Prośba o prawo odpowiedzi do CEA
Prośba o prawo odpowiedzi, skierowana do CEA
po ogłoszeniu tekstu naruszającego moją reputację
23 stycznia 2012 r.
29 marca 2012 r.: brak odpowiedzi
17 listopada 2011 r. CEA umieściło na swojej stronie internetowej tekst, w którym moje prace zostały określone jako intelektualna nieuczciwość. Oto całość tekstu w oryginale – 4625 słów, trzydzieści tysięcy znaków:
Reakcja na artykuł „ITER: Kronika zapowiedzianej porażki” pana Jean-Pierre Petit, opublikowany 12 listopada 2011 r. w czasopiśmie Nexus, przygotowanym przez Komisariat do Energii Atomowej i Alternatywnych Źródeł Energii. 17 listopada 2011 r.
Wstęp Argumentacja przedstawiona w artykule pana J.P. Petit, członka francuskiej organizacji antynuklearnej „Sortir du nucléaire”, mająca na celu zaniechanie projektu ITER poprzez wywoływanie nieuzasadnionych obaw, opiera się na fragmentach, wyciągniętych poza kontekst, z niedawno przygotowanej pracy doktorskiej Instytutu Badawczego Fusion przez Zmagnetyzowanie Wewnętrznego CEA, obronionej w listopadzie 2010 r. na wydziale doktoranckim École Polytechnique w kwestii szczególnych zjawisk rozprzężeń możliwych do zaobserwowania podczas działania ITER.
Rozprzężenie, znane już od dawna zjawisko, to niestabilność, która może się rozwijać w plazmie tokamaka. Z dużą energią, prowadzi do zerwania magnetycznego ograniczenia i manifestuje się jako silny impuls elektryczny na ścianę komory próżniowej, co niesie ryzyko jej uszkodzenia.
Ta wysokiej jakości praca opiera się na pięćdziesięciu latach badań społeczności naukowej światowej liczącej tysiące profesjonalistów na całym świecie i stanowi uznawaną podstawę aktualnego dyskursu naukowego na ten temat.
Istnieje obfita literatura na temat rozprzężeń, szczególnie w artykułach publikowanych regularnie w czasopiśmie „Nuclear Fusion”. Stanowią one oficjalną i publiczną podstawę fizyczną projektowania ITER.
Zauważając, że artykuł pana J.P. Petit zawiera tylko wybrane fragmenty prac potwierdzających uzasadnioną uwagę społeczności naukowej na zjawiska rozprzężeń, nie można inaczej wnioskować, niż o celowym wywoływaniu politycznej kontrowersji i złośliwości ze strony pana J.P. Petit, a nie o wysokiej jakości pracy naukowej prowadzonej w konstruktywnym krytycznym duchu i mającej na celu postęp w temacie.
Przykro nam stwierdzić, jak lekko informacje naukowe opublikowane w renomowanych czasopismach międzynarodowych, ich autorzy oraz czytelnicy samego artykułu są manipulowane z celami politycznymi obcymi badaniom i postępowi wiedzy.
Takie intelektualnie nieuczciwe zachowanie samo w sobie dyskwalifikuje pana J.P. Petit z debaty, zarówno naukowej, jak i społecznej.
Niniejszy dokument ma na celu odpowiedź na najbardziej oczywiste błędy analizy pana J.P. Petit, zarówno pod kątem naukowym, jak i braku rozumienia ogólnego kontekstu badań, a także zaprezentowanie czytelnikowi kluczowych elementów do zrozumienia tego samego kontekstu oraz dokładnej roli, jaką ITER ma odgrywać w badaniach nad fuzją magnetyczną w kolejnych dekadach.
Analiza krytyki pana J.P. Petit.
Głównym argumentem pana J.P. Petit jest twierdzenie, że ITER nie będzie mógł wytrzymać rozprzężeń, które odpowiadają szybkiemu zakończeniu plazmy. Przeanalizujmy punkt po punkcie krytyki zawarte w artykule (cytat z artykułu w kursywie).
str. 91: „Z tego czytania wynika, że fuzja przez zamknięcie magnetyczne i fizyka tokamaków, bardzo skomplikowana, nie są w żaden sposób kontrolowane przez teoretyków. Żadna modelacja zachowania plazmy zawartej w tych maszynach nie jest reprezentatywna, w sensie, że będzie i długo pozostanie niemożliwe zarządzanie nawet najpotężniejszymi superkomputerami na świecie problemem dotyczącym 10²⁰ do 10²² naładowanych elektrycznie cząstek, które wzajemnie się oddziałują”.
Te stwierdzenia są zaskakujące pochodzące od kogoś, kto się prezentuje jako „wybitny specjalista fizyki plazmy”. Przykładów teorii i modeli działających dobrze na dużą liczbę cząstek nie brakuje. Okazuje się, że magnetyczna hydrodynamika (MHD) to nauka pozwalająca opisać dynamikę plazmy lub przewodzącego płynu zawierającego bardzo dużą liczbę cząstek. Obecne możliwości obliczeniowe pozwalają nawet na symulacje w rzeczywistej skali. Z wyjątkiem przypadku, gdyby pan J.P. Petit zaczął wątpić w własne prace społeczności naukowej, do której należał ponad 20 lat temu, nie może poważnie twierdzić, że symulacja systemu dynamicznego z dużą liczbą cząstek jest niemożliwa.
Mimo to nikt nigdy nie twierdził, że tokamaki mają być projektowane na podstawie symulacji numerycznych. W praktyce specyfikacje techniczne tokamaków dotyczące odporności na rozprzężenia opierają się na „prawach”, zwanych „prawami inżynierskimi”, dotyczących energii i czasów charakterystycznych występujących w tym procesie. Wartości wybrane dla ITER zostały potwierdzone przez eksperymenty przeprowadzone na wielu tokamakach przez ponad pół wieku. Symulacje numeryczne rozprzężeń pojawiły się dopiero niedawno, zwłaszcza w pracy doktorskiej pana C. Reux, której pan J.P. Petit tak bardzo się cieszy.
W rzeczywistości wyniki są bardzo obiecujące, nawet jeśli ich dokładność można jeszcze poprawić. Należy ponownie podkreślić, że te symulacje stanowią dodatkowy refinans w zrozumieniu plazm tokamaków, a nie podstawę projektowania ITER, które od dawna zostało potwierdzone przez „prawa inżynierskie” wspomniane wcześniej.
str. 91: „Wszystkie tokamaki na świecie, w tym Tore Supra i JET, stały się niekontrolowane pod wpływem bardzo różnych przyczyn”.
To stwierdzenie jest oczywistym błędem i całkowitą kłamstwem: Tore Supra i JET działają satysfakcjonująco i bezpiecznie od 1988 r. i 1983 r. odpowiednio, czyli ponad 20 lat dla Tore Supra i prawie 30 lat dla JET. Rozprzężenia występują regularnie w tych dwóch maszynach (jak we wszystkich innych), ale nigdy nie doprowadziły do zniszczenia ani do utraty ograniczenia produktów toksycznych, jak to fantazjuje pan Petit. 30 lat działania bez poważnych incydentów to na pewno nie to, co można uczciwie nazwać „niekontrolowanym stanem”!
str. 92: „rozprzężenia… wywołują siły zdolne do zniekształcenia struktur ściankowych jak słoje słomy”. Elementy pierwszej powierzchni i struktury tokamaków, a zwłaszcza ITER, są oczywiście zaprojektowane tak, by wytrzymać siły wywoływane przez rozprzężenia, w tym nawet najmocniejsze możliwe. Elementy te są ułożone w taki sposób, by minimalizować prądy elektryczne przepływające przez nie podczas rozprzężenia, ograniczając tym samym siły naprężenia, które mogą one doświadczyć. Ponadto, w przypadku ekstremalnych sytuacji powodujących uszkodzenia powierzchniowe tych elementów, są one zaprojektowane tak, by można je było łatwo wymieniać.
Fotografia przedstawiona w artykule i pochodząca z pracy doktorskiej (uszkodzony element Tore Supra pod wpływem rozprzężenia) jest w tym względzie przykładem: dotyczy „igły” (elementu pierwszej powierzchni) skręconego na Tore Supra przez rozprzężenie: został on wymieniony, ścieżki prądu zostały poprawione, a Tore Supra działał normalnie dalej!
Jasne jest, że podczas stopniowego uruchamiania ITER pojawią się sytuacje tego typu i wykryte wady zostaną skorygowane, tak jak to ma miejsce w każdej instalacji przemysłowej lub badawczej w początkowym okresie działania (patrz sytuacja CERN w 2009 r.). Oczywiście maszyna będzie testowana przy prądach niższych niż wartość nominalna, aby minimalizować potencjalne uszkodzenia podczas tego etapu uruchamiania.
str. 93: „uderzenia błyskawic, które nieuchronnie osiągną 15 milionów amperów (150 milionów amperów w jego następcy DEMO). Takie uderzenia o takiej mocy przebiją komorę próżniową. Warstwa berylu… zostanie odparowana i rozprzestrzeni się materiał, z którego się składa, razem z trytem; radiotoksyczny, zawarty w komorze”. To stwierdzenie jest podwójnie fałszywe. Przy założeniu, że w skrajnej sytuacji dochodzi do przebicia komory próżniowej na ITER z powodu rozprzężenia, nie będzie żadnego wypływu berylu ani trytu poza instalacją: komora próżniowa jest otoczona serią barier ograniczających, które nie zostaną uszkodzone przez rozprzężenia. Ponadto DEMO nie będzie działać z prądem 150 MA, ale z prądami rzędu tych występujących w ITER (15–20 MA). Szybkie i pewne ekstrapolacje pana Petit pokazują jego głęboką nieznanie fizyki i technologii tokamaków.
str. 93: „siły Laplace’a, liczone w tysiącach ton, mogą zniekształcić struktury maszyny, wymuszając ich wymianę, a nawet całkowitą rekonstrukcję instalacji”. Mierzenie sił w tonach jest bardziej niż zaskakujące pochodzące od osoby, która się prezentuje jako fizyk.
Siła mierzy się w niutonach, a masa w gramach lub tonach. Siły Laplace’a wywoływane w ITER są szacowane na miliardy niutonów. Elementy strukturalne ITER są zaprojektowane tak, by wytrzymać siły rzędu miliardów niutonów – nie będzie więc konieczności ich wymiany. JET od 30 lat wytrzymuje rozprzężenia powodujące siły rzędu miliardów niutonów. Instalacja została zbudowana tak, by bez deformacji wytrzymać takie siły.
