegoś procesu kwantowego”. Wystarczy teraz dodać trochę przypadku i deterministycznego chaosu – i gotowe. Znów pojawia się temat wielokrotnie powtarzany na okładkach „Science et Vie”, najwyższym punkcie współczesnej myśli:

Zaniepokojony Einstein...

Przypomina mi to zdanie przyjaciela, filozofa, który uczestniczył w sesji konferencji z fizyki teoretycznej:

- Znam teraz dna myślenia...

Dziś mechanika kwantowa zastępuje to, co elektryczność oznaczała dla ludzi XIX wieku.

Nie, sztuczna inteligencja nie ma nic wspólnego z mocą obliczeniową czy liczbą megaflopsów. Gigantyczna pamięć i liczne procesory działające równolegle nie tworzą „elektronicznego mózgu”.

Inteligencja – ile głupstw nie mówi się w twoim imieniu!

W swojej książce Rok Spotkania, Albin Michel, wydanej w 2005 roku, wspomniałem o tym problemie. Chodzi o tworzenie kodu z niczego. To znacznie więcej niż rozpoznawanie kształtów, zdolność uczenia się czy systemy ekspertów. Inteligencja (na najniższym poziomie): to zdolność do wymyślania zachowań, reagowania, improvisacji i tworzenia zachowań z niczego, po analizie struktur różnych rodzajów. Inteligentna maszyna byłaby po prostu w stanie samodzielnie i oryginalnie przeprogramować się. Zwierzęta inteligentne. Pies, ośmiornica są inteligentne. Ta zdolność do tworzenia kodu jest przedmiotem pracy tysięcy naukowców. Wymaga to wprowadzenia innej logiki, nie dwuwartościowej. Komputery, które będą wykonywać takie zadania, będą całkowicie różne od tych, które znamy dziś – są one jedynie szybkimi „móżdżkami” i węzłami nerwowymi. Przepływ informacji „czterowartościowy” nie składa się z „dwóch przepływów dwuwartościowych”. To cała esencja tego, co nazywamy komputerami kwantowymi, które jeszcze dopiero się rozwijają. Zjawią się maszyny, które będą przesyłać dwa rodzaje informacji przez jeden i ten sam kanał, gdy przy bardzo niskiej temperaturze zacznie działać pełna zasada nieoznaczoności Heisenberga, cząstki staną się falami, a wybór między tymi dwoma naturami stanie się niemożliwy.

W kręgach wojskowych algorytmów, które zasługują na Medal Fields dla swoich twórców, panuje sekret obronny. Wymiar zagrożenia jest ogromny. Naród, który pierwszy opanuje prawdziwą sztuczną inteligencję, będzie dominował światem (lub, przepraszam, zostanie przez nią poddany – tylko uwaga na marginesie). Niestety, cała ta badawcza działalność, jak wiele innych, jest całkowicie skierowana ku władzy, potrzebie panowania i niewoli.

Rzeczywiście żyjemy dziwne czasy. Trzeba być ślepym i głuchym, żeby tego nie zauważyć. Dokonano postępów technologicznych, ale niestety natychmiast wojsko je przejmuje. 9 marca tego roku wygłosiłem wystąpienie na Politechnice (nie znajdziesz go w oficjalnej stronie uczelni). Temat: Z-machine. Jak zobaczysz w artykule, który opublikuję w prasie, Amerykanie dezinformują, starają się ukryć wyniki uzyskane już w 2008 roku na swojej maszynie ZR (przejście Z-machine z 18 milionów do 26 milionów amperów). Cel: „pompy fuzji czystej”. Wszystko to wcześniej ogłosiłem trzy lata temu, w 2006 roku. Zobacz podsumowanie nauki. Ludzie z Sandii żałują, że opublikowali w Physical Review Letters w 2006 swoje wyniki pod kierunkiem Anglika Malcoma Hainesa. W kontekście dezinformacji sprawa rośnie jak lawina. Prasa angielska (nie mogę teraz znaleźć artykułu, który wczoraj przesłał mi czytelnik) zaczyna mówić, że... w końcu nie tylko tokamaki mogą doprowadzić do fuzji. Linia tokamaków (JET w Culham i teraz ITER we Francji) jest droga, skomplikowana i przede wszystkim... zbyt długa. Pięćdziesiąt lat na dostarczenie rozwiązań dla potrzeb ludzkości w zakresie energii – czy to naprawdę rozsądne? Amerykanie, którzy wycofali się z projektu ITER w 2008 roku, musieli uznać, że nie.

