Śpiew Łabędzia
1 stycznia 2008 -
Strona
przywrócona (i wyczyszczona) 13 sierpnia 2009
Kiedy w 2005 roku CNES ogłosił powstanie „nowego służby”, GEIPAN (Grupa Badawczo-Informatyczna na rzecz Nieokreślonych Zjawisk Aerokosmicznych), chciałem dowiedzieć się więcej. Udzieliłem telefonu Yvesowi Sillardowi, byłemu przewodniczącemu CNES. Albo raczej, ponieważ nie miał już biura w CNES, to on sam zadzwonił do mnie po tym, jak przesłałem mu list. Rozmowa trwała prawie godzinę. W ciągu tego wywiadu dowiedziałem się więcej niż przez trzydzieści lat spekulacji. Sillard powiedział mi:
– To ja w 1977 roku stworzyłem GEPAN i tylko ja, kiedy byłem przewodniczącym CNES.
Myślę, że mówi prawdę. Jaka była jego motywacja? On sam to wie. Może był świadkiem OZN. Stworzywszy GEPAN jednym zamachem pióra, powierzył Hubertowi Curienowi, który wówczas był dyrektorem CNES, zadanie „rozwiązania szczegółów”. Curien wykonał to zadanie, stosując pewien standardowy i logiczny protokół.
– No więc, OZN to kwestia różnych dziedzin. W CNES jest jeden człowiek, który bardzo chce prowadzić coś takiego, to inżynier Claude Poher (wówczas szef działu „rakiety-sondy”). Postawmy go tam. Poher, inżynier domowy, nie jest wielkim geniuszem. Zróbmy go pod kontrolą rady złożonej z naukowców „wysokiej klasy”. No więc… potrzebujemy „specjalistę kosmosu”. Weźmy Rolanda Omnès, rektora uczelni w Orsay, specjalistę w kosmologii. Gilbert Payan powiedział mi, że J.P. Petit zrobił coś w dziedzinie MHD. To fizyka plazmy. W CNRS jest człowiek, który ma autorystwo w tym zakresie, to politechnik René Pellat (zmarły). Liczmy go do tej grupy. I potem potrzebuję... meteorologa. Christian Perrin de Brichambaud, politechnik (zmarły), był urzędnikiem państwowym w Meteorologii Narodowej. Dobrze, to trzech. Potrzebuję astronoma. Guy Monnet (politechnik), dyrektor obserwatorium w Lyonie (wówczas) – nieźle. Potrzebuję żołnierza gwardii. Komendant Cochereau będzie pasował. I psychiatrę: Faure. Dodam Gruau, sekretarza generalnego CNES, by to wszystko prowadzić i „zadbaj o prawidłowe funkcjonowanie tej służby”. To daje siedmiu ludzi – dobre liczby.
Następnie Curien pozwolił działalności „żyć swoim życiem”. Zmarł rok temu, jeśli się nie mylę, nigdy nie zainteresował się sprawą OZN. Przykładem jego słów, gdy był pytany w momencie powstania GEIPAN:
– Ale… dziś duża fala zainteresowania OZN już się skończyła, prawda?
(Ma całkowitą rację w tym punkcie.)
Tłumaczenie: dla Curiena zjawisko OZN to zjawisko społeczne na poziomie równym poszukiwaniu potwora z morza, yeti lub spontanicznemu spalaniu ludzi. Gdyby trzeba było stworzyć taką grupę, włączyłby do rady historyka, oceanografa, zoologa i psychiatrę.
