Traduction non disponible. Affichage de la version française.

Sarkozy ekonomista/title> <!-- .Style1 { font-size: 36px; color: #FF80FF; } .Style2 {color: #FF0000} .Style3 { color: #000000; font-weight: bold; } .Style4 {font-size: 24px} --> Sarkozy ekonomista Bogaty czy biedny, co to za różnica, skoro mamy pieniądze! 10 stycznia 2009 Oto nagranie audio przesłane mi przez czytelnika. Jak podał komentujący je dziennikarz, ta deklaracja pochodzi od „kandydata Sarkozy’ego”. Choć data wydarzenia sięga czasów przed kryzysem spadków, to oddaje

politique économie

En résumé (grâce à un LLM libre auto-hébergé)

  • Tekst odnosi się do oświadczenia Sarkozy'ego na temat znaczenia pieniędzy z 2009 roku, przed kryzysem hipotecznych pożyczek typu subprime.
  • Wyjaśnia system pożyczk hipotecznych w Francji i porównuje go z systemem w Stanach Zjednoczonych, podkreślając ryzyko związane z pożyczkami o zmiennej stopie procentowej.
  • Tekst krytykuje titulizację zobowiązań hipotecznych oraz praktyki banków, które doprowadziły do kryzysu finansowego.

Sarkozy ekonomista/tytuł>

Sarkozy ekonomista

napoleon../VIDEOS/sarkozy_economiste.mp3

Bożo czy biedny, co to za różnica, skoro mamy pieniądze!

10 stycznia 2009

Oto nagranie audio przesłane mi przez czytelnika. Jak podkreślił komentujący je dziennikarz, to wypowiedź „kandydata Sarkozy”. Choć data wydarzenia poprzedza kryzys hipoteczny, odzwierciedla ona „politykę” naszego prezydenta Sarkozy, który chce „postępować jak angloamerykanie”.

Podsumujmy. W Francji, gdy ktoś chce wziąć kredyt hipoteczny, banki mają pewne zasady. Kredyt przyznaje się tylko pod warunkiem spełnienia określonych kryteriów. Zazwyczaj żąda się, by kredyt nie przekraczał jednej trzeciej pensji lub dochodu pożyczkodawcy – inaczej mówiąc, „nie ma oczu większych niż brzuch”. Ta zasada jest oczywistą wyrazem rozsądku. Jednak w przypadku kredytów hipotecznych kontrakt wiąże się również z hipoteką.

Gdy ktoś kupuje nieruchomość na raty, bank (lub instytucja pożyczkowa działająca jako pośrednik) płaci pieniądze sprzedawcy. Jednak jeśli pożyczkodawca nie jest w stanie spłacać rat, instytucja pożyczkowa (i bank, który stoi za nią) może wykorzystać hipotekę – „zabierać z krowy”. Wtedy staje się właścicielem nieruchomości, „prawnym właścicielem”, i sprzedaje ją na aukcji. Często okazuje się, że nieruchomość zostaje sprzedana poniżej początkowej wartości. Jeśli pożyczkodawca już spłacił kredyt przez kilka lat, bank nadal wychodzi na swoje, ponieważ nawet przy obniżonej cenie może zrekompensować część długów. Jednak jeśli pożyczkodawca nie jest w stanie spłacać rat od razu, hipoteka nie pokryje pełnej wartości zadłużenia – bank będzie musiał zająć się jego majątkiem, licencją, meblami, wszystkim, co należy do dłużnika. I nie zawaha się tego zrobić, ponieważ prawo mu to umożliwia. Istnieje cała grupa ludzi, którzy „posiadając gotówkę”, zdobywają zyski na inwestycjach nieruchomości, kupując na aukcjach nieruchomości dłużników, którzy nie mogą spłacić swoich zobowiązań.

W amerykańskim kryzysie hipotecznym wszystkie kredyty były udzielane wyłącznie na podstawie hipoteki (tak sugeruje nasz geniusz ekonomiczny). Dodatkowo te kredyty były „zmiennymi stawkami”.

Znaczenie: w tym systemie każdy pożycza od każdego. Gdy kredyty są udzielane przy zmiennych stawkach, oznacza to, że instytucja pożyczkowa działająca na wyższym poziomie operacji ma możliwość zmiany stawki procentowej. Ta zmiana przekłada się łańcuchowo na dłużnika. W USA kwoty, które dłużnicy musieli spłacać, zaczęły rosnąć. Nie mogli sobie z tym poradzić. Gdy nie płacili, banki sprzedawały nieruchomości. Przyrost liczby ofert sprzedaży obniżył wartości nieruchomości (prawo popytu i podaży). W wielu miastach, dzielnicach, a nawet całych miastach doszło do tego zjawiska, a wartości nieruchomości osiągnęły szczyt. Właściciele nieruchomości zostali wyrzuceni na ulicę. To jednak było „normalne”. Jednak instytucje pożyczkowe, banki, które same również brały kredyty, znalazły się w trudnej sytuacji.

„Tytulizacja”

Wszyscy znają SICAV-y lub portfele akcji. Gdy ludzie mają pieniądze do zainwestowania (ludzie, banki, firmy ubezpieczeniowe, dowolne instytucje finansowe, prywatne lub publiczne), często nie inwestują dokładnie i precyzyjnie – na przykład nie kupują konkretnych akcji. Zamiast tego oferuje się im „produkty finansowe”, które są połączeniem różnych podstawowych produktów.

