Traduction non disponible. Affichage de la version française.

Enarchie présentation et livre d'Olivier Saby

histoire ENA

En résumé (grâce à un LLM libre auto-hébergé)

  • Książka Olivier Saby'ego opowiada o jego doświadczeniu w ENA, uczelni przygotowującej elity francuskie.
  • Książka krytykuje poziom programu i obsesję uczniów na temat pozycji w rankingu.
  • ENA przedstawiona jest jako miejsce konserwatyzmu, gdzie inicjatywa jest tłumiona, a kreatywność unikana.

Bez tytułu

Enarchia

10 listopada 2012 r.

Ktoś najpierw stworzył ten prezentację PowerPoint, która z pewnością zasługuje na obejrzenie:

Enarchia (PowerPoint)

Następnie została przedstawiona prezentacja oparta na książce poświęconej tematowi:


W „Nouvel Observateur” z 26 października 2012 r.:

Olivier Saby właśnie ukończył ENA. Z czasu studiów wydaje książkę o tytule „Promocja Ubu Roi”, z podtytułem „Moje 27 miesięcy na ławach ENA”. Na początku obawiamy się typowego, ponurego świadectwa absolwenta, który się pomylil z kierunkiem. A styl książki, opowiadanie w formie dziennika, budzi obawy przed narcyzmem, który jest powszechny na blogach. Żadna z tych interpretacji nie jest prawdziwa.

Po raz pierwszy absolwent ENA opowiada szczegółowo o swoim życiu i zajęciach przez 27 miesięcy. Nie chodzi więc o kolejną książkę z propozycjami reform dla tej augustowskiej instytucji. To książka, która wprost pokazuje nam poziom mediokrytego programu szkoły, zanurzając nas w doświadczeniu nauki. „Lubię tę telewizyjną emisję o nazwie „Strip Tease” – mówi Olivier Saby – przedstawia ona fragmenty życia bez żadnych komentarzy. Pozostawia to decyzję widzowi. Moja książka to trochę to samo.” Obsesja rankingu

Wiele rzeczy w tej książce wywołuje zimny dreszcz. Szybko rozumiemy, że jest to szkoła, która wybiera 80 jasnowidzących młodych ludzi przez nieprzyjemne egzaminy, by potem poddać ich karykaturalnemu programowi studiów. Saby mówi o „przepaści bezdennym nauczania”. Pustkę, której nie śmieją skarżyć się, ponieważ mogłoby to zaszkodzić ich pozycji na liście końcowej. Obsesja na punkcie tego świętogo rankingu, który może decydować o karierze przez całe życie, i który kilka rządów bezskutecznie próbowało usunąć, odciska się na programie i DNA absolwentów. To stała tematyka rozmów między uczniami i byłymi uczniami. Gdy Saby przyjeżdża na staż do ambasady Francji w Bejrucie, jednym z pierwszych pytań, które mu zadaje drugi w hierarchii, były: jaki ranking chce osiągnąć? I natychmiast absolwent ENA podaje swój własny ranking, jakby podawał wizytówkę. To samo powtarza się z ambasadorem. Saby spodziewa się pytania o przyczyny wyboru Libanu. Zamiast tego pierwsze pytanie od „wybitnego” to: „Czy ranking nadal obowiązuje w ENA?”. Pan ambasador jest absolwentem ENA (od razu podaje swój ranking), ale także synem i bratem innych absolwentów. Nie ma pojęcia, jaką pracę będzie mu powierzać, a Saby czeka dwie tygodnie, zanim otrzyma jakieś instrukcje.

Odrzucenie inicjatywy i innowacji Saby opowiada o strasznej egzaminacji „Temat obserwacji”, trwającej osiem godzin, w izolacji, bez możliwości poruszania się, bez dokumentów. Egzamin dotyczy rozwoju obszarów wiejskich i ich miejsca w mechanizmie europejskim.

Ten temat jest dla nas równie nieznany, jak dla kury landańskiej. Ale to nie szkoda, ważne jest tylko to, byśmy potrafili wyprodukować uchwałę, ocenianą według naszej zdolności do imitowania już istniejących tekstów i kopiowania ich formuł. Błąd byłby w wykazaniu kreatywności. Kary byłby natychmiastowa. W tym następują one zalecenia, które dali uczniom nauczyciele, jeśli chcą uzyskać dobre oceny: nauczyć się na pamięć przepisy, wytyczne, decyzje Komisji Europejskiej i stanowiska Parlamentu Europejskiego. „Aby zdać egzamin, nie trzeba myśleć: trzeba znać format i wypełnić go odpowiednimi słowami kluczowymi.” Każdego razu, gdy Saby, sam lub z kilkoma kolegami, próbował zasugerować, czy nie można by poprawić czegoś w tym miejscu, otrzymywał odpowiedź typu: „Dlaczego zmieniać, zawsze robiliśmy tak”. Nie ma bardziej jasnego podsumowania konserwatyzmu i bezczynności. Czy dobrze jest wplątywać taką filozofię w dużych ilościach do przyszłych elity?

