Pamięć wody
Jacques Benveniste
**
[Audio z wywiadu Montagniera, maj 2010](../../AUDIOS/LE SEPT NEUF DU DIMANCHE 02.05.2010_benveniste.mp3)
10 maja 2010.
Czytelnik przysłał mi fragment programu radiowego, w którym słychać laureata Nagrody Nobla Luc Montagniera, który chwali mojego zmarłego przyjaciela Jacquesa Benveniste’a.

Profesor Luc Montagnier, laureat Nagrody Nobla z medycyny w 2007 roku, w Lugano. Nie oszczędza on żadnych słów i nie wahając się twierdzi, że Jacques był genialnym pionierem, wyprzedzającym swoje czasy, a jego przekonanie, że kiedyś zostanie uznana poprawność jego poglądów.
Pamiętam czas, gdy dyrektor generalny INSERM, Lazare, odjął Jacquesowi jego 200 metrów kwadratowych pomieszczeń w INSERM 200 w Clamart, co doprowadziło go do przeniesienia się do namiotów Algeco na dworze! Pełna hańba.
Wiele razy mówiłem Jacquesowi: „Zrezygnuj, możesz stracić życie!”. Ale on trzymał się, trzymał się, aż do ostatniego oddechu, aż do śmierci, z sercem roztrzepanym.
Moja kariera miała podobne cechy i przeżyłem tylko dlatego, że była to ciągła seria rezygnacji: MHD w 1972 roku (rezygnacja z instalacji, którą przyniósł w 1967 roku do laboratorium, które było wówczas najnowocześniejsze na świecie), informatyka w 1983 roku (byłem zastępcą dyrektora informatycznego Uniwersytetu Provence), nauczanie na uczelniach humanistycznych i matematycznych (odwrócenie sfery, „Pour la Science”, 1979), powrót do MHD (1975–1986), porzucenie wydawania komiksów u wydawnictwa w 1990 roku, szybkie porzucenie w latach tysiącowych egipptologii. Obecnie niemal całkowite porzucenie lub poważne zawieszenie działalności w astrofizyce, kosmologii i fizyce matematycznej z powodu braku pozytywnych reakcji (1985–2008).
Obecnie powrót poprzez Savoir sans Frontières i ponowne wydanie książek i komiksów. Aktywność na granicy rezygnacji w zakresie MHD i tematyki UFO. Poniżej zdjęcie laboratorium MHD w trakcie montażu w Rochefort (stan w maju 2010):

W stylu namiotów Algeco Jacquesa, na dworze INSERM, z tą różnicą, że nie ja się tym zajmuję, ale odważny technik w wieku 40 lat. W odróżnieniu od Bernarda Palissy, nie spalę mebli.
Francuska prowadząca MHD, MHD „poza równowagą”, tzw. „plazmy dwutemperaturowe”, która pozwala nam być na pierwszym miejscu na międzynarodowych konferencjach (Vilnius 2008, Bremę 2009), oto ona!
Byłoby śmieszne, gdyby nie było tak smutne.
Najgorszy głuchy to ten, który nie chce zrozumieć

Jacques Benveniste.
Przyznaję, że od dawna chciałem poruszyć w tych kolumnach temat mojego przyjaciela Jacquesa. Ale nie byłem biologiem, więc trudno było mi komentować jego podejście i prace, które znam od dawna. Wszystko sięga dziesięciu lat temu. Wówczas Benveniste był zaintrygowany eksperymentami przeprowadzanymi w „wysokiej rozcieńczeniach”. Posiadał solidne kompetencje immunologa, miał międzynarodową sławę. Badania dotyczyły reakcji immunologicznej krwi ludzkiej na żądło pszczelą. Choć nie był ekspertem w tej dziedzinie, pamiętam, że obecność żądła powodowała u limfocytów zjawisko „degranulacji”, w komórkach zwanych „bazofilami”, które uczestniczą w mechanizmach reakcji immunologicznej, zjawisko, które można wykryć za pomocą barwnika. Intensywność tej degranulacji mogła być zmierzona poprzez liczenie pod mikroskopem. Zatem procedura: próbki krwi ludzkiej poddawane były określonym dawkom żądła pszczelą. Następnie zachodziła degranulacja, a jej intensywność oceniana była poprzez liczenie przeprowadzone przez techniczki, patrzące przez okular mikroskopu.
Na początku reakcja immunologiczna maleje wraz ze zmniejszaniem dawek żądła.
