Bez tytułu
Gdyby głupota mogła zostać przekształcona w prąd elektryczny,
wszystkie problemy energetyczne Francji zostałyby rozwiązane.
7 lutego 2013 – 9 lutego 2013 – 10 lutego 2013 –
****13 lutego 2013
Jeszcze przed wybraniem François Hollande’a menu było już na drzwiach. Nazwałem je „Sarkoland czy Hollsky”.
Wystarczyło obejrzeć ten film, by natychmiast stracić wszelkie iluzje dotyczące tego człowieka i jego przypuszczalnej etykiety politycznej. Nie jest on jednak jedynym przypadkiem – jeśli przejrzymy cały spektrum ugrupowań politycznych w kraju, to okaże się, że życie polityczne stało się po prostu... nieistniejące. Co do karier politycznych, to są one jedynie bezpracne stanowiska. Bycie politykiem stało się zawodem jak każdy inny, z ogromnym pakietem korzyści społecznych, które nasze deputowane rocznie zwiększają. Co najnowsze – sami sobie przyznali rozszerzenie „wypłaty z tytułu bezrobocia” z 6 do 60 miesięcy w przypadku niepowodzenia w wyborach. Co jest imponujące, to naturalność, z jaką Hollande odpowiada na to pytanie. Wyjaśnia, że teraz kraj musi pożyczać od prywatnych banków, a stopa procentowa zależy od stanu gospodarczego kraju, jego wysiłków w odzyskaniu sił oraz sposobu, w jaki jest... oceniany. Gdy ocena spada, stopa wzrasta, a to jest... normalne. Dajemy kredyty tylko bogatym, to dobrze wiadomo.
Odpowiada tak, jakby odpowiedział każdy polityk, szczególnie ci pochodzący z tych francuskich kremów, jakimi są École Polytechnique i ENA (École Nationale d'Administration). François Hollande nie jest szczególnie głupi. Po prostu znajduje się w średniej wartości reprezentantów francuskiego ludu. Ci ludzie nigdy nie pracowali w życiu. Często pochodzą z ENA, zaczynają jako urzędnicy najwyższego szczebla. Sufity ich biur od razu są wyłożone drewnem. Chodzą po glebie z prostokątnymi wykładzinami przyklejonymi pod każdą podeszwą, które nigdy nie opuszczą ich stóp.
Po wybraniu pierwszym jego działaniem było podpisanie zezwolenia na budowę eksperymentalnego reaktora jądrowego Astrid. Decyzja ta minęła zupełnie niezauważona. A jednak pokazuje, że pochodzący z tej wybitnej szkoły inżynierskiej, jaką jest ENA, ślepo przestrzega planów tzw. „nukleokratów”, czyli rozwijania, mimo porażki Superphénixa (czas potrzebny na demontaż tego ostatniego: 30 lat z powodu zawartości w sodzie promieniotwórczym). Astrid, przemianowany na „reaktor generacji IV”, to nic innego jak szybki reaktor produkujący paliwo, chłodzony sodem. Nie ma tu żadnej złośliwości, żadnej porywistości. To nawet nie spółczenstwo, ale po prostu bezradność, która jest powszechna wśród wielu naszych wybranych.
To pierwszy krok w planie, który ma doprowadzić do rozmieszczenia tego typu generatorów do końca wieku, wysoce niebezpiecznych, ale pozwalających wykorzystać skarby francuskie: 300 000 ton uranu 238, pochodzącego z ponad pół wieku bogacenia i wzbogacania naturalnego surowca (patrz ten artykuł, szacujący koszt katastrofy jądrowej we Francji: 400 miliardów euro, bez liczenia kosztów zdrowia publicznego).
Dla tych, którzy nie rozumieją, o co chodzi: naturalny uran zawiera 0,7% U 235, które można rozszczepić, i 99,3% uranu 238, który nie można rozszczepić. Ale jeśli użyjemy tego „odpadu” z wzbogacania jako „płodnej osłony” (dla początkujących: czytaj Energétiquement vôtre, bezpłatnie do pobrania), poddając go bombardowaniu neutronami z reakcji rozszczepienia, uran 238 zmienia się w paliwo, czyli w pluton 239. Jako paliwo, a także jako materiał wybuchowy, ponieważ pluton 239 to paliwo typowe bomb atomowych.
