Kongres COSMO17, Paryż, sierpień 2017, raport
2 września 2017

#_ftnref1****
George Smoot, laureat Nagrody Nobla 2006
wykład Françoise Combes na temat olbrzymich czarnych dziur
video, na której widać ją budującą lekki samolotAndrew Strominger
**
Wróciłem z kongresu COSMO 17, który odbył się w Paryżu od 28 sierpnia do 1 września 2017 r. na Uniwersytecie Paris Diderot, organizowanego przez laboratorium APC – Astrofizyka i Kosmologia. Wyobrażam sobie, że internauci pytają: „A jakie były reakcje?”.
Przebiegło to jak w Frankfurcie. Mogę nawet powiedzieć: było gorzej.
Najpierw trzeba wyjaśnić internautom, co oznacza uczestnictwo w kongresie poprzez prezentację plakatu. Oznacza to prezentację „na kolana”. Nic wspólnego z wystąpieniami ustnymi w sali, które są jedynymi, podczas których ludzie mogą „odpowiedzieć” lub po prostu chcieć odpowiedzieć.
Było 193 uczestników z 24 krajów, ale wydaje się, że badacze parzyści stanowili znacznie większą część publiczności. Wypełnione sali były tak przepełnione, że ludzie siedzieli na schodach. Później opiszę te wystąpienia bardziej szczegółowo. Ale najpierw trzeba opisać, jak wyglądały dziś międzynarodowe kongresy, przynajmniej w tej dziedzinie. Wykładający prezentują swoje prace, trwające ok. 30–40 minut, ilustrowane obrazami wyświetlonymi na ekranie.
W sali połowa obecnych, a czasem nawet dwie trzecie, mają telefon w kolanach. Co robią? Gdy spojrzymy na ich ekrany, to nie ma nic wspólnego z prezentacją, na którą powinni być zainteresowani. Skoro mamy dostęp do internetu, możemy czytać wiadomości, odbierać i wysyłać e-maile podczas wykładów. Osobiście siedziałem obok młodej Rosjanki pracującej w Niemczech, w Bonn, która przez cały czas miała oczy przyklejone do tekstu napisanego cyrylicą na małej tabletce, nie zwracając najmniejszej uwagi na wykłady. Nie zawahała się powiedzieć mi, że czytała... roman!

W wielu sesjach mogę powiedzieć, że mniej niż połowa obecnych słucha. I było to tak samo w Frankfurcie. Gdy wykład się kończy, przewodniczący bardzo dziękuje wykładowi, a sala zapada się pod gwałtownymi aplauzami. Już wcześniej zauważyłem ten sam fenomen w Frankfurcie. Ale kiedyś, gdy miałem okazję uczestniczyć w kongresie, nigdy tego nie widziałem. Można bardzo dobrze odróżnić „normalne” aplauzy od tych, które obserwowałem. To zbliża się do „standing ovation”. Jakby publiczność chciała się za to usprawiedliwić za brak uwagi lub potwierdzić treść, zazwyczaj całkowicie pustą, szczególnie w przypadku wykładów teoretycznych.
Ale po co takie kongresy? Dla większości uczestników sprowadza się to do możliwości wypowiedzenia udziału w międzynarodowym wydarzeniu w raporcie działalności. Baronowie badań mogą również spotkać się, przedstawić rozwój swoich potężnych środków obserwacyjnych, gdzie nie liczy się różnica nawet dziesięciu milionów dolarów. Tak, obserwacja idzie świetnie. Środki techniczne pozwalają zbierać coraz dokładniejsze dane, dokonywać prawdziwych odkryć, takich jak „Wielki Odrzutowiec” w styczniu 2017 roku.
Brak uwagi podczas wykładów może wydawać się szokujący. Ale w badanej dziedzinie teoretycznej nie ma jednolitości. Specjalista z prawej ręki nic nie rozumie z tego, co mówi specjalista z lewej ręki. Po prostu pijemy się słowami.
Na tym kongresie nie odnalazłem ani Thibauda Damoura, ani Françoise Combes, ani Auréliena Barrau, ani Riazuelo, ani nawet Marc Lachièze-Reya, który jednak należy do laboratorium organizującego kongres – APC (Astropartikule i Kosmologia).
Zliczyłem uczestnictwo, w kolejności malejącej:
Japończycy: 32 (...) Amerykanie: 31 Francuzi: 27 Anglikowie: 27 Korejczycy: 12 Niemcy: 10 Holendrzy: 9 Hiszpanie: 8 Kanadyjczycy: 8 Szwajcarzy: 6 Polacy: 5 Chileńczycy: 4 Meksykanie: 4 Portugalczycy: 2 Estończycy: 2 Brazylijczycy: 2 Finlandię: 2 Włochy: 2 Iranianie: 2 Chińczycy: 1 Indyjczyk: 1 Szwed: 1 Izraelczyk: 1 Zjednoczone Emiraty Arabskie: 1 Łącznie 192 uczestników z 24 krajów! To roczne międzynarodowe wydarzenie w kosmologii.