Wystarczyło, że wspomniałem o tej żałosnej francuskiej historii OZN w moich książkach, by nie powtarzać tego wszystkiego szczegółowo. W każdym razie to zjawisko społeczne, którego nasza społeczność całkowicie kontroluje, w swoim stylu. Tak bardzo, że dziś OZN „całkowicie się wtopił w tło”. Temat jest całkowicie folklorystyczny. Każda stacja telewizyjna ma krótką dźwiękową piosenkę przypominającą trzepotanie kryształowego dzwonka, którą wkłada do obrazu za każdym razem, gdy temat jest ponownie otwarty. Przypomnijcie sobie emisję u Stéphane Berna (przy okazji znacznie cenzurowana w montażu):

Dyskurs stał się standardowy. Od trzech dekad i od 1977 roku słychać tę samą melodię, recytowaną przez „poprawnych politycznie” dziennikarzy:
– Francja to jedyny kraj, który posiada specjalistyczną służbę zbierającą informacje związane z zjawiskiem OZN.
Wszystko jest przygotowane, by to trwało kolejne trzydzieści lat. Trzydzieści lat przekazano policji gendarmerii zadanie prowadzenia śledztw na miejscu. Zatem sporządzili protokoły gendarmerii stosując zasady swojej zawodowej praktyki. Jak mi powiedział Patenet, który zajmował się publikacją tego, co otrzymał po zdjęciu Vélasco:
– Nie warto oczekiwać nieba. Te protokoły są w każdym aspekcie podobne do tych, które możesz przeczytać na temat wypadku drogowego.
Zatem co do „zbierania danych”: bilans ściśle zerowy, przez trzydzieści lat, z wyjątkiem jednego przypadku: analizy biologiczne przeprowadzone przez Michela Bouniasa, badacza naukowego w Instytucie Badawczym w Agronomii w Avignon, w 1981 roku po lądowaniu OZN w Trans-en-Provence.
W trzydzieści lat działalności nie ma nic więcej.
Ale Yves Sillard pisze w książce, którą nadzorował: „CNES mógł wyodrębnić rygorystyczną metodologię naukową”.
Jeśli to naprawdę wierzy, to dobrze dla niego. Ale wiedzcie, że GEIPAN zaczyna od tej samej strategii. Jak podano w tym zbiorowym opracowaniu, w którym uczestniczył Patenet: „raporty gendarmerii stanowią surowy materiał, na którym pracuje GEIPAN”. Innymi słowy, członkowie GEIPAN (obecnie ograniczony do jednej osoby – informatyka – i współpracowników zewnętrznych, którzy mają za zadanie ekspertyzować raporty gendarmerii) będą nadal zadawać sobie pytania takie jak:
– Gdzie była Wenus tego dnia? Czy świadkowi są przeciwwskazania psychiatryczne? Czy była zapowiedziana atmosferyczna reentry? Myślisz, że to zdjęcie może być fałszerstwem? Co mówią astronomowie? A co z deszczem meteorytów? I tak dalej...
Dodane 13 sierpnia 2009 roku: między grudniem 2008, wyjściem na emeryturę Pateneta, a sierpniem 2009 nie stało się nic w GEIPAN, jak informowali współpracownicy zewnętrzni. Aktywność... zerowa.
To nie da niczego. Nic więcej niż to, co wynikło po „trzydziestu latach rygorystycznej naukowej analizy”. Tragedia polega na tym, że gdy Sillard pisze, że to stanowi podejście naukowe oznaczone rygorystycznością, naprawdę w to wierzy. Tak samo Patenet.
Po rozmowie z Sillardem na początku 2005 roku skontaktowałem się z Patenetem w Toulouse. Wówczas przygotowywał ciężką publikację archiwów GEPAN-SEPRE (całkowicie bezwartościowych). W pewnym momencie powiedział mi:
– Nasza praca nie polega na badaniach naukowych. My zbieramy dane. Potem to będą naukowcy, którzy odpowiedzą.
Zamknąłem się wtedy i chciałem mu powiedzieć:
– Ale, cholera, ty głupcze, mamy tu jednego naukowca najwyższego poziomu, który „odpowiedział”, który zrobił mnóstwo prac na ten temat, opublikował artykuły w czasopismach naukowych – trzymasz go za rękę. A co robisz?
