Traduction non disponible. Affichage de la version française.

Heroizm i odwaga w filmie Mistrz i komendant

En résumé (grâce à un LLM libre auto-hébergé)

  • Film 'Master and Commander: The Far Side of the World' opowiada o historii angielskiego statku w 1805 roku, który stoi przed wyzwaniem francuskiego okrętu.
  • Opowieść podkreśla bohaterstwo marynarzy, ich dyscyplinę oraz trudne warunki życia na pokładzie okrętu wojennego.
  • Film jest oparty na powieści Patricka O'Briana i porównuje rzeczywistość marynarki z tą, która jest przedstawiana w komiksach Bourgeona.

O heroicznym

O heroicznym

13 grudnia 2008

Właśnie obejrzałem na DVD film z udziałem wspaniałego aktora Russell Crowe: „Mistrz i dowódca – koniec świata” (dwa oscary na Hollywood). Pod względem estetycznym, efekt jest bardzo udany. Akcja rozgrywa się na brytyjskim okręcie wojennym HMS Surprise w 1805 roku. Jak mówi się w pierwszych minutach filmu, Napoleon stał się władcą Europy. Jedyną siłą, która mu się opierała, była Anglia, która była zagrożona inwazją. Nie mogła jednak stanąć na czele małego Korsykanina, chyba że utrzymywała przewagę na morzu, która nadal była niezakłócona. Aby tę przewagę zachować, trzeba było wszelkimi środkami. Francuzi budowali okręty linii, wysokiej klasy, i wypuszczali je na wszystkie morza świata. Jeden z nich to fregata 44-canonowa Achernon. Brytyjczykom przydzielono zadanie przesłaniać i zatapiać ten okręt, który płynął w kierunku wybrzeża Brazylii.

Uwaga na marginesie: ten film inspirowany jest powieścią Patricka O'Briana, która przedstawia Anglików i okręt… amerykański, USS Norfolk. Jednakże, aby film był akceptowany przez amerykańską publiczność w kontekście wojny USA z Irakiem, reżyser zastąpił francuski okręt amerykańskim.

W tej zmienionej wersji dowiadujemy się w trakcie historii, że choć Brytyjczycy mieli szpiegów w francuskim admirałstwie, to sytuacja była wzajemna. Gdy historia się zaczyna, to właśnie HMS Surprise prawie wpada w pułapkę ustawioną przez francuski okręt, który wydawał się doskonale poinformowany o planie jego trasy. Obrazy filmu przedstawiają niesamowitą rekonstrukcję atmosfery starć morskich okrętów z tamtych czasów. Znamy już serię komiksów Bourgeona „Pasażerowie wiatru” (Casterman), która należy do mojej prywatnej kolekcji najlepszych komiksów. Obrazy są tak udane, ponieważ reżyser wykorzystał amerykański szkoleniowy trójmasztowiec, dokładną kopię brytyjskiego okrętu z roku 1800. Amerykańscy oficerowie mają szczęście, że mogą pływać na takim cudzie.

fregate_acheron

Z lewej fregata Achernon, z prawej brytyjski okręt Surprise

Spójrzcie na obraz powyżej. Jest godny jednego z najlepszych obrazów Muzeum Marynarki w Trocadéro, które razem z muzeum w Göteborgu, Szwecja, jest jednym z najpiękniejszych na świecie. To prawda – to piękno. To prawda – te gesty są „heroiczne”. Jeśli obejrzycie ten film lub wynajmiesz DVD, spróbujcie spojrzeć na niego oczami innych niż widz, który się rozśmiesza. Mamy przed oczami obrazy wojny, które mają wydawać się realistyczne. Specjalista powiedziałby, że atmosfera panująca na pokładzie okrętu linii z tamtych czasów była prawdopodobnie bliższa tej, którą Bourgeon przedstawił w swoich komiksach niż w tym filmie z dużym budżetem. Historia mówi, że życie na pokładzie było bardzo trudne, a załoga była trzymana w sztywnej dyscyplinie. Hierarchia, surowa dyscyplina, ciężkie kary za najmniejsze naruszenia (bić kijem, „duża klatka”, o której wspomina Bourgeon). W filmie, gdzie Crowe gra kapitana Audreya, atmosfera jest dobra, kadra przyjemna, od drugiego oficera po szefa załogi. Wydaje się, że jesteśmy w angielskiej szkole prowadzonej przez miłych opiekunów. Matrosy są patriotami, którzy śledzą „Jacka Szczęścia”, swojego odważnego, odważnego i zawsze zwycięskiego kapitana, który „zawsze wygrywa na końcu”.