str. 94: „nie istnieje żaden sposób na ekstrapolację i ponowne wykorzystanie istniejących danych… te incydenty, nieuniknione podczas wdrażania, mogą doprowadzić do zniszczenia ITER już podczas pierwszych testów”. Te bezwzględne stwierdzenia są błędne. Istnieją rzeczywiście skuteczne metody i bardzo wiarygodne kody służące do oszacowania prądów tzw. „halo” związanych z rozprzężeniem, poziomu asymetrii tych prądów w kierunku toroidalnym oraz sił działających na komorę próżniową. To oszacowanie jest potwierdzane przez bazę danych („ITER disruption database”), pastowaną na obserwacjach na bardzo wielu tokamakach o różnych rozmiarach. Jak już wspomniano, istnieją również coraz dokładniejsze symulacje MHD, które pozwalają niezależnie oszacować subtelne cechy rozprzężeń, ale nie zostały one wykorzystane do projektowania ITER, ponieważ decyzje były podjęte przed rozwojem tych technik symulacyjnych. Obecnie są one wykorzystywane w celu głębszego zrozumienia, weryfikacji i wspomagania definicji testów uruchomieniowych, przyszłych eksperymentów oraz wykorzystania ich wyników. Należy ponownie podkreślić, że testy uruchomieniowe ITER będą przeprowadzane przy niższym prądzie plazmy (jak w każdej innej maszynie) z stopniowym wzrostem mocy, a więc w sytuacjach bezpiecznych dla integralności maszyny.
str. 94: „mając nadzieję kiedyś uruchomić tokamak bez rozprzężeń jest tak samo irracjonalne, jak myśleć o Słońcu bez erupcji słonecznych, pogodzie bez wiatru ani chmur, gotowaniu w garnku pełnym wody bez wirów”. Tokamak może działać bez ryzyka rozprzężenia, jeśli plazma jest stabilna względem trybów MHD. Faktycznie, to normalny tryb działania większości tokamaków, a ITER nie będzie wyjątkiem. Należy unikać tutaj mylenia niestabilności z turbulencją. Rozprzężenie wynika z doskonale deterministycznej niestabilności. Jeśli plazma jest stabilna względem tej niestabilności, nie ma powodu, by się pojawiła, z uwagi na powtarzalność fizyki deterministycznej. Ten bardzo ważny punkt został potwierdzony analizą już wspomnianej bazy danych ITER: nie ma elementu przypadkowego w wywoływaniu rozprzężenia, nawet jeśli fizyka za tym stoi jest skomplikowana. Turbulencja (obraz garnka) wiąże się z wieloma niestabilnościami na małych skalach. Faktycznie, turbulencja jest chaotyczna. Jest nieunikniona, ale nie prowadzi do rozprzężenia. Rozprzężenie może wejść w stan turbulencji, ale dopiero później, po wywołaniu pierwotnej niestabilności. W tym względzie rysunek przedstawiony przez pana J.P. Petit jako ilustracja jest nieodpowiedni: odpowiada on turbulencji, która nic wspólnego nie ma z rozprzężeniem.
Oczywiście jednym z celów ITER jest opracowanie scenariusza stabilnego względem rozprzężeń. Po znalezieniu tego scenariusza nie ma powodu, by stał się spontanicznie rozprzężeniem.
str. 95: „rozprzężenia mogą uszkodzić dowolne elementy tokamaka, w tym jego nadprzewodzący system magnetyczny, którego wartość energii przypomina energię lotniskowca Charles de Gaulle poruszającego się z prędkością 150 km/h”. To stwierdzenie ponownie jest fałszywe. Komora próżniowa będzie chroniona przez osłonę zaprojektowaną do zatrzymywania neutronów o energii 14 MeV pochodzących z reakcji fuzji, a tym bardziej szybkich elektronów pochodzących z rozprzężeń, które nie dotrą do magnesu. Powtarzamy raz jeszcze: elementy strukturalne, w tym magnes nadprzewodzący, są zaprojektowane tak, by wytrzymać rozprzężenie. Energia uwolniona podczas rozprzężenia nie ma nic wspólnego z energią magnesu toroidalnego. Chodzi raczej o zawartość energetyczną plazmy (około 350 megadżuli dla plazmy ITER na pełnej mocy) oraz energię pola magnetycznego tzw. poloidalnego (ok. 400 MJ) – obie nie są uwalniane jednocześnie – więc nic nie ma wspólnego z 51 gigadżulami wspomnianymi, ani z jakimkolwiek lotniskowcem poruszającym się z prędkością 150 km/h, nawet jeśli byłby to Charles de Gaulle.
str. 95: „jeśli chcielibyśmy stworzyć obraz wdrażania tokamaka, trzeba sobie wyobrazić mechanika stojącego przed kotłem i kilkoma przyrządami pomiarowymi. Jeśli wskazówka jednego z nich zdrętwieje nawet nieznacznie, jego jedyna możliwa akcja polega na zalaniu pieca za pomocą węża przeciwpożarowego”. Znowu: niezrozumienie tego, czym jest tokamak i manipulacja faktami z celami politycznymi. Tore Supra jest wyposażony w 40 ciągłych przyrządów pomiarowych, JET w około 80, a ITER będzie miał jeszcze więcej. Mówienie o „kilku przyrządach pomiarowych” to raczej uproszczenie. Co do „węża przeciwpożarowego”, szacunkowy czas dostępny do zatrzymania lub spowolnienia szybkich elektronów wynosi ok. 10 ms. Szacuje się, że trzeba będzie wstrzyknąć 10²² elektronów na metr sześcienny, aby osiągnąć „delikatne” zatrzymanie (patrz dokument referencyjny „ITER Physics Basis”, który stanowi podstawę fizyczną projektowania ITER, opublikowany w Nuclear Fusion i podpisany przez całą światową społeczność). To nie jest zadanie niemożliwe!
W rzeczywistości badania nad masową iniekcją gazów jako sposobem zatrzymania szybkich elektronów są właśnie przedmiotem pracy doktorskiej pana C. Reux. Inne techniki są badane przez wiele zespołów na świecie, w tym jeden z CEA, w celu wybrania tej, która oferuje najlepsze wyniki przy najniższym koszcie.
Obecne wyniki są obiecujące, a można rozsądnie przypuszczać, że jedna, a nawet kilka z tych innowacyjnych metod, poza już dostępnej, będzie gotowa w 2019–2020 r. na pierwszy plazmę wodorową i jeszcze bardziej pewnie w 2026 r. z pierwszą plazmą deuterowo-trytową.
str. 95: „można się zdziwić, że instytucja bezpieczeństwa jądrowego nigdy nie wspomniała o tej niebezpieczności…” To naprawdę złe pojęcie o tym, czym są instytucje bezpieczeństwa jądrowego siedmiu partnerów ITER (Japonia, Korea Południowa, Indie, Chiny, Stany Zjednoczone, Federacja Rosyjska, Unia Europejska) i Francji, by choć przez chwilę myśleć, że mogłyby nigdy nie wspomnieć o tym, jeśli rozprzężenia byłyby tak niebezpieczne, jak fantazjuje pan Petit.
Jego złośliwe zdanie ma na celu wywołać wrażenie, że rozprzężenia zostały ukryte przed różnymi organami oceny. Nic bardziej fałszywego. Rozprzężenia są szeroko omawiane w literaturze, szczególnie ponad 35 stron poświęconych im w „ITER Physics Basis”, opublikowanym w czasopiśmie Nuclear Fusion w 2007 r. (uzupełniając raport początkowy z 1999 r.).
Publikacje międzynarodowe na ten temat liczą się setkami. Wskazywanie, że temat został pominięty lub ukryty, jest przeciwieństwem rzeczywistości.
Co jest zaskakujące, to fakt, że pan J.P. Petit, który prezentuje się jako osoba prowadząca naukową metodę, opiera swoje bezwzględne stwierdzenia głównie na powierzchownym przeczytaniu prac z pracy doktorskiej pana Reux, a całkowicie ignoruje tysiące stron poświęconych temu tematowi rozprzężeń w naukowych czasopismach uznanych przez całą społeczność. Nie można więc nie zdziwić się jego zdziwieniem.
*** Pokazując nadmierne wyrażenia pana Petit, teraz należy odpowiedzieć syntetycznie na uzasadnione pytania opinii publicznej dotyczące projektu badawczego ITER: jak dokładnie wygląda działanie tokamaka ITER i jak wygląda jego sytuacja wobec rozprzężeń?
Badania nad fuzją magnetyczną i rola ITER Badania nad fuzją jądrową drogą zamknięcia magnetycznego są badaniami tzw. „społecznymi”, w sensie, że mobilizują możliwie spójny zespół kompetencji naukowych i technicznych, by osiągnąć jedyny cel: rozwinięcie w warunkach jak najbezpieczniejszych źródła energii opartego na zasadzie fuzji dwóch lekkich jąder. Pan Petit w swoim wprowadzeniu słusznie przypomina, że w bardzo krótkim podsumowaniu można mówić o domowych warunkach na Ziemi energii fuzji, tej energii produkowanej w gwiazdach, a zwłaszcza w Słońcu. Wielkie wyzwanie rzeczywiście, do którego chcemy się zabrać!
To wyzwanie, bo to naprawdę jest wyzwanie, polega najpierw na potwierdzeniu, że takie reakcje są możliwe na Ziemi i co więcej, że są one możliwe w „skali ludzkiej”. Dobrą nowiną, konkretnym i znaczącym wynikiem osiągniętym przez społeczność naukową, jest to, że rzeczywiście możliwe jest znalezienie punktu działania tej reakcji fuzji jądrowej zgodnego z realizacją „ludzką”.
Innymi słowy, wymiar fizyczny, do którego się odnosi, wskazuje, że reaktor tego typu jest możliwy do zrealizowania w instalacjach przemysłowych porównywalnych do tych, które znamy dziś do masowej produkcji energii elektrycznej.
To stanowi kluczowy krok w dalszym postępie badań. Ten krok został przebyty na końcu lat 90., szczególnie poprzez eksperymentalne potwierdzenie na europejskim tokamaku JET, uznane uniwersalnie i zakończywszy tym samym długość, ale decydującą fazę historii fuzji: „fazę pionierów”. Wiele specjalistycznych książek zostało już napisanych na temat tej fazy historii fuzji, ale ważne jest podkreślenie jej głównych wniosków w sposób zrozumiały dla ogółu publicznego i osób zainteresowanych naszymi wyborami społecznymi.