Zadowolił się odpowiedzią:
– Potrzebowalibyśmy rady naukowej...
Nie jestem pewien, czy inżynier jak Patenet wie dokładnie, co to znaczy „naukowiec”. Aby podejść do sprawy OZN z wagą, potrzebne są:
– Ludzie posiadający najnowsze wiedzę naukową we wszystkich dziedzinach, którzy są ponadto motywowani i... talentowani.
Nie wystarczy być obłożonym dyplomami, uzbrojonym w wiedzę, by móc odpowiedzieć na coś całkowicie egzotycznego, dezorientującego. Poza tym zjawisko nie jest „reprodukowane”. Pamiętam zdanie Jean-Jacques Vélasco, kilka lat temu, na panelu telewizyjnym, gdzie był też ja (moja analiza jego książki „Troubles dans le Ciel”):
– Tu jesteśmy wśród naukowców...
Przypomnę w tym miejscu niezbyt jasną historię. Ale ludzie muszą pamiętać, by to zostało zapisane gdzieś. 5 listopada 1990 roku tysiące świadków w Francji obserwowały światła na niebie od południowo-zachodu do północno-zachodu. NASA wyjaśniła, że chodziło o powrót etapu rakiety rosyjskiej. Podała przy okazji trzy punkty przelotu, które pozwalają dokładnie określić tor, jeśli użyje się oprogramowania do obliczania orbity. Jean-Jacques Vélasco, wówczas odpowiedzialny za to, co przyjęło nazwę SEPRA (Służba Ekspertyzy Zjawisk Powrotu Atmosferycznego, służba zastępująca GEPAN), został skonsultowany przez prasę. Podał tor lotu, który zdumiał tysiące świadków. Otóż ci, którzy byli na trasie wskazanej przez Vélasco, powinni zobaczyć OZN bezpośrednio nad głową, a widzieli je pod kątem 45°? I odwrotnie.
Dziesięć lat później, używając darmowego oprogramowania do obliczania orbity, nieznany ufolog z Marsylii, Robert Alessandri, pokazał, że Vélasco popełnił błąd 200 km, prawdopodobnie dlatego, że użył... mapy świata i sznurka. Tytułował artykuł w mało znanej czasopiśmie ufologicznym, rozprowadzanym w 200 egzemplarzach: „kiedy CNES zatrudnia fałszerzy”. Vélasco (na własną rękę) zażądał od niego sądu za oszczerczość, wygrał. 2000 euro w pierwszej instancji, 5000 w apelacji.
Oprócz mnie i niego było kilku ufologów i „esejystów” lub obywateli „nauk humanistycznych”. Z perspektywy czasu myślę, że Vélasco, który jak Claude Poher jest „inżynierem domowym”, wychodząc z rzeszy, zawsze uważał się za „naukowca”. To samo dotyczy Pohera, pierwszego odpowiedzialnego za Gepan, który został wycofany z funkcji w 1978 roku; przez trzydzieści lat przebywał w tym, co w tej dziedzinie nazywa się „złotym szafą”. Oddalony od burz nauki współczesnej, powoli rozwijał swoją teorię uniwersonów, pierwotnie wymyślonej przez Szwajcara i od dawna obalonym (co prawdopodobnie nie wie).
Aby dowiedzieć się więcej o tej genialnej teorii.
Claude Poher, odkrywca uniwersonu, podstawowego składnika wszechświata.
Jego biografia precyzuje, że był bliskim krewnym Alain Pohera, przewodniczącego Senatu.
W tym miejscu należy dodać, że te 25 lat pracy nie zostały opublikowane w żadnym czasopiśmie naukowym. Poher ograniczył się do zapisania swoich postępów w „wewnętrznych notatkach CNES”. Ponieważ uniwersony są „bardzo małymi obiektami”, udało mu się nawet przekonać, że robi „fizykę kwantową”. Po prostu tragiczne.