Zobaczycie, jak dzięki swojej odwadze i inteligencji na morzu potrafi pokonać okręt 44-canonowy, mimo że ma tylko 27 dział, oraz jak zdobywa francuski okręt linii z załogą dwa razy większą niż jego własna. Potężny, szybki okręt o bardzo wytrzymałe kadłubie, „gruby o dwa stopy”, i o znacznie większej zasięgu dział niż HMS Surprise.

Widzimy – i to jest doskonale autentyczne – że te okręty wojenne zabierały na pokładzie dzieci, od dzieci-matrosów („młodocianków”) po oficerów-dzieci („midships”). Poniżej obraz (strona 32 pierwszego albumu serii, zatytułowanego „Dziewczyna na dziobie”), który przedstawia młodocianków przewożących gargoyle, amunicję do dział.

mousses

Oficerowie-naukowcy znajdziecie w filmie. Jeden z nich to syn lorda z brytyjskiego admirałstwa. Jakiego może mieć wieku ten blondynowy Lord Briteney? Dwanaście, trzynaście lat? Jeśli śledzicie te obrazy, zobaczycie, że liczni członkowie załogi mają czternaście–piętnaście lat. W tej marynarce wojennej mężczyzna dwudziestolatki był już doświadczony. Mężczyzna czterdziestolatki był... cudem. Podczas pierwszego starcia brytyjski okręt, niespodziewanie atakowany, otrzymał francuski strzał, który pozbawił życia dziewięciu ludzi i ranił dwudziestu siedmiu, w tym tego młodego lorda, którego rana dotknęła ramienia. Okręty wymieniały się pociskami różnych kalibrów. Te, które widzimy w rękach brytyjskich artylerzystów, mają średnicę 18 cm. Jednak kalibry mogły być znacznie większe. Akcja na komiksach Bourgeona rozgrywa się na trzydzielowym okręcie z 74 działami. Pod żaglami taka jednostka całkowicie zakrywałaby Arc de Triomphe na Place de l'Étoile. Osiemset członków załogi! Portowiec „Foch” tamtych czasów.

Te statki są drewniane. Gdy pociski trafiają, wywołują tysiące odłamków drewna, które mogą spowodować straszne obrażenia. Młody lord został ranny dwoma odłamkami drewna w ramieniu, co wystarczyło do amputacji. Kto może wyobrazić sobie się znaleźć na takim okręcie podczas starcia? Sceny przedstawione w filmie są stosunkowo dyskretnymi. Brytyjczycy wydają się nie znać strachu, mają uśmiechy na ustach. Pisanie Bourgeona jest bardziej surowe. Podczas bitwy leciały odcięte kończyny. Wewnętrzności rozsypywały się po podłodze. Na samym środku walki zespoły medyczne wykonywały operacje. Lekarze ciął ręce i nogi w szeregu. Antybiotyki... nie istniały. W filmie rana na ramieniu młodego lorda przybrała tak zły obrót, że postanowiono o amputacji. Obserwujemy to. No, może można powiedzieć. Młody lord jest bardzo odważny.

midship

Lord Briteney, oficer-naukowiec, niedługo ręka w rękawie

Ale już szybko młody Lord Briteney odzyskuje siły. Nawet w trakcie rehabilitacji, siedząc w hamaku z jedną ręką, utrzymuje uśmiech. Kapitan Audrey, który go odwiedza, daje mu książkę poświęconą życiu admirała Nelsona, wielkiego bohatera angielskiego. W dalszej części filmu ten blondyn nie opuszcza już swojego aniołkowego uśmiechu. Widz myśli: „Stracić rękę podczas bitwy morskiej, mając dwanaście lat, to może nie być tak straszne, skoro ten chłopiec utrzymuje swój nieodparte uśmiechu”. Widzimy go później podczas eksploracji wysp Galapagos przez lekarza, już przekształconego w naukowca przyrody.

