Bez nazwy dokumentu

http://www.dailymotion.com/video/xanurx_le-fleuve-de-la-nuit_tech
http://www.qobuz.com/info/MAGAZINE-ACTUALITES/VIDEO-DU-JOUR/Saint-Francois20326
http://www.qobuz.com/info/MAGAZINE-ACTUALITES/VIDEO-DU-JOUR/Saint-Francois20326

13 marca 1960 roku Limbaugh został zawieziony do Marsylii [Francja] przez Frédérica Dumasa wraz z Philippe Tailliez i François Clouzotem. Później wykonał nurkowania poza portem i wzdłuż wybrzeża.
Śmierć Limbauga miała miejsce 20 marca 1960 roku, gdy zaginął w labiryncie podziemnej rzeki w Port Miou, niedaleko Cassis, w odległości około 30 km od Marsylii. Przyjaciele, którzy słyszeli jego wykład na temat „ryb czyszczących” i krewetek, opowiedzieli mu o podziemnej rzecze, gdzie ryby morskie chwilowo pływają do wody słodkiej, by pozbyć się pasożytów, drżąc tam chwilę, a następnie wracając do wody śródziemnomorskiej.
Nie chciałby tego przeoczyć. Yves Girault pożyczył mu sprzęt do nurkowania, François Clouzot kierował łodzią i pozostał na zewnątrz jaskini. Michel Poudevigne był partnerem nurkowania i przewodnikiem [Limbauga].
Wchodząc do wody z łodzi poza jaskinią, obaj najpierw przepłynęli 45 metrów do miejsca, gdzie komin, otwarty na powierzchnię ziemi, spowodował erozję skał, które uformowały stożek na dnie rzeki poniżej.
Limbaugh miał przy sobie aparat 16 mm i chciał zrobić zdjęcie w górę komina. Aby mu pomóc, Poudevigne umieścił swój latarkę na stożku skał poniżej i wrócił, by mu pomóc. Po ukończeniu zdjęć, Poudevigne zasugerował lub powiedział, że zabierze swoją latarkę z stożka skał i wróci natychmiast. Ale gdy wrócił, Limbaugh już nie był tam.
Szczegóły tego dnia oraz poszukiwania, które trwały jedną tydzień, można przeczytać w listach doktora Wheeler Northa z Scripps oraz samego Poudevigna do pani Limbaugh.
Jedną неделю później ciało Conrad Limbauga zostało znalezione przez profesjonalnych nurków jaskiniowych w odległości około 106 metrów od wejścia do jaskini. Limbaugh został pochowany na małym cmentarzu nad Morzem Śródziemnym w Cassis, Francja. Miał 35 lat. Społeczność naukowa i amatorska w nurkowaniu zareagowała szokiem.
Przeprowadzono szczegółowe badania przyczyn śmierci Limbauga, które zostały uznane za przypadkowe. Wspomnienie o tym, że przyczynami mogły być niedawna długotrwała choroba Limbauga, jego nieznanie zarówno pożyczonego sprzętu, jak i jaskini, w której nurkował, oraz bariera językowa, ponieważ Limbaugh nie mówił francuskiego, a Poudevigne nie mówił po angielsku.
**Michel Poudevigne obok wielkiego 400-kilogramowego rekina, który został wyciągnięty z wody przez J.P. Petit (po prawej), który przewiązał mu ogon sznurem i wciągnął go do portu Croisette za pomocą dźwigu na łódź, widocznego na tle **
Prawdą jest, że w jaskini żyją ryby, szczególnie wilki, które wchodzą w warstwę słodkiej wody przepływającej nad wodą morską, aby zachęcić pasożyty przylegające do nich do opuszczenia ich ciała.