„Trzeba się zabezpieczać” Bardziej skrajne jest: „nie ma inicjatyw, to może nas zaszkodzić!”. Autor opowiada o swoim stażu w Komunie Miejskiej Brest, gdzie miał interesujące zadania pokazujące pogardę państwa wobec samorządów lokalnych. Czy powinien to zaznaczyć dyrektorowi staży, który przyjechał do niego na inspekcję, z wielkim szumem, i był nazywany „Revizorem”? Saby nauczył się samocenzury: nie można zapominać, że ten inspektor, który oceni go na końcu stażu, może jutro być wezwany do pracy w prefekturze lub biurze ministra. To problem zamkniętego kręgu. Inspektor staży będzie jutro prefektem, szefem biura... kto wie. Trzeba się zabezpieczać, nigdy nie stawiać oporu zasadom, które wypracowały kariery naszych sąsiadów i sądów, przepływać z prądem i zostawać wciągnięty. Czytając te opowiadania o poddaniu się i poddaniu się, nagle przypominamy sobie inny fascynujący świadectwo – „Cudowna porażka”, kluczową książkę napisaną tuż po klęsce z 1940 r. przez historyka Marc Bloch. Znajdujemy w niej obserwacje, które praktycznie pokrywają się słowami z analizami Saby.

Bloch, który w wieku 54 lat zażądał mobilizacji jako oficer rezerwy (zanim został stracony przez Niemców), próbuje zrozumieć, jak Francja nie dostrzegła przez 8 lat zagrożenia hitlerowskiego i jak została zniszczona na polu bitwy. Odpowiada za to „zdanie się elity, strachliwej i konwencjonalnej”, która później wywołała niezliczone dyskusje. Krytykuje szczególnie poddanie się oficerów, którzy na froncie nie śmiały się wyrażać sprzeciwu:

było to z powodu strachu przed historiami, oraz z tego względu, że troska o dyplomację, u ludzi niedostatecznie rozwijających się, staje się drugą naturą, [oraz] strach przed zirytowaniem potężnego dziś lub jutro.

Saby kilkakrotnie chciał podjąć inicjatywę, sam lub z kolegami, by skarżyć się na zajęcia. Tak jak tego dnia, gdy temat szpitala został omówiony przez przedstawiciela Quai d’Orsay, który nic nie wiedział o problemie zdrowotnym i odkrywał sprawę dokładnie tak jak my. Każdego razu spotykał się z sprzeciwem innych uczniów: „Jesteś szalony, to zostanie zapisane na twoim koncie na zawsze, może później zablokować dostęp do niektórych stanowisk”. Bloch, w rozdziale poświęconym nauczaniu w Francji, żali się na strach przed każdą inicjatywą, zarówno wśród nauczycieli, jak i uczniów, odrzucenie każdej wolnej ciekawości, kult rankingu (Bloch mówi „sukces”) zastąpiony przyjemnością poznania. „Zostaniesz zniszczony”. Powrót do ENA: podczas jednego ćwiczenia Saby, wraz z dwoma kolegami, chce zaproponować pisanie innowacji: połączyć trzy główne szkoły administracji (ENA, administracja publiczna lokalna, administracja publiczna szpitalna) w jedną: uczniowie mogliby wybrać specjalizację podczas studiów, ale przed tym byłby wspólny fundament wartości. Kolegowie przekonują go, by nie publikować tej propozycji: „Ten artykuł może się odwrócić przeciwko tobie. Wprowadzą go do twojego pliku i będzie to towarzyszyć ci przez całą karierę”. Bardziej zabawne jest to, że Saby nie udało się nazwać promocji „Ubu Roi”. Zamiast tego uczniowie głosowali na „Promocja Badinter”. Podczas ceremonii zdjęciowej promocji w Strasburgu Saby i kilku towarzyszy proponują, by uczniowie nosili kostium alzacki. Wszystko eksploduje:

  • Jesteście kompletnie szaleni. Jeśli dziennik wydrukuje tę fotografię w chwili, gdy pomyślą o was na stanowisko ministra, zostaniecie zniszczeni!

Osiem uczniów jednak ma odwagę podjąć tę inicjatywę. Dyrektor szkoły jest w szoku przy przyjeździe Roberta Badintera. Ale zaskakująco ten go pochwała: „Jaka świetna myśl, Panie Dyrektorze”. Następnie żąda, by „alzaccy” zebrały się za nim na zdjęciu. „Z powodu was i waszej głupiej idei nie będę mógł pokazać zdjęcia mojej babci” – tęskni za tym przyszły absolwent ENA.