W dalszej części historii zobaczymy go uczestniczyć we wszystkim, nawet w bitwach, z jedną ręką. Podczas końcowej wymiany ognia planuje się abordaż, z tym, co można sobie wyobrazić: bezlitosną walkę w zamkniętym miejscu: pokładzie, podpokładzie. Z żagli strzelają żołnierze, rzucają granaty. Rzuca się również przez wszystkie otwory, ale kamerzysta nie pokazuje naszych efektów zniszczenia w tak zamkniętym miejscu. Działa nie tylko wystrzeliwały kulę. Na krótką odległość ładowano je miotaczami i różnymi gadżetami, które znajdziecie w muzeach, które mogły spowodować maksymalne uszkodzenia ludzkie, roztrzaskać kości, oderwać mięśnie. Ale są bardzo odważni i bardzo czysti, nasze młode oficerowie angielscy, którzy wyglądają jak uczniowie liceum. Przed abordażem młody Lord Briteney, który już jest rąkawem, ćwiczy manewrowanie szablą jedną ręką. Jednak jeden z jego „towarzyszy z klasy” informuje go, że nie będzie uczestniczyć w abordażu. Jego twarz po raz pierwszy staje się ponura. Stracić rękę – może jeszcze, to są losy wojny. Ale zostać wykluczonym z abordażu – to nie jest miłe dla tego chłopca, który zostanie skazany na pokładzie, podczas gdy jego młodzi towarzysze będą się bawić na francuskim okręcie, i widz też, spokojnie siedząc w swoim fotelu przed ekranem. Biedny chłopiec jest bardzo rozczarowany, a widz się tym przejmuje. Ale dobry kapitan Audrey od razu mówi: „Kiedy wyjdziemy na abordaż francuskiego okrętu, zostaniesz na pokładzie i będziesz dowodzić tymi, którzy zostaną”.

Chłopiec uśmiecha się, zadowolony. Jego spojrzenie błyszczy z powodu czci, jaką mu przypisano, zaufania, jakie mu okazano. Widz również jest zadowolony. Dziecko amputowane, które się gniewa – to byłoby smutne, prawda? Show must go on.

Spójrzcie, ale bądźcie świadomi tego, co wam pokazują, co oglądacie i pochłaniacie bezświadnie.

Obserwujemy abordaż. To... bardzo czyste, ostatecznie. Młody oficer, głosem dziecka, które jeszcze nie zaszło, ma pomysł, by skierować działa w dół, aby przebić kadłub wroga. Artylerzyści mu posłusznie. Jest oficerem. Operacja się powiodła. Broń w ręku, krzyczy z głosu fałszywego:

- Weźcie broń i idźcie za mną!

i wchodząc przez otwór, strzela pistoletem w twarz pierwszego francuskiego matrosa, który się znajduje na jego drodze. To bardzo dyskretnie. Nie pokazują nam Francuza z twarzą zaludnioną od strzału. Tylko cień, który się zapada. Lekarz, widząc to, decyduje się sam wziąć udział w tej operacji czyszczenia. Zobaczymy go bardzo sprawnie zabić liczną liczbę francuskich wrogów, potem uśmiechnąć się do przyjaciela kapitana i w końcu rzucić szablę, którą zamieni na nożyce chirurgiczne.