Ta faza pionierów dzieli się typowo na dwie epoki: pierwsza epoka obejmuje dwie dekady między „deklasifikacją” badań (1958) a decyzją o budowie JET (1980); druga epoka obejmuje kolejne dwie dekady, charakteryzujące się eksploatacją dużych tokamaków, z największym z nich nadal JET, i kończąca się wspólną decyzją o budowie ITER (2005).
W pierwszej epoce badacze na całym świecie eksplorowali bardzo wiele ścieżek, starając się konkurencyjnie rozwijać to, co nazywamy konfiguracją magnetyczną, czyli tę „niewidzialną skrzynkę” odpowiedzialną za ograniczenie tej ekstremalnie gorącej plazmy, której wszyscy rozumieją, że żaden materiał nie może ją zawrzeć.
Konfiguracja, która wygrała w tej konkurencji o wiele, to konfiguracja tokamaka, zaproponowana przez rosyjskich badaczy, i do tej pory nie została zastąpiona.
Inne konfiguracje zostały całkowicie odrzucone, ale niektóre alternatywne ścieżki zostały zachowane i nadal są aktualne. To, że konfiguracja tokamaka wygrała, nie oznacza, że jest doskonała lub idealna.
Druga epoka polegała na ustaleniu wydajności konfiguracji tokamaka, czyli na stworzeniu „praw inżynierskich”, które pozwalają ekstrapolować uzyskane wyniki w celu projektowania reaktora.
Kluczowe jest zrozumienie tutaj, tak jak w każdym procesie przemysłowym, że tworzenie „praw inżynierskich” nie wymaga pełnego zrozumienia fizyki leżącej u podstaw zjawiska.
Tak się stało np. w lotnictwie: nasze samoloty latają już ponad 100 lat, nasze rakiety docierają na Księżyc od ponad 40 lat, ale fizyka turbulencji wokół skrzydła samolotu, choć ogólnie zrozumiała, nie została jeszcze całkowicie „rozwiązana” i nadal stanowi przedmiot badań. Pierwsze samochody zostały opracowane i wprowadzone na rynek przez ludzi, którzy nie mieli pełnej kontroli nad termodynamiką silnika spalinowego w całej jego skomplikowanej złożoności. Proces normalny w badaniach tego typu, które przypominamy, że nie mają jedynie na celu poznanie dla samego poznania, ale poznanie w celu spełnienia potrzeby i wymagające rozwoju nowego sprzętu lub procesu łączącego wiele wiedzy i umiejętności, to zawsze połączenie informacji eksperymentalnych (budujemy prototypy, uruchamiamy je, mierzymy parametry badań i analizujemy wyniki, by modelować działanie systemu i tym samym go kontrolować), informacji teoretycznych (zastanawiamy się nad procesami fizycznymi kierującymi zjawiskiem, formułujemy równania, rozwiązujemy je i porównujemy z wynikami eksperymentu), ale także „modeli inżynierskich”, które reprodukują zachowania w sposób ad hoc i zazwyczaj są prostymi prawami z parametrami dopasowanymi do eksperymentu. To ciągłe iterowanie między tymi działaniami pozwala na regularny postęp w kierunku wyniku.
Pan Petit łączy tu wszystko w swojej analizie, i choćby fizyka plazmy była daleka od pełnego zrozumienia jej najbardziej podstawowych aspektów, to całkowicie fałszywe jest twierdzenie, że ta wiedza jest wymagana do poprawnego działania ITER.
Zbyt szybko ignorowanie lub podejście do całego procesu badawczego zbyt naiwnie. Z drugiej strony, oczywiście społeczność naukowa fuzji nie przestaje swoich wysiłków w zrozumieniu podstawowego, ponieważ to klucz do optymalizacji takiego procesu. Rozwój symulacji na najwyższym poziomie światowym oraz masowe wykorzystanie najnowszych środków obliczeniowych dowodzą tego, jeśli jeszcze byłoby potrzeba. Francja sama może się cieszyć tym, że prowadzi badania w pierwszej szeregu światowej na niektórych obszarach, takich jak procesy turbulencji kierujące ograniczeniem plazmy, klucz do wydajności, i magnetyczna hydrodynamika (MHD) nieliniowa, która reguluje stabilność tej samej plazmy.
Pan Petit, który się prezentuje jako byłego specjalisty MHD, nie może nie wiedzieć o ogromnych postępach symulacji MHD plazm tokamaków, które niektóre zostały przeprowadzone przez pana Cédrica Reuxa w pracy tak generosznie cytowanej przez samego pana Petit.
A co z ITER i jaka jest jego dokładna rola? Jeśli istnieje jedna idea, która trwa długo, gdy mówimy o ITER, to właśnie ta, że łączy się ten skomplikowany i ogromny projekt z końcem historii.
Przed postawieniem pytania, co to jest ITER, należy dobrze zrozumieć, czym nie jest. ITER nie jest reaktorem fuzji, ani w celu komercyjnym, ani jako prototyp.
ITER jest natomiast zaawansowaną maszyną badawczą, wynikiem kompleksowej i zbiorowej syntezy wyników z epoki pionierów, które – przypomnijmy jeszcze raz – potwierdziły wykonalność naukową fuzji magnetycznej. Te prace mogłyby np. zakończyć się stwierdzeniem, że fizyka wymaga „maszyny” o średnicy 100 metrów lub pola magnetycznego niezgodnego z tym, co fizycznie możliwe. Tak się nie stało, i właśnie prawa skali opracowane i testowane z odpowiednią precyzją naukową pozwalają nam to stwierdzić. Wyniki JET na końcu lat 90. rzeczywiście potwierdziły, że używając rzeczywistego mieszaniny deuteru i trytu uzyskuje się dokładnie to, co ekstrapolowano z wyników w czystym deuterze. Pan Petit ma rację, gdy mówi, że obecność trytu jest niezbędna do produkcji reakcji fuzji, ale ma nieprawdę, gdy sugeruje, że nie używamy trytu, ponieważ jest drogi lub „niebezpieczny”. Nie było żadnego uzasadnionego powodu, by przeprowadzać wszystkie rozwijanie i testy z trytem na JET, skoro można ekstrapolować zachowanie plazm fuzji (i w tym przypadku zgodnie z podstawowymi zasadami mechaniki kwantowej) z plazm deuterowych.
Kwestia trytu jest istotnie oddzielna od reszty kwestii fizycznych, a jego obecność staje się konieczna dopiero wtedy, gdy przechodzimy do „rzeczywistej skali”, i właśnie to jednym z pierwszych zadań ITER.
Przypisano ITER od lat 90. precyzyjne cele naukowe związane z pytaniami, na które ma odpowiedzieć, lub ekstrapolacjami, które ma potwierdzić, ponieważ będzie pierwszym, który może je uzyskać w rzeczywistej skali. Te cele naukowe są zasadniczo trzech typów:
Produkcja plazm deuterowo-trytowych, dla których energia wydzielona przez reakcję przewyższa energię niezbędną do utrzymania procesu. Ustalono około 10 jako oczekiwaną wartość wzmocnienia między mocą dostarczaną do uruchomienia reakcji a mocą pobieraną wewnątrz plazmy. Aby osiągnąć ten istotny wynik, ITER musi nie tylko potwierdzić poprawność ekstrapolacji, ale również przyczynić się do uzyskania istotnych wyników dotyczących zachowania takich plazm pod kątem ograniczenia i stabilności.
Produkcja plazm deuterowo-trytowych, dla których energia wydzielona przez reakcję znacząco wspiera utrzymanie procesu, a ponadto w warunkach trwania przypominających działanie reaktora, czyli zbliżonych do tego, co nazywamy stanem stacjonarnym. Ta druga warunek nakłada dodatkowe ograniczenia na wspomaganie prądu plazmy przez dodatkowe systemy mocy.
Na końcu testowanie trybów zbliżonych do tzw. zapłonu, czyli trybów, w których szuka się minimalizacji całkowitej mocy dostarczanej, aby lepiej określić punkt działania przyszłego reaktora. W związku z powyższymi celami naukowymi przypisanymi ITER, ITER również oznacza początek nowej ery dla fuzji w sensie, że musi również wykazać wykonalność technologiczną procesu.
To znaczy jasno, że ITER musi na końcu wykazać, czy fuzja magnetyczna jest lub nie jest procesem, który może prowadzić do rodziny reaktorów jądrowych całkowicie różnych od obecnie istniejących.
To wyzwanie jest traktowane z największą powagą przez wszystkie strony zaangażowane, które wszystkie pełnią swoje odpowiednie role. Zespół ITER odpowiada za zaproponowanie maszyny, która w przyszłości musi spełnić tę misję, a także za zaproponowanie protokołów eksperymentalnych, które pojedynczo będą musiały zostać zatwierdzone przez Instytucję Bezpieczeństwa Jądrowego przed jakimkolwiek uruchomieniem i wprowadzeniem trytu do maszyny.
Jak wspomniano powyżej, ITER może działać – i tak będzie działał – bez trytu, dopóki wszystkie etapy nie zostaną zatwierdzone.
To jest główna przyczyna, dla której plan eksperymentalny ITER obecnie zakłada od 5 do 7 lat działania przed wprowadzeniem trytu.
Następnie ITER będzie działać krok po kroku z trytem do osiągnięcia wymaganych wydajności. Podczas tego procesu wszystkie elementy i fizyczne procesy będą ponownie testowane, modelowane i porównywane z przewidywaniami, kontynuując tym samym postęp w procesie, ale tym razem w sposób zintegrowany. Wyniki, jeśli będą takie, jakie są dziś przewidywane, pozwolą potwierdzić fuzję magnetyczną jako proces wystarczająco dojrzały, by rozważyć kolejny etap prototypowania reaktora (często nazywany DEMO) z konkretnymi rozmiarami przemysłowymi i rentowności, które są obecne w misjach ITER.
Strona internetowa CEA, z której pochodzi ten dokument,
http://www-fusion-magnetique.cea.fr/en_savoir_plus/articles/disruptions
która zawiera również jego tłumaczenie w języku angielskim.
Pierwsza uwaga, odnosząca się do „produkcji skróconych fragmentów”, autorzy (anoni-mowi) tego dokumentu pominięci ten bardziej kompletny tekst, który był dostępny na mojej stronie internetowej przez miesiące i opierał się na 880 wierszach wydzielonych z rozprawy Cédrica Reuxa:
W październiku 2011 roku w Princeton, USA, odbył się konferencja poświęcona przyszłym dużym tokamakom:

http://advprojects.pppl.gov/ROADMAPPING/presentations.asp
Na tej konferencji profesor Glen Wurden (20 lat doświadczenia w badaniach maszyn z termojądrową fuzją i tokamakach):
przedstawił prezentację o tytule:

co oznacza:
Analiza ryzyka i skutków rozpadów w dużych tokamakach
http://advprojects.pppl.gov/ROADMAPPING/presentations/MFE_POSTERS/WURDEN_Disruption_RiskPOSTER.pdf
Jego wnioski są identyczne z moimi.
Gdy prezentacja była w formie slajdów PowerPoint, autor dołączył dwie nagrania wideo. Pierwsze miało pokazać, co dzieje się podczas wybuchu ładunku wybuchowego. Oto strona 18:

Podczas prezentacji słyszał się dźwięk wybuchu jednego kilograma materiału wybuchowego (umieszczonego pod niebieską namiotem, na lewym obrazie).
Oto ta sama strona, przetłumaczona na język francuski, strzałka wskazuje odpowiedni obraz:

****Aby obejrzeć to pierwsze nagranie wideo
Podczas półgodzinnego rozmowy telefonicznej, powiedziałem mu, że chcę, by Francuzi mogli zapoznać się z tymi filmami, i natychmiast je mi wysłał.
Dalej, na stronie 25, Wurden przedstawił film zarejestrowany z prędkością 2000 klatek na sekundę, pokazujący skutki lawiny niezwiązanych elektronów na powierzchni tokamaka TFTR. W tym eksperymencie prąd plazmy miał natężenie 1,6 miliona amperów. Rozpad spowodował wyładowanie niezwiązanych elektronów o natężeniu 700 000 amperów. Poniżej umieszczam bezpośrednio przetłumaczoną stronę na język francuski, z czerwonym okręgiem wokół obrazu odpowiadającego drugiemu filmowi:

****Aby obejrzeć to drugie nagranie wideo.
Te obrazy mogą zaskoczyć niektórych czytelników. W rzeczywistości film pokazuje serię obrazów w negatywie – ciemne obszary świecą. Poniżej wyodrębniam kilka klatek, wykonując odwrócenie czarno-białe.
Widzimy deszcz odłamków powstałych w wyniku wybuchu płytki pokrycia pod wpływem uderzenia lawiny niezwiązanych elektronów o natężeniu odpowiadającym 700 000 amperów. Ten niekontrolowany proces może uderzyć w dowolną część komory, w tym część pierwszej ściany, która zostanie pokryta jednym centymetrem berylu (bardzo toksycznego i rakotwórczego). Pamiętajcie, że dla ITER współczynnik wzmacniania przez efekt lawiny (obliczony) przekształcający elektrony termiczne w elektrony relatywistyczne (posiadające energię od 10 do 30 MeV) wynosi 1016, podczas gdy dla JET i Tore Supra wynosi on 104. Natężenia rozpadów na ITER zostały oszacowane na 11 milionów amperów.
W artykule, który wywołał dziesięć stron odpowiedzi CEA, przedstawione na początku strony, wspomniano o zdjęciu wykonanym w maszynie Tore-Supra. Ton tekstu sugeruje, że wszystko dziś wróciło do porządku, pod kontrolą. Informacja ta została skomentowana podczas konferencji, która odbyła się w 2011 roku. Oto fragment:

Między klatkami 1 a 2 widać, że upływa tylko pół milisekundy (dzieki czemu trudno interweniować, gdy mamy do czynienia z tak krótkim zjawiskiem). Uderzenie wyładowania niezwiązanych elektronów relatywistycznych (nazywanych runaway przez anglojęzycznych badaczy) jest widoczne w małym czerwonym okręgu na rysunku 1. Jest bardzo skoncentrowane. To uderzenie, tutaj na płytkach z kompozytu CFC węgla, natychmiast powoduje oderwanie i jonizację atomów, które wypełniają komorę. Dlatego klatka 3 jest całkowicie nasycena światłem. Rysunek 4 pokazuje odłamki węgla wystrzelone z komory. Spróbujcie wyobrazić sobie to z ... berylem.
Jedna uwaga na marginesie. Jeśli przeczytaliście moje lub moje artykuły o tokamakach, zauważyliście, że pole magnetyczne, które stara się kontrolować jony i elektrony, ma linie sił w kształcie niewielko zwiniętych spiral (białe strzałki na tle plazmy, czerwonej).
Bez tej „poloidalnej” składowej, powstającej dzięki prądowi plazmy, to pole nie spiralałoby. Linie sił byłyby zwykłymi okręgami (niebieskimi).

Pole magnetyczne „toroidalne” (linie pola niebieskie, cewki czerwone)
Ale ponieważ cewki są bardziej zgrupowane w pobliżu osi maszyny, pole, które tworzą w tej części, jest silniejsze. A zatem:
- Plazmy uciekają z obszarów o silnym polu magnetycznym.
Na tej podstawie powstał pomysł ich zawężenia, ponieważ pole było silniejsze w pobliżu uzwojeń, niezależnie od tego, czy były one nadprzewodzące czy nie.
Wtedy pojawiają się dwie siły przeciwstawne. Siły ciśnienia panujące w plazmie, które rosną wraz z gęstością i temperaturą według wzoru
p = n k T
gdzie p to ciśnienie, n to liczba jonów na jednostkę objętości, a T to temperatura bezwzględna. k to stała Boltzmanna, która wynosi
k = 1,38 × 10⁻²³
Można podsumować historię zawężania, odnosząc się do ciśnienia magnetycznego:

W toroidalnej komorze wyposażonej w cewki pole jest silniejsze blisko osi, tam gdzie zwoje są bardziej zgrupowane. Wtedy ciśnienie magnetyczne, silniejsze, stara się wypchnąć plazmę. To nie dobre...
W 1951 roku amerykański badacz Lyman Spitzer (1914–1997), pionier światowej klasy w fizyce plazmy, natychmiast zaproponował zgięcie komory, nadając jej kształt spiralnego pasa.

L. Spitzer, zmarł w 1997 roku
Tak narodziła się idea Stellaratora.

Stellarator
Wszyscy uważają to za niezwykle skomplikowane (więc kosztowne). Badacze wolą skupić się na idei pochodzącej z chłodu, którą Rosjanie ujawnili dopiero w 1958 roku: spowodować przepływ prądu plazmy, kołowego, wywołanego indukcją, który dodając składową do pola magnetycznego, pozwala „obracać plazmę” jak z „elektromagnetyczną łyżką”. Wydaje się to prostsze niż ten koszmar, który jest Stellaratorem.
Ale właśnie ten prąd plazmy (1,5 miliona amperów w Tore Supra, 4,8 miliona w JET i 15 w ITER) powoduje rozpad. Ten prąd sprawia, że wszystkie tokamaki są fundamentalnie niestabilne.
W fizyce plazmy niestabilności pojawiają się, gdy pole magnetyczne jest generowane przez prąd krążący w plazmie (tak jest w przypadku Słońca, które również ma własne niestabilności MHD, które degenerują się w doskonały odpowiednik rozpadów – wybuchy słoneczne.