Niedawno Poher umieścił na stronie internetowej filmy, w których prezentuje wyniki eksperymentów. Przykładając kawałek ceramiki wielkości cukierka do wyładowania 6000 woltów, powoduje „emisję strumienia uniwersonów”, co manifestuje się silnym impulsy, który przekazuje młotkowi „przyspieszenie 1400 g”. Więcej nie będzie. Ta metoda obecnie podlega zgłoszeniu patentowemu na arenie międzynarodowej („universony to energia przyszłości”, jak podkreśla tytuł jego książki). W rzeczywistości Poher w późnym wieku odkrywa zalety piezoelektryczności. Gdy uderzasz w kryształ piezoelektryczny, pojawia się duża napięcie, które może spowodować iskrę. To właśnie działa Twoje... zapałka gazowa. Z kolei gdy poddajesz kryształ piezoelektryczny wyładowaniu, jego geometria zmienia się nagle. Kryształ piezoelektryczny pod działaniem wyładowania 6000 woltów może bardzo dobrze odbić monetę w powietrze. Oto „nauka i OZN”. Wszelkie rodzaje mitomanii. Ta teoria uniwersonów została po raz pierwszy przedstawiona w 1748 roku przez Szwajcara, Georga Louisa Le Sage’a (i od dawna obalona). Ale Poher, który mógłby uznać Piriej za człowieka, prawdopodobnie tego nie wie.
Georges Louis Le Sage
(1748)
http://en.wikipedia.org/wiki/Le_Sage%27s_theory_of_gravitation
Dwaj jedyni ludzie w Francji, którzy przyczynili się do tematu OZN w sposób naukowo autentyczny, to Michel Bounias i ja. Bounias zmarł. Mam siedemdziesiąt dwa lata. Jedyną rzeczą, którą mi ten interes przyniósł, to... wypadek przy pracy. Emerytura, którą CNRS miał mi płacić, jest tak niska (80 euro na kwartał), że w końcu zrezygnowałem z tej płaty, odmawiając podpisać w 2005 roku „świadectwo o nieśmiertelności” jako emeryt. To jest tak smutne, że postanowiłem przechować tę historię w swoim pliku „fikcja”, ale to nie jest fikcja. Od tego roku noszę laskę-zasiadkę. W końcu przyjąłem, że nie mogę już bez niej żyć.
Jeśli teraz zniknę, nie będzie niczego poza mitomaniami Clauda Pohera i gestykulacjami gendarmerii i mediów Pateneta.
Kiedy rozmawiałem z Sillardem przez telefon, powiedziałem mu, że po opublikowaniu wyników swoich analiz związanych z przypadkiem w Trans-en-Provence, Bounias został celem nieustannego prześladowania (takiego jak obecnie spotyka się biolog Vélot, ujawniający zagrożenia GMO), które kosztowało go pracowników, środków badawczych i laboratorium. Bounias był pionierem w dziedzinie toksykologii pszczół, jednym z pierwszych, którzy chcieli zwrócić uwagę na zagrożenia, jakie dla tych niezastąpionych zapylaczy stanowią pestycydy. To prześladowanie rzuciło go samego w biurko uczelni w Avignon, bez żadnych środków badawczych. Myślę, że to stan nie był obcy jego wcześniejszej śmierci z powodu raka.
– Nie wiedziałem... jestem bardzo przejęty – odpowiedział Sillard.
Wierzę, że mówi prawdę. Takie osoby są... stratosferyczne, prowadzą karierę na wysokich wysokościach, całkowicie ignorując, co dzieje się dziesięć tysięcy metrów niżej, w „dolnych warstwach”. Ale to, co jest niezwykłe, i tu odnoszę się do naszej rozmowy telefonicznej z 2005 roku, to sposób widzenia problemów i kompetencji przez taką osobę. Gdy wspominał „środowisko naukowe Pateneta”, w tamtym czasie powiedział:
– W tej chwili Patenet jest bardzo zajęty porządkowaniem archiwów SEPRE. Zajmie go to do połowy 2006 roku, minimum. Ale potem może być dobrze, gdybyś był „usłyszany” na temat MHD.
