Traduction non disponible. Affichage de la version française.

Wypadek na Pentagonie

En résumé (grâce à un LLM libre auto-hébergé)

  • Tekst omawia zderzenie Boeinga z Pentagonem 11 września 2001 roku, podważając oficjalną wersję zdarzenia.
  • Prezentowane są obrazy i dokumenty ilustrujące podejście i wpływ samolotu, podkreślając nieścisłości.
  • Wypowiadane są wątpliwości co do możliwości wykonania połączeń telefonicznych z samolotu oraz o traktowaniu dowodów przez władze.

Wypadek na Pentagonie

Pentagate

Strona 3

7 października 2003, uzupełnione 8, 23 października i 27 listopada 2003 na końcu pliku.

/Divers/PENTAGATE/Pentagate3.htm#29_5_12

EPILOG

Te obrazy pochodzą ze strony Erica Bart, który przedstawia nam w języku angielskim bardzo bogatą w informacje dokumentację. Skorzystajcie z niej, jeśli czytacie po angielsku:

http://perso.wanadoo.fr/ericbart/

Tekst na tej stronie jest po angielsku. Wspomina się o wielu punktach widzenia ludzi, którzy coraz mniej wierzą w całkowitą zagadkę samolotu jednej minuty po uderzeniu, jakby się "rozproszył". W poniższym obrazie pokazano zbliżenie samolotu:

1 - Rekonstrukcja zbliżenia Boeinga

Poniższe obrazy to dokumenty. Pokazują one tor lotu samolotu:

2 - Tor zbliżenia Boeinga

3 - Tor zbliżenia Boeinga. Gdzie znajdowali się fotografowie, którzy zrobili zdjęcia z ziemi?

3bis - Plany lotów samolotów "pozostawionych"

4 - Symulacja uderzenia: samolot, w rzeczywistej wielkości, tuż przed całkowitym zgnieceniem, skrzydła i ogon, zanim zniknął w budynku razem z paliwem.

5 - Widziane z innego kąta

6 - Na końcu uderzenie, widziane z boku. Zwróć uwagę na wysokość ogona, "zgniecionego" lub "roztrzaskanego".

7 - Fotografia 757 American Airlines w locie

Sieć Voltaire wykonała świetną pracę nad tym tematem 11 września. Zamiast wypisywać swoje teksty, odwołujemy się do ich komentarza na temat symulacji komputerowych przeprowadzonych na Uniwersytecie Purdue w USA:

http://www.reseauvoltaire.net/article8737.html

Celem było symulowanie uderzenia Boeinga w Pentagon. Badanie zakończyło się całkowitym niepowodzeniem, a nawet można się zdziwić, że zostało opublikowane. Dane samego problemu zostały zniekształcone. Samolot miał przebić się przez budynek bez fasady i bez silników. Mimo to "media antykonspiracyjne" szeroko odzwierciedlały ten projekt.

Wszystko to dowodzi, jeśli jeszcze byłoby to potrzebne, jak bardzo media są pod kontrolą. Na tej wysokości nie można już mówić o ślepotie dziennikarzy, ich głupocie czy uporczywym zaprzeczeniu oczywistości. Chodzi o celową politykę dezinformacji, której przykładem był program emitowany 13 kwietnia 2004 roku na Arte, serii Thema, który jest prawdopodobnie najbardziej okropnym dokumentem, jaki kiedykolwiek oglądałem na małym ekranie i który całkowicie zaszczyca zawód dziennikarza (w tym zakresie, w którym zawód ten polega na informowaniu publiczności, a nie na dezinformowaniu).


Nowa wiadomość od czytelnika, który chce pozostać anonimowy:

Istnieją inne niemal nieprawdopodobne rzeczy w kontekście świadectw z dnia 11 września 2001. W szczególności użycie telefonów komórkowych w samolotach, które miało umożliwić pasażerom wiedzieć, że ich samolot został skierowany. Zawsze zastanawiałem się, jak telefon komórkowy mógłby się połączyć i być śledzony przez komórki sieci telefonicznej (PCS lub GSM) w samolocie lecącym na nieznanej wysokości z prędkością 900 km/h. Pracuję dla operatora telefonicznego i czekam, aż dostanę kontakt z specjalistą od sieci, by zadać mu to pytanie. W międzyczasie, szukając w Google linka z telefonami komórkowymi i atakami 11 września, natknąłem się na to: "Jak wiemy, że samoloty zostały skierowane? Jedynymi 'dowodami' są telefony komórkowe, które niektórzy pasażerowie wykonywali. Połączenie Barbary Olsoń, komentatora CNN, która była na pokładzie lotu AA 77 (Pentagon), jest kluczowe dla oficjalnej wersji wydarzeń. Niestety, jest bardzo wątpliwe. Barbara Olsoń, której mówią, że zapomniała w domu telefon komórkowy i karty kredytowe, miała zadzwonić na telefon komórkowy do swojego męża, Theodora Olsońa, który jest generalnym prokuratorem USA*. Jednak technicznie niemożliwe jest używanie telefonów wbudowanych w siedzenia samolotu bez wcześniejszego włożenia karty kredytowej. Połączenie przez telefon komórkowy jest więc niepotrzebne i wykluczone. Ponadto fakt, że tak ważny dowód został przekazany przez człowieka bliskiego władzy, może wydawać się podejrzany, gdy się pomyśla o manii tajemnicy panującej w każdym zakresie. Nie byłbym zdziwiony, gdyby się okazało, że to celowa "wyciek". Co do innych połączeń, które według niektórych miały pochodzić z telefonów komórkowych, to bardzo wątpliwe, czy takie komunikacje były możliwe z samolotu lecącego na wysokości 10 000 metrów z prędkością 800 km/h".

Tekst cytowany znajduje się tutaj: http://membres.lycos.fr/wotraceafg/etrange.htm

Na tej stronie możesz zobaczyć, że nie jesteś jedynym, który zainteresował się niemal nieprawdopodobnościami oficjalnej śledztwa.

Kiedy tylko będę miał informacje na temat możliwości komunikacji komórkowej z samolotu, podam je. Części puzzle zaczynają się ze sobą łączyć, by wykazać ogromność.

Coś uderzyło w Pentagon 11 września. Ale, jak Marc Milanini, coraz trudniej mi uwierzyć, że mogło to być pasażerski samolot Boeing 757 American Airlines.


7 października 2003: Globalizacja państwa racjonalnego

Mogłem skontaktować się z Thierry Meyssanem przez telefon. Było to bardzo pouczające. Poprosiłem go o zgodę na przekazanie treści jego rozmowy. Oto co wynika z tego:

Z punktu widzenia technicznego problem połączeń z telefonami komórkowymi nadal nie został wyjaśniony. Na pokładzie linii lotniczych istnieje kilka sposobów ich użycia. Niektóre niezwykle wydajne i niepowszechnie stosowane urządzenia mogą działać. Na niektórych samolotach można używać telefonów, gdzie komunikacja może być opłacona kartą kredytową. W obu przypadkach te połączenia pozostawiają ślad w formie rozliczenia (na karcie bankowej pasażera, który dzwoni z samolotu). Meyssan mówi mi, że nie udało się odnaleźć żadnego z tych śladów. Niemiecki dziennik Der Spiegel wysłał zespół do USA przez dwa miesiące, by znaleźć dowody mające "rozbić wyobrażenia Meyssana". Ludzie oczywiście zadawali pytania tego rodzaju. W każdym miejscu zastały zamknięte drzwi. "Badanie wydarzeń 11 września to grzech lub... niezgodne z zasadami dziennikarstwa".

Co do latarni ulicznych w pobliżu Pentagonu, sprawy również nie zostały wyjaśnione, szczególnie ponieważ wiadomo, że latarnie zostały umieszczone przed wydarzeniem 11 września, w ramach prac remontowych. W każdym przypadku władze amerykańskie zrobiły wszystko, by każda ślad zniknął i badania stały się niemożliwe (nawet przez szybkie odbudowanie części Pentagonu, która została zniszczona. Prace rozpoczęły się dwa dni później. Prace odbudowy, szeroko rozprzestrzenione, wszystko zniszczyły).