... Ale po przekroczeniu pewnego poziomu rozcieńczenia zjawisko nie znika, jak można by się tego spodziewać. „Co gorsze”, to zjawisko degranulacji nadal można wykryć, dokładnie zmierzyć, dla tak dużych rozcieńczeń, że w probówce nie powinna już pozostać żadna cząsteczka żądła. Z punktu widzenia chemii klasycznej występuje więc zupełna sprzeczność. „Normalnie” efekt powinien zniknąć razem z „efektorem”. Skoro ten nie istnieje, co powoduje tę resztę degranulacji? Prasa wówczas wprowadziła słowo „pamięć wody”. Uściślimy: to wyrażenie pochodziło z prasy, a nie z ust samego Jacquesa Benveniste’a. Artykuł został wysłany do znanej na całym świecie angielskiej czasopisma Nature. Przeanalizowany przez anonimowego eksperta, i ponieważ protokół eksperymentalny wydawał się prowadzony „według zasad sztuki”, uwzględniając standardy biologii, akceptacja artykułu została poinformowana autorom. Wtedy Maddox, redaktor naczelny, odkrył sprawę i wstrząsnął się. Uważając, że taki wynik nie może być inny niż „błąd eksperymentalny”, natychmiast poprosił Benveniste’a o samodzielne wycofanie artykułu, w przeciwnym razie mógł się spodziewać najgorszego – ofensywy prasowej. Benveniste odmówił, a artykuł został opublikowany, wywołując skandal. Różne czasopisma zaatakowały tę pracę (Benveniste ograniczył się do opisania obserwowanych faktów, nie proponując interpretacji). Czasopismo Science et Vie w Francji prowadziło walkę przeciw tej nowej „fałszywej nauce”. W swoich kolumnach dziennikarze pisały: „Jak może cząsteczka tak prosta jak woda mieć pamięć?”. I tak dalej. W międzyczasie Benveniste oskarżano o to, że powierzył liczenie degranulacji bazofilów swoim współpracownikom, co mogło spowodować „czysto ludzki” błąd pomiarowy. A jednak – i właśnie dlatego przedstawiam ten materiał – eksperymenty zostały ponownie przeprowadzone przez biologa Marthe Ennis z Queen’s University w Belfast. Dla niej, która nie była fanem słynnego „Ben”, a raczej chciała przeprowadzić eksperymenty z maksymalnym sceptycyzmem, tym razem udało się użyć systemu liczenia niezależnego od interwencji ludzkiej, którego Jacques nigdy nie miał. I niespodzianka – jej wyniki potwierdziły te uzyskane przez francuskiego badacza dwanaście lat wcześniej. „Guardian” poświęcił temu sprawie artykuł w wydaniu z 15 marca 2001 roku, a praca ma zostać opublikowana w maju (co oznacza, że komunikat został przeanalizowany przez „refereera” i zaakceptowany) w „Inflammation Research Journal”. ...W Francji „Quotidien du Médecin” opublikował artykuł jednostronicowy pod redakcją Vincenta Bargouina w numerze 6900 z 18 kwietnia 2001 roku. Wystarczy przeczytać jedną frazę z początku artykułu:
- W latach osiemdziesiątych nikt nie był zadowolony z ekskomunikacji Jacquesa Benveniste’a i z całej koncepcji „pamięci wody”. Niektórzy nieprzejednani ponownie przeprowadzili eksperymenty. Niektórzy to robili w tajemnicy, ale inni mówili o tym.
...Prawidłowo przeczytałeś to słowo, w czerwonym kolorze. To jest... pierwszy raz.
...Artykuł ten jest kontynuacją pracy jednostronicowej opublikowanej w Anglii w wydaniu z 15 marca 2001 roku.
...Nie przedstawię historii cierpień Benveniste’a przez ostatnie dwanaście lat, które mogłem obserwować jako przyjaciel praktycznie na co dzień. Prawdziwy krzyżowy marsz. Odrzucając manipulację reakcją immunologiczną krwi pod wpływem żądła pszczelą, Jacques przeprowadził eksperymenty, w których wywoływał przyspieszenie serca chomika za pomocą iniekcji innego typu efektora, również przy tak dużych rozcieńczeniach, że zjawisko powinno być logicznie niemożliwe. Przyspieszenie uderzeń serca myszy było widoczne na pierwszy rzut oka i Benveniste przeprowadził demonstrację w swoim laboratorium przed Charpakiem, laureatem Nagrody Nobla, bardzo zaintrygowanym. Benveniste miał trudności z kontrolowaniem tego eksperymentu. W końcu nic nie jest proste. Skoro nie wiemy, co się dzieje, jak możemy być pewni, że kontrolujemy wszystkie parametry eksperymentalne? Musimy mieć dostęp do wszystkiego, sami wytworzyć swoją wodę destylowaną. Logicznie laboratorium powinno posiadać całkowicie izolowaną klatkę dla zwierząt. Immunologia zwierząt może być wprawdzie wrażliwa na wiele czynników, np. pyłek kwiatowy. W pierwszym roku Benveniste odkrył, że zjawisko wydawało się znikać w okresie zimowym. Sprawa polegała na zrozumieniu, jakie warunki eksperymentalne są odpowiednie. Wydawało się, że reakcja myszy była słabsza, gdy ich ciało, w złej porze roku, wydawało się wchodzić w jakąś „spoczynkową” fazę. I tak dalej...
...Mimo że badacz powinien mieć dostęp do zaawansowanych środków, w 1995 roku (jeśli dobrze pamiętam) został wyrzucony z własnego laboratorium INSERM, które odwiedziłem jako „długoletni przyjaciel” przez politechnika Philippe Lazar, dyrektora generalnego INSERM (wyrażenie użyte w notatce pogrzebowej opublikowanej przez Michel Alberganti i Jean-Yves Nau w „Le Monde” z 6 października, komentując śmierć badacza, która miała miejsce kilka dni wcześniej). Skoro był wytrwały, Benveniste postanowił zamieszkać w niewielkich namiotach Algeco na dworze laboratorium. Uczciwe. Ale francuska społeczność naukowa uznała (i nadal uważa), że nie potrafił udowodnić niepodważalnie jakości swoich wyników.