W tych miejscach było wiele fascynujących rzeczy. Po pierwsze, przy wejściu woda słodka mieszała się z wodą morską, tworząc „wazeliny”. Trzeba było przebyć kilka metrów w mglistym mroku, jak niewidomy, który stracił okulary. Po przejściu tego odcinka, patrząc w stronę wyjścia, można było dostrzec zielonkawą powierzchnię, oznaczającą granicę między wodą słodką płynącą na powierzchni a wodą słoną, lekko zmieszaną z wodą słodką, tuż poniżej. Gdy widziano nurka, który pozostał za sobą, a jego ciało znajdowało się w obu tych środowiskach, wydawało się, że jego nogi są zanurzone, a tułów nad wodą.
Błąd polegał na tym, że wyruszył w jaskinię bez „nici Ariadny”, co miało miejsce również w przypadku François de Roubaix. Nie wiem, czy Limbaugh miał własną latarkę. Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, tragedia była nieunikniona. Co jest niebezpieczne w podziemnych jaskiniach wypełnionych wodą słodką, to to, że jest ona tak przezroczysta jak woda z kranu, że gdy wchodzi się do obszaru o dużej wysokości sufitu wypełnionego wodą słodką, człowiek odczuwa... zawroty głowy.
Dodatkowo, poruszanie się w wodzie o zmiennej zasoleniu nie jest łatwe. Z danym uciążem, gdy wchodzi się do warstwy wody morskiej, człowiek unoszy się ku sufitowi, w kierunku stalagmitów. Odwrotnie, gdy wchodzi się do obszaru wody słodkiej, człowiek zanurza się, jeśli nie będzie ostrożny. Ostatnim czynem, jaki należy wykonać, jest pływanie. Jak widać w filmie, dno jaskini pokryte jest cienką warstwą osadu, który podnosi się przy najmniejszym uderzeniu piętami. Gdy ktoś zostanie zaskoczony i dotknie dna, trzeba (w tamtych czasach nie mieliśmy żakietów umożliwiających dostosowanie pływania) napełnić płuca i poczekać, aż Archimedes zrobi swoją pracę. Zazwyczaj, by uniknąć tego problemu, trzeba działać jak podwodny statek, który reguluje swoją wagę zgodnie z gęstością wody, w której się porusza. Aby to zrobić, nurkujący musi oddychać z płuć pełnych w warstwie wody słodkiej, a w odwrotności – blisko wydychania – w warstwie wody słonej.
Oczywiście, dzięki nowoczesnym żakietom, to można teraz regulować za pomocą dwóch guzików. Ale w tamtych czasach takiego sprzętu nie było.
Jeśli Limbaugh nie miał doświadczenia z tym wszystkim, to po opuszczeniu stożka skał i wyruszeniu w otwarte wejście do rzeki, była duża szansa, że nie wyjdzie z niej. Yves Girault był jednym z moich najlepszych przyjaciół, i kilka razy pływałem z tym biednym Poudevignem, który nawet kilka lat później stawał się blady, gdy mijaliśmy wejście do jaskini, które wydawało się sięgać wodą.
Kiedyśmy przeprowadzili tę ekspedycję, Jean-Claude i ja, po kilku eksploracyjnych nurkowaniach, zdecydowaliśmy się rozwinąć naszą „nicią Ariadny”, przemieszczając się szybko, a potem zostawić ją na miejscu. Ten sznur był wystarczająco silny, by nie pociągnąć.
Pamiętam eksplorację speleologiczną, podczas której przeszłem siphon Foux de Sainte Anne niedaleko Toulonu. Amatorscy speleolodzy przynieśli mój sprzęt. Na miejscu odkryłem piękny, szeroki, jasny zbiornik wody.
- Co to jest na dnie, ten przedmiot? ...
*- Ach, gdybyście mogli go mi zabrać – odpowiedział „Markiz” – to mój protez. *
Poprosiłem, by kupili wędkę z sznurem, i mając ją w ręku, przepłynąłem kilkadziesiąt metrów, które zajmował ten siphon. Po drugiej stronie otworzyła się przed mną szeroka galeria, „gdzie ręka człowieka nigdy nie stąpała”.