„Wydaje się, że dobrze żyjemy bez stażowego kierowcy” Błędna księga, którą przedstawia Olivier Saby, naprawdę zasługuje na obejrzenie, w której Ubu rywalizuje z Courteline. Spotykamy tu doradcę ds. komunikacji, który „sprzedaje wiatr z talentem” za 1200 euro dziennie dla Komuny Miejskiej Brest. Zadanie polegało na wymyśleniu kampanii promocyjnej. Ma „cholerną opinię na ten temat” i po ośmiu miesiącach proponuje świetną myśl: jako oś komunikacji przyjąć ocean.

Spotykamy tu ministra, Alaina Joyandeta, na misji współpracy w Libanie, który zachowuje się jak prawdziwy nędznik wobec dyrektorki szkoły, odmawiając części tortu, na którym było napisane „długo żyje francja, długo żyje francja”. Jego jedynym zainteresowaniem jest numer „Equipe”, który mu ukradł ambasador.

Słyszymy dyrektorkę ds. szkolenia w ENA, która mówi:

  • Kiedy opuściłam prefekturę, by przyjechać do ENA, najpierw miałam szok, bo mi powiedziano, że będę dzielić kierowcę z innym członkiem zarządu. A potem z czasem zrozumiałam, że naprawdę dobrze żyje się bez pełnoprawnego kierowcy. Albo ten absolwent, który mówi o wyborach prezydenckich: „Gdybyśmy mogli ograniczyć prawo głosowania tylko do politechników i absolwentów ENA, Francja lepiej by funkcjonowała”. I tę żonę, która się rozpacza:

  • Mówię, że mój mąż żałował jeszcze dwa dni przed śmiercią tych kilku punktów, które go rozdzielały od Inspekcji Ogólnej Finansów! Ta książka nauczyła nas jednej rzeczy: absolwenci ENA są wychowani, by administrować i zarządzać, a nie by innowować i tworzyć. Nie przygotowali ich wcale do bycia strategami, wyobraźnią, odważnymi, odważnymi. Wymuszono im wręcz przeciwne wartości. A wszystkie mechanizmy państwa i polityki publicznej są w rękach absolwentów ENA. Jak więc dziwić się, że Francja utknęła w konserwatyzmie, strachu przed reformami, odrażającym konformizmie?

Czytając to świadectwo, rozumiemy te niesamowite błędy, które regularnie popełniają Inspektorzy Finansów, najbardziej wybitni absolwenci ENA, w Bercy. Weźmy recenzję podatku na twórców startupów, która doprowadziła do buntu „Pigeons”. Jasne jest, że absolwenci ENA nie mają pojęcia o mechanizmach, które napędzają twórców firm ani o przepływach finansowania tworzenia i innowacji. Nie ma rozłączenia między państwem a firmą w Francji, ale między niektórymi absolwentami ENA a firmą. Byli wychowani na dwóch planetach, które nie mają nic wspólnego. Gdyby w MBA, tych programach szkoleniowych na poziomie trzecim, które uczą, jak w ENA, uczestników w wieku 27–35 lat, często z pierwszym doświadczeniem, wykładano tak, jak w ENA, uczniowie by się wzbudzili już w pierwszy dzień. Czytając Saby, wydaje się, że uczniowie w ENA są infantylizowani, przerażeni, lobotomizowani.

Marc Bloch przewidział ENA – „szkoła zamknięta”. Zakończmy cytatem Marc Blocha, który pisał w 1940 roku:

Po wojnie, z wielu niezbędnych rekonstrukcji, odbudowa naszego systemu edukacyjnego nie będzie najmniej pilna. Nasz upadek był przede wszystkim (…) porażką zarówno umysłu, jak i charakteru. Wśród głębokich przyczyn, niedostatki wychowania zajmowały pierwsze miejsce. Zbyt skromna reforma byłaby bezużyteczna. Nie odbudowuje się edukacji, poprawiając stare rutyny. Potrzebna jest rewolucja (…) Dla tych, którzy są odpowiedzialni za nauczanie, największym niebezpieczeństwem byłaby leniwa zgodność z instytucjami, które z czasem stały się ich komodą. Kto odważy się „rewolucjonizować” ENA? Oto jednak najbardziej zdumiewające: Bloch wykazał rodzaj proroctwa, opisując w tych słowach pojawienie się, przed wojną 1940 roku, idei, która urodziła ENA w 1945 roku: „Zaledwie przed wojną władze chciały [przerwać quasi-monopol nauk politycznych jako naszej wysokiej administracji]. Mogłyby stworzyć program przygotowujący w uczelniach. Zamiast tego wolały zaprojektować nową specjalną szkołę: inną szkołę nauk politycznych, jeszcze bardziej zamkniętą niż jej rywal”.

Czytaj też:

http://blog.mondediplo.net/2012-11-26-Sciences-Po-ou-l-avant-garde-neoliberale


Obrazy

ENA