Epilog: Nowa scena, gdzie widzimy matrosów, którzy szyczą swoich zmarłych w hamakach, zanim zostaną wyrzucony do morza podczas ceremonii. Zmarli bardzo czysti. Twarze nie są uszkodzone, rysy spokojne, rozluźnione, jakby ta śmierć przyniosła im pewną spokojność. Nie pokazują nam tego, co tylko wspomina się, gdy młody Lord Briteney obawia się, że śmierć go zabierze: że gdy szyczą tych zmarłych, przekładają igłę przez nos, w ostatnim punkcie, żeby sprawdzić, czy nie są po prostu śpiące. To nie pokażą. Byłoby to niegrzeczne dla widza, który właśnie obejrzał piękną bitwę, tak estetyczną i aseptyczną. Nie, wszystko kończy się dobrze. Widz jest zadowolony. Piękne obrazy, wypchane żagle. Odwiedziny wysp Galapagos, lekarz na pokładzie grając rolę przewodnika Darwina. Wszystko jest świetnie zrealizowane. Na tym statku wydaje się, że jesteśmy. Kapitan i lekarz grają piękne muzykę kameralną, pierwszy na skrzypcach, drugi na wiolonczeli. Kontrast między surowością życia na pokładzie a delikatnością tej muzyki jest bardzo silny. Całość przerywana angielskim humorem i pięknymi pieśniami marynarzy. Wszystko dobrze kończy się. Widz topi się w uroku Russell Crowe, odważnego kapitana, który tak świetnie gra na skrzypcach. A co do młodego lorda, który stracił jedną rękę: nie przejmujcie się. Dzięki lekcjom lekarza na pokładzie widać jego przyszłość: stanie się błyskawicznym anatomem.

Nie polecam wam nie wynajmować tego DVD. Ale pomyślcie o obrazach, które zobaczycie. To, co wam pokazują, to wojna. Spróbujcie nie zapomnieć. Brytyjczycy w tej części historii walczą przeciwko kosmicznym ambicjom małego Korsykanina, który z powodu swojej niskiej postaci był kompletny i myślał, że jest Aleksandrem Wielkim. To był „Bling-Bling” tamtych czasów, plus talent, wyobraźnia. W tamtych czasach Napoleon nie był aż tak różny od Hitlera, bez rasizmu. Ambicje były porównywalne. Napoleon chciał narzucać „napoleonizm” bez granic geograficznych. Jedynie ogromna Rosja zniszczyła tę strategię, z jej tak rozległymi stepami, które było niemożliwe do kontrolowania, surowym klimatem, błotnistymi drogami, które dwa wieki później zniszczyły genialnego Adolfa, fantastycznego stratega, który potrafił otoczyć się ludźmi talentu, przynajmniej na początku. Ale jak można stworzyć linię frontu o kilkudziesięciu tysiącach kilometrów szerokości, która nie byłaby... całkowitą dziurą?

Co to jest ta komedia zwaną historią? Jak możemy być jej uczestnikami, aktywnymi czy pasywnymi? Dlaczego wieki upływające nie nauczyły nas niczego? Nie pamiętam, kto mówił (prawdopodobnie Prévert)


Istnieją tacy, którzy dają kanony dzieciom I inni, którzy dają dzieciom kanony

Spójrzcie na ten obraz z naszych czasów.

bush_et_infirme

Legendy mówiły (o Bushu): „nie uciekł...”

Prezydent amerykański jest odważny, nawet jeśli odwiedził „roztrzaskanych twarzami” z wojny w Iraku. I znajduje sposób, by się uśmiechnąć przed kamerą. Czy macie taki „kamień”? Kapelusz!

Spójrzcie uważnie na ten obraz. Skupcie się. Czy w to wierzycie? Nie. Nie może być tak tragiczne, skoro młody żołnierz się uśmiecha i prezydent też. Może to efekt specjalny jak każdy inny. Zbyt przyzwyczajeni jesteśmy do wirtualności dzisiaj, że tracimy poczucie rzeczywistości. Patrząc na ten obraz, naprawdę realny, przyznajcie, że nie jestcie bardziej poruszeni niż patrząc na obraz młodego lorda z jedną ręką. Gdy widzieliście obraz chłopca, pomyśleliście: „Czy poszukaliśmy młodego aktora, który był już amputowany?”. Na chwilę to rozważacie, a potem mówicie: „Nie, dzisiaj jesteśmy w stanie, klatka po klatce, usunąć rękę na pierwszym planie i zastąpić ją tym, co jest za nią. Na nieruchomym obrazie, z Photoshopem wiele osób potrafi to zrobić. To musi być to. Nie drżmy, to... na pozór”.