Przypiąłem swoją „nic” do stalaktytu i ruszyłem pieszo na eksplorację. Nie pamiętam, jaką długość przeszłem. Ale kiedy wróciłem, wisiał tam kawałek sznurka. Linka się zerwała.
Dlaczego? Ponieważ chłopak, któremu Markiz poprosił o przyniesienie sznurka, wziął... papierowy sznurek, najtańszy, i zachował resztę, żeby kupić cukierki. To było w tamtych czasach, a w kontakcie z wodą ten materiał całkowicie się rozpadł. Tak się stało. Spędziłem dobrą pół godziny, wracając, nie ciągnąc tego sznurka, który natychmiast zostałby mi w ręku, ale idąc wzdłuż cienkiego szlaku, który zrobił w błocie.
Poruszałem się bez ruchu, regulując pływalność za pomocą płuc i przemieszczając się, używając jednej ręki, podczas gdy druga trzymała latarkę. Skoro poprosiłem Markiza, by skierował swoją latarkę w stronę wejścia do korytarza, gdy zobaczyłem tę światłość, zrozumiałem, że jestem uratowany. Wychodząc na powierzchnię, od razu powiedziałem: „Ale kto to był, kto kupił tę kulkę sznurka?”
Klub speleologiczny składał się z jednego starca, z jego „partycyjnym” i grupy dzieci. Wydarzenie znalazło się w lokalnej gazecie „Tajemnica wylotu Foux de Sainte Anne w końcu odkryta”, co bardzo złościło speleologów nurkujących z Lyonu, którzy do tej pory byli jedynymi, którzy dokonywali takich wypraw. Ale nic więcej się nie stało.
Warto pamiętać, że nie ma sensu wchodzić do żadnej jaskini bez „nici Ariadny”. Bardzo czysta woda nie rozprasza światła, więc nieostrożny może nagle stracić orientację w kierunku wyjścia, ponieważ geometria miejsca nagle zatrzymuje światło i... znajduje się w całkowitym mroku. Nie ma rozproszenia na zawieszonych cząsteczkach, ponieważ one są obecne. Niebezpieczeństwo polega na tym, że człowiek myśli, że dobrze zna miejsce.
Wróćmy do prac przeprowadzonych przez firmę wodną z Marsylii. Miałem okazję zjechać do studni o głębokości 70 metrów. W tamtych czasach jeszcze nie było nowoczesnego windy, a zjeżdżaliśmy klasyczną „kubkiem cementowym” z XIX wieku. Poproszono mnie, bym narysował plan zbiornika, co potrafiłem robić, używając tłustego ołówka i rysując na kartce rhodoidu. Młody student w tamtych czasach, Bernard Zappoli, poprosił, bym go wziął ze sobą. „Mam swoje certyfikaty” – powiedział. To nurkowanie straszyło go nieco. Prawda, że to bardzo imponujące. Pamiętam też, że jeden z nurków pracujących na miejscu zginął kilka tygodni wcześniej, zaginając się, i zastanawiałem się, dlaczego firma nie wyposażała miejsca w nić nylonową przytwierdzoną do ściany kołkami ekspansyjnymi i wyposażoną w małe stożki drewniane lub plastikowe wskazujące trasę powrotu do wyjścia, co pozwoliłoby nurkowi, którego latarka zgasła, wydostać się z ciemności lub mętnej wody, dotykając jednej z tych „nici Ariadny” biegnących po sufitu. Ale panowało zgoda (z powodu braku strat) według której „to była jego wina”.
To przypomniało mi, co się działo w klubach ULM, i co nadal się dzieje w klubach parapentingu, gdzie zabijają uczniów, dając im nieodpowiedni sprzęt i wypuszczając ich w warunkach nieodpowiednich dla ich poziomu, podczas gdy wszyscy instruktorzy zgadzają się, że „to była śmierć przez nieudane zarządzanie lotem”.