Co więcej: jeśli uda się wykorzystać ten pluton jako nowe paliwo w reaktorze (z neutronami szybkimi), ten może, podczas rozszczepienia, które również jest możliwe, jak uran 235, samodzielnie tworzyć się z otoczenia uranu 238, podobnie jak Feniks powstający z popiołów. To wielki sen francuskich nukleokratów.
Problem polega na tym, że do działania tego typu generatora konieczne jest użycie stopionego sodu, a nie wody, aby nie spowalniać neutronów, które poruszają się z prędkością 2000 km/s. Woda je spowalnia, a one nie mogą już przenikać do jąder atomów uranu 238, aby dokonać ich przemiany w paliwo rozszczepienia, czyli w pluton 239.
Ogromna masa sodu, która pełni funkcję „nośnika ciepła” (czyli przenosi ciepło wydzielane przez paliwo plutonowe), jest łatwa do zapalenia. Samo zapala się w powietrzu i wybuchają przy kontakcie z wodą. Dodatkowo środowisko to jest cudownie nieprzezroczyste, w przeciwieństwie do wody w reaktorach z wodą pod ciśnieniem. Jeśli coś się stanie nieprzewidzianego, diagnozowanie staje się bardzo trudne, a nawet niemożliwe, podczas gdy woda w reaktorach z wodą pod ciśnieniem jest przezroczysta i... nie zapala się, nawet gdy odkręci się pokrywę reaktora po jego ochłodzeniu. Po prostu: rozwijanie takich generatorów to prawdziwe, zaplanowane samobójstwo, ponieważ jeśli dojdzie do katastrofy na takiej instalacji, zdarzenia jak Czarnobyl czy Fukushima będą wydawały się miłymi żartami.
14 lutego 2013: część sarkofagu w Czarnobylu zawaliła się pod ciężarem śniegu

Artykuł z Le Monde:
albo identyczny na mojej stronie
Proste uwagi: mimo że szybki reaktor produkujący paliwo Superphénix nie był w działaniu, dach chroniący wszystkie dodatkowe instalacje (poza obwodem zawierającym reaktor) zawalił się pod ciężarem śniegu. Jego twórcy nie wiedzieli, że w Isère pada śnieg zimą. Ponadto, ustawienie basenu przeznaczonego do przechowywania zużytych elementów paliwowych w pobliżu budynku reaktora spowodowało osiadanie tego ostatniego z powodu osiadania gruntu pod ciężarem, co zmieniło wszystkie obliczenia konwekcji sodu w jego sześcianie.
Ale ta idea pojawiła się w głowach francuskich technokratów, którzy są również wiodącymi w tym zakresie. Czy są zepsuty, złośliwy? Nawet nie. Bezradni byłby odpowiednim słowem. Aby uruchomić taki ambitny projekt, który miałby dać Francji 5000 lat niezależności energetycznej dzięki jej zapasom uranu 238, trzeba zacząć od minimalnego zapasu 3000 ton plutonu 239, który pozwoliłby ciągle „odnawiać paliwo rozszczepienia zużyte, wykorzystując nie wyczerpujący zapas uranu 238”. Obecnie posiada mniej niż jedną trzecią tej ilości. Stąd budowa centrum oczyszczania w Hague, gdzie przyjmowane są ładunki z francuskich i sąsiednich reaktorów, przewożone przez wagony „Castor”, które są tak bardzo dumne dla mojego sąsiada (mieszka w Gréoux), niemieckiego emeryta Klaus Janberg, który tak bardzo się cieszy, że stworzył i doprowadził do skutku te wagony w swojej karierze.
Francja nie tylko pakuje odpady przemysłu jądrowego i wysyła je z powrotem w szklanych opakowaniach, ale również przechowuje cenny pluton 239, kluczowy element tego szaleńczego planu. Jak powtarzał z naciskiem przedstawiciel CNRS, nieznany dyrektor badań trochę wypchany, podczas zjazdu parlamentarnego w 2011 roku: „jest to konieczne, by zachować ten pluton w czystej formie, a nie pakować go ponownie”. Maksymalna ilość to 3000 ton. Wiedząc, że miligram plutonu może spowodować śmierć człowieka przez połknięcie lub wdychanie, ten zapas może potencjalnie zabić trzy miliardy ludzi, populację tysięcy planet.