Na marginesie: brak obecności francuskich dziennikarzy naukowych. Jeśli odbiorą to wydarzenie, będą się opierać na świadectwach drugiej ręki. Zwróciłem się do czterech dziennikarzy z Ciel et Espace, nikt nie przyszedł.
Prezentowałem dwa plakaty w zaplanowanym dniu, wtorek. Ale nie można się spodziewać innych reakcji niż prosta ciekawość co do czegoś tak ogromnego: propozycja zastąpienia równania Einsteina dwoma sprzężonymi równaniami pola. Na drugim plakacie przedstawiłem mój model, który stanowi alternatywę wobec modelu czarnej dziury: gwiazdy neutronowe, które odprowadzają nadmiar masy przesyłane przez gwiazdę towarzyszącą. Temat, na który poświęcę całą wideo.
Pomijam rozmowy z młodymi badaczami kanadyjskimi, japońskimi itd., które wyrażają tylko powierzchowną ciekawość.
Poniedziałek:
Sesja zaczyna się wykładem o ciemnej energii, który wygłosił włoski badacz pracujący w laboratorium astrofizyki CEA-Saclay, Filippo Vernizzi. Możesz łatwo znaleźć jego osiągnięcia w Google Scholar. To archetypowy fizyk teoretyk współczesności. Pola skalarne, kwintesencja, kwantowa grawitacja itd. W swoim wykładzie, skupionym na ciemnej energii, mówi o „przyzwoitych” (ghosts), „masowej grawitacji”, „kwintesencji”, „k-essencji” i „teorii skalarno-tensorycznej”. Odkrywam słowo Symmetron (...). Zakończenie: „coś brakuje w naszym schemacie”. Oczywiście….

Filippo Vernizzi, teoretyk ciemnej energii Departament Astrofizyki CEA-Saclay Podchodzę do niego podczas przerwy kawowej. Patrzy na mnie z wyraźnym niechęcią. Po omówieniu ogólnych kierunków mojej pracy (ale nie słyszy wyraźnie) kontynuuję, cytując rzeczy, które mogą mieć wpływ na jego dziedzinę – mechanikę kwantową:
- Obecnie przyspieszanie Wszechświata oznacza konieczność w fizyce kwantowej uwzględnienia stanów energii ujemnej. Zgadzasz się? Powiedziałeś to podczas swojego wykładu (przed całą publicznością, nie w małej grupie, w mniejszych salach po południu), że to przyspieszenie kosmiczne oznacza ciśnienie ujemne, zatem stany energii ujemnej.
Zawiesza się. Kontynuuję:
Ciśnienie to również gęstość energii na jednostkę objętości.
Nie, protestuje, ciśnienie to siła na jednostkę powierzchni. Nic wspólnego. Nawet przy ujemnym ciśnieniu energia jest dodatnia (? ...) – Przepraszam, ale popełniasz błąd. Jeśli chcesz podejść do tego pytania jako siła na jednostkę powierzchni, po prostu zróbmy to. To temat, który dobrze znam, bo robiłem dużo teorii kinetycznej gazów. Umieśćmy ścianę w tym płynnym środowisku. Będzie ona ulegała uderzeniom cząstek padających. Te cząstki przekażą ścianie część swojej pędu odpowiadającą składowej ich prędkości prostopadłej do ściany. Zgadzasz się?
Tak .....
A ta ilość pędu to mV. Zatem płyn w kontakcie ze ścianą, jeśli ma ujemne ciśnienie, nie odrzuca tej ściany, ale ją przyciąga. Jeśli zaczniemy od ujemnego ciśnienia, oznacza to, że te kolizje są spowodowane cząstkami przekazującymi ujemny pęd, czyli mającymi masę ujemną. Wtedy, skoro E = mc², energia tych cząstek jest również ujemna. Zgadzasz się?
Tak ... tak ... nie zniechęcaj się. Dobrze, ta energia jest ujemna, masz rację. Będę to brał pod uwagę (...).
To nie wszystko. Gdy wspominasz problemy niestabilności tych stanów energii ujemnej, myślisz o emisji energii za pomocą fotonów o dodatniej energii. A te cząstki o masie i energii ujemnej emitują fotony o energii ujemnej. A twoja teoria pól kwantowych tego nie obsługuje.
Tak ... tak ... bardzo dobrze..... będę to brał pod uwagę, obiecuję.
Zirytowany od razu odwraca się i odchodzi.
Jasno się zasmiał z mnie, odmawiając jakiegokolwiek dialogu. Nic więcej nie udało mi się wyciągnąć. Oczywiste jest, że ludzie unikają wszelkiego kontaktu.