Wirtualność osłabia naszą zdolność do emocji. Tak bardzo jesteśmy przesiąknięci fałszem, że nie jesteśmy już w stanie zobaczyć i poczuć prawdy. Zwykle taki obraz powinien „zamrozić krwią”. Ale nie, nawet nie to.

Zastanówcie się, jak głęboko już zaczyna działać dezintegracja u was?

Wasze dzieci od najmłodszych lat zabijają przez gry wideo. Niedawno na sieci pojawił się film pokazujący dzieci grające w gry wideo. Najbardziej impresyjny był obraz dziewczynki w wieku dziesięciu lat, która bez mrugnięcia oczami zabijała. Żaden ruch jej twarzy nie zmienił się. Będzie eskalacja w tych grach i nasze przyszłe żołnierze, gdy będą wystrzeliwać twarze laserem, będą myśleli, że uczestniczą w grze. Byli wychowani odpowiednio, pozostaną bez emocji przed strumieniem krwi, rozsypującymi się wnętrznościami. Już są, prawdopodobnie.

Wprowadziłem na moim stronie komentarz do książki Francis Ducresta, „Lotnik”, który opowiada o jego latach wojny w Algierii, kiedy bombardował wioski z Małej Kabylia z的高度 swojego samolotu Mistral, jednośmigłowego pochodzenia z angielskiego Vampire, strzelając pociskami 20 mm, bombami i wiadrami napalmu. Jedno dobrze ustawione wiadro napalmu wystarczyło, by wyrwać wszelkie życie z małej wioski. W Algierii nazywano to „specjalnymi wiadrami”. „Misje o niskim ryzyku”, jak pisze Ducrest w swojej książce. To „wojna widziana z góry”. Na waszym ekranie to „wojna widziana z waszego fotela”. Ale wróćmy do tego obrazu sąsiada George’a W. Busha. Jakiego może mieć wieku ten chłopak? Dwadzieścia lat, na maksimum. Wielu żołnierzy w Iraku lub Afganistanie ma ten wiek.

Czterysta amerykańskich ofiar i ile ślepych, amputowanych, niepełnosprawnych, zdeformowanych? Z perspektywy irackiej: ile wdów, matki rozdarte, niepełnosprawnych? A co mówić o tych, które po połknięciu uranu 238 z pocisków o dużej zdolności przebijania, w formie tlenku, rodzą potworne dzieci?

Ten, kto siewa wiatr, zbiera burzę

Pokażę wam ten obraz, ale moglibyśmy stworzyć tysiące innych pokazujących młodych żołnierzy lub cywilów z różnych krajów, równie zniszczonych, zdeformowanych. Co tu zrobić, gdy widzę film jak „Mistrz i dowódca”, nie mogę się oderwać od rzeczywistości naszych czasów. Nie mam serca siedzieć przed ekranem i rozpraszać się śmiercią, a jeszcze mniej śmiercią. W filmie nie pokazują, tylko sugerują z subtelnością malarską. Gdy chłopiec jest amputowany, widzimy piasek rzucony na drewniany pokład, by chirurg nie ślizgał się po krwi, słyszymy dźwięk piły. Gdybyśmy zobaczyli... wszystko, nie wytrzymalibyście tego. Albo gdybyście to wytrzymali i byli rozrywani takim widokiem, trzeba byłoby poważnie zadać sobie pytanie o stan psychiczny, natychmiast przeprowadzić do psychiatrii. Ale ten widok amputacji dziecka-soldata w wieku dwunastu lat: to jest ok, to jest „normalne”, widoczne, nawet dla młodych. Film nie ma ograniczeń wiekowych. To nie jest film horroru z niemożliwymi scenami. Owszem, te sceny strachu tworzycie sami w swojej głowie, bez świadomości.