Co do wypadku jednego z samolotów nad Pensylwanią, wykazano, że eksplodował w locie, rozpraszając odłamki na dużą powierzchnię. Następnie znaleziono dymiący krater, ale bez żadnych odłamków. To absurdalne. Samolot, który eksploduje, rozpraszając odłamki, które nie mają wystarczającej masy i energii, by stworzyć krater. Spójrz na tragiczny wypadek: zniszczenie statku kosmicznego w locie. Na ziemi znaleziono ciała, wiele przedmiotów, elementy prawie nieuszkodzone, ale... nie było krateru. Wszystko, co dotyczy tego krateru, zostało natychmiast "przykryte tajemnicą wojskową". Idźcie dalej, nie prowadzimy dochodzenia.

Potwierdziłem, że prace rozpoczęto na Pentagonie dwa dni po wydarzeniu. Buldożery przyniosły żwir, który przykrył trawnik, "aby stabilizować grunt i umożliwić wjazd i manewrowanie pojazdów budowlanych". Podczas odbudowy Pentagonu postępowano w dużym stylu, całkowicie zniszczywszy siódmy jego część ("z powodów technicznych"), co spowodowało całkowite zniszczenie jakichkolwiek śladów "wypadku". Wszystko się odbyło w trakcie międzynarodowego traumatyzmu, który nastąpił po tych wydarzeniach, jakby badanie lub proste stwierdzenia były czymś "nieodpowiednim".

W tym wszystkim jest coś niespójnego. Amerykański rząd mógłby znacznie wykorzystać wydarzenie medialnie, pokazując obrazy "roztrzaskanych ciał, okrutnie zniszczonych, zamkniętych w workach", przedmioty, parę butów sekretarki, która zginęła podczas tragedii. Moglibyśmy filmować śledczych wychodzących z odłamków samolotu, nawet najmniejszych. Ale co filmować, co pokazywać, gdy chodzi o "rozproszenie"?

Ale najważniejsze, co powiedział Meyssan, to jego wrażenie. Nie miał kontaktu ze wszystkimi kancelariami wszystkich krajów, ale z wieloma przedstawicielami rządów na najwyższym poziomie, a także z ludźmi pochodzących z różnych służb wywiadowczych. W tym przypadku kraje kontaktowane nie były automatycznie "krajami arabskimi lub krajami antyamerykańskimi". Były... różne.

W kancelariach dużych krajów, z którymi miał kontakt, ludzie nie są wystarczająco głupi, by zaakceptować oficjalną wersję. Jest zbyt dużo sprzeczności. Mają również własne źródła informacji. Według Meyssana wszyscy są przekonani, że chodzi o coś innego niż zwykły atak terrorystyczny. Ale nikt nie rusza się i nikt się nie ruszy z wielu powodów. Dla krajów bliskich USA jest to z powodu dezaktywacji, porównywalnej do fali uderzeniowej, która rozprzestrzeni się na wszystkich. Dla krajów antyamerykańskich, takich jak kraje arabskie (które niektóre rozważały otwarcie oficjalnej śledztwa lub złożenie skargi do Międzynarodowego Sądu Sprawiedliwości w Hadze), "J.R. Ewing" był natychmiast bardzo jasny. Natychmiast wymieniono zagrożenia represyjne różnych rodzajów: ekonomiczne, fizyczne i ewentualnie... wojna. Dokładne słowa (w kontekście wojny w Iraku): "Chcecie być następnymi?".

Zagrożenie należy brać poważnie. Kraj jak USA, wobec poważnego zagrożenia międzynarodowego i kryzysu wewnętrznego, którego skutki można sobie wyobrazić, nie odstąpiłby przed niczym. Niektóre kraje, dysponujące dowodami, zapłaciły za milczenie (w formie pomocy itp.).

Meyssan: "Obecna sytuacja jest podobna do Monachium przed wojną 39-40".

Istnieje rzeczywista forma zgodnictwa między państwami, które codziennie budują "prawdę" (tak samo jak oficjalne tezy amerykańskie, brytyjskie i rosyjskie zaczęły praktycznie się łączyć w sprawie Kursku, a hasłem było "nie rzucać fali", co pasuje do... katastrofy morskiej).