Wracamy do amfiteatru. Następny wykład: Robert Brandberger (Uniwersytet Mac Gill, Kanada) mówi. Tytuł jego wystąpienia „Aktualizacja modeli zderzających się i emergentnych kosmologii”. To obecne koncepcje. Prezentuje się jako „człowiek strun”. Wszystko się pojawia: modne słowa, „Wszechświat z odbiciem”, „kwantowa grawitacja”, „gaz strun” (...), „temperatura Hagedorna” (to temperatura powyżej której hadrony nie mogą już istnieć. Ustalono ją na 10 30 K. Czytamy nawet, że niektórzy uważają tę temperaturę za „nieprzekraczalną”) Brandberger wspomina inflację jako jedyną teorię umożliwiającą rozwiązanie paradoksu horyzontu („nie ma alternatywy dla teorii inflacji”).
Po jego wykładzie wstaję.
- Jako alternatywę, co myślisz o modelu z zmiennymi stałymi, szczególnie o zmiennej prędkości światła, jako konkurenta teorii inflacji? Publikowałem artykuły na ten temat już w 1988 i 1995 roku i proponuję jednoczesną zmianę wszystkich równań fizyki ....
Brandberger od razu unika pytania i wskazuje młodego kanadyjskiego badacza, który również pracował w tej kierunku.
- Lepiej będzie, jeśli porozmawiasz z tym badaczem, niż ze mną.
Koniec dyskusji. W rzeczywistości Brandberger ma bardzo wyraźne poglądy. Aksjony, gaz strun, kwantowa grawitacja – to poważne rzeczy. Zmienna prędkość światła? Jaka to głupota! Pozwólmy szaleńcom rozmawiać między sobą. Później miałem rozmowę z tym młodym Kanadyjczykiem, który był bardzo sympatyczny i powiedział:
- Spojrzałem na Twój plakat i porozmawiałem o tym z kolegami. Wydaje się interesujące. Ale co do modelu z prędkością światła, wiesz, nie zrobiłem dużo, wiesz. Nic wspólnego z Twoją pracą w tej dziedzinie.
Koniec poranka. Wykład Erica Verlinde’a na temat „Emergent Gravity” (Grawitacja Emergentna). Nie chodzi o empiryczne modyfikacje grawitacji, jak robi to Izraelec Milgrom, ale o bardzo skomplikowaną teorię, w której grawitacja jest właściwością „emergentną”. Cytuję kluczową frazę:
„Używając splątania w podprzestrzeni kodu (...) możemy odtworzyć dziwne zachowanie regionu dualności” (...) „Wykorzystując splątanie w podprzestrzeni kodu możemy odtworzyć dziwne zachowanie obserwowane w regionie dualności”.
Wtorek Wmieszczałem się po drugim wykładzie następnego dnia, przedstawiając różne elementy zgodności między obecnym dominującym modelem – LambdaCDM – a różnymi danymi obserwacyjnymi, takimi jak CMB itd. To Silvia Galli z Instytutu Astrofizyki w Paryżu przeprowadziła ten szczegółowy przegląd.
Unoszę rękę. Przekazują mikrofon:
Jak widzisz zgodność między modelem Lambda-CDM a efektem Great Repeller?
Co? .....
Great Repeller, o którym wspomniano w styczniu 2017 roku w czasopiśmie Nature przez Hoffmanna, Courtois, Tully’ego i Pomarède’a, gdzie pokazano, że w odległości 600 milionów lat świetlnych znajduje się obszar całkowicie pusty, który odpycha galaktyki, w tym naszą, z prędkością 631 km/s.
Nie wydaje się to jej znane. Rozszerza oczy.
Wtedy inni w sali potwierdzają moje słowa. Występuje dłuższa chwila niepokoju, gdy badaczka z IAP mówi:
- Nie jestem na bieżąco" ....

Nie myślałem, że taką niepewność wywołam tym pytaniem. Przechodzimy dalej.
Podczas kolejnego wykładu Daniela Harlowa z MIT, dotyczący czarnych dziur, informacji kwantowej i „zasady holograficznej”, próbuję przesunąć uwagę:
- Chciałbym zwrócić uwagę, że teoria czarnej dziury opiera się na publikacji Karla Schwarzschilda z 1916 roku. Ale kto wie, że Schwarzschild w tym pierwszym kwartale 1916 roku, tuż przed śmiercią, która miała miejsce w maju, wydał nie jeden, ale dwa artykuły?
Niezrozumienie w sali.
Kontynuuję:
- Zawartość tego artykułu, który został przetłumaczony dopiero w 1999 roku, jest bardzo ważna. Kto wie, że ten drugi artykuł istnieje?
Milczenie ...
- A więc, ktorzy specjaliści od czarnych dziur, obecni tutaj, przeczytali jego pierwszy artykuł z stycznia 1916 roku?
Milczenie.
To potwierdza to, co myślałem. Żaden z specjalistów od czarnych dziur nie przeczytał artykułów Schwarzschilda, Einsteina i Hilberta. Od lat pięćdziesiątych działali wyłącznie opierając się na komentarzach komentarzy.
Nie naciskam dalej.