Pomyśl o tej nocnej nurkowaniu na wyspach Komodo w 2013 roku w warunkach bezpieczeństwa absurdalnych. Bez mowy o tym, co wynika z instytucjonalizacji tego sportu zwanego „apnea off limits”, który „nie jest sportem, ale ruletką”, ale gdzie mimo wszystko powstał „związek apneisty”. Mistrzowie... zabijają się jeden po drugim.
Ale teraźniejszość to epoka wypraw. Aby na chwilę stać się sławnym, trzeba jeździć po krawędzi ostrza. Na dole tłum się cieszy, patrząc, jak akrobat wykonywa akrobacje bez sieci. Aż do dnia, gdy akrobat uderza w ziemię. I wtedy nikt się nie przejmuje, media w pierwszej kolejności.
Media ponoszą dużą odpowiedzialność, promując takie niebezpieczne i głupie wyprawy. Talentowici reżyserzy, jak Besson, osiągają wielkie sukcesy, wypełniają się głośno pieniędzmi z filmów „kultowych”, takich jak „Wielki Niebieski”, który spowodował setki śmierci.
I pewnego dnia, gdy bohater opuszcza światło reflektorów, do którego podnieśli jego osiągnięcia, zostaje sam na sam z samym sobą.
Jacques Mayol zakończył życie, wiesząc się w swoim domu na wyspie Elba.
13 marca 1960 roku Limbaugh został zawieziony do Marsylii [Francja] przez Frédérica Dumasa wraz z Philippe Tailliez i François Clouzotem. Później wykonał nurkowania poza portem i wzdłuż wybrzeża.
Śmierć Limbauga miała miejsce 20 marca 1960 roku, gdy zaginął w labiryncie podziemnej rzeki w Port Miou, niedaleko Cassis, w odległości około 30 km od Marsylii. Przyjaciele, którzy słyszeli jego wykład na temat „ryb czyszczących” i krewetek, opowiedzieli mu o podziemnej rzecze, gdzie ryby morskie chwilowo pływają do wody słodkiej, by pozbyć się pasożytów, drżąc tam chwilę, a następnie wracając do wody śródziemnomorskiej.
Nie chciałby tego przeoczyć. Yves Girault pożyczył mu sprzęt do nurkowania, François Clouzot kierował łodzią i pozostał na zewnątrz jaskini. Michel Poudevigne był partnerem nurkowania i przewodnikiem [Limbauga].
Wchodząc do wody z łodzi poza jaskinią, obaj najpierw przepłynęli 45 metrów do miejsca, gdzie komin, otwarty na powierzchnię ziemi, spowodował erozję skał, które uformowały stożek na dnie rzeki poniżej.
Limbaugh miał przy sobie aparat 16 mm i chciał zrobić zdjęcie w górę komina. Aby mu pomóc, Poudevigne umieścił swój latarkę na stożku skał poniżej i wrócił, by mu pomóc. Po ukończeniu zdjęć, Poudevigne zasugerował lub powiedział, że zabierze swoją latarkę z stożka skał i wróci natychmiast. Ale gdy wrócił, Limbaugh już nie był tam.
Szczegóły tego dnia oraz poszukiwania, które trwały jedną tydzień, można przeczytać w listach doktora Wheeler Northa z Scripps oraz samego Poudevigna do pani Limbaugh.
Jedną неделю później ciało Conrad Limbauga zostało znalezione przez profesjonalnych nurków jaskiniowych w odległości około 106 metrów od wejścia do jaskini. Limbaugh został pochowany na małym cmentarzu nad Morzem Śródziemnym w Cassis, Francja. Miał 35 lat. Społeczność naukowa i amatorska w nurkowaniu zareagowała szokiem.
Przeprowadzono szczegółowe badania przyczyn śmierci Limbauga, które zostały uznane za przypadkowe. Wspomnienie o tym, że przyczynami mogły być niedawna długotrwała choroba Limbauga, jego nieznanie zarówno pożyczonego sprzętu, jak i jaskini, w której nurkował, oraz bariera językowa, ponieważ Limbaugh nie mówił francuskiego, a Poudevigne nie mówił po angielsku.