ITER: po sukcesie JET angielskiego, ruszyliśmy bez zastanowienia w gigantyczny projekt przed rozwiązaniem istotnych pytań lub nawet ich postawieniem. Jeśli JET działał przez sekundę, to ITER będzie działać trzy minuty, prawda? Tak, ale co dalej? Czy magnes nadprzewodzący wytrzyma intensywny strumień neutronów? Specjalista w tej dziedzinie, Nagroda Nobla Gennes, bardzo wątpił w to, ale już nie może tego powiedzieć. A jaka ściana zastosować blisko plazmy („pierwsza ściana”)? Znajdziesz tutaj wiarygodne odniesienia. Pochodzą one ze strony JET.

http://www.jet.efda.org/pages/jet-iter/wall/index.html

Zasada działania divertora

Zasada działania divertora. Zanieczyszczenia ciężkie i ciężkie powinny się skupić w fioletowej warstwie blisko ściany. Strzałki wskazują „przepływ ucieczki”

Ściana ITER

Problem ze ścianą w reaktorze ITER. Źródło: strona JET angielskiego, 2006

Przetłumaczę. Warto to zrobić. To przecież Twoje pieniądze...


Utrzymanie JET


Ręcznie


ASDEX Upgrade

Jednym z głównych problemów związanych z reaktorami fuzji jest trwałość ściany bezpośrednio naprzeciwko plazmy, tzw. „pierwszej ściany”. Istniejące tokamaki używają dotąd materiału opartego na węglu (CFC), podobnego do płytek na skrzydłach statku kosmicznego, aby wytrzymać wysokie temperatury i intensywne strumienie ciepła. Jednak wyniki eksperymentów przeprowadzonych na angielskim tokamaku JET wykazują jednoznacznie, że te węglowe kompozyty nie mogą być odpowiednie z powodu obecności trytu (tryt, izotop wodoru, stanowi 50% mieszaniny deuterium-tryt w reaktorze). Wynika to z tendencji węgla do migracji, co prowadzi do osadzania się trytu na ścianie.

Dlatego projektanci ITER musieli rozważyć zastąpienie tych płytek węglowych berylem, ograniczając użycie węgla w innej części komory, tam gdzie plazma jest odchylana przez divertory (odchylniki) i kończy się na styku. (Na powyższym obrazie ściana berylem jest zielona, a węgiel – czarny).

Divertor to system zaprojektowany do oczyszczania plazmy. Jest odpowiednikiem popielniczki w parowej maszynie, ponieważ ITER jest właściwie, ściśle rzecz biorąc, parową maszyną trzeciego tysiąclecia).

Berylem oznaczony jest literą Be, węgiel – literą C, a wolfram – literą W. Ostatni (nici żarowe w lampach incandescencyjnych) to materiał najbardziej odporny na temperaturę. Topi się przy 3695 °C. Jest to ciężki pierwiastek (masa atomowa wynosi 184). Jego jądro zawiera 74 protonów. Może znacznie zanieczyszczać plazmę. Przy bardzo wysokich temperaturach bardzo silnie jonizowany staje się źródłem ogromnej straty energii przez promieniowanie i może rozpraszać się w mieszaninie deuterium-tryt. (Pomyślenie, że atomy wolframu będą miały dobry smak i nie będą migrować do wnętrza reaktora, ograniczając się do ściany, to tylko życzenie. Jeśli się przemieścią, projekt jest skończony).