Środa:
Następnego dnia Hendrick Hildebrandt z laboratorium Alfa, Emmy Noether, Niemcy, prezentuje techniki wykorzystania „słabego soczewkowania” efektu słabej soczewki grawitacyjnej, który deformuje obrazy galaktyk. Wszystko kręci się wokół wiarygodności wniosków wyciągniętych z tej analizy, biorąc pod uwagę „biasy” (Nie ma polskiego słowa na to słowo, które należy rozumieć jako „błąd wynikający z założenia użytego do przetwarzania danych”. Mówimy o „sampling bias”, czyli błędzie próbkowania).
Zatem jego zainteresowanie dotyczy wiarygodności tych analiz.
Wstaję:
- W tym typie przetwarzania danych obserwacyjnych istnieje podstawowe założenie, że ten efekt wynika z masy ciemnej o dodatniej masie. Kilka lat temu grupa Japończyków opublikowała artykuł w Physical Review D, wspominając, że jeśli dodatnia masa powoduje odkształcenie azymutalne, to masa ujemna stworzy odkształcenie radialne:
Koki Izumi, Chizaki Hagiwara, Koki Nakajima, Takao Kitamura i Hideki Asada: Gravitational lensing shear by an exotic lens with negative convergence or negative mass. Physical Review D 88, 024049 (2013) Czy pomyślałeś o analizie swoich danych dotyczących miliona galaktyk, przypisując odkształcenia nie dodatniej, ale ujemnej masie? Myślę, że to wymagałoby jedynie niewielkiej zmiany w programie przetwarzania.
Ale to odkształcenie radialne pojawia się, gdy jest puste miejsce w materii ciemnej, która zachowuje się wtedy jak dodatnia masa.
Tak, ale mówię o prawdziwej koncentracji masy ujemnej, podobnej do tej, która, według mnie, tworzy efekt Great Repeller.
Jasno widać, że moja uwaga go zaskoczyła. Nie rozumie pełni mojej uwagi i pewnie się zastanawia: „Kto to jest ten facet? Gdzie pracuje? Nie znam go...” Nie naciskam dalej.
Trudno jest tak natarczywie przeszkadzać ludziom. Po wykładzie wszedł w intensywną rozmowę z innymi kolegami, prawdopodobnie zaangażowanymi w podobne badania. Ja jestem... całkowicie egzotyczny w tej grze. Masy ujemne? Jaka to głupota! ....
W kolejnym wykładzie badaczka z lokalnego laboratorium APC (Astrofizyka Cząstek i Kosmologia), Uniwersytet Paris-Diderot, Chira Caprini, wspomina wyniki symulacji numerycznych, przez które „nadziejmy się na więcej wiedzy o fizyce materii ciemnej”.
Dodaje:
- Co do galaktyk, to są obiekty nadal bardzo tajemnicze.
Myślę o pracach, które rozpocząłem w 1972 roku i które aktualnie kończę, na temat dynamiki galaktyk, oparte na jednoczesnym rozwiązaniu równania Vlasova i równania Poissona.
Przedstawia szczegółowy wykład.
Ponownie podnoszę rękę – Od poniedziałku ludzie w sali dobrze rozumieli, że nie wierzę w istnienie masy ciemnej o dodatniej masie, której nikt nie obserwuje, ani w tunelach, ani w kopalniach, ani na stacji kosmicznej, ani w LHC. Osobiście uważam, że nigdy nie wykryjemy tych cząstek kosmicznych, ponieważ te niewidzialne elementy nie są tam, gdzie ich szukacie. Uważam, że masa ujemna, niewidzialna, znajduje się w centrum dużych pustek kosmicznych i między galaktykami, zapewniając ich zaciskanie i natychmiastowo wspomagając ich formowanie po fazie promieniowania. To właśnie ta otaczająca masa ujemna tworzy ich spiralną strukturę dzięki tarcie dynamicznemu. Uważam, że jeśli w swoich symulacjach wprowadzilibyście inne dane z dużą gęstością masy ujemnej, samodzielnie przyciągającej się, ale sprzężonej z masą dodatnią przez wzajemne odpychanie, znaleźlibyście mnóstwo bardzo interesujących rzeczy. Struktura wielkoskalowa, pustka, podobna do tej, którą opisał Izraelec Tsvi Piràn, w formie łączących się pęcherzyków mydlanych.
Słowa, które wywołują zdumienie, ogólny milczenie. Ogólna reakcja musi być: „Co za głupiec z tymi masami ujemnymi!”. Prezentatorka jest zakłopotana, nie wie, dokąd się odwrócić, co powiedzieć. Przypomina mi to interwencję podczas nabożeństwa religijnego. Wyobraźcie sobie, że w zachodniej Europie, w kościele, wstajecie i nagle mówicie:
- Kto mówi, że to, na czym opieracie swoje przekonania, odpowiada rzeczywistości, że te fakty, o których mówicie, naprawdę się wydarzyły?
Zdumienie byłoby porównywalne. Nie jesteśmy w kongresie naukowym, ale jeśli chodzi o czysto teoretyczne części, to w szeregu nabożeństw, wystawiania wiary bez żadnego wsparcia obserwacyjnego.