Wybuch słoneczny Na powyższym zdjęciu widać bardzo wyraźnie. Choć nie mamy dokładnego zrozumienia tego, co dzieje się dokładnie pod powierzchnią Słońca, której temperatura wynosi 6000°C, warto przypuszczać, że jego „podłoże” składa się z „naleśników”, tubusów prądów o skomplikowanej geometrii. Wyobraźcie sobie sferę wypełnioną kawałkami opon rowerowych, trochę napełnionymi powietrzem. Ciśnienie powietrza w tych komorach to ciśnienie-plazmy. Ciśnienie magnetyczne to przeciwdziałanie wywoływane przez naprężenia panujące w gumie tych tubusów prądowych.
Od czasu do czasu ciśnienie plazmy panujące w jednej z tych „komór powietrznych” staje się większe niż ciśnienie utrzymujące ją magnetycznie. Wtedy ta komora wyrzuca się na powierzchnię słoneczną, tworząc piękną łuk, widoczną powyżej. To MHD w 150%. Te łuki rozprzestrzeniają się poza powierzchnią Słońca. W części górnej linie pola magnetycznego są rzadsze. Oznacza to, że pole magnetyczne panujące na szczycie łuku jest słabsze niż to, które znajdziemy u jego „podeszwy”. Wiadomo jednak, że plazmy „uciekają z obszarów o silniejszym polu magnetycznym”.

Dlatego oba słupki tego łuku będą działać jak naturalne akceleratory cząstek, które nadałyby silną prędkość w górę jonom i elektronom, które następnie zderzyłyby się na szczycie łuku. Ta uzyskana prędkość przekształciłaby się w ruch termiczny, czyli ciśnienie. Ciśnienie to spowodowałoby pęknięcie szczycu łuku jak pękanie opony, która nie może już utrzymać ciśnienia powietrza.
Łuk przekształci się wtedy w dwa strumienie plazmy, wydzielające jony i elektrony tworzące środowisko nagrzane do temperatury od 3 do 10 milionów stopni. W ten sposób wyjaśnia się wysoką temperaturę korony słonecznej oraz silne burze, które uderzają w wyższą atmosferę ziemską blisko biegunów magnetycznych Ziemi, gdy Słońce „wścieka się”.

Na dole, po lewej stronie, to co pozostało po łuku wybuchu słonecznego: strumień wysokiej energii. U nas, zjawiska takie jak polarne świty są fizycznymi skutkami rozpadów, które regularnie występują na Słońcu, podlegając „przepisom inżynierskim” (co jest inną formą mówienia, że nie wiemy, jak to działa)
W Stellaratorze nie ma prądu plazmy, więc nie ma rozpadów! Idea zaczyna od nowa nabierał siły. Japończycy zbudowali jednego. Niemcy kończą swój (Wendelstein 7X w Greiswald, Instytut Maxa Plancka).
Spójrzcie na jego cewki – są... dziwne:

50 nadprzewodzących cewek dla niemieckiego Stellaratora.
Od czasu wynalezienia prądu elektrycznego wiadomo, że gdy przepuszczamy prąd przez zwoje, powstają siły, które dążą do ich wybuchu. Wszyscy widzieliście to w szkole średniej.
W latach sześćdziesiątych w moim laboratorium budowaliśmy cewki, przez które przepływało 54 000 amperów. Trzeba było bardzo mocno je zabezpieczyć, inaczej znajdowały sięby... w ścianach! (Pamiętajcie, że przed staniem się teoretykiem byłem eksperymentatorem. Dla tych, którzy powiedzą, że ta eksperymentacja jest bardzo daleka, przypomnę, że moja ostatnia prezentacja na dużym międzynarodowym konferencji MHD w Jeju, w Korei, miała miejsce w września 2010 roku. Praca wykonana... w garażu).
Cewki maszyny Tore Supra są prostymi okręgami, więc problemy wytrzymałości materiałów są automatycznie minimalizowane.

Komora Tore Supra o przekroju kołowym
Cewki JET mają kształt litery „D”. Ale znajdują się w jednej płaszczyźnie. Mimo to trzeba je bardzo dobrze zabezpieczyć, ponieważ siły związane z polem 5,38 tesli są ogromne.
Cewki niemieckiego Stellaratora, dziwne, powodują problemy wytrzymałości mechanicznej. Dlatego będą generować tylko 3 tesle (co da ciśnienie magnetyczne, utrzymujące plazmę, trzy razy słabsze niż w JET). W toroidalnej komorze, aby zawrzeć plazmę, należy osiągnąć stosunek ciśnienia magnetycznego do ciśnienia plazmy rzędu 10. Jeśli stracimy czynnik 3, będziemy automatycznie ograniczeni pod względem ciśnienia plazmy, a więc gęstości i temperatury. Objętość pola niemieckiego Stellaratora nadal jest niewielka: 30 metrów sześciennych, w porównaniu do 100 metrów sześciennych dla JET i 850 dla ITER.
Dostępna dokumentacja na temat niemieckiego Stellaratora:
Średnica: 16 m Wysokość: 5 m Średnica ścieżki plazmy: 5,5 m Pole magnetyczne: 3 tesle Czas działania: do 30 minut Układy nagrzewania: mikrofale, iniekcja neutronów, fal radiofrequency liczba otworów do pomiarów: 250 Objętość plazmy: 30 metrów sześciennych Zawartość: od 0,005 do 0,03 g Brak prądu plazmy chroni Stellarator przed rozpadami.

Im bardziej dziwne, tym lepiej...

Przekrój komory niemieckiego Stellaratora Wendelstein 7X Urządzenie przeznaczone do przechowywania sił wybuchu nadprzewodzących cewek Cóż za złożoność technologiczna!

Czy tokamak może zostać uratowany jako urządzenie, które kiedyś pozwoli człowiekowi wykorzystać energię fuzji? Niektórzy wątpią. Wiele osób, rzeczywiście. Wątpliwości rosną jak grzyb. Te przeklęte rozpady psują życie badaczy od... dekad! Spójrzcie na ostatnią planszę prezentacji Wurdena:

Przetłumaczona wersja francuska jest wierna. Wszystko zostało podsumowane na tej stronie. Tam znajduje się obawa, że niepowodzenie dużych tokamaków (czyli ITER) może narazić badania nad energią z fuzji na dyskredyt. A potem, w ostatnim wierszu, widzimy, że Wurden, który współpracuje z Niemcami jako doradca, nadal obserwuje Stellarator.
Czy to rozwiązanie? Trudno powiedzieć. W „gigantycznym Stellaratorze”, gdzie można by stworzyć fuzję, badać warunki plazmy palącej bez rozpadów, nadal istnieje nierozwiązany problem wytrzymałości pierwszej ściany na strumień neutronów o energii 14 MeV. Problem ten należało już dawno zaatakować za pomocą instalacji IFMIF, która pozostała... w szafie.
Strona poświęcona fuzji bez neutronów**
Strona poświęcona fuzji jądrowej
Nie omówiłem projektowanego rosyjskiego Z-pinch z Valentinem Smirnovem. Jednak jeśli czas równowagi energii jest znacznie dłuższy niż czas przejazdu Alfvena, dominują lepkość jonów i temperatura jonów. To oczywiście nie daje maksymalnego promieniowania, ale pozwala osiągnąć najwyższą temperaturę jonów. Dlatego przy 26 MA i tej samej gęstości linii oczekuję, że temperatura jonów będzie 1,7 raza wyższa niż poprzednia wartość 200–300 keV.
Haines mówi mi, że nie rozmawiał z Valentinem Smirnovem, dyrektorem działu fuzji w Instytucie Kutchatov w Moskwie, na temat rosyjskiego projektu. Potwierdza to, co mi powiedział w Biarritz, mówiąc, że z ich 26 milionami amperów Amerykanie powinni osiągnąć 500 keV, czyli pięć miliardów stopni.
W tej logice Rosjanie, którzy budują (komunikacja osobista Smirnova) urządzenie rozwijające 50 milionów amperów w ciągu 150 nanosekund, z „obudową sferyczną” (wynalezioną przez Rosjanina Zakharowa) i pierwotnym źródłem energii w postaci stałego wybuchu, powinni logicznie osiągnąć 18 miliardów stopni.

Znajduje się tam informacja w Wikipedii. Artykuł mówi, że wytworzona energia może zostać bezpośrednio przekształcona przez indukcję, jak wspominałem już w 2006 roku (chciałbym rzucić okiem na artykuł Miley’a z 1993 roku na ten temat, cytowany na stronie).
W tym miejscu znajduje się plansza, która przedstawia zwłaszcza stosunek mocy wytworzonej przez reakcje fuzji do strat przez promieniowanie (bremsstrahlung). Stosunek ten jest bardzo korzystny dla deuterowo-trytowego. Tabela wskazuje minimalną temperaturę do osiągnięcia: 300 keV dla boru z wodorem, znacznie przekroczoną w Z-pinches. Ale stosunek Moc fuzji / Moc utracona przez promieniowanie mniejszy niż jedność (0,57) wydaje się a priori skazany na porażkę.