Wśród deputowanych Bataille i Vido są długotrwałymi zwolennikami takiego projektu. Nie spodziewajcie się, że kiedykolwiek zastanowią się nad sensownością swoich stanowisk. „Strażnik jądrowy”, ASN (Autorité de Sûreté Nucléaire), będzie pilnował bezpieczeństwa. Kilka miesięcy temu jego dyrektor, w momencie emerytury, żalił się, że jego służba dysponuje tylko 300 funkcjonariuszami, co jest bardzo mało do nadzoru 58 reaktorów. Dlatego do audytów ASN zatrudnia podwykonawców z branży jądrowej. Bataille, który tego nie wiedział, przez krótki czas się tym zaniepokoił.
Ten plan rozwoju sięga końca wieku. W ten sposób liczy się na to, że fizyka nie zmieni się w ciągu kolejnych 90 lat.
Brak wyobraźni na najwyższym poziomie władzy, we wszystkich sektorach
Ten plan jest całkowicie szalony, bez odpowiedzialności, zbrodniarski. Ale Hollande, uzupełniając decyzję o zezwoleniu na budowę Astrid, wydalił, jak mi się wydaje, 158 milionów euro na tę operację. Jest zarówno bezradny, jak i uparty, słucha tylko swoich prawdziwych panów. Krytykowany publicznie, jego twarz zastyga w wosku, jak twarze postaci w muzeum Grévin. Jego spojrzenie łączy ukrytą wściekłość i złości. Wtedy udaje, że zapisuje notatki. Jak naprawdę głupi ludzie, całkowicie nieświadomi swojego stanu. I nie jest on jedynym w sali. Gazety głoszą: „lewa nie ma już prawa do błędu”. Zbiera je i będzie kontynuował.
Ale... o jakiej lewej mówią tacy ludzie???
Taubira, minister sprawiedliwości, chce opróżnić więzienia. Geneviève Fioraso, minister ds. wyższej edukacji i badań, otworzyła w dniu 17 stycznia ten nowy projekt ITER, wykrzykując: „Ruszamy w podróż po słońcu”. Fantastyczny bezsens, kompletna porażka. Wszystko, co powiedziałem i napisałem, nie posłużyło do niczego. W międzyczasie zauważmy całkowitą bezużyteczność ekologów, „zielonych” i antynuklearystów („którzy tworzą łańcuchy, trzymając się za ręce, wykonywając żałosne pantomimy ukryte pod maską”). Przedstawiciele EELV podróżują, dyskutują i dbają o swoją reputację. Nie naciskam, już o tym mówiłem.


Geneviève Fioraso, minister ds. wyższej edukacji i badań
„Bylibyśmy szaleni, gdybyśmy przeszli obok tej okazji, jaką jest ITER, dzięki której ruszamy w podróż po słońcu”.
Spojrzenie błyszczące inteligencją
Mégajoule (bank laserowy, który ma osiągnąć fuzję za pomocą 176 laserów, w przeciwieństwie do 192 w amerykańskiej instalacji) zostanie ukończony w Barp, niedaleko Bordeaux, podczas gdy jego odpowiednik amerykański, NIF, zakończył w grudniu 2012 roku dwuletnią kampanię z kompletną porażką (jego odpowiedzialni: „jest zbyt wcześnie, by stwierdzić, czy NIF pozwoli lub nie na osiągnięcie zapłonu”, czyli zapalenie reakcji termojądrowych). Po tej amerykańskiej porażce byłoby rozsądne zatrzymanie wydatków, pozostawienie projektu Mégajoule w stanie, w jakim jest, i odczekanie, aż po drugiej stronie Atlantyku osiągną docelowy cel. Ale nie, żyjemy w świecie Shaddocka („im więcej się nie powiedzie, tym większe są szanse na sukces”).
Koszt Mégajoule: 6,6 miliarda euro, dodatkowy bezsens projektu ITER.
Aby dowiedzieć się więcej, zakupcie numer styczeń-luty z czasop