Młoda kobieta kontynuuje i mówi o tym, jak pokazuje się wpływ olbrzymich czarnych dziur na dynamikę galaktyk w symulacjach.
Ponownie podnoszę rękę – Mówicie o olbrzymich czarnych dziurach. Ale jakie dowody macie, że chodzi o czarne dziury?
Eee... opieramy się na bardzo wysokiej prędkości gwiazd w pobliżu centrum galaktyki.
Tak, i to oznacza obecność obiektu o bardzo dużej masie. Ale jeśli umieścisz gaz o średniej gęstości równej gęstości wody w sferze o promieniu orbity Ziemi – co odpowiada średniej gęstości panującej w gwiazdzie jak Słońce – znajdziesz cztery miliony mas słonecznych. A co z tym przypuszczalnym czarnym dziurą? Gdzie jest sygnał spektralny potwierdzający jej obecność? Wiesz bardzo dobrze, że kiedy 17 lat temu umieszczono satelitę Chandra, spodziewano się otrzymać silną falę promieniowania X. I... nic. Wiesz też, że w 2012 roku pakiet gazu międzygwiazdowego przeszedł obok i jego zachowanie zupełnie nie było takie, jakie powinno być, gdyby przeszedł obok czarnej dziury. Obserwacja całkowicie sprzeczna była z prognozami opartymi na symulacjach.
Uwagi, które powinny wywołać dyskusję. Ale nie. Nic. Wydaje się, że nauka umarła. Tylko błyszczące spojrzenia kilku młodych, którzy nagle słyszą inny głos. Dla większości z nich, dla ich szefów, jestem tylko szalonym człowiekiem, który zakłóca spokojne przebieg kongresu.
Myślę, że muszę spróbować skontaktować się z „wielkimi” i podczas przerwy kawowej podchodzę do George’a Smoota, pracującego w laboratorium astrofizyki i kosmologii Uniwersytetu Paris-Diderot.

George Smoot, laureat Nagrody Nobla 2006 Ten człowiek dostał Nagrodę Nobla za pokazanie, że promieniowanie reliktowe odpowiada promieniowaniu ciała czarnego. Staję obok niego, gdy wchodzi po schodach.
Panie Smoot, chciałbym przedstawić moje prace na seminarium.
Będzie trudno, bo wkrótce odjadę do Hongkongu.
Nie ma pilności. Moglibyśmy się umówić.
Przyspiesza krok, zirytowany.
Może już widział pan mój plakat. Stworzyłem model, w którym Wszechświat zawiera zarówno dodatnie, jak i ujemne masy – Gdy te masy są obok siebie, przyciągają się wzajemnie i energia kinetyczna dodatniej masy rośnie nieograniczenie....
To efekt runaway, jak pokazał Bondi w 1957 roku. Ale właśnie w moim modelu ten efekt zniknął. Prawa oddziaływania, wynikające z przybliżenia Newtona stosowanego do dwóch sprzężonych równań pola, sprawiają, że masy ujemne stają się samo-przyciągające się, a masy przeciwnych znaków odpychają się według anty-Newtona.
Smoot nalał kawę, nie zwracając ostentacyjnie najmniejszej uwagi na moje słowa. W żadnym momencie nie spojrzał na mnie, nie odwrócił głowy. Nigdy wcześniej nie widziałem takiej nieuprzejmości. W końcu powiedziałem:
- Traktujesz mnie jak „crackpot” (słowo używane przez anglosaskich do oznaczenia pseudonaukowców, mitomanów, żyjących z wielkich marzeń i bez podstaw). Jestem człowiekiem poważnym. Publikowałem moje prace w czasopismach z recenzją ....
Ale już Smoot odwrócił się plecami i odchodzi. Zaskakujące z jego strony, laureata Nagrody Nobla.
Ale pewnie został szeroko ostrzeżony przeciwko mnie przez swoich francuskich kolegów.

Czwartek Decyduję się odpocząć. W Paryżu bardzo gorąco. 31 stopni na końcu dnia i trudno mi spać. Te „wystąpienia w nieprzyjaznym środowisku” są bardzo wyczerpujące. W każdym razie wykłady tego dnia dotyczą detekcji fal grawitacyjnych, tematu, którego jeszcze nie omówiłem. Jednak wieczorem udaję się do restauracji „le Train Bleu”, na dworcu Lyon, gdzie odbywa się tradycyjny obiad łączący wszystkich uczestników kongresu.
Na marginesie: posiłek za 90 euro, absolutnie skandaliczny. Slużący nalewa kropkę czerwonego wina. Było tak mało, że można by pomyśleć, że to tylko do smaku. Naczynie z serami: żałosne. Płatki grubości 2 mm. Chleb, pół-zimny, wyraźnie zamrożony. Przekąski i desery: produkty bezpośrednio z supermarketu. Pozostaje dekoracja, obrazy na suficie. Ten menu restauracji Train Bleu, dworzec Lyon: lepiej byśmy zjadli w sklepie z jedzeniem!