...Na marginesie jedna prosta uwaga, wynaleziona przez Souriau. Czy można wyobrazić sobie eksperyment z kolejnymi rozcieńczeniami, w którym zjawisko, które obserwujemy, staje się niezależne od poziomu rozcieńczenia, „efektor” fizycznie znikając? Tak, odpowiedział Souriau: weźmy naczynia o powierzchni metr kwadratowy, na przykład zawierające czystą wodę w stanie „nadzamrożonej”. Woda ta zamarza, jeśli najmniejsza zanieczyszczenie służy jako jądro do wzrostu lodu. To jądro, to zanieczyszczenie, może być wszystkim, np. włoskiem z nosa. Pierwszy blok zamarza. Za pomocą łyżki pobierz jeden centymetr kwadratowy lodu losowo z tego naczynia. Prawdopodobieństwo wybrania zanieczyszczenia: jedna na sto tysięcy. Wyrzuć ten lód do następnego naczynia. Ten młody lód natychmiast staje się jądrem, które powoduje zamrożenie nowego naczynia. Nowe pobranie losowe próby lodu o powierzchni jednego centymetra kwadratowego z tego naczynia metrowego. Prawdopodobieństwo odzyskania zanieczyszczenia wzrasta do 10-8. W siódmym naczyniu mamy 10-28. Przekraczamy „liczbę Avogadra”. Szanse, że zanieczyszczenie będzie w łyżce, stają się zerowe. A jednak kolejne naczynia nadal zamarzają.
...Jak może to być powiązane z eksperymentem immunologicznym lub biologicznym? Dwa włoskie fizyki teoretycy, Preparata (zmarły) i Del Giudicce, przedstawiły hipotezę, około dziesięciu lat temu. Praktycznie nic nie wiemy – mówili – o stanie ciekłym wody. Teoria „klasyczna” zakłada, że „mosty wodorowe” wystarczają do utworzenia wystarczająco silnych wiązań między cząsteczkami wody, aby przejście fazowe miało miejsce, a substancja przechodziła w stan ciekły, przy znacznie wyższej temperaturze niż to byłoby dla cząsteczek o podobnej złożoności, jak amoniak NH3 czy dwutlenek węgla CO2, lub tlenek siarki SH2.
...Ale dwóch fizyków podczas bardzo żywej dyskusji na stacji narciarskiej (Puy Saint Vincent) w ramach wydarzenia organizowanego przez dziennikarza France-Inter Jean-Yvesa Casgha: „Science-Frontière”, w obecności przedstawicieli Institut Pasteur, pokazali wyniki symulacji numerycznych, gdzie widać zachowanie cząsteczek wody przez jedną tysięczną sekundy, przy temperaturze nieco wyższej niż temperatura skraplania: sto stopni. Cząsteczki wirowały jak szalone i wyrażali sceptycyzm co do skuteczności takich „mostów wodorowych” w tak bardzo zamieszanej środowisku. Choć nie wykluczyli użycia takich wiązań, bardzo silnych, trzeba przyznać, że stan ciekły wody jest bardzo słabo znany. Co najwyżej niektórzy fizykochemicy zgadzają się, że woda ciekła składa się z zespołów cząsteczek połączonych tymi mostami, ale nie są w stanie określić dokładnej struktury ani liczby cząsteczek H2O, które ją tworzą. Nie znając chemii ani biochemii, ograniczę się do przekazania tych deklaracji. Ale pamiętam bardzo dobrze, że podczas tej wypowiedzi, która miała miejsce w Puy Saint Vincent, usłyszałem zdanie, które nadal przebywa w mojej pamięci:
- A ja nie wiem, dlaczego woda jest ciekła w normalnej temperaturze, i to nie przeszkadza mi spać!
...To jest perspektywa. Jednak woda nie jest rzadką, egzotyczną substancją. Jak mi zauważył Souriau po powrocie: „To wręcz bardzo reaktywna substancja chemiczna, uczestnicząca w wielu zjawiskach... hydrowania. Zmocnienie betonu to hydrowanie. W nowoczesnych budynkach żyjemy w strukturach zawierających dużą ilość wody. Jeśli ktoś przybyłby na planetę i wylał kroplę wody na jej powierzchnię, która nie miała wody, natychmiast wywołałby silne zjawisko hydrowania”.
...W Puy Saint Vincent Preparata i Del Giudicce, fizycy (Preparata miał katedrę mechaniki kwantowej na Uniwersytecie w Mediolanie), zaproponowali, że podczas przemiany fazowej wody mogą występować zjawiska zbiorowe: pojawienie się „kwazicząsteczek” wykorzystujących dużą liczbę cząsteczek H2O. Co strukturyzuje te „kwazicząsteczki”? Zjawisko, które według nich przypomina efekt „maser”, działający w olbrzymich chmurach molekularnych międzygwiazdowych.
...Skąd pochodzi energia? – zapytał chemik. – Z energii cieplnej wody – odpowiedział Preparata. Ale dodał ten chemik: co się stanie, jeśli usuniemy tę źródło energii?
- Wtedy woda zamieni się w lód, drogi przyjacielu...