Meyssan nie ma "dyplomów uniwersyteckich" ani "kompetencji technicznych". Dlatego w kraju takim jak Francja, gdzie zawsze odwołujemy się do ekspertów, a naukowcy i intelektualiści, jego słowo "nie waży nic". To "mały dziennikarz, który próbował się rozsławiać, robiąc dużo hałasu" (choć w ten sposób ryzykował życie. Dla francuskich dziennikarzy, spokojnie usadowionych w swoich fotelach, to szczegół bez znaczenia). Postawa francuskiej prasy wykracza poza wyobraźnię. Żaden francuski dziennikarz nie podjął wysiłku, by prowadzić własne śledztwo. Nie otwarto żadnego debatu. Francuska prasa nie chce otworzyć tego debatu z powodu konsekwencji, które by to wywołało. Jest zbyt wiele elementów, które pokazują, że śledztwo musi zostać otwarte. Zaczynam coraz bardziej rozumieć, że francuski dziennikarstwo jest takie, że dopiero teraz zaczynamy pojmować jego niewydolność. Wystarczy włączyć telewizor lub przeczytać artykuł Augereau niedawno opublikowany w Le Monde, który chwali projekt Mégajoule. To dziennikarstwo o plotkach i nowościach pobranych z telegrafu lub krótkich informacji dostarczanych władzy, wszystkim władzom. To dziennikarstwo, gdzie "czasem można się rozładować", wspominając przypadki, ale nie idąc zbyt daleko. Sprawy, które zawsze kończą się niepowodzeniem lub po kilku miesiącach więzienia z płatnymi grzywnami (wiele Francuzów powiedziałoby: "za taką cenę, mogę spędzić trzy miesiące w więzieniu, nawet sześć lub całą rok").

Meyssan mówi: "Nie można zmusić osła, który nie ma pragnienia, do picia. Stojymy przed murami". Zgadzam się z nim, mówiąc, że ta reakcja obojętności ma również swoje źródło w strachu. Strach przed destabilizacją, konsekwencjami, chaosem. Wyobraź sobie, że 11 września to "straszna oszustwo" – to jakby dziś przywołać katolików do rozważenia, że papież może być częścią mafii, został przez nią ustanowiony i sam rozkazał kilka zabójstw. To "stan racjonalny państwa na skalę globalną lub globalizacja stanu racjonalnego państwa".


9 października 2003: Inny francuski serwis pokazujący nowe zdjęcia z komentarzami, stworzony przez Jean-Pierre Desmoulins:

http://perso.wanadoo.fr/jpdesm/pentagon/francais.html

Znalazłem kilka zdjęć, które otrzymałem osiem miesięcy temu i które mają pokazywać elementy "samolotu", które przedostały się do wnętrza Pentagonu. Ale nie wiadomo, kto je zrobił ani jak.

To ma być nogi podwozia.

Koło

Jeszcze bardziej dziwne jest opona, która miała zostać wyrzucona z budynku (przypomnijmy, że jeśli to był samolot, który uderzył w Pentagon, to podwozie było złożone). Wygląda rzeczywiście jak opona samolotu. Gdzie znajduje się przedmiot? Tajemnica.

Ale jak wyobrazić sobie, że ta opona jest praktycznie nienaruszona (wśród odłamków przypominających konfetti), podczas gdy ciała pasażerów zostały... zniszczone? Co stało się z siedzeniami, ze wszystkim, co tworzy samolot? Z jednej strony złożona struktura samolotu została przekształcona w... konfetti, a z drugiej, tu i tam, przedmioty prawie nienaruszone.

Następne zdjęcie jest jeszcze bardziej podejrzane:

Pół opony (strzałka), która miała być w budynku, wśród "konfetti"

Zwróć uwagę na te "wyrównane" odłamki. Za nimi, wydają się nienaruszone słupy. Co to oznacza? Albo są to elementy kadłuba, a wtedy gdzie są ciała? Albo to ślady szaleńczej podróży silnika, a dlaczego wziął ze sobą oponę? Jak to możliwe, że wszystkie te elementy nie zostały opisane w dostępnym raporcie, a dziennikarze nie zostali pod nadzorem policji, by mogli filmować to miejsce z każdej strony? Jeśli chodzi o prawdziwy atak, prawdziwe uderzenie Boeinga 757 w Pentagon, co władze miały się bać?

Sugestiałem Meyssanowi, by uruchomił międzynarodową petycję przez Internet, po prostu żądając otwarcia śledztwa w sprawie wydarzeń 11 września. Jeśli