Nie odnalazłem kilku młodych, z którymi mogłem rozmawiać. Usiadłem gdzieś. Spróbowałem rozpocząć rozmowę z moim sąsiadem po prawej, młodym Amerykaninem. Nie jest badaczem, tylko studentem. Natrafiam wtedy na prosty konserwatyzm, typowy dla USA. Ten chłopak już był „wypalony”, bardzo pewny siebie, całkowicie nieprzejrzysty dla wszystkiego, co mogłoby się różnić od tego, co mu w szkole wtrącono. Nasza rozmowa szybko się skończyła.
Mój sąsiad po lewej jest dyrektorem laboratorium wysokich energii. Wspominam niepowodzenie poszukiwań superpartyculek. Ale nic nie wstrząsa jego przekonaniem, że trzeba kontynuować wszystkie projekty („w końcu coś znajdziemy”). Ta sama perspektywa wobec pracy włoskiej Heleny Aprile, która w swoim tunelu pod Mon Sasso szuka neutralinów w tonie kryptonu (i... nic!).
W pewnym momencie mówi z ironią:
- Powiedzmy, jeśli nikt nie zwrócił uwagi na Twoją teorię, może dlatego, że nie trzyma się na nogach?
Można być pewnym, że ten człowiek nie przeczyta moich artykułów.
W Frankfurcie zawahałem się. Niełatwo jest wstać przed dwoma setkami ludzi i bronić tez diametralnie przeciwnych ich poglądom. Tezy, które jeszcze gorsze, jeśli zostaną potwierdzone, zrujnują wszystkie ich własne prace.
Frankfurth jest ojczyzną Schwarzschilda. Kongres nosił tytuł „Kongres Schwarzschilda” i został przyznany „Nagroda Schwarzschilda” (za „młode nadzieje kosmologii”). Zobaczyłeś, że starszy badacz niemiecki przyznał się, że nigdy nie przeczytał tych foundationalnych artykułów. W swoim wykładzie Maldacena wspomniał o tym pierwszym artykule, opublikowanym dokładnie sto lat temu, jako „coś, co spowodowało zamieszanie. Ale później wszystko zostało wyjaśnione”.
Pokażę, że jest dokładnie odwrotnie. Była błędna interpretacja rozwiązania Schwarzschilda przez wielkiego matematyka Davida Hilberta. I wszyscy poszli w jego ślady. Pierwszy, kto to zauważył, był Kanadyjczyk Abrams, który opublikował w Canadian Journal of Physics artykuł o tytule „Czarna dziura, dziedzictwo błędu Hilberta” („The black hole, the legacy of Hilbert's error”: Praca całkowicie nieznana: Abrams zmarł). Włoch Antoci powtórzył to, publikując inny artykuł. Spróbowałem się z nim skontaktować, ale nie odpowiedział.
Uważam, że zrozumiał, że nie warto wzbudzać fetychu współczesnej kosmologii.
Pokażę (i zrozumiecie moje wyjaśnienia!), że czarna dziura opiera się na błędzie topologicznym, który trwa już sto lat! W Frankfurcie chciałbym zadać wszystkim obecnym pytanie, czy przeczytali artykuły Schwarzschilda, szczególnie Maldacenie. Postawiłbym zakład, że otrzymałbym taką samą negatywną odpowiedź, jak podczas mojej interwencji wtorkowej.
To straszne. Żaden z tych ludzi, którzy codziennie pracują z czarnymi dziurami, nie przeczytał foundationalnego artykułu opublikowanego w styczniu 1916 roku przez Karla Schwarzschilda, sto lat temu. Prawda jest taka, że ten artykuł został przetłumaczony na angielski dopiero w 1975 roku. Przez 59 lat ci, którzy nie czytają niemieckiego, musieli się ograniczać do „komentarzy komentarzy”, a błędy się rozprzestrzeniły, nad którymi nikt nie wrócił. A drugi artykuł opublikowany przez Schwarzschilda miesiąc przed śmiercią, w lutym 1916 roku, został przetłumaczony przez Antoci dopiero w... 1995 roku!
Jak mnie postrzegają?
Pierwsza odpowiedź jest bardzo prosta: „wcale mnie nie postrzega”. Nie zwracają uwagi na człowieka, któremu przyznano tylko plakat, a co więcej mówi o masach ujemnych.
Co myśleli ludzie, którzy byli świadkami moich powtarzanych „wybuchów” w sali? Uważam, że nie zrozumieli ani słowa z tego, co powiedziałem. O masie ujemnej? Nigdy o tym nie słyszałem ...
Nikt nie podszedł do mnie, żeby dowiedzieć się więcej. Kwestionując istnienie czarnych dziur i nawet materii ciemnej, sugerując inne ścieżki badań, być może zostałem postrzegany jako „emerytowany badacz, trochę zardzewiały, poza głównymi nurtami współczesnej kosmologii”, jak napisał mi ten badacz z Instytutu Astrofizyki w Paryżu, Alain Riazuelo, wielki twórcy obrazów czarnych dziur.