...Preparata i Del Giudicce sugerowali, że nie ma „jednej wody”, ale „wod”, które mają różne struktury „kwazicząsteczkowe”, określone przez zanieczyszczenia, które zawierają. Te struktury są również „samoreplikujące się”, co według nich mogłoby wyjaśnić, jak pewna informacja może być pamiętana mimo dużych rozcieńczeń. Wtedy to właśnie zapamiętałem. Było też mówione, że w tych eksperymentach o wysokim rozcieńczeniu, gdy próbki czystej wody (która była wtedy czysta) były podgrzewane do 70°C, efekty zniknęły. Zauważmy, że struktura „kwazicząsteczek” nie jest sprzeczna z użyciem „mostów wodorowych” jako czynnika wiązania.
...Brak zainteresowania chemików i biologów... wodą zdumiał mnie wtedy. Nie było tylko problemu przemiany fazowej przy wysokiej temperaturze. Paradoksalnie, woda jest prawdopodobnie jednym z największych tajemnic chemii i biochemii. Jak zauważył Benveniste, biomolekuły mają tendencję do hydrowania, czyli konkretnej otoczki z dziesiątkami tysięcy cząsteczek wody. Benveniste trudno było wyobrazić sobie, jak model powszechnie przyjęty w Institut Pasteur i ogólnie w świecie biochemii, „klucz-klucznica”, mógłby działać. Wyobrażał sobie, że biomolekuły mogą komunikować się na odległość, a nie tylko poprzez kontakt, wykorzystując swoją otoczkę cząsteczek wody jako nadajnik-odbiornik fal elektromagnetycznych. Dlaczego nie? Ale wszystko to było przeciwne dominującym poglądom.
...Sprawa „nasiliła się”, gdy Jacques kilka lat temu wyobraził sobie, że można zarejestrować sygnały emitowane przez takie „obudowane” biomolekuły. W ten sposób informacja biologiczna, która według niego była rzeczywistym efektorem, mogła być zapisana, zakodowana, skopiowana. Można sobie wyobrazić ryzyko dla potężnego międzynarodowego trustu farmaceutycznego. Eksperymenty kolejne przeprowadzane były w niewielkich namiotach Algeco, które nie godzą się z naszym ministerstwem ani CNRS. Obecnie Jacques automatyzuje analizy prowadzone przez niego, używając małych robotów, maszyn, które poruszają ramieniem manipulacyjnym, chwytają probówki, dodają odczynniki itd. Badania zyskują w ten sposób na precyzji i rygorze, całkowita interwencja ludzka znika (Jacques był wielokrotnie otwarcie oskarżany o oszustwo!).
...Na pewnym etapie jego przeciwnicy oskarżali go o „pracowanie” dla firmy Boiron, produkującej leki homeopatyczne. Ale czas minął i trzeba było przyznać, że nie było to prawdą. Benveniste był po prostu „szalonym badaczem”, który poświęcił karierę, która mogła być „świetna”. Urodziwy, z humorem, z szybkim umysłem: mógłby nawet zostać politykiem. Jego jedynym wadą było to, że wierzył w badania i w praktyce poświęcił im wszystko i z jego działania wyniknęły tylko... kłopoty. Znając jego problemy zdrowotne, często się zastanawiałem, jak długo mógł wytrzymać (trzy lata, w rzeczywistości, od dnia, gdy napisałem te słowa, ponieważ zmarł w październiku 2004 roku).
...Dzisiaj, 25 kwietnia 2001 roku, miałem go na telefonie. Chciałem go pochwalić za artykuł opublikowany kilka dni wcześniej, gdzie ludzie wreszcie mówili o nim pozytywnie.
- Tak, ale co to zmienia? Wiele polityków ma „Quotidien du Médecin” na swoim stole każdego ranka. Nic się nie dzieje.
...Kto się ruszy? Kto wydostanie tego odważnego człowieka z namiotów, gdzie on i jego zespół (można powiedzieć: wierni) obumierają? Nie jestem pewien, czy pomoc przyjdzie. Moje stary Jacques, myślę, że się iluzji. Minister to coś, co brzmi pusto. Nie jest stworzony do działania ani do podejmowania decyzji, zwłaszcza w sprawach badań. „Zarządza codziennym życiem”. Raz obiadałem z ministrem. To było bardzo dawno. Zaprosił badaczy zafascynowanych mikroinformatyką, kiedy ta była na początku swojego rozwoju. Na deser wygłosił piękny wykład. Chciałem mu powiedzieć:
- Przestań. Nie jesteśmy wyborcami. Nie jesteś na telewizji. Proszę, po raz pierwszy powiedz coś inteligentniejszego...
...Pokażę mu moje oprogramowanie CAD, pierwsze działające na mikrokomputerze. Chciałem go wdrożyć do systemu edukacji narodowej. Myślałem, że to pobudzi młodzież do zainteresowania rzeczami technicznymi. Ale wydaje mi się, że uznał to za grę komputerową.
...Do czego prowadzą te działania przeciw prądowi? Czasem się zastanawiam. Jest znacznie łatwiej krzyczeć razem z wilkami, podążać za stadkiem, cenzurować w głębi siebie każdą nowatorską myśl. Bo komfort kariery kosztuje to, nie ma co ukrywać. Kto chce się powieść, musi przejść obok brata w trudnościach i go ignorować, jeśli większość kolegów jest przeciw niemu. Nasz system jest zbudowany jak mafii. Ma swoją „omertà”, prawo milczenia. Jeden z moich studentów, który miał nawet nagrodę naukową z pomysłami, które nie były jego, bardzo dobrze to wie, ma bardzo komfortową karierę. Był nawet dyrektorem regionalnym CNRS. Nadal się wznosi. Kto wie, może kiedyś będzie ministrem? Nie będzie gorszy od innych. Ale czy warto zazdrościć takim ludziom? Osobiście ich głęboko znudzają. Mają spojrzenia martwych ryb. Lepiej preferuję Benveniste’a.