I tu tkwi paradoks. Akceptujemy pewną reżyserię śmierci. Ale stawiać jej czoła: nie, to zbyt trudne, niemożliwe do zniesienia. Między tym filmem a seriami B po wojnie nie ma właściwie różnicy. W tych ostatnich bohaterowie umierali wygodnie leżąc, stosunkowo czysto. Jak na teatrze mówili kilka słów, potem ich oczy się zamykały, głowa opadała. Nie widzieliśmy ran. Tylko trochę krwi na koszuli. A nawet w czarno-białym. Umieli bez bólu, bez struggleu. Akceptowali śmierć bez buntu i my też ją akceptowaliśmy. W „Mistrzu i dowódcy” reżyser oszczędza nas po tym wybuchowym działaniu, nie pokazując zatopienia trzech lub czterech setek francuskich marynarzy, którzy musieli zginąć podczas starcia, ciężkiego zbierania części ciała, odciętych stóp i rąk. To szczegół. Lepiej pokazuje scenę, w której Crowe czyta nazwiska członków załogi zabitych w walce. To bardzo przypomina cmentarz Arlington. Unijny flaga zastępuje gwiaździstą flagę. Potem przeżyli modlą się tymi samymi słowami, które... po drugiej stronie frontu.

Ojcze nasz, który jesteś na niebie

Wielki francuski kapitan, przed śmiercią, miał ostatnie życzenie, by jego szabla została oddana jego angielskiemu zwyciężcy. Szlachetne.

Czy nie dziwi was, że śmierć tak bardzo wchodzi do naszych filmów? Przypominam sobie te okręty wojenne, piękne jakby zatrzymały oddech. To były „obiekty wysokiej technologii tamtych czasów”. Lotnictwo nie istniało. Aby przynieść śmierć z daleka, był okręt, symbolem siły, mocy, wielkości. Dzisiaj jest lotnictwo. Ach, jak piękne są nasze samoloty wojenne, z wszystkimi swoimi kłami, zębami, bombami, fantastycznymi latającymi sztukami. W ramach ufoscience mieliśmy chłopaka 32-letniego, który nie mógł się odzyskać z tego, że nie został wybrany jako pilota myśliwca. Nawet w naszym kontakcie ten sen nadal go prześladował. Pamiętam ostatni mail:

- Lepiej walczyć wojnę za sterami Mirage 2000 niż prowadzić zwyczajne życie

Biedny chłopak...

Teraz nawet piękne kobiety wchodzą w wojnę. I są seksowniejsze niż, być może, dziewica Orléanska. Na aktualnościach widzimy amerykańskich żołnierzy kobiet, wyposażonych jak mężczyźni, z czerwonym makijażem. To pewnie część wyposażenia kobiecego, jak „papierosy armii”.

image_stealth

To obraz z filmu Stealth, ale prawdopodobnie istnieją też kobiety-pilotki amerykańskie, brytyjskie, francuskie lub z innych krajów, które są równie urocze. Pamiętam scenę, w której pokazano kobietę pilota helikoptera, amerykankę, która została zabita w Iraku i straciła obie nogi. Poza szczegółem, na wózku inwalidzkim nadal była bardzo atrakcyjna, naprawdę „pokochana”.

Zobaczcie tą stronę, stworzoną w 2005 roku, która pokazuje wystawę organizowaną przez francuską armię lądową, gdzie żołnierze-kobiety z lakierem do paznokci uczą dzieciaki zaczynające się na strzelanie z karabinu maszynowego. Gdy widzimy to, mówimy: „To nieprawda, śnię”. Ale zobaczcie w dalszej części tej strony komentarz czytelnika, jeszcze bardziej szalony, który myśli „że widzę zło wszędzie”...