Jednak te wyniki obliczeń odnoszą się do równości temperatur jonów i elektronów. W Z-machine temperatura jonów jest ponad dwieście razy wyższa niż temperatura elektronów. Straty przez bremsstrahlung rosną jak pierwiastek kwadratowy z temperatury elektronów (jak prędkość elektronu). Musimy więc pomnożyć 0,57 przez pierwiastek z 227, czyli czynnik 15. Współczynnik mocy wytworzonej przez fuzję do strat wzrośnie wtedy do 8,58.
Dlaczego taki stan „odwrotnego nierównowagi”? Ponieważ podczas implozji nitek jony i elektrony uzyskują identyczne prędkości (600 km/s). Te energie kinetyczne są przekształcane w energię drgań termicznych. Te uwarstwienia są bardzo szybkie (mniej niż nanosekunda dla gazu jonów, trochę dłużej dla elektronów). Ale charakterystyczny czas równowagi energii, zbieżności do stanu równowagi termodynamicznej, jest znacznie dłuższy (patrz artykuł Hainesa z 2006 roku).
Prosta uwaga: byłoby dobrze, gdyby te precyzje zostały dodane na tej stronie Wikipedii. Ktoś musi to zrobić za mnie. W rzeczywistości nie mogę tego zrobić, ponieważ w 2005 roku zostałem na zawsze wykluczony przez grupę kilku anonimowych administratorów. Powód: ujawnienie tożsamości pewnego Yacine Joliveta, teoretyka fizyki, doktoranta na École Normale Supérieure, który ciągle mówił głupoty. Zaproponowałem mu wyjaśnienie twarzą w twarz w jego laboratorium. Ale w ten sposób zdjąłem mu maskę, co w funkcjonowaniu Wikipedii stanowi nieprzebaczone przestępstwo. Od tamtej pory, mając doktorat z superstrun w kieszeni, Dolivet poszedł pracować do banku. Mam nadzieję, że w tym banku pracuje pod swoim prawdziwym imieniem.
Istnieje więc możliwa ścieżka badawcza, która zasługuje na badanie. A skoro „Miasto Energii”, zlokalizowane w Cadarache, w obszarze zawierającym ITER, wydaje się otwarte dla wszystkich możliwych rozwiązań (patrz dalej), dlaczego nie zbudować tam Z-machine? (koszt: setna część ITER). Mogę znaleźć senior researchers zdolnych do uruchomienia takiego projektu, wybierając spośród społeczności badaczy plazmy ciepłej, wśród tych, którzy nie przyjęli bezkrytycznie chimerę o nazwie ITER.
Nie omówiłem projektowanego rosyjskiego Z-pinch z Valentinem Smirnovem. Jednak jeśli czas równowagi energii jest znacznie dłuższy niż czas przejazdu Alfvena, dominują lepkość jonów i temperatura jonów. To oczywiście nie daje maksymalnego promieniowania, ale pozwala osiągnąć najwyższą temperaturę jonów. Dlatego przy 26 MA i tej samej gęstości linii oczekuję, że temperatura jonów będzie 1,7 raza wyższa niż poprzednia wartość 200–300 keV.
Haines mówi mi, że nie rozmawiał z Valentinem Smirnovem, dyrektorem działu fuzji w Instytucie Kutchatov w Moskwie, na temat rosyjskiego projektu. Potwierdza to, co mi powiedział w Biarritz, mówiąc, że z ich 26 milionami amperów Amerykanie powinni osiągnąć 500 keV, czyli pięć miliardów stopni.
W tej logice Rosjanie, którzy budują (komunikacja osobista Smirnova) urządzenie rozwijające 50 milionów amperów w ciągu 150 nanosekund, z „obudową sferyczną” (wynalezioną przez Rosjanina Zakharowa) i pierwotnym źródłem energii w postaci stałego wybuchu, powinni logicznie osiągnąć 18 miliardów stopni.
Znajduje się tam informacja w Wikipedii. Artykuł mówi, że wytworzona energia może zostać bezpośrednio przekształcona przez indukcję, jak wspominałem już w 2006 roku (chciałbym rzucić okiem na artykuł Miley’a z 1993 roku na ten temat, cytowany na stronie).
W tym miejscu znajduje się plansza, która przedstawia zwłaszcza stosunek mocy wytworzonej przez reakcje fuzji do strat przez promieniowanie (bremsstrahlung). Stosunek ten jest bardzo korzystny dla deuterowo-trytowego. Tabela wskazuje minimalną temperaturę do osiągnięcia: 300 keV dla boru z wodorem, znacznie przekroczoną w Z-pinches. Ale stosunek Moc fuzji / Moc utracona przez promieniowanie mniejszy niż jedność (0,57) wydaje się a priori skazany na porażkę.
Jednak te wyniki obliczeń odnoszą się do równości temperatur jonów i elektronów. W Z-machine temperatura jonów jest ponad dwieście razy wyższa niż temperatura elektronów. Straty przez bremsstrahlung rosną jak pierwiastek kwadratowy z temperatury elektronów (jak prędkość elektronu). Musimy więc pomnożyć 0,57 przez pierwiastek z 227, czyli czynnik 15. Współczynnik mocy wytworzonej przez fuzję do strat wzrośnie wtedy do 8,58.
Dlaczego taki stan „odwrotnego nierównowagi”? Ponieważ podczas implozji nitek jony i elektrony uzyskują identyczne prędkości (600 km/s). Te energie kinetyczne są przekształcane w energię drgań termicznych. Te uwarstwienia są bardzo szybkie (mniej niż nanosekunda dla gazu jonów, trochę dłużej dla elektronów). Ale charakterystyczny czas równowagi energii, zbieżności do stanu równowagi termodynamicznej, jest znacznie dłuższy (patrz artykuł Hainesa z 2006 roku).
Prosta uwaga: byłoby dobrze, gdyby te precyzje zostały dodane na tej stronie Wikipedii. Ktoś musi to zrobić za mnie. W rzeczywistości nie mogę tego zrobić, ponieważ w 2005 roku zostałem na zawsze wykluczony przez grupę kilku anonimowych administratorów. Powód: ujawnienie tożsamości pewnego Yacine Joliveta, teoretyka fizyki, doktoranta na École Normale Supérieure, który ciągle mówił głupoty. Zaproponowałem mu wyjaśnienie twarzą w twarz w jego laboratorium. Ale w ten sposób zdjąłem mu maskę, co w funkcjonowaniu Wikipedii stanowi nieprzebaczone przestępstwo. Od tamtej pory, mając doktorat z superstrun w kieszeni, Dolivet poszedł pracować do banku. Mam nadzieję, że w tym banku pracuje pod swoim prawdziwym imieniem.
Istnieje więc możliwa ścieżka badawcza, która zasługuje na badanie. A skoro „Miasto Energii”, zlokalizowane w Cadarache, w obszarze zawierającym ITER, wydaje się otwarte dla wszystkich możliwych rozwiązań (patrz dalej), dlaczego nie zbudować tam Z-machine? (koszt: setna część ITER). Mogę znaleźć senior researchers zdolnych do uruchomienia takiego projektu, wybierając spośród społeczności badaczy plazmy ciepłej, wśród tych, którzy nie przyjęli bezkrytycznie chimerę o nazwie ITER.
W prasie naukowej pojawiają się artykuły. Już 24 października na stronie CEA pojawiła się strona o tytule „Zdjęcie rozpadów”. Z tym zdjęciem, wykonanym w maszynie Tore Supra:

Autor artykułu zapomina o tym:
-
że ten gaz rzadki, poddany silnej reakcji powierzchni „rezonującej” plazmy, jonizuje się, co uniemożliwia mu dalsze przenikanie. Nie trzeba być absolwentem Grandes Écoles, by to zauważyć.
-
że te eksperymenty są przeprowadzane na zdrowej plazmie, a nie na rozpadzie, który samorzutnie się rozwinął.
-
ponieważ wyciek automatycznie powoduje rozpad, iniekcja gazu go tworzy, a następnie ma go osłabić.
Prace, które CEA nazywa „obiecujące” (patrz tekst odpowiedzi na moje artykuły).
Od czasu do czasu czytelnicy proszą mnie o pomoc, wskazując na jakiś „nowy” wkład. Kilka miesięcy temu Koreańczycy starali się kontrolować „niestabilności brzegowe”, przeciwdziałając lokalnym fluktuacjom pola magnetycznego za pomocą cewek. Efekt: pomysł, który nie jest nowy i nie daje dużo.
Niedawno to czasopismo Nature wyjaśniło, jak działać na plazmę tokamaka, działając w „przestrzeni fazowej”, w sześciowymiarowej przestrzeni (położenie plus prędkość).
Impresyjne. Ale dla tych, którzy potrafią czytać, nic szczególnie interesującego. Publikacja pracy doktorskiej, nic więcej. Dzięki tej metodzie można zmienić częstotliwość „niestabilności zębatego zęba”. Ale nie można ich usunąć.
Przedstawiam teraz reprodukcję listu poleconego, który wysłałem Bernardowi Bigotowi, Generalnemu Administratorowi CEA. Trzeba się do niego zwrócić, ponieważ autorzy tekstu, w którym oskarżają mnie o nieszczerzość intelektualną, wolą pozostać w cieniu. Proszę więc pana Bigota o wykorzystanie prawa odpowiedzi, publikując ten list na stronie CEA po dziesięciu stronach, gdzie odważni anonimowi stwierdzają, że „automatycznie dyskredytuję się z debaty naukowej i społecznej”.
Jean-Pierre Petit, emerytowany dyrektor badawczy CNRS Pertuis, 17 stycznia 2012 Panu Bernardowi Bigotowi, Generalnemu Administratorowi CEA CEA, Saclay 91191 Gif-sur-Yvette Zalecenie z potwierdzeniem odbioru.
Panie Generalny Administratorze, W związku z opublikowaniem 17 listopada 2011 roku na stronie internetowej CEA dokumentu pt. cytuję:
Odpowiedź na artykuł „ITER, Kronika nieuchronnej porażki”, autorstwa pana Jean-Pierre Petit, opublikowanego 12 listopada 2011 roku w czasopiśmie Nexus, przygotowanego przez Komisję ds. Energii Atomowej i Energii Alternatywnej".
Próbowałem skontaktować się bezskutecznie z działem komunikacji CEA, aby dowiedzieć się autora tego tekstu. Odpowiedziano mi w istocie: „że nie pochodzi on od jednego autora, lecz od grupy, której członkowie nie chcieli ujawnić swoich nazwisk ani prowadzić dyskusji ze mną”.
W tym tekście znajdują się zdania takie jak:
Przykro nam, że informacje naukowe publikowane w renomowanych czasopismach międzynarodowych, ich autorzy oraz czytelnicy artykułu są manipulowane z celami obcymi badaniom i postępowi wiedzy.
Takie nieuczciwe zachowanie intelektualne sprawia, że pan J.P. Petit automatycznie wyklucza się z debaty, zarówno naukowej, jak i społecznej.
Od czasu, gdy rozpocząłem pracę naukową, którą kontynuuję już ponad czterdzieści lat, mimo emerytury, co potwierdzają moje ostatnie wystąpienia naukowe i publikacje w specjalistycznych czasopismach z recenzją, z lat 2008, 2009, 2010, nie byłem nigdy tak obraźliwie oskarżany o nieszczerzyść naukową.
Chciałem więc poznać autora takich słów, aby móc z nim dyskutować pod okiem kamery filmowej prowadzonej przez dziennika, tak by ta dyskusja, bez żadnych przycinania ani komentarzy, z równym czasem mowy, mogła być udostępniona wszystkim – zarówno publiczności, jak i kolegom naukowym, czy decydentom politycznym, którzy mogli mieć dostęp do tego dokumentu dzięki jego natychmiastowej publikacji w Internecie i na tej podstawie wyrazić własne sądy.
Gdy formułuje się tak poważne oskarżenia ad hominem, ich autor (lub autorzy, skoro mówią, że to grupa pochodząca z CEA) nie może się ukrywać za dyskretnym anonimem. Sprawa musi zostać wyjaśniona publicznie, zgodnie z najbardziej elementarnym rozumieniem sprawiedliwości i zdrowym funkcjonowaniem demokracji, która nie może się ograniczać do argumentów autorytetu. Taka ucieczka nie jest tylko objawem nadmiernej pewności siebie. Może również świadczyć o niskiej pewności siebie i braku kompetencji osób odpowiedzialnych.
Okazuje się, że artykuł, na którym anonimowi autorzy rozwinęli dwujęzyczną krytykę na dziesięciu stronach, to tylko bardzo skrócona wersja artykułu o 115 stronach opublikowanego na mojej stronie internetowej, gdzie zostały przepisane 880 linii z rozprawy Cédrica Reuxa, czyli trzecia część jego pracy, stanowiąca najistotniejsze fragmenty.
Chcę podkreślić, że przed opublikowaniem tego artykułu próbowałem bezskutecznie skontaktować się z panem Reuxem przez e-mail, jednocześnie chwaląc jakość jego pracy.
Ta rozprawa wskazywała na niebezpieczeństwo zjawiska rozprzestrzeniania się rozprzestrzeniania się w tokamakach o dużej mocy, takich jak ITER. Mój artykuł o 115 stronach zawierał również fragmenty innej rozprawy – angielskiego Andrew Thorntona, obronionej w styczniu 2011 roku, który doszedł do identycznych wniosków.
Na przykład poniżej przedstawiam dwa cytaty z rozprawy Cédrica Reuxa:
Strona V:
„Rozprzestrzenianie się plazmy w tokamakach to zjawisko prowadzące do całkowitej utraty uwięzienia plazmy w ciągu kilku milisekund. Może powodować znaczne uszkodzenia struktur maszyn przez lokalne osiadanie ciepła, siły Laplace’a w strukturach i generowanie wysokoprędkościowych elektronów nazywanych rozłączonymi, które mogą przebić elementy wewnętrzne. Skoro uniknięcie takiego zjawiska nie zawsze jest możliwe, należy zmniejszyć jego skutki, szczególnie dla przyszłych tokamaków, których gęstość mocy będzie o jeden lub dwa rzędy wielkości większa niż w obecnych maszynach”.
oraz strona 165:
„Aby działać przyszłe tokamaki w warunkach wysokiej niezawodności, bezpieczeństwa i wydajności, coraz bardziej konieczne staje się kontrolowanie rozprzestrzeniania się plazmy. Te gwałtowne zjawiska, odpowiadające utracie uwięzienia plazmy, są przyczyną trzech rodzajów szkodliwych skutków. Skutki elektromagnetyczne, obejmujące prądy indukowane, prądy halowe i powstające z nich siły Laplace’a, mogą uszkadzać komorę próżniową tokamaka i oderwać elementy strukturalne. Skutki termiczne spowodowane utratą energii zawartej w plazmie mogą powodować nieodwracalne uszkodzenia elementów ścianki kontaktujących się z plazmą. Na koniec, wiązki relatywistycznych elektronów przyspieszanych podczas rozprzestrzeniania mogą przebić komorę próżniową”.
oraz fragment z rozprawy Andrew Thorntona, strona 14:
„Skutki rozprzestrzeniania się w kolejnej generacji tokamaków są poważne, skutki rozprzestrzeniania się w tokamaku elektrowni będą katastrofalne.” Po zapoznaniu się z tym dokumentem o 115 stronach, posłanka europejska Michèle Rivasi poprosiła mnie o przygotowanie bardziej skondensowanej wersji dla 124 członków Komisji Technicznej ds. Energetyki Parlamentu Europejskiego, co zrobiłem.
Po informacji o rozprowadzaniu tego tekstu w tej komisji, pan Cédric Reux wysłał list protestacyjny, w którym wyrażał silne niezadowolenie z tego, co uznał za złośliwe wykorzystanie jego tekstów i wniosków w celach partyjnych poprzez przedstawienie skróconych fragmentów.
Przy okazji zaznaczę, że to właśnie „anonimowie z CEA” użyli tej techniki w swoim tekście, który nadal jest dostępny na ich stronie internetowej, cytując tzw. fragment artykułu z Nexus, cytuję:
strona 91:
Wszystkie tokamaki na świecie, w tym Tore Supra i JET, nagle stały się niemożliwe do obsługi pod wpływem bardzo różnych przyczyn.
To cytowanie zostało celowo skrócone, aby ukryć fakt, że ITER nieuchronnie kiedyś stanie się miejscem rozprzestrzeniania się, przez odłączenie pyłu od ścianki lub wprowadzenie gazu spowodowane wadą szczelności. Poniżej przedstawiam pełny, nieskrojony tekst:
strona 91:
Wszystkie tokamaki na świecie, w tym Tore Supra i JET, wielokrotnie stały się całkowicie niemożliwe do obsługi pod wpływem bardzo różnych przyczyn, od odłączenia pyłu od ścianki po wprowadzenie chłodnego gazu spowodowane niedostateczną szczelnością komory. Wszystkie maszyny obecne i przyszłe przeżyły i będą przeżywały zjawisko „rozprzestrzeniania się”.
Podkreśliłem pominięty fragment, który całkowicie zmienia sens zdania.
Wróćmy do pana Cédrica Reuxa. W tym samym czasie, gdy wysłał on silną protestację do pani Rivasi, poprosił o spotkanie z nią. Ta zaakceptowała i ustaliła datę spotkania na 16 listopada 2011 roku, pod warunkiem, że spotkanie odbędzie się w mojej obecności i zostanie zarejestrowane przez dziennika bez zadawania pytań ani wpływu na rozmowę. Film zostałby następnie opublikowany w Internecie bez przycinania ani montażu na mojej stronie „Badania i Dyskusja”.
Zakładam, że to wtedy grupa z CEA przygotowała tekst opublikowany na ich stronie 17 listopada 2011 roku, opierając się na ograniczonym dokumencie, nie mając widocznie świadomości pełnej wersji tekstu, z którego byłoby trudno mówić o manipulacji poprzez przedstawienie skróconych fragmentów, biorąc pod uwagę obfite i ciągłe materiały przedstawione.
Następnie Panie Administratorze, wysłał Pan list do pani Rivasi, w którym wyraził niechęć do spotkania pana Reuxa ze mną samym, a zaproponował, by pan Reux przyjechał w towarzystwie Pana i pana Alaina Bécouleta, którego Pan przedstawił jako specjalistę od ITER.