...To, co jest źle, to nie móc prowadzić badań, brak środków, mimo że jesteśmy świadkami bezsensownego zniszczenia. Nie mogę powiedzieć, że się do tego przyzwyczaiłem. Po prostu się poddaję.
Strona Jacquesa Benveniste’a: http://www.digibio.com
1 czerwca 2001
...Zrobiłem kopię oryginalnego artykułu opublikowanego 15 marca 2001 roku w angielskim „Guardianie”, a także jego francuską tłumaczenie, i dodałem je do tego materiału na mojej stronie. Na marginesie „Ben” przesłał mi kopię listu wysłanego do wszystkich.

| 17
| maja 2001 |
|---|
...Drogi przyjaciele i wrogowie (*)
...Otrzymałem kilka reakcji na artykuł „Guardiana” opisujący podwójne powtórzenie moich wyników. Nie otrzymałem żadnej od was (od ciebie). A przecież mi powiedziano: „Ponów swoje wyniki, a uwierzymy”.
...Ale nic się nie dzieje. Przypominam, że Georges Charpak, któremu wierzę we wszystko, powiedział: „Jeśli to prawda, to największe odkrycie od Newtona!”.
...Wygląda na to, że to prawda.
...A teraz?
...Dziękuję za rozwianie mojej niepewności, trochę głuchej.
Jacques Benveniste | 17 maja 2001 |
![]() |
|---|
| 17 maja 2001 |
|---|
| 17 maja
| 2001 |
|---|
...Drogi przyjaciele i wrogowie (*)
...Otrzymałem kilka reakcji na artykuł „Guardiana” opisujący podwójne powtórzenie moich wyników. Nie otrzymałem żadnej od was (od ciebie). A przecież mi powiedziano: „Ponów swoje wyniki, a uwierzymy”.
...Ale nic się nie dzieje. Przypominam, że Georges Charpak, któremu wierzę we wszystko, powiedział: „Jeśli to prawda, to największe odkrycie od Newtona!”.
...Wygląda na to, że to prawda.
...A teraz?
...Dziękuję za rozwianie mojej niepewności, trochę głuchej.
Jacques Benveniste | 17 maja 2001 |
|---|
...Następny telefon:
- Co chcesz, żeby się stało? Nic się nie stanie. Który urzędnik mógłby otwarcie wziąć twoją stronę, zdecydować się pomóc Ci materialnie? To niemożliwe. Twoje badania, Twoja metoda przeczy strategii zysku, Twoja farmakologia byłaby oznaczona znakiem darmowości. Masz więc od razu przeciwko sobie całą branżę farmaceutyczną, a ona jest bardzo potężna.
- Wiem...
- Ile czasu masz do emerytury?
- Mam 66 lat. Wyciągnąłem wszystko. Za rok.
- A wtedy CNRS ponownie wykorzysta klauzulę dotyczącą istnienia laboratorium: fakt, że zawiera ono przynajmniej trzech osób kategorii „A”, czyli dyrektorów badań. A jeśli odejdziesz na emeryturę...
- Myślisz! Już nie jesteśmy tam. Od czasu, gdy przeniosłem się do tych namiotów Algeco, które mają sto metrów kwadratowych, mój laboratorium „Biologia Numeryczna” nie ma żadnej istnienia prawnego ani administracyjnego. Gdy będę na emeryturze, powiedzą mi: „Panie, byłby Pan tak uprzejmy, żeby opuścić te miejsca?”, a potem wywiercą te namioty, uznając za stosowne np. zainstalować w tym dworze klozet lub garaż na rowery. Nikt nie protestuje. Kto by się tym przejmował?
- To straszne. Zastanawiam się, do czego służy CNRS. Zastanawiam się, czy ludzie ci zostali ustanowieni, aby pomóc nam w pracy badawczej, czy raczej, aby ją przeciwdziałać jak najlepiej.
- A ty, jak się masz?
- Prosto: po tym, jak w 1987 roku zrezygnowałem z MHD, czternaście lat temu, przeniosłem się do papieru i ołówka. Od dwudziestu lat nie mam ani centa kredytu. Ostatnia konferencja, na której brałem udział, wyjechałem za własne pieniądze. Następna, szczęśliwie, jest w Francji.
- Ale Twój laboratorium daje Ci jakieś środki, choćby minimalne?
- Nie, ani francuskiego. Przyzwyczaiłem się do tego. Gdy mój sprzęt informatyczny się psuje, płacę za naprawę. Nie mam doktorantów. Inaczej ich kariera badawcza byłaby skazana na porażkę od samego początku. Nie minie miesiąc, by nie żądali młodzi pracy z mną. Muszę odpowiedzieć „nie”. Nie chcę powtarzać historii Lebrun, tego chłopaka, który miał świetną dysertację z publikacjami wysokiego poziomu i dwoma wystąpieniami na międzynarodowych konferencjach (Japonia, 1987 i Chiny, dwa międzynarodowe konferencje MHD), a któremu powiedziano (te rzeczy się nie piszą): „Skoro pracowałeś z Petit, nie ma sensu, byś szukał miejsca w jakimkolwiek laboratorium”.