(Straty energii wynikają z „promieniowania hamowania”, czyli Bremstrahlung, powiązanego z oddziaływaniem elektronów i jonów. Wzrasta ona jak kwadrat ładunku elektrycznego. A przy wolframacie – cześć! To właśnie o tym chciałbym dyskutować z ekspertami z X podczas mojego wystąpienia 9 marca 2009 roku, które oni jednak wolały ominąć.

) Ukryj tę stratę promieniowania, żebym jej nie widział. Berylem to lekki pierwiastek (jego masa atomowa wynosi tylko 9). Ma tylko 4 elektrony (więc perspektywa mniejszych strat promieniowych). Jednak topi się przy 1284 °C. Ta kombinacja użycia berylemu i wolframu nigdy wcześniej nie została testowana w tokamaku. Będzie testowana w ITER, opierając się na danych plazmy z eksperymentów przeprowadzonych na JET.

Podczas jednoletniej fazy instalacji wykorzysta się technologię pozwalającą zdalnie sterować wymianą elementów (nie ma mowy o wysyłaniu ludzi do komory. Nie jesteśmy już w Czarnobylu).

Projekt systemu konserwacji zdalnej na JET (symulacja) Na JET: praca ręczna Wszystko to po to, by przetestować tę kombinację berylemu dla pierwszej ściany i wolframu dla divertora (musi być stworzona „przepustowość” w plazmie, aby można było opróżnić zawartość komory. Ta „przepustowość”, czyli „divertor”, to obszar, gdzie pole magnetyczne jest anulowane. Ale równocześnie plazma zbliża się niebezpiecznie do ściany. Jeśli ta nie wytrzyma cieplnego uderzenia – cześć!

). Eksperymenty na JET mają na celu optymalizację różnych scenariuszy zgodnie z geometrią ściany wybraną dla ITER. Zostanie określona ilość zatrzymanego trytu oraz wpływ tego zjawiska na parametry plazmy. Będą testowane wydajności, aby sprawdzić, czy ilość wolframu, która zostanie odcięta od ściany i będzie migrować w kierunku jądra reaktora, gdzie zachodzą reakcje fuzji, będzie wystarczająco mała (w przeciwnym razie straty energii spowodowane promieniowaniem wywołanym obecnością wolframu doprowadzą do zatrzymania reaktora – o czym od lat powtarzałem).

Trwałość ściany będzie badana w warunkach zbliżonych do tych w ITER poprzez zwiększenie nagrzewania spowodowanego wprowadzaniem cząstek neutralnych. Mamy więc synergiczne działanie europejskiej fuzji, podczas gdy tokamak (Association Euratom-IPP Garching, Niemcy) bada realność formuły, w której pierwsza ściana jest z wolframu (wolfram uznaje się za najbardziej odporny materiał na reaktory fuzji). Podczas gdy Niemcy będą eksplorować kierunek „całkowitego wolframu”, JET będzie starał się spełnić najpilniejsze potrzeby ITER.

Eksplorujmy... eksplorujmy....

Jednym z głównych problemów związanych z reaktorami fuzji jest trwałość ściany bezpośrednio naprzeciwko plazmy, tzw. „pierwszej ściany”. Istniejące tokamaki używają dotąd materiału opartego na węglu (CFC), podobnego do płytek na skrzydłach statku kosmicznego, aby wytrzymać wysokie temperatury i intensywne strumienie ciepła. Jednak wyniki eksperymentów przeprowadzonych na angielskim tokamaku JET wykazują jednoznacznie, że te węglowe kompozyty nie mogą być odpowiednie z powodu obecności trytu (tryt, izotop wodoru, stanowi 50% mieszaniny deuterium-tryt w reaktorze). Wynika to z tendencji węgla do migracji, co prowadzi do osadzania się trytu na ścianie.

Dlatego projektanci ITER musieli rozważyć zastąpienie tych płytek węglowych berylem, ograniczając użycie węgla w innej części komory, tam gdzie plazma jest odchylana przez divertory (odchylniki) i kończy się na styku. (Na powyższym obrazie ściana berylem jest zielona, a węgiel – czarny).