Publiczność ogólna ma zupełnie fałszywe pojęcie o środowisku naukowym. Wyobraża sobie uczonych jako ludzi uważających na nowe pomysły, gotowych do dyskusji. Są ludźmi, którzy zachowują się jak... religijni. Od kilku lat pojawiają się nowe nurtu, które nie opierają się na żadnym podstawie obserwacyjnej. Najbardziej spektakularny to tzw. „kwantowa grawitacja”. Wiemy, że grawitacja nie została jeszcze zkwantowana. Każda próba stworzenia grawitonu napotyka niemożliwe do pokonania problemy rozbieżności. Ale wydaje się, że przez ciągłe powtarzanie słów „kwantowa grawitacja”, jak modlitwę, rzecz w końcu istnieć będzie.
Zastanówcie się tylko, jak nam „sprzedają” model czarnej dziury. Od trzydziestu lat słyszymy tę samą frazę, powtarzaną bez końca przez media, które są nogą tego środowiska (sprzedają to, co im dają):
- Mimo że nie ma potwierdzenia obserwacyjnego istnienia czarnych dziur, żaden uczony już nie wątpi w ich istnienie.
Czy taka fraza zasługuje na miano naukowe? Będziesz kontynuować połykanie tego bez reakcji? Mimo że wszystko opiera się na jednym przypadku, tym systemu podwójnego Cygnus X1, zidentyfikowanego w 1964 roku, gdzie towarzysz emitujący promieniowanie ma masę osiem razy większą od masy Słońca (więc większą niż krytyczna masa dwóch i pół masy słonecznej – w przeciwnym razie byłaby to zwykła gwiazda neutronowa). Od 50 lat, pół wieku, to jedyny przypadek „gwiazdy czarnej dziury”. Odległość: 6000 lat świetlnych. Zatem oczywista niepewność w pomiarze odległości i dalej w ocenie masy dwóch obiektów krążących wokół wspólnego środka masy.
W naszej galaktyce jest dwieście miliardów gwiazd. Połowa to układy wielokrotne, zazwyczaj podwójne. W naszej jedynie galaktyce mogło być od dziesięciu do stu milionów „czarnych dziur”, które oczywiście byłyby bliżej nas niż Cygnus X1. I nie obserwujemy ich przez 50 lat, mimo że nasze środki obserwacyjne się poprawiają z roku na rok!
W centrum galaktyk „olbrzymie czarne dziury”. W naszej – obiekt o masie odpowiadającej czterem milionom mas słonecznych. Natychmiast „to olbrzymia czarna dziura”. Ale ten obiekt nie zachowuje się jak czarna dziura. Nie emituje promieniowania X. W 1988 roku umieszczono satelitę Chandra, zdolny do wykrywania promieniowania X. Szybko skierowano go na środek galaktyki. I... nic.
- To czarna dziura syto, słyszymy.
W 2011 roku pakiet gazu międzygwiazdowego skierował się w jego stronę. Szybko symulowali, co się stanie. Masa gazowa ulegnie deformacji, zostanie wciągnięta.

2013, rzecz przeszła obok i ... nic (spójrzcie na 13'47").
Czy to może być... anorektyczna czarna dziura?
Mówiłem już o kwazarach. Znowu mamy czarną dziurę, która... itd. Model? Obejrzyjcie film Françoise Combes: gdy czarna dziura zje wystarczająco dużo, „wypuszcza” to z powrotem. Mechanizm tego kosmicznego kaszlu? Nieznany, nieopisany.
To bez sensu! Oto dzisiejsza astrofizyka i kosmologia. Słowa, sztuczność, teorie, które nie są teoriami. Argumenty autorytetu, mitologiczne wyobrażenia i ogromna ilość grafik komputerowych. Do tego długie, poetyckie wypowiedzi. Czy konfrontacja z obserwacją jest... tak ważna? Idziemy naprzód, jak z tym głupstwem o wielowszech świecie!
Piątek; staję na pierwszym rzędzie. Tym razem przewodniczący mówi mi, że będzie ścisły harmonogram i nie ma miejsca na długie pytania. To wyraźne ostrzeżenie.
Korymceńczyk prezentuje różne kandydaty na ciemną materię. Wszystkie znane szarlatanerie są tu obecne.
Po prezentacji podnoszę rękę. Ale przewodniczący, który stoi w odległości dwóch metrów, odwraca głowę, celowo mnie ignoruje, wychodzi do korytarza i szuka innych pytań w sali. Na pierwszym rzędzie zostaję z ręką całkowicie uniesioną.
Strategia jest znana. Dajemy słowo dwóm lub trzem osobom, a potem zwracamy się do potencjalnego zakłócającego i mówimy:
- Przepraszam, ale nie możemy poświęcić więcej czasu na ten temat.
Ale znajduje tylko jedną osobę, która chce zadawać pytania. Wraca więc do mnie i, by zapobiec wszelkim uwagą, mówię:
- Chcę zadać tylko jedno pytanie, jedno. Wszyscy w sali to usłyszeli. Z niechęcią ostatecznie przekazuje mi mikrofon.