- Co z nim stało się?
- Założył firmę, dwadzieścia pracowników, działa dobrze. Przeprowadza symulacje numeryczne spalania w silnikach. Ale jeśli „Lebrun inżynier” świetnie się spisał, to „Lebrun jako maszyna tworząca nowe wyniki naukowe”, którą sam wykształciłem, poszedł do ruiny. Pełne zniszczenie. I wiesz bardzo dobrze, że by „odwiedzić” kogoś, potrzeba co najmniej pięciu lat. Nie chciałem powtarzać. Ale, no cóż... robi się coś ołówkiem i kartką papieru, choć początkowo był eksperymentatorem. A ty, co zrobisz za rok?
- Zawsze możemy wynająć lokal o powierzchni pięćdziesięciu metrów kwadratowych gdzieś i kontynuować.
- To szaleństwo! Przypomina mi to laboratorium MHD, które założyłem na początku lat osiemdziesiątych w pokoju służbowym w Aix-en-Provence, na szesnastu metrach kwadratowych.
- Jedyna siła, która mogłaby temu zapobiec, to prasa.
- Prasa? Nie wiem, czy warto na nią liczyć.
9 grudnia 2003
Nieco wcześniej mój przyjaciel Jacques był bardzo pesymistyczny. Jego główny sponsor właśnie mu uciekł z rąk i, nie będąc w stanie wynagrodzić członków swojego zespołu, powiedział mi, że perspektywa zamknięcia jego „sklepu” (kilku namiotów Algeco) szybko się zbliża. Nie był nawet w stanie utrzymać kosztów utrzymania patentów międzynarodowych, które złożył. Przyznaję, że nie chciałbym być na jego miejscu. Jeśli istnieje człowiek, do którego odnosi się wiersz z baśni Lafontaine’a:
Bez żadnych otwartych uśmiechów, wszystko na ostrzu miecza
to właśnie on. Ponadto postawił wszystko na „wysokich rozcieńczeniach” i na koncepcji „biologii numerycznej”. A eksperyment pokazuje, jak nieprzyjemnie jest być pionierem, szczególnie samotnym. Dzisiaj „zorganizowane grupy” przeszukują naukę, prowadzą czasopisma publikacyjne (muszą przecież być w rękach grup). Te grupy rozdają etykiety, zwykle swoim członkom. Przeżyłem też życie jak Robin Hood wiedzy i zawsze wydostałem się tylko przez rezygnację z jednej dziedziny i przechodzenie do innej.
Co stanie się z tym małym, niewielkim laboratorium biologii numerycznej? Nikt nie wie. Ale mam doświadczenie, że nowe pomysły potrzebują dekad, by się przyjąć, a kiedy to robią, są często w rękach innych niż ludzie, którzy je pierwszy przedstawili.
http://www.digibio.com,
http://jacques.benveniste.org
Jacques Benveniste, operowany trzeci raz serca w czwartek 30 września 2004 roku, zmarł dwa dni później

I oto. Zamyka się sztuka. Znowu gra się komedię. Przez lata obawiałem się o Jacquesa, widząc, jak dalej walczył w tym stanie, biegając po wszystkich stronach, próbując znaleźć pieniądze, by utrzymać życie resztki tego, co było jego laboratorium badawczego w specjalizacji: immunologii, które stało się tym, co nazwał Laboratorium Biologii Numerycznej. Najpierw musiał przejść przez sztuczny przewód wieńcowy dwanaście lat temu. Potem, po kolejnym incydencie dwa lata temu, włożono mu stymulator serca. Tym razem była to zawor z tytanu. Operacja poszła źle i Jacques został zabrany przez infekcję płucną kilka dni później.
Idź albo umrzyj.
Tak Francja traktuje swoich najodważniejszych i najbardziej odważnych badaczy. W 2003 roku Michel Bounias, zostawiony przez wszystkich, pozbawiony środków badawczych, zmarł na raka w zupełnej bezczynności. Niewielu mówiło o tym człowieku, twórcy wyjątkowego odkrycia. Kto teraz będzie szedł za trumną Benveniste’a? Charpak, akademik, który zdołał go skazać za nieprawidłową procedurę po tym, jak sam go oskarżył? Gérald Messadié, zastępca redaktora naczelnego „Science et Vie”, autor tej frazy, która wraca mi do głowy: „Jak może cząsteczka tak prosta jak woda mieć pamięć?”.
Ile homoeopatów będzie w tym procesji spośród 15.000, którzy działają we Francji? Ile odważy się przyjść na tę ceremonię? Kilka lat temu, dzięki przyjacielowi z branży, Jacques wysłał list z prośbą o pomoc materialną do każdego z nich. Zasugerował im, by przesłali... koszt konsultacji. List został wysłany do każdego z nich. Pamiętam rozmowę telefoniczną z Jacquesem.
- Wiesz, ile odpowiedziało? - Nie... - Trzy.
29 listopada 2004:
Wszystko nie było jasne. Teraz jest.