Usłyszany, ale przez kogo, o Boże? Ta dziedzina zmarła i pochowana w Francji od trzydziestu lat. Jestem jedynym specjalistą!
Następnie Sillard podkreślił trudności, które napotykał w CNES, gdzie zawsze istniały bardzo ostre sprzeciwienia wobec tej systematycznej metody badania zjawiska OZN.
– Rozumiesz, idę po jajkach. Na początku...
Trudno się rozwijać z świeżym jajkiem przyklejonym pod każdym stopy. A używanie wyrażenia „na początku” po trzech dekadach bezczynności to surrealistyczne.
Powiem wam, co to jest:
– Naukowcy, którzy udają zainteresowanie zjawiskiem OZN, to zazwyczaj ludzie bez talentu, bez wyobraźni, którzy mogą szukać tam rodzaju dreszczyku marginalności, poszukują oryginalności, której im brakuje. Ale nie produkują niczego, tylko „opinie ekspertów”, często słabe. Czasem całkowicie wpadają w mitomanie. Zobacz wyżej. Natomiast naukowcy posiadający wysokie kwalifikacje, wyobraźnię i rzeczywisty talent, odczuwają silną odrazę, świadomą lub nieświadomą, wobec tego tematu. Podstawą tej postawy jest psychosocjologiczno-immunologiczna. Uznanie potencjalnej rzeczywistości wizyt extraterrestrowych byłoby dla tych ludzi zbyt szkodliwym zrównoważeniem ich osobowości opartej na tym, co uważają za wiedzę.
Nauka nie działa
jak religia,
to
jest religia.
Czytelnik Patrice Bue cytował „cztery jedynopanstwowe religie”:
– Religia katolicka
– Religia protestancka
– Religia muzułmańska
– Religia świecko-naukowa
Te cztery struktury myślenia są solidnie zbudowane przez potężne mechanizmy homeostatyczne. W pełni bezcelowe, jak wydaje się, że Patenet „naukowcy odpowiedzą”, chyba że w niektórych krajach, takich jak Stany Zjednoczone, gdzie od bardzo dawna były konkretne dowody na rzeczywistość wizyt extraterrestrowych i naukowcy zostali zatrudnieni przez wojsko i polityków, nie czekając „żeby ten temat dał się im interesować”.
W 2006 roku spróbowałem ostatniego „barodu honoru”. Razem z moim wiernym przyjacielem Gilles d'Agostini założyliśmy stowarzyszenie zgodne z ustawą z 1901 roku – „UFO-science”. Potrzebowaliśmy lokalu. W związku z tym zwróciłem się przez swój portal, żądając, by był on położony w Paryżu wewnątrz murów. Tak naprawdę to właśnie w stolicy mieszkają najaktywniejsze członkowie stowarzyszenia. Wynik okazał się bardzo rozczarowujący. Prosiłem nie tylko o lokal, nawet mały, ale o możliwość wykorzystania sali, czasem, do organizowania darmowych, otwartych dla wszystkich konferencji informacyjnych. Szukaliśmy również kontaktów z uczelni technicznych, by uzyskać wsparcie i pomoc w przekazaniu sprzętu, ułatwienia obróbki. Z pieniędzy, które mieliśmy w GESTO, od razu kupiliśmy pompę próżniową Edwards, za 1300 euro, by mogła służyć jako punkt wyjścia do eksperymentów o niskiej gęstości, podobnych do tych, które robiliśmy, ja i Viton, już... trzydzieści dwa lata temu.
Odbiór był praktycznie zerowy. Wtedy wywołałem spotkanie 8 grudnia 2007 roku w sali, którą wynajęliśmy w Paryżu. Obecni: około trzydziestu członków. Muszę szczero przyznać, że w tamten dzień miałem ochotę wszystko porzucić.