Pytam więc:
- W kontekście zachowania ciemnej materii, jak widzicie wpływ Wielkiego Odrzucacza?
Korymceńczyk otwiera szeroko oczy. Jako dobry Azjatka wygląda na zdezorientowanego. Traci twarz. Na to naciskam:
- Wiecie, to jest coś, co pojawiło się w styczniu tego roku, gdy Hoffman, Courtois, Pomarède i Tully wykryli obszar oddalony o 600 milionów lat świetlnych, gdzie nic nie ma, a który odpycha galaktyki.
Znowu. Korymceńczyk nie wie o tym. Nie naciskam dalej...

W każdej mojej interwencji starałem się zachować spokojny ton, by nie wydawać się szalonym. Trudne zadanie w takim kontekście. Przynucałem się do tego. Byłem obecny na tym sympozjum dzięki pomocy finansowej internautów. Musiałem pokazać, jak daleko poszły rzeczy.
Moja żona powiedziała mi:
- Tworząc taką niepewność, ryzykujesz, że zamykają się przed tobą drzwi do międzynarodowych sympozjów w tej dziedzinie.
To możliwe. W przyszłych sympozjach będzie dokładnie to samo. Jednak w żadnym momencie nie wykazałem agresji ani obrażania. Ale moje interwencje miały skutek. Najbardziej przerażającym było zdanie włoskiego fizyka teoretyka, specjalisty od energii ciemnej, który powiedział mi, że ujemne ciśnienie nie musi się zgadzać z ujemną gęstością energii. Jak mógł powiedzieć coś takiego? Wtedy stworzyłem jednego nowego, nieprzyjaciela.
Można tylko mieć nadzieję, że kolejne filmy Janus, z angielskimi napisami, w końcu wywołają międzynarodowy wpływ. Niekoniecznie pozytywny. Pomyślmy o tym, co powiedział mi młody włoski badacz w Frankfurtu:
- Jak możesz liczyć na to, że ludzie będą robić coś innego niż odwracać się od ciebie, gdy przychodzisz na te sympozjum? Twoje prace zburzyły wszystkie fundamenty, na których opierają się ich badania!
Pierwszą barierą jest sceptycyzm. U kilku młodych ludzi pojawiła się ciekawość, ale nic więcej. Podczas obiadu w czwartek, kiedy próbowałem rozmawiać z młodym amerykańskim badaczem siedzącym po mojej prawej stronie, od razu, bez wahania, uznał mnie za szaleńca, mimo że natychmiast cytowałem mu moje prace z 2014 i 2015 roku. Był równie zamknięty jak inni. Co chcą te „młode badacze”? Ciekawy temat pracy doktorskiej? Nie, perspektywa stanowiska lub wynagrodzenia na umowę pod kierunkiem silnego szefa.
Wierzyć, że młodzi badacze będą się zainteresowani tymi pomysłami, to iluzja. Mają wszystko do stracenia, tak jak ich szefowie.
Czytelnik przypomniał mi o młodej kobiecie w wieku 23 lat, Sabrinie Pasterski, przedstawianej jako przyszły Einstein.

Prawda jest taka, że jej droga jest niesamowita. W wieku 13–14 lat już pilotovala samolot, a w wieku 16 roku zaczęła studia na MIT. Znajdując się tam, od razu wykazała duże zdolności do fizyki teoretycznej i wkrótce dołączyła do zespołu badawczego.
Andrew Strominger, mający 61 lat (czyli stosunkowo młody), otrzymał wiele nagród za swoje osiągnięcia w ... teorii strun. Jego młoda poprzedniczka ma stronę internetową http://wwwphysicsgirl.com ("dziewczyna, która robi fizykę"), na której podano, że już była zapraszana wszędzie, a prasa mówi o niej, nawet w Francji (czasopismo Marie-Claire).

Mówią mi: „Może ta młoda dziewczyna...”. Mam też adres e-mail tego młodego „geniusza”. Napiszę mu również.
Napiszę do Stromingera, zaproponuję mu przyjazd, by przedstawić mu moje pomysły i prace. Pieniądze internautów pozwoliłyby mi zrealizować taką misję. Ale czy odpowie?
W każdym razie tego dnia napiszę do dwóch laboratoriów, do odpowiedzialnych za seminaria.
- Do Laboratorium Astrofizyki i Kosmologii Uniwersytetu Paris-Diderot, gdzie pracują George Smoot i Marc Lachièze-Rey – Do Laboratorium Astrofizyki CEA-Saclay, do którego należy teoretyk fizyki Filippo Fabrizzi. Proszę o możliwość prezentacji moich prac.
Zakładam, że znów nikt mi nie odpisze. I wtedy opowiem o tym w filmach Janus, które zostaną umieszczone na stałe, z nazwiskami osób zaangażowanych. Bo to nie jest normalne, ta systematyczna ucieczka.
To sygnał, że ta nauka coraz bardziej się psuje.