Tak, aplauzujemy, gdy przechodzi wiremistrz. Gdy dowiadujemy się o jego trudnościach, płaczymy łzy krokodyla albo się śmiejemy, podnosimy oczy do nieba i przyjmujemy poważny wyraz twarzy. Ale gdy chodzi o włożenie ręki do portfela, by wspierać odważną inicjatywę, to już zupełnie inna sprawa. A gdy wiremistrz upada na ziemię, posypujemy ścieżkę sawą, przechodzimy do następnego numeru Wielkiego Naukowego Cyrcuszu.
Politechnik Philippe Lazar, dyrektor Inserm w latach 1982–1996, który w 1995 roku zamknął swój laboratorium na rue des Carnets w Clamart, zmuszając go do życia przez ostatnie lata życia w ogrodzie, w namiotach Algeco, przyjdzie też skłonić się „przed zwłokami” człowieka, którego był jednym z pierwszych, którzy go pokonali?
Nieco wcześniej rozmawiałem z wielkim profesorem na uczelni farmaceutycznej. Mężczyzną bardzo inteligentnym, bardzo sympatycznym i ciepłym. Powiem nawet: bardzo otwartym. Zaczęła się rozmowa o wodzie. Zawsze to samo pytanie o „mosty wodorowe”. Mówił mi:
– W lodzie to właśnie te mosty tworzą tę strukturę. Jedyna energia, która pozostaje, występuje głównie, powiem nawet niemal wyłączniowo, w formie drgań. Te cząsteczki, utrzymywane razem przez te mosty, mogą drgać. Ale gdy temperatura rośnie, ta struktura się rozpadnie. Cząsteczki wody, wracając do stanu swobodnego, zaczynają się obracać, ale „nie wszystkie”. W wodzie w stanie ciekłym to grupy cząsteczek pozostają połączone tymi mostami, coraz rzadziej, aż do momentu, gdy przejście do stanu gazowego całkowicie je zlikwiduje. Dlatego niektórzy mówią, że woda to „prawie ciało stałe”.
– Innymi słowy, ciekła woda składa się z tych małych kryształków lodu. Czy możemy nazwać je „prawie cząsteczkami”? – Można powiedzieć tak. – Małe kryształy, złożone z ilu cząsteczek wody połączonych razem? – O tym nie wiemy. – Ale czy mamy jakąś ideę? Czy to sto, tysiąc, milion cząsteczek tworzących te agregaty? – Nie wiemy. – Czy jest coś mierzalnego? – Nie. – Jeśli dobrze rozumiem, stan ciekły wody nadal pozostaje całkowicie spekulacyjny. W rzeczywistości nic nie wiemy. – Ale to właśnie mosty wodorowe zapewniają spójność tych podzbiorów. – Tak, ale nie wiemy ani ile cząsteczek się łączy, by utworzyć te „polimery wody”, ani jaka jest ich struktura. – To fakt… – Podsumowując, praktycznie nic nie wiemy o strukturze najważniejszego płynu we wszechświecie, skoro jest cementem samego życia. – Ale to są jednak mosty wodorowe. – Jak to dziwne, jak to dziwne i jaka to przypadkowość…
Jacques zmarł. W Francji jest już za późno. Zawsze jest za późno. Jeśli jego idee będą się rozwijać, zrobią to kiedyś gdzie indziej, w innym kraju, jak zwykle. Tutaj nikt nie podjąłby tych badań. Jego administracja (francuska badawcza instytucja medyczna) bez emocji zlikwiduje staromodne namioty Algeco, pozostałości „ostatniego bastionu badań”, które wciąż zasłaniają dziedzinę jednostki Inserm 200, gdzie Jacques przetrzymał się przez dziesięć lat w sposób… całkowicie nieuzasadniony.
Na pogrzebie było nie więcej niż dwieście osób na cmentarzu Père Lachaise, między innymi dlatego, że „Le Monde” nie podał miejsca, daty i godziny pochówku. Niektórzy wierni, rodzina, przyjaciele, dawni współpracownicy przeczytali teksty, głos często drżał z emocji.
Testard, którego laboratorium, włączone do INSERM 200 w Clamart, w ogrodzie, gdzie Benveniste zamontował swoje Algeco, znajdowało się w odległości dziesięciu metrów. Nieobecny na pogrzebie, przeczytał tekst, w którym przyznał, że zignorował swego przyjaciela i sąsiada w trudnej sytuacji. Było to już trochę późno, ale mógłby pomóc swojemu sąsiadowi i przyjacielowi, wystarczyłoby, by był świadkiem eksperymentów prowadzonych przez Jacquesa, którego wielokrotnie prosił o pomoc.
Przyszedłem złożyć hołd bratu wojennemu, gardło zaciskając. Wiedziałem, że wszystko skończy się tak, nawet jeśli operacja chirurgiczna byłaby udana. Gdy ktoś jest tak bardzo przeciwny swoim kolegom i materialnie porzucony przez to, co Jacques nazywał „Lewiatanem naukowym”, ma tylko dwie opcje: zrezygnować albo wyczerpać się do śmierci. Ja kilkakrotnie zrezygnowałem po walkach napełnionych tą samą „nieuzasadnionością”, rodzajem barudu honorowego prowadzonego samotnie, i dlatego, być może, nadal żyję. Jacques odmówił uznania porażki i wciąż wierzył w uczciwość i rozsądek świata naukowego. Ryzykowna opcja.