Zróbmy przerwę: bardzo ważne osiągnięcie Amerykanów w laboratoriach Sandia, Nowy Meksyk, 2005–2006: za pomocą maszyny Z, która jest kompresorem MHD, udało się osiągnąć fantastyczną temperaturę 3,7 miliarda stopni.

Maszyna Z Sandia
Ta amerykańska maszyna może dostarczyć prąd 17 milionów amperów przez impulsy „skompresowane” o czasie trwania 100 nanosekund. Nie posiadamy takiego urządzenia w Europie. Sphinx z Gramat (badania wojskowe) dostarcza tylko 4 miliony amperów w 800 nanosekund – czas rozładowania zbyt długi, krytyczny. W ostatnim czasie Sandia ukończono modyfikację maszyny Z (ZR lub Z refurbished), podnosząc intensywność do 28 milionów amperów, przy tym samym czasie rozładowania 100 nanosekund.

Maszyna drugiej generacji „ZR”. 28 milionów amperów w 100 nanosekund
Inny widok ZR w trakcie ukończenia:
ZR (laboratoria Sandia) w trakcie ukończenia (koniec 2007)
Żaden medialny organ naukowy, ani żaden medialny organ ogólny nie odniósł się do tego bardzo ważnego wydarzenia z punktu widzenia nauki. Już teraz Amerykanie rozważają przejście do instalacji trzeciej generacji o średnicy sto metrów.
68 milionów amperów w 95 nanosekund. Moc 1000 terawatów.
PDF odnoszący się do tego projektu
Na końcu podsumowania PDF zauważysz zdanie:
Conceptually straightforward upgrades to these designs would deliver even higher pinch currents and faster implosions
co oznacza:
Zwiększając moc takich urządzeń i postępując według tej samej linii kierunkowej, można uzyskać wyładowania zarówno krótsze, jak i o większej intensywności.
Innymi słowy, maszyny Z są
ekstrapolowalne.
Jaki jest cel? Po prostu
fuzja przez kompresję MHD.
Dodane 13 sierpnia 2009 roku:
W 2009 roku Rosjanie osiągnęli sukces w fuzji z wykorzystaniem kompresora DEMG, wybuchowego chemicznego. Uzyskano „przecięcie” – energia fuzji (czysta) była większa niż energia wybuchu.
To jest
całkowicie nowa droga,
pociąg, który Francuzi ponownie przegapili, skupiając uwagę na tych „katedrach dla inżynierów”, jak ITER i MEGAJOULE, które nie doprowadzą do oczekiwanych wyników (ale nasze media naukowe i media ogólne są pod kontrolą). Nawet ci, którzy uczestniczą w tych projektach, tego nie ukrywają.
Poza aspektem energetycznym, w czasie, gdy studenci nie bardzo się spieszą do pisania rozpraw z fizyki, to jest
absolutnie nowa dziedzina badań:
plazma nadgęsta w stanie odwróconego nierównowagi. Lampka neonowa to plazma poza równowagą, gdzie temperatura elektronów jest sto razy wyższa niż temperatura gazu, jąder (środowisko jest jonizowane). Gdy maszyna Z dokonuje kompresji,
temperatura jonów jest sto razy wyższa niż temperatura elektronów.
Pomiar pokazał, że energia wydzielona przez nadgęsty kabel plazmy przekracza kilkakrotnie energię padającą na atomy, które zostały zepchnięte jeden do drugiego siłami Laplace’a.
To nadal jest zjawisko nieobjaśnione.
Po chwili maksymalnej kompresji kabel plazmy o średnicy półtora milimetra zaczyna się rozszerzać. Logicznie temperatura (mierzona precyzyjnie efektem Dopplera) powinna spaść. Błąd – nadal rośnie! Mogłem się przekonać, po godzinnej rozmowie z twórcą „francuskiej maszyny Z”, że ten nie znał tych szczegółów lub nie zwracał na nie uwagi, ograniczając się do powtarzania jak dobrze wyczesany papuga: „wszystko to jest świetnie kontrolowane”. Inżynier wypchany w szkole, gdzie uczniom od samego początku mówi się, że są elitem narodu i ich rolą jest kierowanie wszystkimi losami.