Jak możemy znosić okrucieństwo, które powszechnie występuje na naszej planecie? Jak możemy znosić, że dzieci umierają z głodu? Jak możemy „grać w wojnę” lub „grać w śmierć”, grać z śmiercią, skoro gdzie indziej to wszystko jest tylko straszliwą rzeczywistością, codziennym koszmarem?

Wyślę was na stronę. Mogłabym ją rozbić, wyciągnąć obrazy. To strona inżyniera wojskowego emerytowanego Pierre Billaud, jednego z współtwórców bomby wodorowej i dumny z tego. Oto on:

http://pbillaud.club.fr/Sitewebpb.html

billaud_et_de_gaulle

Młody i energiczny politechnik Pierre Billaud, dyrektor centrum Limeil, pokazujący miejsce de Gaulle (wiesz, ten emerytowany generał który wymuszał płatności od Fellaghas podczas wojny w Algierii, by nie wybuchali gazociąg pustyni saharyjskiej)

Dzisiaj mający 88 lat (urodził się w 1920 roku) musi mieć tę fotografię ramowaną w salonie: „Ja z generałem de Gaulle”. Szczyt jego kariery.

Jego pieśń o wydarzeniu nuklearnym można przeczytać,

texte_billaud

przerywana gniewnymi uwagi, ostrymi strzałami do ludzi, których większość już wzięła jednostronny bilet do świata pośmiertnego. Nie przeczytałem książki Schwerera, zatytułowanej „Po mojej bombie”.

x1

Zobaczycie w opowiadaniu Billaud, jaka jest jego skargi, jego obsesja. Okropny Robert Dautray nieuprawnionie przywłaszczył sobie ojcostwo francuskiej bomby H. Jakie skandal! Jakie poświęcenie! Billaud od lat bezustannie walczy o przywrócenie prawdy faktów.

x2

Po prostu... patetyczne

Miałem kontakt z Billaudem, kiedy walczymy o to, by świat wiedział, że Francja przeprowadziła (i według mnie nadal przeprowadza) ukryte podziemne próby nuklearne. Wtedy miał już 85 lat. Kto by pomyślał, że Francja nie przeprowadziła żadnych prób od porzucenia bazy Mururoa w 1996 roku? Czy tylko po to, by sprawdzić, czy nasze ulubione głowy termojądrowe nadal są gotowe do działania. Kto mógłby pomyśleć, że „zastąpiliśmy wszystkie te rzeczy przez symulacje na komputerze”. Billaud nie wierzył w ukryte próby nuklearne. Mówił o „strzałach chłodnych”, innymi słowy próbach z materiałem podobnym, ale niepodzielonym, np. z uranem 238 zamiast plutonu 239. Zobaczycie, że w jego opowiadaniu wspomina „chłodne strzały” przeprowadzone w Monrovilliers. Przytoczę tylko jedną frazę Billauda, telefonem:

- Nie wierzę w te podziemne próby nuklearne w kopalniach, jak twierdzisz. Nie, myślę, że jeśli Francuzi chcieliby przeprowadzić nowe próby, najprostszym byłoby, by ktoś miał odwagę wybuchu ładunku podwodnego w otwartym morzu.

Ekologiczniej, nie masz szans...

Billaud umrze bez zrozumienia, myślę. Na marginesie, jeśli kiedykolwiek chcesz się z nim skontaktować, będzie bardzo szczęśliwy: ma adres e-mail na końcu każdej strony jego strony. Przygotowanie bomb francuskich było rodzajem nowoczesnego gestu bohaterskiego. W mojej książce „Dzieci Szatana” (wyczerpana, ale można ją pobrać ze strony) na stronie 139 znajduje się cytowanie z książki Emilio Segré, jednego z pionierów, który uczestniczył w tworzeniu pierwszej bomby atomowej w USA:

citation_elimio_segre

Jeśli szukacie tego, co jest w głowie inżyniera wojskowego: oto. To tak proste. I nie zmieniło się ani o włos. Kilka neuronów, kilka równań i pudełko z żołnierzami z ołowiu.


Najnowsze Przewodnik ( indeks ) Strona główna