Zanim został pochowany, mogliśmy zapoznać się z różnymi komunikatami opublikowanymi w prasie. Z kilku wyjątków wynika, że treść jest taka sama. Najpierw przypomina się błyskawiczny początek kariery, „naukowo poprawny”, przez odkrycie przez tego lekarza, który stał się badaczem w Inserm, cząsteczki PAF-acether (czyli czynnika aktywującego płytki krwi), odgrywającej ważną rolę w mechanizmach odpornościowych. Reszta opisywana jest jako odchylenie. Przypomina się spadek w 1988 roku iluzjonisty Randiego, na żądanie czasopisma Nature, by „rozpruć mistyfikację”. Nieco przed tym John Maddox, redaktor naczelny tego czasopisma, które zgodziło się opublikować artykuł, poprosił Benveniste’a o jego wycofanie, co ten odmówił. „Le Monde” komentuje tę skandaliczną operację, ale nie donosi o niej:
– Nawet jeśli pułapka się nie powiedzie, cel zostaje osiągnięty: badacz, jego wyniki i cała jego metoda są zniszczone. Odmawiając, nie bez odwagi i charyzmy, porzucenia badań, Benveniste wykazał nadmierną pewność siebie i pogardę wobec instytucji naukowej, która następnie nie próbowała go zrozumieć, ani mówiąc już o przebaczeniu.
Redaktor zapomina wspomnieć, że ta „instytucja naukowa” pozostawiła tego badacza w całkowitym materialnym zapuszczeniu przez dziesięć lat, aż do śmierci spowodowanej wyczerpaniem, mimo że woda stanowi rzeczywisty problem zarówno w biologii, jak i w chemii, a substancja najbardziej obecna w zjawiskach zachodzących na powierzchni Ziemi jest jednocześnie najmniej znana.
Cytując Philippe Lazar, szefa Benveniste’a, odpowiedzialnego za zamknięcie jego laboratorium w Inserm w 1995 roku, „Le Monde” pisze (cytuję):
Philippe Lazar, politechnik, dyrektor generalny Inserm w latach 1982–1996, który mówi, że był „długoletnim przyjacielem” badacza, widzi przede wszystkim w Jacquesie Benveniste’u wybitnego uczonya, który pozostał uczciwy, ale stał się ofiarą „ciemnej sprawy”. Uważa, że człowiek „wykazał wyraźną niedostateczność krytycznego myślenia przy interpretacji wyników”. „Zjawisko, które zaobserwował – ocenia – mogło mieć inne przyczyny niż rozcieńczenie badanych substancji, na przykład powtarzalne zanieczyszczenie probówki po probówce”.
Larousse: ciemność, głęboka ciemność, ignorancja, niepewność, panowanie demona. Tęczowy: pogrążony w ciemnościach, tajemniczy i podły, wyrażający się niejasnymi słowami.
Oto, bez dowodów, tylko na podstawie jednej opinii, określenie, które z trudem zmywa dziesięć lat bezsensownych i szkodliwych wysiłków, ciężki krzyż, który skończył się śmiercią:
– Zrzucenie lub trumna.
To nie choroba zabijała Benveniste’a, to była irracjonalność i obojętność, odmowa uznania, że z bardzo skromnymi środkami można by było wspierać naprawdę naukowe i oczywiste problemy dotykające zarówno biologii, jak i fizyki (ale stanowiące jasną zagrożenie dla wielkiej farmaceutyki).
– Ukryjcie to badanie, bo nie mogę tego zobaczyć.
Gdzie był w dniu pogrzebu „ten dawny przyjaciel”, który w 1995 roku ogłosił zamknięcie laboratorium Benveniste’a? Dlaczego ten był wtedy wyższy urzędnik badacza, jeśli był jak Chevênement zatrzymany tamtego dnia przez obowiązki służbowe, nie przekazał jednemu z podwładnych albo kolegom obecnych zadania przeczytania kilku słów przed zwłokami swojego „przyjaciela”? Te słowa, które przekazał dziennikarzom „Le Monde”, dlaczego nie przyszedł je wygłosić na głos w dniu pogrzebu przed jego trumną?
Chciałbym, by ci, którzy mnie czytają, zrobili prostą, czysto symboliczną czynność. Zamiast płakać elektroniczne łzy reagując kliknięciem myszy, wykonaj prosty gest. Znajdź kopertę, znaczek, kartkę papieru i napisz ostatnią listę adresowaną do:
Laboratorium Biologii Numerycznej, 32 rue des Carnets, 94140 Clamart
W środku zapisz swoje reakcje na śmierć profesora Benveniste’a. Następnie napisz tylko:
– Pożegnaj się, Jacques
i podpisz.
Dnia 11 października 2004 roku, osiem dni po utworzeniu tej strony, odwiedziło ją 8400 osób. Laboratorium Biologii Numerycznej otrzymało nieco więcej niż osiemdziesiąt listów, co odpowiada standardowemu wskaźnikowi odpowiedzi ludzi odwiedzających mój serwis, wszystkie tematy razem wzięte, czyli 1%. Przypuszczam, że w kolejnych miesiącach ten procent się utrzyma. Tak to jest...
Powtarzam: to nie choroba zabiła Jacquesa Benveniste’a, to obojętność.
Honor profesora Montagniera, trzy lata po śmierci, podczas kolokwium wirologii w Lugano, 2007
(6 listopada 2008) Link
Honor Jacquesowi Benveniste’owi, maj 2008
Powrót do przewodnika Powrót do strony głównej