Systemy takie jak maszyna Z, ZR i jej następca mogą wydawać się potężne. Ale maszyna Z kosztuje tylko 50 milionów euro, co stanowi dwadzieścia setnych kosztu instalacji jak ITER. To jest w zasięgu kraju takiego jak Francja i dziesięć razy w zasięgu grupy krajów europejskich, które postanowiłyby się połączyć wokół takiego projektu. Aby to osiągnąć, trzeba połączyć:
– pieniądze Europejczyków – doświadczenie Rosjan (niepodważalni mistrzowie w dziedzinie MHD na arenie międzynarodowej od prac początkowych Andrzeja Sakharowa)
Temperatury osiągane przez maszyny Z nie mają nic wspólnego z „klasycznymi” temperaturami fuzji.
– 20 milionów stopni w jądrze Słońca
– 100 milionów stopni w tokamaku
– 500 milionów stopni w jądrze bomby wodorowej
– ponad trzy i pół miliarda stopni w 2005 roku w maszynie Z. Temperatura osiągnięta będzie jeszcze wyższa w ZR.
Dlaczego wzrost temperatury jest tak ważny? Ponieważ otwiera drzwi do niezanieczyszczonych reakcji fuzji, które nie emitują neutronów, jak:
Bore 11 + Wodór 1 daje trzy Hel 4 D
Reakcje wtórne tworzą ograniczoną liczbę neutronów, ale nie reakcja podstawowa. Schemat działania to:
– Kompresja
– Fuzja
– Rozszerzenie i wydobycie energii w formie prądu elektrycznego (indukowanego), czyli przez bezpośrednią konwersję.
– Przechowywanie części tej energii do zasilania kolejnego cyklu
To „dwusuw fuzji”, które opisałem w „Nauka i Życie” w artykule, który według mnie był w 1975 roku.
Zatrzymajmy się tutaj na tej „ciężkiej MHD”. Co to znaczy? Że MHD to droga badań
niesamowicie ważna.
Amerykanie to doskonale zrozumieli po nieoczekiwanym przełomie w 2005 roku (udanej kompresji MHD w osi). Francuzi... nic nie rozumieją. Tylko francuscy wojskowi się tym przejmują, obawiają się z powodu tej impulsowej fuzji bez fuzji, która może doprowadzić do „czystych bomb wodorowych”. Technologia „potencjalnie rozwijająca się”, mówią. Jest całkowicie prawdziwe, że te broni śmiertelne są na końcu drogi. W 2003 roku Mathias Bavay ukończył dobrą rozprawę. Po zakończeniu pracy w Gramat poprosił personel z Gramat, jak mógłby kontynuować badania nad tymi kompresjami MHD.
– Żaden problem – odpowiedzieli inżynierowie wojskowi – jeśli znajdziesz... finansowanie.
Bavay postanowił więc zaakceptować propozycję Yonas: przyjechać do Albuquerque, na maszynę Z. Ale w Sandia szybko wyklarowały się perspektywy zastosowań związanych z obroną. W 2006 roku Yonas powiedział Bavayowi:
– Nie masz interesu zostać w laboratorium. Przepraszam, ale aspekty zastosowań wojskowych sprawiają, że jeśli zostaniesz, nie będziesz miał dostępu do „Świętego Świętych”, do centrum eksperymentu.
Bavay wrócił do Europy i pracuje w Szwajcarii, gdzie wykonuje symulacje lawin. Co najmniej jest na świeżym powietrzu....
Powrót na górę tej strony „Śpiew Łabędzia”
Nowości
Przewodnik (Indeks)
Strona główna