Divertor to system zaprojektowany do oczyszczania plazmy. Jest odpowiednikiem popielniczki w parowej maszynie, ponieważ ITER jest właściwie, ściśle rzecz biorąc, parową maszyną trzeciego tysiąclecia).

Berylem oznaczony jest literą Be, węgiel – literą C, a wolfram – literą W. Ostatni (nici żarowe w lampach incandescencyjnych) to materiał najbardziej odporny na temperaturę. Topi się przy 3695 °C. Jest to ciężki pierwiastek (masa atomowa wynosi 184). Jego jądro zawiera 74 protonów. Może znacznie zanieczyszczać plazmę. Przy bardzo wysokich temperaturach bardzo silnie jonizowany staje się źródłem ogromnej straty energii przez promieniowanie i może rozpraszać się w mieszaninie deuterium-tryt. (Pomyślenie, że atomy wolframu będą miały dobry smak i nie będą migrować do wnętrza reaktora, ograniczając się do ściany, to tylko życzenie. Jeśli się przemieścią, projekt jest skończony).

(Straty energii wynikają z „promieniowania hamowania”, czyli Bremstrahlung, powiązanego z oddziaływaniem elektronów i jonów. Wzrasta ona jak kwadrat ładunku elektrycznego. A przy wolframacie – cześć! To właśnie o tym chciałbym dyskutować z ekspertami z X podczas mojego wystąpienia 9 marca 2009 roku, które oni jednak wolały ominąć.

) Ukryj tę stratę promieniowania, żebym jej nie widział. Berylem to lekki pierwiastek (jego masa atomowa wynosi tylko 9). Ma tylko 4 elektrony (więc perspektywa mniejszych strat promieniowych). Jednak topi się przy 1284 °C. Ta kombinacja użycia berylemu i wolframu nigdy wcześniej nie została testowana w tokamaku. Będzie testowana w ITER, opierając się na danych plazmy z eksperymentów przeprowadzonych na JET.

Podczas jednoletniej fazy instalacji wykorzysta się technologię pozwalającą zdalnie sterować wymianą elementów (nie ma mowy o wysyłaniu ludzi do komory. Nie jesteśmy już w Czarnobylu).

Projekt systemu konserwacji zdalnej na JET (symulacja) Na JET: praca ręczna Wszystko to po to, by przetestować tę kombinację berylemu dla pierwszej ściany i wolframu dla divertora (musi być stworzona „przepustowość” w plazmie, aby można było opróżnić zawartość komory. Ta „przepustowość”, czyli „divertor”, to obszar, gdzie pole magnetyczne jest anulowane. Ale równocześnie plazma zbliża się niebezpiecznie do ściany. Jeśli ta nie wytrzyma cieplnego uderzenia – cześć!

). Eksperymenty na JET mają na celu optymalizację różnych scenariuszy zgodnie z geometrią ściany wybraną dla ITER. Zostanie określona ilość zatrzymanego trytu oraz wpływ tego zjawiska na parametry plazmy. Będą testowane wydajności, aby sprawdzić, czy ilość wolframu, która zostanie odcięta od ściany i będzie migrować w kierunku jądra reaktora, gdzie zachodzą reakcje fuzji, będzie wystarczająco mała (w przeciwnym razie straty energii spowodowane promieniowaniem wywołanym obecnością wolframu doprowadzą do zatrzymania reaktora – o czym od lat powtarzałem).

Trwałość ściany będzie badana w warunkach zbliżonych do tych w ITER poprzez zwiększenie nagrzewania spowodowanego wprowadzaniem cząstek neutralnych. Mamy więc synergiczne działanie europejskiej fuzji, podczas gdy tokamak (Association Euratom-IPP Garching, Niemcy) bada realność formuły, w której pierwsza ściana jest z wolframu (wolfram uznaje się za najbardziej odporny materiał na reaktory fuzji). Podczas gdy Niemcy będą eksplorować kierunek „całkowitego wolframu”, JET będzie starał się spełnić najpilniejsze potrzeby ITER.

Eksplorujmy... eksplorujmy....