Wyobraźcie sobie, że idziecie na rynek kupić owoce. Nie jesteście pewni, że wszystkie będą się dobrze przechowywać. Istnieją np. sprzedawcy, którzy przechowują owoce w zamrażalniku, co opóźnia ich zepsucie. Kupując je, wyciągacie je z lodówki. Wracacie do domu i już następnego dnia zaczynają się psuć.

Jednym rozwiązaniem jest zmiana dostawcy. Mówi się: „Nie należy kłaść wszystkich jajek w jedno koszyk”. Przybliżając, można by polecić: „Nie kupuj wszystkich owoców u jednego sprzedawcy”. Tak samo jest z inwestycjami. Niektóre są mniej bezpieczne niż inne. Zasada ogólna: inwestycje ryzykowne to te, które oferują najwyższe stopy zwrotu. SICAV-y lub różne portfele akcji to mieszanka różnych „podstawowych produktów”. To trochę jakby sprzedawać koszyki zawierające różne owoce kupione u różnych sprzedawców. Rozpraszając inwestycje w ten sposób, możesz zmniejszyć ryzyko w porównaniu do inwestowania tylko w jednego dostawcę. Wróćmy do metafory owoców – niektóre z nich mogą się szybko psuć lub nawet być już całkowicie zepsute w chwili, gdy kupujesz koszyk.

„Sprzedawcy produktów finansowych” są jak kupujący owoce, którzy składają koszyki i oferują je ludziom do zakupu. Jednak podczas tego procesu mogą się również pozbyć „zepsutych długów”, łącząc zdrowe owoce z już bardzo źle wyglądającymi.

Ostatnie dekady przyniosły rozwój różnych, coraz bardziej skomplikowanych produktów finansowych, ozdobionych najbardziej atrakcyjnymi cechami.

demerche_fiduciaire

Na podstawie produktów pierwotnych (np. owoców oferowanych przez producenta) pojawiła się cała gama „produktów pakowanych”, „koszyków koszyków koszyków owoców” kupowanych przez hurtowników, następnie sprzedawanych podhurtownikom, a potem dalej...

Banki i firmy ubezpieczeniowe, wszystkie duże instytucje finansowe stały się w praktyce klientami, nabywcami tych skomplikowanych produktów, prawdziwych bomb opóźnionych. Niektóre z nich, czując nadchodzący kryzys, pośpieszyły się, by pozbyć się kilku „zepsutych długów”, ukrywając je wśród owoców o bardziej przyjemnym wyglądzie. Kredyty hipoteczne oszukały wielu, ich sprzedawcy mówiąc: „Nic nie ryzykujesz. Jest to zabezpieczone nieruchomościami poprzez hipotekę”. Ludzie w bankach i instytucjach tego typu popełnili olbrzymie błędy.

mon_banquier_et_moi

Akcjonariusz i dyrektor banku, który ma również spadochron, nie widoczny na rysunku

Jednak „złotych chłopaków”, tych wielkich artystów finansowych, zatrudniono na podstawie umów zawierających bardzo wygodne klauzule „spadochronowe” w przypadku bankructwa. Pomijam ten punkt. Aktualność nas obfituje w skandalach związanych z „złotymi spadochronami”.

Wielką iluzją jest przekonanie, że „liderzy” są mądrzejsi od innych. Spójrzcie na Sarkozy’ego. Kim on jest? Były prawnik, tak jak Mitterrand i wielu innych polityków. Gdy stoi za pulpit, nie rozwija idei – przeciwstawia się. Wiecie tak samo dobrze jak ja, że prawnik to technik obrony, który potrafi z pasją bronić dowolnej tezy i jej przeciwieństwa. To właśnie jest istota jego zawodu. Jeśli obserwujecie Sarkozy’ego uważnie, zauważycie, że jak każdy dobry prawnik, który się szanuje, nie dba o to, co mówi, ale tylko o wpływ jego słów. Gdy stoi przed kamerą telewizyjną, po prostu słucha siebie.

Dziś czytelnik przesłał mi dokument podpisany przez Valérie Pécresse, ministra badań naukowych. W nim wspomniano o bardzo dużych infrastrukturach badawczych francuskich i europejskich. Broszura wymienia imiona ludzi należących do grup refleksyjnych. Dokument prezentuje się jako plan działania. Jednak te grupy, całkowicie sztuczne, istnieją tylko po to, by potwierdzić już istniejące struktury badawcze, lobby badawcze. W tej broszurze nie ma miejsca na nowe pomysły (a to jeszcze gorzej w zakresie badań podstawowych). Czy można się dziwić, że badania nad Z-pinches nie znalazły miejsca w tym obrazie, skoro Smirnov podkreśla ich znaczenie w liście? W 2007 roku przesłałem ten dokument Edouardowi de Pirey, zastępcy Valérie Pécresse, licząc, że ta osoba go przyjmie. To było moim celem. Czy de Pirey go przeczytał, przekazał dalej? Przed naszym spotkaniem w ministerstwie przesłałem mu trzy miesiące wcześniej jasny i zwięzły raport. Spotykając się z tym młodym człowiekiem pochodzącym z École Normale Supérieure, powiedziałem mu:

– Co wiecie o Z-pinches, MHD?

– Nic. Nie miałem czasu na przeczytanie waszego listu (...)

Od dzisiaj i do niezapowiedzianego czasu będzie dokładnie tak samo jak wcześniej. Ta miara wchodzi w życie natychmiast