Pani Rivasi zaakceptowała i ustaliła miejsce spotkania w sali dostępnej dla posłów w Assemblée Nationale, na boulevard Saint Germain.
Pani Rivasi, dziennikarz i ja bezskutecznie czekaliśmy na Pana w tej wieczności 16 listopada, kiedy to Pan i jego koledzy zdecydowali się nie przyjechać, nie mając nawet uprzejmości zadzwonić. Natomiast następnego dnia pojawił się ten długi tekst o dziesięciu stronach na stronie internetowej CEA bez podpisów.
Co można z tego wnioskować?
Że projekt ITER jest niejasny, że jego zarządzanie na poziomie francuskim i nawet międzynarodowym wydaje się bardzo niepewne. Jeśli anonimowi autorzy dokumentu opublikowanego przez CEA 17 listopada 2011 roku przeczytali pełny artykuł, natychmiast znaleźliby w nim odpowiedzi na wszystkie swoje argumenty w postaci długich fragmentów z rozpraw Reuxa i Thorntona (które były zawarte w 115-stronicowym dokumencie na mojej stronie internetowej).
Na przykład, w sprzeczności z zaufaniem, które wydają się mieć do symulacji numerycznych, przytoczę fragment z rozprawy pana Reuxa (którego może nie przeczytali):
strona 20:
„Zakładając, że plazma tokamaka składa się średnio z 10²⁰ do 10²² cząstek, z których każda może oddziaływać z każdą inną, wydaje się trudne rozwiązać taki system, nawet uwzględniając wzrost mocy obliczeniowej superkomputerów.” Co do odkształceń elementów wewnętrznych, zobacz rozprawę Reuxa strona 59, cytuję ponownie:
„W związku z tym konieczne jest opracowanie metody pozwalającej zmniejszyć te siły pionowe, które mogą prowadzić do nieakceptowalnych odkształceń komory próżniowej”.
itd., itd.
Anonimowi autorzy oskarżają mnie o ignorowanie licznych artykułów i wystąpień dotyczących tokamaków. Zwrócę im ten sam komplement, wspominając o ostatnim wystąpieniu De G.A. Wurdena, pt.:
„Radzenie sobie z ryzykami i skutkami rozprzestrzeniania się w dużych tokamakach” („Dealing with the Risks and Consequence of Disruptions in Large Tokamaks”) na konferencji, która odbyła się 16–17 września 2011 roku w Princeton, USA, której tematem był „Szczegółowy plan prowadzący do produkcji energii przez fuzję magnetyczną w erze ITER”.
Na slajdzie 4 widać, że jego stanowisko pokrywa się z poglądami Reuxa, Thorntona i wielu innych:
4). We can’t yet simulate it even on the world’s biggest, fastest computers.
Ktoś, kto porówna treść jego prezentacji z podsumowaniem, które przekazałem pani Rivasi, nie może nie zauważyć, że wnioski są identyczne. Chyba że pan G.A. Wurden również miałby zostać oskarżony o nieszczerzyść naukową lub, jak sugerował pan Philippe Ghendrih, dyrektor badawczy Instytutu Badania Fuzji Magnetycznej, również potrzebowałby pomocy psychiatrycznej.
Jest jeszcze jeden punkt, który chciałbym podkreślić. W tekście z 17 listopada anonimowi autorzy napisali:
„To naprawdę niedobrze znać instytucje bezpieczeństwa jądrowego siedmiu partnerów ITER (Japonia, Korea Południowa, Indie, Chiny, Stany Zjednoczone, Federacja Rosyjska, Unia Europejska) i Francji, by myśleć choć chwilę, że mogłyby nie wspomnieć o tym, jeśli rozprzestrzenianie się byłoby tak niebezpieczne, jak pan Petit to wyobraża. Ich złośliwe zdanie ma na celu sugerować, że rozprzestrzenianie się zostało ukryte przed różnymi organami oceny. Naturalnie nie jest to prawdą. Rozprzestrzenianie się jest szeroko omawiane w literaturze, szczególnie ponad 35 stron poświęconych mu w „ITER Physics Basis”, opublikowanym w czasopiśmie Nuclear Fusion w 2007 roku (uzupełniającym raport z 1999 roku)”.
Wyzwania każdego, kto znajdzie w Francji polityka, decydenta lub dziennika naukowego, który przed opublikowaniem moich artykułów słyszał o słowie „rozprzestrzenianie się” lub czytał o nim gdzieś wcześniej. Dokumenty naukowe, na które odnoszą się anonimowi autorzy, nadal są niedostępne, chyba że dla specjalistów pracujących w laboratoriach.
Dopiero 24 października 2011 roku pojawiła się na stronie internetowej CEA nowa strona „Zdjęcie zblizone: rozprzestrzenianie się”, widocznie przygotowana pośpiesznie. Opierając się na rozprawie Cédrica Reuxa, jej anonimowy autor świadomie pomija fakt, że takie eksperymenty przeprowadzono nie na rozprzestrzenianiu się wywołanym samoistnie, ale na zdrowej plazmie. Zobacz fragment z rozprawy Reuxa, strona 168:
„Z punktu widzenia eksperymentalnego, iniekcje przeprowadzono wyłącznie na zdrowych plazmach i praktycznie nie testowano na plazmach już wstępnie podatnych na rozprzestrzenianie się”.
Co równa się testowaniu skuteczności strumienia w „niepłonącej” sytuacji.
Czy autor tekstu, patrząc na zdjęcie, wie, że przedstawia ono niemożliwość przejścia chłodnego gazu przez natychmiastową barierę wywołaną przez „powierzchnię rezonansową”, jonizując go? Czy to fakt, który oczywisty, ale pominięty, czy po prostu niekompetencja autora tych wierszy?
Wróćmy do tekstu z 17 listopada 2011 roku. Pogląd promowany przez anonimowych autorów, polegający na opieraniu eksperymentu problematycznego i potencjalnie niebezpiecznego na „prawach inżynierskich” (czyli „przepisach kuchennych”), zaprzeczenie podstawowego wymogu zrozumienia aspektów fundamentalnych przed rozpoczęciem tak kosztownego i ryzykownego projektu, wydaje się szokujący, bez odpowiedzialności i powiedzmy – patetyczny.
Ukrywanie problemów trwa. Przykładem jest prezentacja projektu ITER przez pana Paul Garin z ITER France, która odbyła się 17 listopada 2011 roku w Assemblée Nationale, pomijając ten kluczowy problem znany wszystkim specjalistom od dekad. Czy on go zna? Wątpię, słuchając jego przemowy, przygotowanej bez żadnego sprzeciwu, która bardziej przypomina propagandę niż wypowiedź naukowca.
Prawda jest taka, że błyskawiczny sukces JET z drugą sekundą energii fuzji oraz sukces eksperymentu Tore-Supra, polegający na utrzymaniu plazmy nie-termojądrowej przez sześć minut przy użyciu urządzeń nadprzewodzących i systemu utrzymywania prądu plazmy, wywołał całkowicie przedwczesny entuzjazm dla tej formuły, której podstawowe problemy były znane od dawna.
Przypominam się wnioskom z wystąpienia G.A. Wurdena, już wspomnianego wcześniej, poświęconego ITER. Przypominam, że na końcu podkreśla on fakt, iż plazma w tokamakach nie jest kontrolowana na 100% i że przed ITER należy przeprowadzić intensywną kampanię testów na obecnych maszynach lub szybko rozwijanych.
Jego wystąpienie, slajd 28:
Musimy wykazać kontrolę nad wysokoprężnymi plazmami tokamaków przed ITER. Jego wystąpienie, strona 32:
Gdzie najlepiej badać rozprzestrzenianie się tokamaków… nie na ITER!
Dodatkowo wszystkie metody mające na celu aktywną kontrolę plazmy (Korea, Anglia) są tylko na etapie projektów i choć prezentowane w prasie jako postępy, dziś nie są w żaden sposób operacyjne.
Choć logiczne jest dalsze prowadzenie badań fundamentalnych, było bez sensu przedstawiać taki projekt jako przewodnik do realizacji o charakterze przemysłowym, rozciągającej się aż do końca wieku.
Ale, podążając za marzeniami polityków, projektanci zaczęli pracować. Plany ITER zostały opracowane ponad dziesięć lat temu, kosztownie i w całości, opierając się na rozwiązaniach technologicznych (pierwsza powierzchnia z węgla), które musiały zostać porzucone w trakcie realizacji i zastąpione znacznie bardziej niebezpiecznymi (beryłem, toksycznym i rakotwórczym).
Urządzenie zostało całkowicie zaprojektowane, mimo braku wiarygodnych danych na temat wytrzymałości materiałów na ścieranie, działanie uderzeń termicznych oraz odporności na promieniowanie neutronami z fuzji (14 MeV), siedem razy bardziej energiczne niż generowane przez rozszczepienie. Wszystko to bez uwzględnienia ostrzeżeń wygłoszonych przez dwóch francuskich noblistów, Pierre-Gillesa de Gennesa i Georges’a Charpaka, oraz japońskiego noblisty Masaroshi Koshiby, który nie zawahał się stwierdzić już w 2004 roku:
- Ten projekt nie znajduje się już w rękach naukowców, ale w rękach polityków i ludzi biznesu.
Problemy związane z rozprzestrzenianiem się, które wyraźnie nie są bliskie kontrolowaniu, zostały podszacowane, albo celowo, albo przez lekceważenie, albo po prostu przez niekompetencję. Żaden przedsiębiorca nie zdecyduje się uruchomić tak ogromnej i ambitnej inwestycji, czytając to zdanie w komentarzu CEA z 17 listopada 2011 roku odnoszące się do wysiłku kontrolowania ich:
- Obecne wyniki są zachęcające, i można rozsądnie przypuszczać, że jedna lub nawet kilka z tych innowacyjnych metod, poza tymi dostępnych, będzie gotowa w 2019–2020 roku dla pierwszej plazmy wodorowej, a jeszcze bardziej w 2026 roku dla pierwszej plazmy deuteronowej.
Nie będę tu używał tak obraźliwych słów jak te, które pan Philippe Ghendrih, dyrektor badawczy IRFM, użył wobec mnie, ani tych, które nadal znajdują się w komentarzu opublikowanym przez CEA na swojej stronie 17 listopada 2011 roku. Opierając się na treści wystąpienia G.A. Wurdena, którego rekomendacje są identyczne z moimi, zakończę prostym zdaniem, z większą sobornością: Projekt ITER nie jest rozsądny.
Proszę przyjąć, Panie Generalny Administratorze, wyrazy moich szacunkowych pozdrowień i proszę o opublikowanie tego tekstu, a także jego tłumaczenia na język angielski, na stronie internetowej CEA, po tekście obraźliwym umieszczonym tam 17 listopada 2011 roku, jako legitymny prawo odpowiedzi.
Jean-Pierre Petit
28 czerwca 2012:
Brak odpowiedzi Bernarda Bigota na moją wiadomość wysłaną z potwierdzeniem odbioru. ---
Nowości Przewodnik (Indeks) Strona główna
